] > Karol „Zal” Zalewski - Blog - http://blog.4zal.net/kategoria/zainteresowania/ksiazki/

Miniblog: Cytaty w kontekście prac inżynierskich i magisterskich

2010-06-21, Poniedziałek 20:52:57 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Sam nie wiem, co o tym myśleć, jak powiedział król Dezmod, gdy przyłapano go na oszukiwaniu w karty.

Źródło: „Pani Jeziora”, Andrzej Sapkowski

To naprawdę miłe, gdy jest się cytowanym lub gdy nasza praca jest powielana. Trudno mi jest jednak określić, co czuję po znalezieniu pracy inżynierskiej pt. „Przegląd metod sztucznej inteligencji w ekstrakcji danych”. Okazuje się, że zostałem zacytowany w tejże oto pracy, co potwierdza bibliografia w niej zawarta, jedna z sekcji („Narzędzia Data Mining”) oraz samo źródło, czyli mój wpis na blogu o tytule „Eksploracja danych w wolnym wydaniu”. Oczywiście, nie mam nic przeciwko cytowaniu mnie, czy też wykorzystywaniu fragmentów moich prac w innych tekstach. Licencja „rób, na co tylko masz ochotę”, z której korzystam, daje tutaj naprawdę szerokie pole do popisu. Zastanawia mnie jednak, czy tego typu prace (tj. inżynierskie i magisterskie) powinny opierać się o tak niepewne zasoby, jak np. wpisy na blogach osób nie związanych z opisywanym projektem.

Zabawna sprawa, nie sądzicie? Ja sam w tego typu pracach staram się unikać źródeł wtórnych. Uważam również, iż więcej prac magisterskich/inżynierskich powinno być publikowanych w Internecie. Jest to rozwiązanie tanie, umożliwiające dostęp do wiedzy szerszej grupie odbiorców oraz pozytywnie wpływające na jakość publikowanych prac. Może zmniejszyłoby to liczbę prac cytujących Wikipedię.

Publikacje naukowe

2010-03-04, Czwartek 00:33:55 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Czy homoseksualność jest zaraźliwa? Czy dziecko, które zostanie adoptowane przez homoseksualną parę również stanie się homoseksualne? Podejrzewam, że zadanie tych dwóch pytań byłoby wystarczające do tego, aby móc rozpętać tutaj małą wojnę domową. A już na pewno wygenerować kilkaset komentarzy. Całość dodatkowo mogłaby być podsycana licznymi artykułami z gazet zawierającymi wypowiedzi wszelkiego rodzaju specjalistów w danej, albo i innej, dziedzinie. A wystarczy jedynie...

Wystarczy jedynie zajrzeć do zbioru artykułów naukowych i sprawdzić, czy ktoś już nie prowadził badań w danym zakresie. Aby było łatwiej można skorzystać z wyszukiwarek pokroju Google Scholar. Wykorzystamy tę ostatnią oraz słowa kluczowe: „homosexual”, „parents” oraz „children”. Wyniki wyszukiwania są interesujące, również dla innych, lecz podobnych słów kluczowych. Co więcej, są jednoznaczne - z przedstawionych abstraktów prac, pisanych głównie w oparciu o badania jakościowe, wynika, że homoseksualność nie jest czymś zaraźliwym.

Proste rozwiązanie problemu? Z pewnością przyjemne. Nie jest jednak pozbawione wad. Z punktu widzenia laika, jakim ja sam jestem, istnieją co najmniej dwie takowe. Pierwsza - najczęściej bez problemu można znaleźć abstrakt opisujący zawartość (m.in. wyniki) artykułu, ale znalezienie pełnej treści stanowi duży kłopot. Bez wykupionego, np. przez naszą „alma mater”, dostępu do bazy artykułów uzyskanie go w sposób darmowy może być niemożliwe. Drugą, równie poważną wadą, jest konieczność samodzielnej oceny wiarygodności źródła. Każda z publikacji przed wydaniem przechodzi przez kilku recenzentów, ale wypadałoby jeszcze być zdolnym do samodzielnej ich oceny. A tutaj czynników, które należy brać pod uwagę, może być całkiem sporo. Nie zmienia to jednak faktu, że świat byłby o wiele prostszy, gdyby częściej odnoszono się do takich źródeł.

