] > Karol „Zal” Zalewski - Blog - http://blog.4zal.net/kategoria/zainteresowania/japonia/

Bentō, czyli co łączy legendarne Thinkpady z Japonią?

2010-07-15, Czwartek 17:18:49 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Jak na geeka przystało nie tylko interesuję się informatyką, fantastyką oraz elektronicznymi gadżetami, ale również przejawiam ciągoty do wszystkiego, co związane z Japonią. Co prawda na wycieczki do Japonii, czy też dłuższy w niej pobyt, wciąż mnie jeszcze nie stać, ale już od jakiegoś czasu „sprowadzam” ją sobie do domu. W jaki sposób? To proste. Uwielbiam gotować, a dania kuchni japońskiej nie tylko świetnie smakują, ale również dają się stosunkowo łatwo przystosować do moich wegetariańskich upodobań. To taka wycieczka do Japonii bez wychodzenia z domu (i trochę bardziej multimedialna, niż zabawa z Google Maps). Co więcej, Japończycy przywiązują ogromną wagę do estetyki. Przygotowane jedzenie cieszy nie tylko podniebienie, ale również wzrok. I tutaj właśnie chciałbym wspomnieć o bentō.

Bentō (jap. 弁当) to coś, co można nazwać japońskim odpowiednikiem naszego śniadania zabieranego przez nas do pracy, czy też szkoły. Jednakże w przeciwieństwie do naszego rodzimego posiłku, jak to często bywa w przypadku Japończyków, jest to już element tradycji posiadający kilkusetletnią historię. Tak, jak wspomniałem, Japończycy wysoko cenią estetykę i również w tym przypadku można to dostrzec. Bentō nie tylko świetnie wygląda (w Internecie można znaleźć mnóstwo zdjęć, co ciekawszych arcydzieł), ale najczęściej znajduje się również w ozdobnym pudełku. I w tym oto właśnie miejscu dochodzimy do meritum. Chyba mało kto przypuszczał, że masywny, dobrze zaprojektowany i solidnie wykonany Thinkpad (czołg pośród laptopów) wygląd swój zawdzięcza shōkadō bentō, czyli tradycyjnemu, drewnianemu i lakierowanemu na czarno pudełku na bentō.

Moim skromnym zdaniem Richard Sapper, Kazuhiko Yamazaki oraz Tom Hardy świetnie się spisali projektując w 1992 roku pierwszego IBM Thinkpada. Czerń z elementami czerwieni oraz kwadratowy wygląd do tej pory są znakami rozpoznawczym Thinkpadów. Chociaż z pewnością nie cieszą się one taką popularnością pod względem wyglądu, jak białe, obłe i przyjazne produkty Apple. Bądź, co bądź, kupując Thinkpada zdobyłem rzecz, która w niezwykły sposób powiązana jest z Japonią i kolejny raz zaoszczędziłem na wycieczkach do Japonii oraz noclegach w kapsułowych hotelach.

Stepmania

2009-08-25, Wtorek 23:07:17 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Zaszalałem. Kupiłem ostatnio jedną z (naj)tańszych mat do DDR-a dostępnych na rynku - PC Dance Deluxe Box firmy Coil. Do całości dorzucona została Stepmania oraz spory pakiet piosenek.

Dance Dance Revolution - mata

Strasznie wygnieciona, ale skacze się na niej całkiem przyjemnie. Nie sądziłem, że można się przy tym aż tak napocić. Ale nie to mnie najbardziej zdziwiło - w pewnym momencie zabrakło mi nóg. Niektóre z kombinacji wymagają tego, aby się pochylić i jeszcze rękoma sobie pomóc. Przy czym wychodzę z założenia, że nie zostały one stworzone dla ośmiornic.

Zobaczymy, jak szybko się tym znudzę, ale jakby na to nie patrzeć jest to miła odmiana dla jakiegokolwiek braku sportu. Może Wii powinienem sobie kupić?

