] > Karol „Zal” Zalewski - Blog - http://blog.4zal.net/kategoria/zainteresowania/wolna-kultura/

Miniblog: Cytaty w kontekście prac inżynierskich i magisterskich

2010-06-21, Poniedziałek 20:52:57 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Sam nie wiem, co o tym myśleć, jak powiedział król Dezmod, gdy przyłapano go na oszukiwaniu w karty.

Źródło: „Pani Jeziora”, Andrzej Sapkowski

To naprawdę miłe, gdy jest się cytowanym lub gdy nasza praca jest powielana. Trudno mi jest jednak określić, co czuję po znalezieniu pracy inżynierskiej pt. „Przegląd metod sztucznej inteligencji w ekstrakcji danych”. Okazuje się, że zostałem zacytowany w tejże oto pracy, co potwierdza bibliografia w niej zawarta, jedna z sekcji („Narzędzia Data Mining”) oraz samo źródło, czyli mój wpis na blogu o tytule „Eksploracja danych w wolnym wydaniu”. Oczywiście, nie mam nic przeciwko cytowaniu mnie, czy też wykorzystywaniu fragmentów moich prac w innych tekstach. Licencja „rób, na co tylko masz ochotę”, z której korzystam, daje tutaj naprawdę szerokie pole do popisu. Zastanawia mnie jednak, czy tego typu prace (tj. inżynierskie i magisterskie) powinny opierać się o tak niepewne zasoby, jak np. wpisy na blogach osób nie związanych z opisywanym projektem.

Zabawna sprawa, nie sądzicie? Ja sam w tego typu pracach staram się unikać źródeł wtórnych. Uważam również, iż więcej prac magisterskich/inżynierskich powinno być publikowanych w Internecie. Jest to rozwiązanie tanie, umożliwiające dostęp do wiedzy szerszej grupie odbiorców oraz pozytywnie wpływające na jakość publikowanych prac. Może zmniejszyłoby to liczbę prac cytujących Wikipedię.

NieKradneMuzyki.pl

2010-05-28, Piątek 16:49:53 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Jest sobie taka strona sponsorowana przez Eurozet (tych od m.in. Radia Zet), co się zowie NieKradneMuzyki.pl. Dawno nie widziałem czegoś równie mocno wprowadzającego w błąd (przemilczę czytelność strony). Wydźwięk strony jest prosty - ściąganie muzyki to coś, co można nazwać kradzieżą. Oto moja odpowiedź na całą inicjatywę:

Aby być bardziej obiektywnym, na stronie można znaleźć również informacje nieco bliższe rzeczywistości. Oto i przykład - fragment dot. ściągania muzyki z Internetu z punktu widzenia prawa (artykuł „Prawo a muzyka”):

Uspokajamy, etyka etyką – z prawnego punktu widzenia jest to rzeczywiście legalne.

Po BarCampie Wolności w Kulturze

2010-05-25, Wtorek 20:41:00 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Poniżej zamieszczam tekst, który całkiem wiernie oddaje treść mojej wypowiedzi z BarCampu Wolności w Kulturze zorganizowanego w Gdańsku 15 maja 2010 roku przez Indeks 73. Moje przemówienie trwało około 7 minut i również tyle samo czasu przeznaczono na dyskusję po nim. Sam pomysł tematu zrodził się już na samym BarCampie, więc wybaczcie nieco chaotyczną strukturę. Jeżeli ktokolwiek miałby ochotę - proszę śmiało komentować.

„Wolność, kultura, cenzura: Spojrzenie na kulturę z punktu widzenia ekonomisty”

Na kulturę można spoglądać z różnych perspektyw i ujmować ją na wiele sposobów. Przykładem takiego spojrzenia może być memetyka, czyli nauka, której początków można doszukiwać się w pracach Richarda Dawkinsa, brytyjskiego biologa, a która nawiązuje do podobieństw między kulturą, a genetyką (np. zachodzący proces ewolucji). Ja sam postaram się dzisiaj zaprezentować jeszcze inną wizję, o tyle interesującą i drażliwą, iż dotyczącą historii, biznesu oraz wolnej kultury.