Podsumowując, uważam, iż warto czasem samodzielnie poszukać wiedzy u samego źródła, niż opierać się na tym, co możemy usłyszeć w mediach. Te ostatnie najczęściej spłycają i przeinaczają wszystko, co przez nie przechodzi.

Miniblog: Internet

2010-01-14, Czwartek 18:11:45 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Od 1 stycznia br. obowiązuje nowe rozporządzenie do prawa telekomunikacyjnego naruszające prywatność Internautów. Odsyłam do treści, która wygląda interesująco i określa m.in. jakie informacje muszą być przechowywane u ISP. Polecam również lekturę tego, co napisał Rozie.

Aby było zabawniej najprawdopodobniej w najbliższej przyszłości wejdzie w życie „Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych”. Co więcej, już teraz myśli się także o wprowadzeniu możliwości odcinania Internautów od Sieci, a fanatyczni obrońcy majątkowych praw autorskich sugerują również zniesienie dozwolonego użytku osobistego. Jestem ciekaw, czy równie poważnie myśli się nad zniesieniem tych kilku procent z ceny nośników danych i urządzeń kopiujących (CD, DVD, HDD, nagrywarki, kserokopiarki itp.), które przeznacza się na OZZ?

Miniblog: Wychowanie

2010-01-02, Sobota 15:49:58 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Ostatnio, w napływie ołowianych myśli Zala, doszedłem do wniosku, że dzieci nie powinny być wychowywane na książkach Terrego Pratchetta, twórczości Markiza de Sade i tekstach Friedricha Nietzschego. To zbyt zdrowe.

Swoją drogą, jest to całkiem interesujący problem. Jaką lekturę podrzucać tym najmłodszym członkom rodziny? O Lemie i Pratchettcie wspominać nie trzeba, ale z doborem innych lektur miałbym pewien problem. Szczególnie, gdy mowa o wieku przedszkolnym.

Terry Pratchett na temat religii

2009-12-29, Wtorek 00:42:52 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

In my religion, the building of a telescope is the building of a cathedral.

Terry Pratchett, angielski pisarz fantasy i science fiction

Na blogu Adama Brożyńskiego można obejrzeć filmy oraz zapoznać się z tekstami poświęconymi racjonalnemu spojrzeniu na świat. Duża ich część poświęcona jest również ateizmowi, jako zagadnieniu bliskiemu racjonalizmowi. Nie znajdziecie tam jednak wypowiedzi jednego z moich ulubionych zagranicznych pisarzy fantasy, czyli Terrego Pratchetta.

Powyżej dostępne jest oryginalne, czyli anglojęzyczne, nagranie, na które natrafiłem dzięki mojej LP, zawierające wspomnianą odpowiedź Terrego na pytanie „czy wierzysz w Boga, lub bóstwa?”. Zapoznanie się z tym materiałem polecam osobom nie tyle zainteresowanym problematyką wiary, co ceniącym sobie poczucie humoru Pratchetta.

Miniblog: Mitologia skandynawska

2009-10-28, Środa 11:56:01 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Kiedyś to mieliśmy religie. Pociągające, fantazyjne i piękne. Ginnungagap, Niflheim, Yggdrasil... Aż chciało się wierzyć. Teraz już takich nie robią.

Tako rzecze Zal.

„Katedra i bazar” oraz „Dlaczego jestem anarchistą?”

2009-07-28, Wtorek 17:00:15 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

W ramach intelektualnej gimnastyki powracam do czytania książek. Terry Pratchett pod postacią najnowszej książki pt. „Łups!” (a w tle „Making money” w oryginale), opowiadania Lema oraz kultowe książki Douglasa Adamsa. Chcę jeszcze znaleźć w bibliotece „Neuromancera” Williama Gibsona, jako pracę na bazie której wykształcił się cyberpunk. Ale nie o tym to ja chciałem napisać.

Eric Raymond to nietypowa postać. Przede wszystkim jest on zwolennikiem otwartego oprogramowania, libertarianinem (a właściwie anarchistą) oraz programistą, którego moglibyśmy nazwać hackerem. To, co mnie natomiast zainspirowało do napisania niniejszego wpisu oraz nadania mu takiego, a nie innego tytułu, to esej pt. „The Cathedral and the Bazaar”. Artykuł na Wikipedii dot. tego tekstu jest dobry. Dlaczego zaś wspominam o samym eseju? Jest ważny. W szczególności dla osób, które chcą poznać przyczyny dla których cały proces związany z tworzeniem oprogramowania Open Source sprawdza się w rzeczywistości. Polecam.