Czwarta rocznica spędzona przy sushi

2009-04-15, Środa 08:55:59 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Już czwarty raz spotkałem się z Martą 14 kwietnia, aby uczcić rocznicę naszego związku. Naszym zwyczajem stały się wyjścia do kawiarni, czy też trójmiejskich sushi barów. Tym razem również postanowiliśmy spędzić czas przy sushi, ale sushi wyjątkowym - własnoręcznie zrobionym.

Modelinowe twory autorstwa Marty

To, co widzicie powyżej to nowa pasja Marty. Figurki wykonane z modeliny i wręczone mi w prezencie. Kto zgadnie, kogo i co przedstawiają?

Śnieżnobiały ryż

Modelina, zielona herbata i ryżowe snacki o smaku wasabi to nie wszystko. Nigiri sushi z tamago (słodki omlet) oraz maki sushi z marchewką, ogórkiem, jajkiem, a nawet (na wzór amerykański) z serkiem Philadelphia stanowiły resztę naszego rocznicowego posiłku.

Sushi

I tak też właśnie upłynął nam ten słoneczny dzień. Pełen ciepłych wspomnień i zimnego, japońskiego jedzenia.

Szaleństwo

2009-03-22, Niedziela 12:39:02 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Bez zbędnej przesady muszę przyznać, iż studiowanie zarządzania, jako dodatku dla informatyki, wymaga pewnych wyrzeczeń. A to czasu wolnego zbyt wiele nie ma, a to na płatny staż wybrać się nie można, bo firma chciałaby mieć pracownika "już, teraz" i to najlepiej na kolejne kilkanaście miesięcy. To ostatnie szczególnie mnie boli - myślałem, aby po studiach podjąć pracę właśnie u nich. Mniejsza z tym, z wolnym czasem na ewentualny udział w GSoC też byłby pewien problem. A gdyby tak...

A gdyby tak "zaszaleć" i pomyśleć o realizacji marzeń? Chwila, o czym ja tak właściwie piszę? Jakie marzenia? To ja coś takiego posiadam? Po głębszym zastanowieniu, znajdę coś, co można byłoby takowym nazwać, a przy okazji nie byłoby szczególnie trudne do realizacji - miesięczna wyprawa do Japonii w celach turystycznych to chyba nie jest cel wyjątkowo ambitny, ale realny. Bilet lotniczy w jedną stronę to zapewne coś około 3 tysięcy złotych. Do tego trzeba doliczyć koszty życia, komunikacji miejskiej, zwiedzania i wszystkich moich zachcianek. Zapewne w 6-8 tysiącach bym się zmieścił, ew. skrócił czas pobytu. To ostatnie byłoby nawet całkiem rozsądne przy dwóch osobach - bilety (2 x 6000 PLN) oraz dwutygodniowy pobyt mógłby się zamknąć w 20 000 PLN.

Czy byłoby to trudne do realizacji przy założeniu, iż terminem wyjazdu miałby być wrzesień 2010? Z pewnością nie byłoby to proste zadanie, ale wykonalne. Roczny urlop dziekański na zarządzaniu, praca na 3/5 etatu (1000 - 1200 PLN miesięcznie) przez 10 miesięcy i na pełen etat przez 5 wakacyjnych miesięcy (1666 PLN - 2000 PLN miesięcznie), lub inne źródła dochodu. Przy takim planie wszystko mogłoby się udać.

Szaleństwo, czy może plan, który należałoby zrealizować? Japonia, jako uwieńczenie studiów na PG?

Ponad 15% mojego życia wypełnia miłość!

2008-10-12, Niedziela 23:40:17 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Już jutro, 13 października, rozpocznę 23 rok życia, a dzień później minie 3,5 roku przeżytego wspólnie z Myszatą.