Jeszcze kilkanaście lat temu podział na twórców oraz wydawców był czymś logicznym i oczywistym. Charakter tradycyjnych mediów (np. książek, czy też płyt CD-Audio) sprawia, iż trudno przy ich pomocy dotrzeć do wielu odbiorców bez ponoszenia kosztów i ryzyka. Do wydania utworu na większą skalę niezbędne są maszyny (np. drukujące książki, czy też tłoczące płyty), wykorzystywane przez nie materiały (np. papier) oraz dostęp do sieci dystrybucji (np. transport książek do sklepów). Wszystko to sprawia, iż przeciętny autor nie jest w stanie utrzymywać własnego wydawnictwa i jest niejako zmuszony do korzystania z usług profesjonalnych wydawców. Po prostu nie byłby on w stanie ponieść kosztów z tym związanych. Znamy już zatem sytuację autora korzystającego z tradycyjnych mediów. Jaka jest w takim razie sytuacja wydawcy? Przede wszystkim jest on przedsiębiorcą, którego celem jest minimalizowanie ryzyka inwestycji przez niego realizowanych i zarabianie na nich. To on, ponosząc ryzyko, musi podjąć decyzję, czy wydać prace danego autora. Proszę zauważyć, że ew. „cenzura” na tym etapie nie wynika z jego winy - będąc przedsiębiorcą nie ma innego wyjścia. Nigdy nie ma pewności, czy np. wydrukowana i dostarczona do sklepów książka zostanie sprzedana. Również naturalnym jest to, iż wydawcy dążą do tego, aby zabezpieczyć swoje interesy.

W ekonomii bardzo często mówi się o naczyniach połączonych - zmiana jednego elementu wpływa na inne elementy. Tak też jest i w przypadku wydawców. Rynek, kultura, nauka, prawo itp. wpływają na siebie nawzajem. Dostatecznie duże przedsiębiorstwa lub duża liczba małych, lecz współpracujących firm nie tylko podlega presji otoczenia, ale również jest zdolna do jego zmiany. W przypadku wydawców można to zauważyć analizując obecną konstrukcję oraz rozwój prawa autorskiego. Zmiany te są na tyle istotne, iż mają one również znaczenie dla kultury - szczególnie teraz, gdy pojawienie się Internetu i jego popularyzacja wstrząsnęły naszym światem. Technika kolejny raz odmieniła oblicze kultury i biznesu. Od momentu pojawienia się Internetu każdy autor może być równocześnie wydawcą, który dociera do niemal każdego miejsca świata za ułamek tej kwoty, która była niezbędna w przypadku tradycyjnych mediów. Jednak prawo, jak i biznes nie zmieniają się tak szybko, jak technika, a to jest przyczyną pewnych problemów. To właśnie ich istnienie przyczyniło się do powstania ruchu wolnej kultury. Ruchu mającego na celu propagowanie kultury bazującej na zezwoleniach. Oczywiście, idea taka stoi w opozycji do zamysłu twórców obecnie funkcjonującego prawa autorskiego, które oparte jest na monopolu twórcy. Prawo mówi „tylko twórca może zezwolić na dystrybucję jego utworów”, zaś wolna kultura dodaje „zatem może też pozwolić na nieograniczone kopiowanie i modyfikowanie swoich dzieł”. O wolnej kulturze można byłoby mówić naprawdę długo. Ja chciałbym skupić się na jednym z jej aspektów próbując odpowiedzieć na interesujące z punktu widzenia ekonomisty pytanie. Czy twórca może zarabiać na utworach wydanych na wolnych, zgodnych z założeniami wolnej kultury, licencjach?