Raymond napisał sporo tekstów, jeden z nich nosi tytuł „Dlaczego jestem anarchistą?”. Jakoś tak się złożyło, że Wiktor Wojtylak (twórca m.in. eseju na Liberalis.pl) podrzucił mi kwartalnik „MindFuck”. Nie wiem, kiedy został wydany, ale dzięki zapisowi „Copyright is a nine letter world”, który się na nim znajduje, sądzę, iż mogę się pokusić o zamieszczenie u mnie na blogu tłumaczenia wspomnianego eseju, który się w nim znalazł.

Dlaczego jestem anarchistą?

„The Rise and the fall of the Third Reich” Williama Shirera to jedna z najbardziej wstrząsających książek, jakie kiedykolwiek napisano. To, co najbardziej w niej przeraża, to nie opisy niewyobrażalnych wręcz zbrodni, lecz następująca obserwacja:

19 sierpnia 1934 roku 95% Niemców uprawnionych do głosowania poszło do urn i 90% z nich (38 milionów) głosowało za oddaniem w ręce Adolfa Hitlera całkowitej władzy nad Niemcami. Tylko 4,25 milionów ludzi głosowało przeciwko przeobrażeniu państwa w reżim totalitarny.

Program Hitlera nie był niczym tajnym, tajemnicy nie stanowiły też środki za pomocą których naziści chcieli go zrealizować. Te 38 milionów osób głosowało za „Main Kampf”, ustawami norymberskimi, odrzuceniem Traktatu Wersalskiego i Nocą Kryształową, a przewaga ich głosów była miażdżąca.

Nie powinno nas dziwić, iż fakt ten umknął uwadze akademickich historyków i politologów. Nikt rozsądny nie podcina wszak gałęzi na której siedzi, zaś dogłębna analiza tego zdarzenia musiałaby doprowadzić do radykalnej krytyki założeń leżących u podstaw nowoczesnych demokracji.

Niemieckie wybory z 1934 roku dobitnie wykazują, iż konstytucyjna demokracja nie jest nie tylko w stanie chronić indywidualnych wolności, ale i zapobiec eksterminacji własnych obywateli. Fakt ten winien być szczególnie znamienny dla obywateli Stanów Zjednoczonych, gdyż konstytucja Republiki Weimarskiej jest niemalże wierną kopią ich własnej ustawy zasadniczej.

Amerykański model konstytucyjnej demokracji został opracowany przez Ojców Założycieli, gdyż wszystkie wcześniejsze próby ograniczenia władzy państwa zawiodły. Werdykt historii jest w tej kwestii jednoznaczny i w stu procentach zgodny ze słynnym dictum Winstona Churchilla - „demokracja jest najgorszą formą rządów... za wyjątkiem wszystkich znanych do tej pory ustrojów”.

Ale konstytucyjna demokracja jakkolwiek stanowi krok na przód, nie chroni ludzi przed ich własną głupotą i krótkowzrocznością. I nie jest to jakaś szczególnie nowatorska konstatacja. Już dwieście lat temu zauważył to Gibbon w swej wiekopomnej rozprawie „Decline and Fall of the Roman Empire”.

Upadek Republiki Weimarskiej stanowi dowód na to, iż demokracja jest systemem niestabilnym i podatnym na wstrząsy. Nowocześni, wykształceni ludzie żyjący w samym sercu Zachodniej Kultury za namową utalentowanego demagoga zrezygnowali ze swych swobód i skazali miliony swych współobywateli na okrutną śmierć.

Świadomość tego faktu rodzi oczywiste pytanie - jeśli konstytucyjna demokracja upadła tak katastrofalnie nisko - to jaki system mógłby ją skutecznie zastąpić?

Od czasów Maxa Webera ludzie wielokrotnie redefiniowali pojęcie państwa, nikomu jednak nie udało się stworzyć równie przekonywującej definicji - państwo to organizacja mająca na danym terytorium monopol na zorganizowaną przemoc. Problem idealnego rządu sprowadza się więc do odpowiedzi na pytanie - kto jest osobą na tyle zaufaną byśmy bez obaw mogli mu powierzyć sprawowanie władzy?