Cały dzisiejszy dzień poświęciliśmy na celebrowanie tych dwóch naszych wydarzeń. Najpierw wyjście do sopockiego sushi baru Sushi 77, a później miłe chwile spędzone w uroczej kawiarence Cafe Zaścianek. Co do naszej opinii odnośnie Sushi 77 - nie jest tak smacznie i efektownie, jak w Domu Sushi, czy też Kansai Sushi, ale z pewnością jest znacznie taniej ;-D

Power tea

Cudowny aromat wiśni, odurzający smak gałki muszkatołowej, cytrusowy kardamon, miłorząb japoński, pobudzające orzeszki coli i ostry pieprz. A wszystko to w połączeniu z czarną herbatą. "Power tea" to odpowiednia dla niej nazwa - Marta zrobiła mi nią niemałą niespodziankę. Zdjęcie mocno rozmazane (muszę pomyśleć o innym aparacie), ale to małe czerwone i duże jasne łatwo rozpoznać ;-D

Terry Pratchett - Piekło pocztowe

A tuż obok herbaty pojawiła się nowa książka Terrego Pratchetta w polskim wydaniu - "Piekło pocztowe". Już wiem, co będę robić na najbliższych ćwiczeniach ;-P

Dziękuję Kochanie :-*

Miniblog: Japonia według Settlera

2008-08-08, Piątek 11:05:03 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Kolega Szymon "Settler14" Jasina wybrał się jakiś czas temu do Japonii - w tym czasie udostępnił już fotorelację oraz kilka filmów z podróży (m.in. festiwal). Polecam! :-)

Retrospekcje: Recenzja Memories

2008-05-31, Sobota 12:26:19 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Cofnijmy się o 5 lat...

Człowiek, jego życie, pragnienia oraz świat. Wszystko to odbija się w zwierciadle wyobraźni Katsuhiro Otomo („Akira”, „Metropolis”, „Roujin Z”). W zwierciadle tak krzywym, jak tylko krzywe może być zwierciadło. Jednak trudno nie dostrzec tych wszystkich zniekształceń, a zarazem zapomnieć o rzeczywistości do której odnosi się ten surrealistyczny obraz. Tworzą go trzy, luźno ze sobą powiązane historie („Magnetic Rose”, „Stink Bomb” oraz „Cannon Fodder”) wydane pod wspólnym tytułem „Memories”. Każda z nich posiada swój własny i niepowtarzalny charakter toteż błędem byłaby ich ocena, jako całości.

Pierwsza z nich pod tytułem „Magnetic Rose” zdaje się być połączeniem grozy i fikcji naukowej. Kosmos, człowiek, uczucia i chłodna rzeczywistość splecione razem w interesującą całość.

Można byłoby rzec, iż ta historia jest najbliższa normalności – o ile ta ostatnia by istniała. Tłem dla akcji staje się stacja kosmiczna, a właściwie „dworek” w którym to następuje zderzenie odległej i zimnej przyszłości z romantyczną przeszłością. Otacza nas świat pełen złudzeń i tajemnic, będący zarazem światem uczuć i technologii. Odzwierciedla to również muzyka oraz sama animacja. W tle słyszymy utwory operowe, a kreska wygląda na „świeżą”. „Magnetic Rose” jest z pewnością ciekawym i wartym uwagi dziełem.

Kolejną częścią „Memories” jest „Stink Bomb”. Tragiczna historia naukowca ukazana w przezabawny sposób.

Bohaterem tejże groteskowej części staje się pechowy naukowiec, który za sprawą feralnej pomyłki doprowadza do nieprzewidzianej i opłakanej w skutkach sytuacji. Stwarza tym samym niebezpieczeństwo zagrażające całej okolicy, sam jednak nie jest tego świadom. W wyniku czego mamy okazję obejrzenia przepełnionej humorem, a zarazem tragicznej historii. W stosunku do poprzedniej części zauważamy zmianę kreski, lecz nie jest to ogromna zmiana. Zmienia się również muzyka, która towarzyszy naszemu bohaterowi. W odpowiednich momentach podkreśla ona komizm sytuacji. Całość składa się na dobrą i łatwą w odbiorze animację.

Ostatnią, a zarazem najdziwniejszą z nich jest „Cannon Fodder”. Jeden dzień z życia szarego człowieka, szarego państwa będącego w stanie wojny z... To nie jest, aż takie istotne – tutaj liczy się tylko wojna.