Moim zdaniem - TAK! Karl Fogel (programista wspierający ruch wolnego oprogramowania) w swoim eseju pt. „Zapowiedź świata post-copyright” sugeruje istnienie co najmniej dwóch możliwości. Pierwszym z nich są darowizny oparte o bankowość elektroniczną i mikropłatności. Jeżeli przekazanie autorowi 1 PLN wymaga jedynie jednego kliknięcia, to czemu by tego nie uczynić, jeżeli jego twórczość jest dobra? Złotówka to niewiele. Przynajmniej dla samego odbiorcy. Co jednak powie autor, gdy takich chętnych znajdzie się ponad kilkanaście tysięcy? W skali Internetu to naprawdę niewielka liczba osób. Takie rozwiązanie zostało już wdrożone w życie i można je zaobserwować np. w serwisie Jamendo udostępniającym darmową muzykę na wolnych licencjach. Druga opcja dotyczy większych przedsięwzięć, których powstawanie wymaga znacznego kapitału. Wystarczy jedynie przesunąć darowizny w czasie tj. zbierać je jeszcze przed powstaniem projektu. Jak to czynić? Opisać precyzyjnie projekt, przedstawić plan jego tworzenia i pokazać dotychczas wykonane prace. Wszyscy ci, którzy będą chcieli ujrzeć go skończonego będą mogli wesprzeć autora, a sam autor zobowiąże się do jego wydania na wolnej licencji. To również działa - wystarczy zajrzeć na stronę Kickstarter.com. Zapraszam do zapoznania się z nim. Podsumowując, wolna kultura nie czyni autora biedniejszym. Wolna kultura nie stoi w opozycji do wydawcy. Wolna kultura wymaga po prostu zmiany sposobu myślenia. Bez względu na to, czy mowa o autorze, czy też o wydawcy.

Tekst mojego przemówienia, jak i innych uczestników, dostępny jest również na stronach Indeksu 73.

Miniblog: Społeczne mikropłatności

2010-05-07, Piątek 15:39:27 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

W moim poprzednim wpisie, dotyczącym prostych i skutecznych darowizn na rzecz twórców funkcjonujących w Internecie, kilka osób (w tym m.in. Rozie) wspomniało o tym, że w trakcie tworzenia znajduje się serwis, którego celem jest usunięcie przedstawionego problemu. Mowa o Flattr - serwisie umożliwiającym dokonywanie mikropłatności przy pomocy jednego kliknięcia.

Zasada działania jest prosta. Na początku miesiąca wpłacamy minimum 2 EUR na konto w systemie Flattr. Następnie przez cały miesiąc rozdajemy kliknięcia twórcom, a gdy nastąpi jego koniec pula pieniędzy dzielona jest przez liczbę kliknięć i przesyłana do właściwych osób. Proste. Z jednej strony mamy system ratingowy podobny do tego znanego z Digg.com, a z drugiej strony możliwość wygodnego przekazywania mikropłatności twórcom bez obaw o nasze fundusze i czas.

Mam nadzieję, że całość nie tylko sprawdzi się, ale również zyska popularność.

Internet, wolna kultura, darowizny i mikropłatności

2010-05-06, Czwartek 07:37:12 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Czy byłby to dla mnie problem, gdybym miał dobrowolnie przekazać 1, 2, lub 5 złotych twórcy, który udostępnił za darmo stworzony przez siebie tekst, obraz, muzykę, film, grę, czy też program? Jeżeli utwór ten byłby w moim mniemaniu dobry to „why not?”. Ale jak tylko pomyślę, że aby przekazać komuś 1 złoty musiałbym poszukać jego numeru konta, danych osobowych, uruchomić interfejs WWW mojego banku, wypełnić formularz, poczekać na token pod postacią SMS-a i... To mi się odechciewa. Za dużo tego, prawda? A gdyby tak zrobić to prościej, szybciej i z większym pożytkiem zarówno dla twórców, jak i odbiorców?