Całe wieki doświadczeń nauczyły nas, iż królowie, księża i autokraci wszelkiej maści nie sprostali naszym standardom, zawiedli nas również przedstawiciele arystokracji i oligarchowie. Jakobiński terror uświadomił nam, iż suwerenny lud nie skrępowany konstytucyjnymi ograniczeniami może być równie niebezpieczny, jak najgorszy nawet tyran.

Okrutna lekcja weimarskiej demokracji wykazała, iż konstytucja jest bezużyteczna. Nie trzeba zresztą odwoływać się do przykładu niemieckiego, by dojść do podobnego wniosku wystarczy przyjrzeć się historii Stanów Zjednoczonych. Każdy uczciwy człowiek przyzna wszak, iż Ojcowie Założyciele nawet w najgorszych snach nie przewidywali, iż ich potomkowie będą zginać kark przed rozdętą ponad miarę biurokracją i padać na kolana przed bezwzględnym poborcą podatkowym. Przykład Niemiec jest jednak o tyle bardziej nośny, iż nawet ci, którzy gotowi są bronić amerykańskiego rządu chylą czoło przed zbrodniami nazistów.

Pytanie, które nasunęło mi się po przeczytaniu książki Shirer’a nie dawało mi spokoju przez całe lata. Zbladły przy nim wszystkie inne problemy polityki - możemy wszak racjonalnie dyskutować na temat uprawnień państwa, chłodno ważyć argumenty za i przeciw jakimś nowym uprawnieniom rządu, nie da się jednak w żaden sposób przejść do porządku dziennego nad możliwością przekształcenia państwa opiekuńczego w morderczą maszynę.

Jeśli nie istnieje żaden instytucjonalny kaftan bezpieczeństwa chroniący przed szaleńcami u władzy, czy odpowiedzią na nasze bolączki nie jest „brak władzy”? Czy musimy całkowicie odrzucić scentralizowaną władzę państwową by zapobiec przyszłym Treblinkom i Oświęcimiom? Oto rada dla anarchistów - jeśli nie możemy całkowicie wyeliminować przemocy z życia społecznego, pozbawmy chociaż przyszłych Hitlerów dostępu do jej zinstytucjonalizowanego ramienia - zorganizowanych armii, państwowego przymusu i instrumentów masowej zagłady.

Amerykańscy Ojcowie Założyciele sądzili, że znaleźli skuteczny sposób na powstrzymanie degeneracji rządów w patologiczne monstra - zapewnij obywatelom powszechny dostęp do broni i wpój im przekonanie, że zbrojny opór wobec tyrańskiej władzy jest ich patriotycznym obowiązkiem. Gdyby Thomas Jefferson żył w dwudziestym wieku nie mógłby się nadziwić, jak to się stało, iż niemieccy Żydzi i Cyganie nie wzniecili rewolty, gdy nazistowski rząd nakazał im oddanie broni - i co istotniejsze - dlaczego inne cywilizowane narody nie dostrzegły w tej konfiskacie zapowiedzi nachodzącego Holocaustu.

Tymczasem rozbrojeni nie mogli skutecznie przeciwstawić się upychaniu ich w pociągach do śmierci. Fatalna niestabilność systemu demokratycznego doprowadziła do zagłady dwunastu milionów ludzi. Ja zaś nie dostrzegam w amerykańskim systemie niczego, co mogłoby zapobiec przyszłemu Holocaustowi. Na moją optykę szczególnie niekorzystnie wpływa fakt wykorzystywania amerykańskich chłopców do rozbrajania ich współobywateli i tym samym pozbawiania ich konstytucyjnej ochrony przed tyrańskim rządem.

Jestem przekonany, iż żadna metoda utrzymywania w ryzach arogancji rządzących nie spełni pokładanych w niej oczekiwań - olbrzymia większość ludzi zbyt łatwo zawierza propagandzie rządu by skutecznie bronić własnych praw.

Właśnie dlatego jestem anarchistą.

NIE PANIKUJ!

2009-05-24, Niedziela 17:41:11 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

- Czterdzieści dwa - zakończył Głęboka Myśl z niezwykłym patosem i spokojem.

"Autostopem przez galaktykę", Douglas Adams

Już jutro odbędzie się Dzień Ręcznika! Dzień ten ustanowiony został przez fanów książkowej fantastyki na cześć pisarza Douglasa Adamsa (zmarłego 11 maja 2001 roku), który jest autorem m.in. "Autostopem przez galaktykę".