Jeżeli wcześniej mogliśmy dostrzec delikatną zmianę stylu kreski, teraz trzeba nie lada wysiłku i samozaparcia, aby jej nie zauważyć. Tworzy ona niesamowite wrażenie absurdalności tego, co widzimy na ekranie. Odczucie to jest potęgowane przez karykaturalne twarze wszystkich ukazanych postaci oraz wydarzenia, które wydają się być równie karykaturalne, co twarze naszych bohaterów. Całość dopełnia muzyka, która jest dobrana wręcz idealnie. Współtworzy klimat i jest jego ważną częścią. Sama animacja jest krótka, a zarazem zastanawiająca. Zmusza do rozważań nad sensem naszych zachowań, a zarazem ukazuje historie ludzkości (jak się zapewne domyślacie – nie taką odległą).

Powróćmy do teraźniejszości...

Na bogów! Ależ ja drętwo pisałem 5 lat temu. Trudno to nawet nazwać recenzją ;-> Za czasów Animesheen napłodziłem tego typu tworów, co najmniej sześć. Przynajmniej dobrze się bawiłem razem z ekipą KTS oraz ludźmi przebywającymi na hubach DC - LAZ (Leviathan's Anime Zone) i CAZ (Crazy's Anime Zone), a wchodzących w skład sieci AZN (Anime Zone Network) ;-)

Cała notka powstała dzięki płycie CD, którą dziś rano odnalazłem w czeluściach mojego biurka. Znajduje się na niej również "The Sandman Comic" - całe dziesięć tomów w całkiem niezłej jakości, więc będę miał co czytać podczas sesji (od 17 czerwca).

Dni Kultury Japońskiej w Uniwersytecie Gdańskim

2008-05-26, Poniedziałek 22:48:22 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Przed chwilą ZdzichuBG poinformował mnie o odbywających się w najbliższy czwartek "Dniach Kultury Japońskiej" w UG. Myślę, iż warto wpaść - chociażby ze względu na przewidzianą degustację potraw japońskich, czy też ceremonię parzenia herbaty :-)

Centrum Kultury Japońskiej

2008-04-03, Czwartek 21:41:51 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Na stronach Trojmiasto.pl można przeczytać o planach budowy Centrum Kultury Japońskiej w Sopocie.

Nie chciałbym, aby kiedykolwiek sytuacja finansowa zmusiła mnie do opuszczenia Trójmiasta na dłużej, niż czas potrzebny na odbycie szkolenia, czy też stażu. I w związku z tym uważam, iż takie inicjatywy, których celem jest rozwój Trójmiasta pod względem kulturalnym, czy też naukowym są jak najbardziej wskazane. Popieram je całym sercem.

Mizuho Mini Red Ball

2008-03-04, Wtorek 16:16:58 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

"Japanese Rice Cracker", bo taki napis widnieje na opakowaniu, to małe, czerwone kuleczki ryżowe przyprawione (bardzo) ostrą papryczką i glonami nori. Występują jeszcze w kilku innych wersjach (m.in. płaskie, zielone trójkąciki o smaku i ostrości wasabi), ale te czerwone są najprawdopodobniej najlepsze.

Są przepyszne i niezwykle chrupią! Nie mogę się powstrzymać, aby nie zjeść w czasie prac nad projektem całego ich opakowania.

Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak polecić Wam tę małą przekąskę. Szczególnie na jakiś mroźniejszy wieczór - ponoć ostre przyprawy przyczyniają się przyśpieszenia produkcji endorfin i są niezłym afrodyzjakiem ;-)

AIESEC / PTI

2007-10-16, Wtorek 11:34:29 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Dzisiaj o 20.oo mija termin składania aplikacji do AIESEC. Ze względu na to, iż Myszata o członkostwie w tej organizacji myślała już od dawna, a mnie skusiła możliwość odbycia zagranicznej praktyki i pracy w większych projektach/zespołach to zarówno Kodam, jak i ja sam złożyliśmy aplikacje. Co z tego wyniknie zobaczymy już za jakiś czas. Mam jednakże nadzieję, iż przynajmniej przez pierwszą część z trzyczęściowej rekrutacji przebrnę - w przeciwnym przypadku nie byłoby to zbyt... budujące ;>