Gdybym mógł przekazać twórcy złotówkę przy pomocy jednego kliknięcia to nie tylko ja byłbym zadowolony, ale i twórca mógłby liczyć na więcej darowizn. Sama koncepcja płatności przez Internet jest prosta i dobrze znana. Wystarczy spojrzeć na takie serwisy, jak np. PayPal, MoneyBookers, Google Checkout oraz Amazon Payments. Nieco większym problemem przy korzystaniu z ww. usług jest rola obdarowanego oraz integracja z kontami bankowymi. Niestety, koszty jakie ponosi obdarowany oraz trudność w przelewaniu środków na konta ww. systemów w celu skorzystania z nich przez darczyńców (np. wymagane posiadanie karty kredytowej lub doładowanie wirtualnego konta tradycyjnym przelewem) sprawiają, że nie nadają się do realizacji celu, o którym napisałem.

Przykład rozwiązania w oparciu o system Dotpay.pl - metoda POST. Bez potrzeby zakładania odrębnego konta ze strony darczyńcy. Istnieje również możliwość skorzystania z metody GET.

A może rodzime rozwiązania lepiej sprawują się pod tym względem? Trochę ich jest - Platnosci.pl, PayU, Przelewy24 i Dotpay. Po krótkim przejrzeniu ich możliwości oraz warunków na jakich działają większość z nich odpada w przedbiegach, pozostaje Dotpay. Tak, jak i inne serwisy, dzięki integracji z polskimi systemami bankowymi umożliwia on dokonywanie szybkich wpłat przez darczyńców. Jest również przystosowany do przekazywania darowizn - nie wymaga od twórcy prowadzenia działalności gospodarczej, ani tworzenia konta w ich systemie przez darczyńcę. Odbierający darowiznę obarczany jest opłatą w wysokości kilku procent od przelewanej kwoty (minimum 30 groszy). Rejestracja konta odbiorcy kosztuje 10 złotych i jest konieczny do odebrania zgromadzonych pieniędzy na tradycyjne konto (sam przelew to złotówka). Wady? Wysoka minimalna opłata za przekazanie pieniędzy oraz brak anonimowości ze strony darczyńcy (np. konieczność podania imienia i nazwiska). Zalety? Darczyńca nie musi posiadać karty kredytowej (wystarczy ROR w jednym z polskich banków) lub doładowywać konta w systemie. W razie potrzeby może on wykorzystać również kilka innych systemów w celu zrealizowania płatności (standardowo MoneyBookers, dodatkowo PayPal). Jedno kliknięcie i trafia się na stronę, która pozwala na wybór sposobu płatności oraz podanie podstawowych danych osobistych (zazwyczaj imię, nazwisko i e-mail). Po niej następuje logowanie w systemie naszego banku i... Pozostaje jeszcze kwestia hasła jednorazowego (w przypadku np. mBanku), którego obecność utrudnia procedurę, a ewentualny brak powoduje zmniejszenie bezpieczeństwa.

Hasło jednorazowe. Jak je usunąć nie tracąc bezpieczeństwa? To proste! Wystarczy wprowadzić limit darowizn, jaki można zrealizować w ciągu dnia. Jaki i czego dotyczący (tj. suma darowizn, liczba darowizn, liczba darowizn przekazanych danemu użytkownikowi itp.) to już inna kwestia. Tego brakuje. Ostatniego elementu, z punktu widzenia informatyka (US miałby pewnie odmienne zdanie), niezbędnego do stworzenia systemu sprzyjającego przekazywaniu mikrodarowizn twórcom funkcjonującym w polskim Internecie. Niestety, decyzja nie leży po stronie użytkownika, a po stronie twórców systemów bankowych.

Pomysł nie jest szczególnie odkrywczy, ale jestem ciekaw, co o tym sądzicie. Czy również dostrzegacie bariery na jakie natrafia osoba chcąca przekazać piątaka twórcy? Czy sądzicie, iż ich zniesienie może wpłynąć na liczbę darowizn i być korzystne dla twórców? Moim zdaniem wyeliminowanie tych barier jest ważne. Szczególnie, że rozwiązania „zapłać tyle, ile chcesz” stają się coraz popularniejsze pośród niezależnych twórców i sympatyków wolnej kultury, a łatwość przekazywania darowizn i ich odbioru ma kluczowe znaczenie w takim środowisku.