Jako, iż jestem świeżo po przeczytaniu książki z której pochodzi powyższy cytat (odpowiedź komputera Głęboka Myśl na pytanie "Czym jest życie? Wszechświat? I cała reszta?!") muszę przyznać, iż nie dziwię się, dlaczego miała ona taki wpływ na informatyczną część rzeczywistości. Komputer szachowy IBM-a (Głęboka Myśl), kalkulator Google (42), elektroniczny tłumacz od AltaVisty (rybka Babel), czy też nawiązania do książki w Falloucie 2 (kaszalot i petunia). Zaryzykowałbym i samego autora porównałbym nawet do Terrego Pratchetta w wersji science fiction. Charakteryzuje się podobnym do Terrego, równie abstrakcyjnym poczuciem humoru. Zdecydowanie polecam.

Wolność, równość i... przyszłość?

2009-04-27, Poniedziałek 20:30:03 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Ponoć każda dyskusja dotycząca wolności, równości, czy też sprawiedliwości powinna zacząć się od skrupulatnego zdefiniowania wspomnianych pojęć. Ludzie uzmysławiają sobie wtedy, jak różnie mogą one wyglądać i jak wiele zależy od doświadczeń osoby, która takową definicję tworzy. Walka o wolność? Why not! Tak pięknie to brzmi. Ale... co to tak właściwie znaczy?

Sam siebie określam jako libertarianina. Staram się jednak nie wpływać moją postawą na innych, nie "wymuszać" wolności. Nie krzyczę, nie wychodzę na ulice, nie wartościuję. Zamiast tego analizuję, rozumiem i reaguję. Zawsze sądziłem, że nawet jeżeli żyję w państwie, które propaguje wartości niezgodne z moim systemem wartości, to wcale nie oznacza to, że muszę te państwowe wartości wpajać moim dzieciom. Nawet prawo jest tylko prawem i nijak nie może konkurować z zasadami, którymi kieruję się żyjąc w tym miejscu. Myliłem się.

Miarą sukcesu człowieka jest łatwość z jaką dostosowuje się do środowiska, które go otacza. Miało to zarówno miejsce na początku naszych dziejów, jak i teraz bez względu na to, czy mowa o środowisku naturalnym, ludziach, czy też otoczeniu biznesowym. Na przestrzeni tak długiego czasu zmieniła się właściwie tylko jedna rzecz. Wcześniej dostosowywaliśmy się do tego, co zastaliśmy. Byliśmy kształtowani przez nasze otoczenie. Jednak z upływem czasu również i my zaczęliśmy zmieniać to, co nas otacza. Paradoksalnie - obecnie kształtując otoczenie, kształtujemy również samych siebie. Sprzężenie zwrotne.

Czy tego chcę, czy też nie, otoczenie w którym przebywam, ludzie z którymi rozmawiam i wszystko to, czego doświadczam wpływa na mój sposób myślenia. Nawet język, którym się posługuję! Nie jest to może wpływ bardzo silny, ale z pewnością nie można go pominąć. Co ważniejsze - moje otoczenie jest kształtowane i to nie tylko przeze mnie. Spośród wielu czynników chciałby zwrócić szczególną uwagę na prawo.

Bez względu na to, czy mi się to podoba, czy też nie, prawo nie jest już tworzone przez małe społeczności. Jest ono czymś odgórnym, a do tego silnie oddziałuje na ludzi. I nawet jeżeli jestem temu przeciwny to nie będę w stanie wiele uczynić, gdy sąd orzeknie moją winę. Przestępstwo, naruszenie prawa, działanie wbrew zasadom. Jak to silnie na nas wpływa. Wystarczy prawnie zabronić jednej, czy drugiej czynności, aby w przeciągu jednej dekady zupełnie zmienić postrzeganie ludzi. To już nawet nie jest kwestia respektowania tego prawa - to kwestia ludzkich umysłów.

Wszystko to, co napisałem, zmierza ku jednemu. Nie stać mnie na bierną postawę wobec tego, co mnie otacza. Aby cieszyć się wolnością i żyć z przeświadczeniem o tym, iż czeka mnie wspaniała przyszłość aktywnie wpływać na moje otoczenie. Nie zgadzać się na ograniczanie kultury, ingerencję w prywatność, czy też działania mające ograniczyć rozwój technologiczny.