A jak już jesteśmy w temacie wszelkiego rodzaju organizacji i stowarzyszeń to muszę wspomnieć o tym, iż aplikuję również do PTI. Cała akcja trwa już od, co najmniej dwóch miesięcy - tj. od momentu wysłania przeze mnie CV i samego zgłoszenia. Już miałem sobie dać spokój, gdy dwa tygodnie temu zadzwoniła do mnie osoba zajmująca się rekrutacją, zapytała o rok studiów, po czym wspomniała, iż w najbliższym czasie mogę spodziewać się pozytywnej listownej odpowiedzi. Miało to miejsce 4 X, a do tej pory nic do mnie nie dotarło. Czy to już jest dobry powód do tego, abym się zaczął niecierpliwić?

A na sam koniec ciekawostka - wczoraj miałem okazję uczestniczyć w pierwszej lekcji j. japońskiego. A zatem miałem też okazję przekonać się na własne uszy, jak brzmi "japanese engrish". Nic nie jest w stanie opisać mojego zaskoczenia.

Jak jeść sushi?

2007-07-12, Czwartek 00:10:21 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Niezwykle zabawny film dotyczący jedzenia sushi.

Sushi dla oszczędnych

2007-07-12, Czwartek 00:02:38 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Ostatnio wspominałem o przepisie na sushi. Dziś zaś mam garść wypróbowanych porad dla osób z mniej zasobnym portfelem, czyli dla takich, jak ja. Będzie też kilka wskazówek (może tylko jedna) dla początkujących.

  • ryż - na upartego każdy ryż może się nadać do sushi, nawet ten najtańszy. Należy go jednak dłużej moczyć i dłużej gotować. Należy zaglądać do garnka z gotującym się ryżem i sprawdzać, czy jest gotowy. Warto też pamiętać, iż lepiej dolać za mało wody, a później ją uzupełnić, niż wlać za dużo i później ją odlewać. W tym drugim przypadku ryż straci na konsystencji, która jest niezwykle ważna przy sushi.
  • nori - z jednego płatka nori można zrobić, aż dwie rolki sushi. Wystarczy przeciąć płat nożyczkami na pół.
  • zawartość sushi - warto jest zastanowić się nad kupnem "paluszków krabowych". Dlaczego stosuję tutaj cudzysłów? Z tego względu, iż zazwyczaj nie ma w nich nawet kawałka kraba - zawierają głównie "surimi". Są natomiast niezwykle tanie - 6 paluszków to wydatek rzędu 2 PLN, a nam w zupełności wystarczą dwa nawet na dużą ucztę. Świeży ogórek, czy też marchewka i rzodkiew to nie jest wielki wydatek, a z pewnością są smaczne i kolorowe (równie ważna cecha).
  • ocet ryżowy - można go zastąpić octem winnym. To nie jest, aż takie straszne.
  • zawijanie rolki - rolka nam nie wyszła? Jest na to rozwiązanie - roluj, roluj, roluj. W czasie rolowania średnica rolki może się zmniejszyć, ale z pewnością zyska na wyglądzie.

Porady te sprawią, iż każdy profesjonalista z chęcią oberwałby mi "małe co nieco", ale z pewnością nadadzą się dla każdej osoby chcącej spróbować tego dania nie wydając przy tym majątku.

Sushi maki

2007-07-05, Czwartek 13:47:35 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Jakiś już czas temu, na forum Ulice Ankh-Morpork, pojawił się wpis mojego licealnego kolegi, a obecnie i politechnicznego, dotyczący przygotowania sushi. Autor - Szymon "Settler14" Jasina (wielki miłośnik twórczości Pratchetta) - zamieszczony przepis stosuje z powodzeniem już od kilku lat. Nie inaczej jest i w moim przypadku - przyrządzone wedle jego przepisu sushi jest bardzo smaczne i z chęcią je pochłaniam wraz z moją Myszatą. Z chęcią zatem zamieszczę tutaj, przeredagowany przeze mnie, przepis.