Międzynarodowy Dzień Przeciwko DRM

2010-05-04, Wtorek 07:25:09 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

To już dziś, 4 maja został ogłoszony przez Free Software Foundation Dniem Przeciwko DRM, czyli cyfrowemu zarządzaniu prawami. Czym jest DRM? DRM to:

...oparty o mechanizmy kryptograficzne lub inne metody ukrywania treści system zabezpieczeń mający przeciwdziałać używaniu danych w formacie elektronicznym w sposób sprzeczny z wolą ich wydawcy.

Źródło: „Digital rights management”, Wikipedia

Co oznacza DRM dla nas, użytkowników? Przede wszystkim naruszenie naszych praw. Oto skutki stosowania DRM przez producentów oprogramowania oraz wydawców muzyki, filmów, książek itp.:

  • mechaniczna kontrola (np. konieczność stałego połączenia z Internetem i inne utrudnienia) dostępu do treści, którą posiadasz,
  • ograniczanie przywilejów (np. prawa do wykonania backupu) każdego z nas,
  • konieczność zakupu urządzeń, które sprzętowo wspierają DRM,
  • i wiele innych.

Powiedź stop systemom DRM, które ograniczają Twoją wolność!

Miniblog: H.264, Apple, Microsoft i Internet

2010-05-03, Poniedziałek 19:07:41 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Powiedzcie mi, jak można być tak naiwnym, aby wierzyć dwóm najbardziej otwartym firmom zajmującym się tworzeniem wolnego oprogramowania (mowa oczywiście o Apple i Microsofcie), gdy mówią, że Flash będący dzieckiem Adobe jest BE, bo jest zamknięty? Zamiast tego, do odtwarzania wideo w Internecie proponują H.264, który jest przecież taki wspaniały, a do tego stał się już de facto standardem.

Bogowie... Myślę, że tylko nieliczni zrozumieli żart Ballmera oraz Jobsa. I mam nadzieję, że zalicza się do nich również Google ze swoim VP8.

Miniblog: Zapowiedź świata post-copyright

2010-04-25, Niedziela 16:00:55 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Myślę, że do zbioru tak ważnych tekstów dla świata otwartego i wolnego oprogramowania oraz wolnej kultury, jak np. „Katedra i bazar” Erica S. Raymonda, „Wolna kultura” Lawrence Lessiga, czy też „W obronie wolności” Sama Williamsa, warto dodać kolejną, równie wartościową, jak pozostałe, lekturę: „Zapowiedź świata post-copyright” Karla Fogela.

Esej ten jest o tyle interesujący, iż w bardzo przystępny sposób ukazuje to, kto obecnie jest prawdziwym beneficjentem praw autorskich oraz jak ten stan rzeczy może być i jest zmieniany za sprawą Internetu. Tłumaczy również, dlaczego istnienie wolnej kultury, tak samo jak i wolnego/otwartego oprogramowania, nie oznacza wcale tego, iż twórca musi przymierać głodem. Nie tylko jest ona zgodna z ideą wolnego rynku oraz efektami postępu technologicznego, ale również stoi w opozycji do monopolu, jak i pojmowaniu twórczości, jako własności intelektualnej będącej tożsamą własności materialnej.

Miniblog: Fonty

2010-01-23, Sobota 00:42:40 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Już jakiś czas temu próbowałem ugryźć typografię, ale... Ujmijmy to jasno i zwięźle - zupełnie mi to nie wyszło. Przynajmniej od strony tworzenia fontów. Udało mi się jednak wyrobić własne zdanie na temat estetyki kilku fontów dostępnych na wolnych licencjach.