PS. Na marginesie - łatwo mówić o tym, iż prawo jest mało istotne, gdy jest się osobą fizyczną. Znacznie trudniej, gdy jest się osobą prawną.

Co to za zabawa dostawać wszystko, o czym się marzy, tak po prostu?

2009-03-30, Poniedziałek 11:52:33 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Ja wcale nie chcę wszystkiego, czego pragnę. Nikt tego nie chce. Nie tak naprawdę. Co to za zabawa dostawać wszystko, o czym się marzy, tak po prostu? Wtedy to nic nie znaczy. Zupełnie nic.

Koralina z "Koraliny" Neila Gaimana

Swego czasu książek czytałem sporo, ostatnimi czasy nieco mniej, ale nadal obracam się w klimatach fantastyki. Terry Pratchett, Neil Gaiman oraz książki wydane przez "Fabrykę Słów". Szkoda tylko, że z miesiąca na miesiąc jest tego coraz to mniej. Czyżbym się cofał w rozwoju?

Bardzo mi się sposób w jaki Ereszkigal prowadzi zapiski dot. przeczytanych książek. Wchodzicie, widzicie tytuł książki, autora, pokaźny zbiór cytatów oraz krótki komentarz. I już wiesz, czy książka godna polecenia, czy takie sobie czytadło. Polecam!

Co do cytatu na początku wpisu to nie jest to może nic szczególnie odkrywczego, ale z pewnością jest to w dużej mierze prawdziwe stwierdzenie. Dodałbym jeszcze, że sama droga ma często większe znaczenie, niż sam cel. Ile to razy okazywało się osiągnięcie pewnego celu pozostawiało we mnie uczucie niedosytu, gdy dążenie do niego było tak rozkosznie przyjemne.

Miniblog: Konkursy

2009-03-23, Poniedziałek 15:11:21 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Wspominałem już, że najlepsze konkursy to takie, w których to brak jest konkurencji? Niewielkie wygrane, ale przy zerowym nakładzie pracy i stosunkowo wysokich szansach na nią to świetna sprawa. Raz na jakiś czas książka, czy też płyta z muzyką na którą szkoda byłoby wydać pieniądze, ale którą miło byłoby przeczytać/przesłuchać.

Wygląda na to, że "Koralina" Gaimana osłodzi mi chorobę (notabene trwa już ona od dwóch tygodni) i naukę Pythona. Coś mi się zdaje, że ten ostatni już niedługo mi się przyda.

Nieznośna lekkość bytu

2009-03-04, Środa 01:04:28 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

W myśl zasady "im mniej czasu, tym więcej chęci" zabrałem się ostatnio za nadrabianie zaległych lektur. Kiepski pomysł przy tak wielkim natłoku wszelkiej maści zadań i obowiązków, ale za to jak przyjemnie się go realizuje. Nawet znalazłem kilka sensownie brzmiących powodów, dla których nie targam laptopa na uczelnię (gdzieś się podział upragniony netbooku?), a zamiast tego zabieram ze sobą pokaźnych rozmiarów tomiszcze.

Książką, na którą chciałbym zwrócić szczególną uwagę pośród obecnie czytanych przeze mnie, jest "Wywieranie wpływu na ludzi" Roberta Cialdiniego. Napisana stosunkowo prostym językiem, nie tylko przystępna, ale również niezwykle interesująca. Podejrzewam, iż niewielu z nas myśli o samym sobie, czy też osobach z naszego otoczenia, jak o ludzkich "maszynkach". Tj. istotach zagubionych w schematach, stereotypach, uproszczeniach i o nieświadomych, automatycznych reakcjach. Książkę Cialdiniego czytam niemal z zapartym tchem i z pewnością mogę ją polecić każdemu, kto ma ochotę liznąć nieco wiedzy dot. ludzkich zachowań.

W przeciwieństwie do dzieła Roberta, "A Byte of Vim" autorstwa Swaroop C H to darmowy e-book będący łagodnym wprowadzeniem do Vima. Dogłębne poznanie tego narzędzia postawiłem sobie jakiś czas temu za punkt honoru i mam nadzieję, iż książka ta w znaczący sposób ułatwi mi to zadanie.