Składniki:

  • ryż do sushi (np. Blue Dragon Sushi Rice)
  • nori (np. Blue Dragon Sushi Nori)
  • wasabi (np. Blue Dragon Wasabi Paste)
  • japoński sos sojowy (np. Kikkoman Soy Sauce)
  • ocet ryżowy (np. Blue Dragon Rice Vinegar)
  • cukier
  • dodatki (np. łosoś i ogórek) - zazwyczaj: ryba, owoce morza i warzywa
  • imbir w zalewie (np. Blue Dragon Sushi Ginger) - opcjonalnie
  • mata bambusowa - narzędzie, które trzeba posiadać

Ilość:

Powinno być około 80-100 g ryżu na jeden płat nori. Zarówno Settler, jak i ja wraz Martą ilość dobieramy "na oko". Jedno nori to 8 kawałków sushi.

Ryż:

Najpierw należy przygotować ryż. Ryż dokładnie płuczemy kilka razy do momentu w którym to woda po ryżu przestanie być biała. Następnie przesypujemy go do garnka, zalewamy sporą ilością wody i odstawiamy na 30 minut. Po tym czasie odlewamy wodę i znów zalewamy tym razem odpowiednią ilością wody (na każdą szklankę ryżu, 1.5 szklanki wody). Zagotowujemy i po przykręceniu gazu oraz częściowym przykryciu (musi byc dostęp powietrza - w przeciwnym przypadku wykipi) gotujemy spokojnie przez 10 minut. Następnie odstawiamy garnek z ryżem na 15 minut, całkowicie go przykrywając.

Zakwaszanie ryżu:

Nalewamy do miseczki 2-3 łyżki stołowe octu, dodajemy łyżeczkę cukru i trochę sosu sojowego (jedną, dwie łyżki). Następnie wszystko mieszamy drewnianą łyżką i przelewamy do ugotowanego i ostygłego ryżu. Całość dokładnie mieszamy. Jeżeli ryż jest jeszcze ciepły to powinniśmy troszkę odczekać przed przystąpieniem do formowania rolek. Sushi i tak je się na zimno.

Formowanie rolki:

Kładziemy nori na bambusowej macie i nakładamy na nią warstwę ryżu - ok. 2/3 powierzchni. Należy uważać, aby zostawić trochę wolnego miejsca z jednej strony płata i nieco więcej z drugiej, aby później całość można było zawinąć. Ryż najlepiej nakładać wilgotnymi dłońmi, ponieważ klei się niesamowicie. Na środku tak przygotowanego ryżu robimy linię z wasabi (tylko ostrożnie - wystarczy niewielka ilość) i kładziemy wzdłuż niej przygotowane dodatki (np. świeże ogórki bez pestek pocięte w cienkim, długie paski ze skórką - będą przyjemnie chrupać). Następnie calość zawijamy przy pomocy maty. Jest to najtrudniejsza część robienia sushi - Settler zaleca zwilżenie krańcowych części nori zimną wodą, co ułatwia zadanie. Tak przygotowany rolkę kroimy na 8 części (duży, ostry nóż zamoczony w zimnej wodzie ułatwi zadanie).

Podanie sushi:

Do sushi podajemy sos sojowy (w maleńkiej miseczce) i marynowany imbir (wedle upodobania). Każdą porcję sushi przed zjedzeniem zanurzamy w miseczce z sosem sojowym (uważając, aby kawałki sushi nie pozostały w miseczce). Między jednym, a drugim kawałkiem można zjeść plasterek imbiru. Ma on na celu "oczyszczenie" kubeczków smakowych tak, aby móc docenić smak kolejnego kawałka sushi (podobnie jak woda w przypadku kawy espresso). Zarówno dla mnie, jak i dla Settlera jest to raczej zbędny element.

To wszystko na dziś. Samemu Settlerowi dziękuję bardzo za to, iż zafascynował mnie wspaniałym światem kuchni japońskiej, a Myszce dziękuję za wspólne zgłębianie tajemnic tejże kuchni.

Jeżeli ktoś z Was posiada inne przepisy, albo uważa, iż wyżej zaprezentowany jest kiepski niech pisze. Każdy komentarz się liczy :]

|