Od jakiegoś czasu do pisania anglojęzycznych dokumentów najczęściej wykorzystuję Gentium Basic, a w przypadku polskojęzycznych Charis SIL (fonty szeryfowe). Do całej reszty stosuję bezszeryfowy DejaVu Sans oraz DejaVu Sans Mono o stałej szerokości. Mam słabość do Gentium. Szkoda tylko, że na ekranie nie wygląda tak samo dobrze, jak na papierze.

W ramach eksperymentu od dziś na blogu stosuję DejaVu Sans (z fallbackiem do Ariala) oraz DejaVu Sans Mono (w przypadku braku - Courier New). Mam nadzieję, że ułatwi to odbiór tym osobom, które nie korzystają z czytników RSS/Atom.

[EDIT] Niestety, problemy z czytelnością pod Windowsem wykorzystującym ClearType sprawiły, że zastosowałem nieco inne rozwiązane.

Miniblog: Internet

2010-01-14, Czwartek 18:11:45 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Od 1 stycznia br. obowiązuje nowe rozporządzenie do prawa telekomunikacyjnego naruszające prywatność Internautów. Odsyłam do treści, która wygląda interesująco i określa m.in. jakie informacje muszą być przechowywane u ISP. Polecam również lekturę tego, co napisał Rozie.

Aby było zabawniej najprawdopodobniej w najbliższej przyszłości wejdzie w życie „Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych”. Co więcej, już teraz myśli się także o wprowadzeniu możliwości odcinania Internautów od Sieci, a fanatyczni obrońcy majątkowych praw autorskich sugerują również zniesienie dozwolonego użytku osobistego. Jestem ciekaw, czy równie poważnie myśli się nad zniesieniem tych kilku procent z ceny nośników danych i urządzeń kopiujących (CD, DVD, HDD, nagrywarki, kserokopiarki itp.), które przeznacza się na OZZ?

Miniblog: Zmiana licencji na LPRCTKC

2010-01-06, Środa 01:47:44 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Na niniejszym blogu zaszła drobna zmiana dot. licencji na której publikuję wpisy. Po zmianie jest to LPRCTKC będąca polskojęzycznym odpowiednikiem WTFPL. Jej treść dostępna jest na jednej z moich stron. Całość z przymrużeniem oka.

Idealna, prawda? Komentarze pozostają bez zmian.

Creative Commons: Wojny ciąg dalszy

2010-01-05, Wtorek 18:18:10 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Pamiętacie mój poprzedni, grudniowy wpis dot. walki z organizacjami zbiorowego zarządzania prawami autorskimi? Do tej pory wszystko idzie nadspodziewanie dobrze. Pomimo długiego okresu wypowiedzenia umowy określonego w niej samej, organizacje wyraziły zgodę na zerwanie jej z dniem 1 stycznia 2010 roku. Do tego czasu należało się odpowiednio przygotować do odtwarzania muzyki udostępnianej na licencji Creative Commons.

Zakup wieży zdolnej do odtwarzania utworów w formacie MP3 z dysku z interfejsem USB nie stanowił większego problemu. Trudno też powiedzieć, aby był to duży wydatek. Najwięcej czasu zajęło skompletowanie odpowiedniej muzyki oraz przygotowanie materiałów, których obecność wymagana jest przez licencje Creative Commons. Pierwsze z tych czynności wymagała kilku wieczorów spędzonych nad Jamendo. Wbrew pozorom, znalezienie na Jamendo twórczości utalentowanych muzyków (zarówno muzycznie, jak i technicznie) posługujących się dobrej jakości sprzętem nie jest zadaniem trudnym. Nawet jeśli szuka się muzyki mającej tworzyć w lokalu wcześniej obrany przez siebie klimat i na licencjach innych, niż niekomercyjne Creative Commons. Później wystarczyło wydrukować listę wykorzystanych utworów (l.p., nazwa, wykonawca, album oraz nazwa licencji), stosowną informację o odtwarzanej muzyce oraz skróconą treść samych licencji z odnośnikami do ich pełnych wersji.