Cisza przed burzą

2009-03-01, Niedziela 20:11:48 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Jeżeli jest ci zimno, herbata ogrzeje cię. Jeśli jest ci ciepło, ochłodzi cię. Jeżeli jesteś smutny, pocieszy cię. Jeżeli jesteś pobudzony, uspokoi cię.

William Ewart Gladstone

Uwielbiam słoneczne dni, zieleń i świergot ptaków. Świeżość płynącą z każdego zakątka, unoszącą się w powietrzu i zniewalającą zmysły. Czuję wtedy przypływ energii, radość i związany z tym natłok wspomnień z dzieciństwa. Uwielbiam proste przyjemności.

W imbryczku paruje aromatyczna herbata. Przede mną leży przeczytana w połowie książką. Trwa jedna z najspokojniejszych i najbardziej wyczekiwanych przeze mnie chwil. Ceremonia, której nie jestem sobie w stanie odmówić. Czas utopiony w filiżance herbacianego naparu, spisany na pożółkłych kartach marzeń, którego tak mi zawsze brak.

Od jakiegoś czasu aplikuję na stanowisko niskopoziomowego programisty C w pewnej trójmiejskiej firmie. Jestem już po rozmowie kwalifikacyjnej i w trakcie realizacji prostego projektu (rozwiązanie stosunkowo znanego problemu algorytmicznego wraz z dokumentacją), który może w dużej mierze zaważyć na mojej przyszłości. W najlepszym przypadku od 1 lipca rozpocznę pracę, a w najgorszym - przypomnę sobie C i stworzę satysfakcjonujące środowisko programistyczne oparte o Linuksa, VIM-a oraz GCC. Jaka będzie decyzja okaże się po 8 marca. Bez względu na to, co się stanie - mogę tylko i wyłącznie zyskać, bo przecież trudno o coś cenniejszego od wiedzy.

Planuję. Czasami przychodzi mi to z trudem, ale tak właściwie, u podstaw wszystkich moich działań leżą plany. Z dnia na dzień zawężam przestrzeń mojego życia do kilku kartek samoprzylepnych i rzeczywistości zawartej w jasnym, elektronicznym kalendarzu. Where do you want to go tomorrow?

Miniblog: Trąba homara

2008-12-15, Poniedziałek 02:58:16 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Środek nocy, mróz za oknem i kolejny Pratchett za mną. W takich chwilach trudno nie wspomnieć o tym, co miało miejsce jeszcze kilka lat temu, kiedy to wieczory takie, jak ten zdarzały się znacznie częściej. Jak się okazuje, niekiedy podejmuję słuszne w intencjach decyzje, które - wobec późniejszych doświadczeń - mogą niestety okazywać się w pewnych aspektach błędne. Czyżby doskwierał mi nadmiar ambicji?

PS. "Piekło pocztowe" urzekło mnie odniesieniami do kultury hackerskiej, stereotypu inżyniera i rachunkowości jako takiej. A i plakat ładny.

Zgroza, niewypowiedziana zgroza!

2008-11-11, Wtorek 15:48:18 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Leżał pośród malw, usiłując nie zapaść w sen, gdy nagle słaba, migocząca poświata rozjaśniała starodawny pokój, ukazując wśród fioletowej mgły konwergencję pochyłych płaszczyzn, które tak dogłębnie zaprzątały jego umysł. Groza wychynęła...

"Sny w domu wiedźmy", Howard Phillips Lovecraft

Uznawszy, iż po parapetówce u Gosi należy mi się spokojny i długi sen, zasnąłem w okolicach drugiej w nocy nie nastawiając uprzednio budzika. Zbudziły mnie dopiero gołębie, które swym dawnym zwyczajem ganiały się po moim parapecie. Zero wyczucia. Wstałem z łóżka i zaspanym wzrokiem powiodłem po biurku w poszukiwaniu zegarka. O zgrozo, znalazłem go!

Ciekłokrystaliczne krechy ułożyły się w bestialski kształt zapierający dech w piersiach. 13:19! Z poważniejszych planów na dziś należało zrezygnować. Ech... Nigdy więcej "naturalnego" snu.

Na domiar złego, również dziś postanowiłem powrócić do korzystania z transportów Gadu-Gadu (3417465@gg.jabber.gda.pl). Jak się okazuje, bez tego można zapomnieć o byciu zapraszanym na spotkania z licealnymi znajomymi ;-P

Starsze wpisy |