Efekt? Obecnie trudno określić. Rodzina jest zadowolona, a klienci nie skarżą się na muzykę, wręcz przeciwnie. Czy będzie to miało jakiś wpływ na popularność lokalu? Podejrzewam, że w rzeczywistych warunkach, o jakich mowa, nie będzie to możliwe do określenia. Teraz pozostaje nam jedynie czekać na wizytę ZPAV-u, STOART-u oraz ZAiKS-u. A to, prędzej, czy później, z pewnością nastąpi.

Creative Commons: Moja mała, prywatna wojna

2009-12-01, Wtorek 14:13:39 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Zapewne doskonale wiecie, jak wielce pejoratywny wydźwięk ma mój stosunek do wszelkiej maści organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi twórców. Uważam je za element bardzo dobrze zorganizowanej przestępczości. Na widok akronimów ZAiKS, STOART, ZPAV itp. moja twarz wykrzywia się okrutnie, a ręce... No dobra, bez przesady, po prostu bardzo ich nie lubię. I mam zamiar nieco im zaszkodzić. A konkretniej - nie pozwolić zarobić na sobie. Jak?

Na samym wstępie warto jednak opisać sytuację, której zaistnienie motywuje mnie do działania. Rodzina moja prowadzi biznes. Mowa tutaj o lokalu gastronomicznym, w którym to w tle słychać dźwięki z radia. Oznacza to m.in. to, iż wszystkie ww. organizacje pobierają w ciągu roku ponad 1500 PLN na rzecz... czegoś, czy kogoś. Czy jest to warte muzyki, która wydobywa się z radia? Nie.

Uważam, że aby skutecznie odpierać zapędy ww. organizacji należałoby skupić się na trzech elementach: prawie, technice oraz społeczeństwie.

Prawo - krótki czas obowiązywania autorskich praw majątkowych (interesujący temat dla zwolenników licencji GPL), czy też niemożność pobierania opłat w imieniu niezarejestrowanych członków z pewnością ograniczyłoby ekonomiczny sens istnienia takich organizacji.

Technika - Internet umożliwia znacznie łatwiejszy kontakt z twórcami oraz dystrybucję ich twórczości. Niech tylko pojawi się jeszcze możliwość indywidualnego podpisania umowy (np. w formie zautomatyzowanej usługi i systemu płatności on-line) z twórcą funkcjonującym w Internecie, a życie stanie się zdecydowanie prostsze.

Społeczeństwo - kampania informacyjna powinna ukazywać wady takich organizacji oraz tego, dlaczego szkodzą społeczeństwu. Niechęć społeczeństwa, dobrze wyrażona, może znacząco utrudnić działanie ww. stowarzyszeniom. Warto też uświadamiać ludzi w zakresie istnienia twórczości dostępnej na licencjach Creative Commons (szczególnie w wersji bez NC), których wykorzystanie uniemożliwia pobieranie opłat przez np. ZAiKS.

Wracając do sedna sprawy, mój pomysł jest bardzo prosty i bazuje na wykorzystaniu owoców wolnej kultury. Innymi słowy - uruchamiam wyszukiwarkę Jamendo i szukam najpopularniejszych albumów z danego miesiąca, których licencja nie wyłącza wykorzystania ich do użytku komercyjnego, a które pasują do klimatu lokalu. Ściągam je, a następnie przygotuję kartkę z informacją o ich twórcach, tytułach, nazwach licencji oraz z informacją na temat tego, gdzie można je ściągnąć. Tak uzbrojony pędzę do lokalu, aby całość wdrożyć w życie.

Jeżeli pomysł wypali to i inne okoliczne lokale zostaną uświadomione o tym, jakie korzyści niesie ze sobą korzystanie z utworów na właściwej licencji. Jedno jest pewne - pierwszy, ani ostatni nie jestem.

|