] > Karol „Zal” Zalewski - Blog - http://blog.4zal.net/kategoria/studia/praktyki/

Miniblog: IVONA WebReader

2009-12-10, Czwartek 21:38:53 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Między instalacją Debiana na kolejnych moich maszynach, a przepędzaniem agentów po środowisku JADE, postanowiłem przetestować kolejny gadżet. Jak sam tytuł wskazuje, mowa o usłudze IVONA WebReader, której efekt działania można zauważyć na stronie z komentarzami do wpisu (tuż pod jego tytułem).

Tak, jest to obiekt typu Flash, co stoi w opozycji do mojej polityki prowadzenia bloga, ale... Cóż, nie mogłem się powstrzymać. Bajer, prawda?

Co zyskuję studiując?

2009-10-25, Niedziela 22:13:11 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Nie wiedzieć czemu, zebrało mi się ostatnio na przemyślenia związane z tym, co do tej pory w życiu osiągnąłem. Z racji wybranego tematu nie były to przemyślenia szczególnie długie, ale z pewnością owocne. Bo jak inaczej określić stwierdzenie, iż te kilka lat studiów to nie są wcale „wieki ciemne” mojego życia?

Zacznijmy może od tego, iż studentem jestem obecnie od około 4 lat. Studiuję informatykę, co jest zgodne z moimi zainteresowaniami oraz wizją przyszłego życia zawodowego. Aby nie było zbyt prosto - od półtora roku męczę równolegle z informatyką również zarządzanie. Dlaczego akurat zarządzanie? O tym nieco później, teraz skupię się na macierzystym kierunku. Idąc na studia myślałem głównie o tym, iż będą one doskonałym źródłem wiedzy, pozwolą na rozwinięcie moich zainteresowań, a przy okazji okażą się furtką do wymarzonej pracy, która pozwoli mi na utrzymanie siebie samego oraz mojej rodziny. Czas zweryfikował moje poglądy na te kwestie.

Przede wszystkim - studia nie gwarantują pracy. Obecnie to papierek wymagany przez wielu, a w gruncie rzeczy mający niewielkie znaczenie. Przez rozsądniejszych pracodawców jest on weryfikowany w trakcie rekrutacji. A przez tych najrozsądniejszych w ogóle nie jest brany pod uwagę (ew. w niewielkim stopniu). I wcale się nie dziwię widząc to, co dzieje się na uczelniach oraz w rocznikach statystycznych. Tak, czy inaczej - studia nie gwarantują dobrze płatnej pracy, ale z pewnością nie zaszkodzą przy jej uzyskaniu.

Po drugie - czy studia są doskonałym źródłem wiedzy? Źródłem wiedzy - owszem. Doskonałym? Nie sądzę. Do tej pory pamiętam może kilka zajęć godnych uwagi, dobrze prowadzonych i przekazujących sporą dawkę wiedzy. Co więcej, wiele osób, które znam ma podobny pogląd na ten aspekt studiowania. Studia dają pewne podstawy, udostępniają wiedzę szeroką, lecz płytką. Wiedzę, która w życiu zawodowym najczęściej na niewiele się zdaje. Ale jak się okazuje - nie to jest najważniejsze.

Po trzecie - rozwój zainteresowań. Do tej pory było smutno, konfrontacja licealnych marzeń z rzeczywistością zdecydowanie nie służyła tym pierwszym. Natomiast teraz sytuacja uległa zmianie. Odnoszę wrażenie, że studia były i nadal są dla mnie bodźcem do tego, aby rozwijać siebie oraz swoje zainteresowania. I to na różnych płaszczyznach. Wszelkiego rodzaju grupy zainteresowań, organizacje studenckie itp. są tym, co może konkurować z połączeniem „studia i praca”. To właśnie dzięki studiom zainteresowałem się wolnym i otwartym oprogramowaniem. Przekonałem się do Linuksa, LaTeX-a, XMPP, wolnych standardów i programowania. Nie często ma się też okazję organizacji imprezy na ponad 500 osób i wydania na ten cel około 30 000 złotych. Do tego dochodzi praca w grupie i umiejętność jej organizacji. Praktyki? Doskonała okazja do określenia tego, gdzie nie chce się w przyszłości pracować.

Dobre studia to prawdopodobnie dobry sposób myślenia. Nawet jeśli oznacza to, że zaczynam powoli myśleć po angielsku i sceptycznie spoglądać na to, co mnie otacza. Oczywiście, studia nie są elementem koniecznym do tego, aby taki stan umysłu osiągnąć, ale pomagają w tym. Dlatego też studiuję zarządzanie i jako specjalizację wybrałem SBE&M - kto inny zapewni mi taki kurs angielskiego i to za darmo? Kto inny zaszczepi wolę samodzielnego myślenia i działania?

Podsumowując - studia dały mi wszystko to, czego wcześniej nie obiecywały i niewiele z zakresu, który miały mieć na szczególnym względzie. Nie oznacza to jednak, że uważam to za czas stracony. Wręcz przeciwnie.

Miniblog: Kasyna, dopłaty, afery...

2009-10-06, Wtorek 19:23:03 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Tak się składa, że Instytut Badań Systemowych PAN, w którym miałem okazję odbywać w tym roku praktyki, już jakiś czas temu stworzył raport dot. wspomnianych dopłat. Czy państwo miało na nich aż tak wiele zarobić? Nie jest to takie pewne.

Dziwnym nie jest, że dla TV ważniejsza jest kwestia korupcji.

Cotygodniowy przegląd prasy

2009-09-16, Środa 12:01:47 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Od kilku tygodni, w ramach Letnich Praktyk Badawczych, prowadzę cotygodniowy przegląd prasy. Aby być bardziej ścisłym - przegląd prasy internetowej. Oczywiście, całość przeszukuję głównie pod kątem informacji ze świata nauki i techniki. Aby było łatwiej zaczynam od branżowych (czyt. związanych z IT, biznesem oraz szeroko pojętą nauką) agregatorów treści oraz serwisów1. Na tym etapie jest jeszcze całkiem przyjemnie - pojawiają się głównie wpisy techniczne, lub informacje związane z bieżącymi wydarzeniami. Niekiedy trafia się na newsy, których wartość merytoryczna jest poniżej przeciętnej, ale nie jest to nagminne. Następnie przechodzę do serwisów zajmujących się sprawami bardziej ogólnymi w nadziei, ze znajdę tam np. informacje dot. polskiej nauki. I tutaj zaczyna się mój koszmar.

W moim mniemaniu prasa powinna pełnić rolę filtru. Zwracać uwagę na najważniejsze wydarzenia, problemy, a niekiedy przedstawiać własną opinię na ich temat. Oddzielać informacje obiektywne od nieobiektywnych. Siłą rzeczy, chociażby ze względu na konieczność podjęcia wyboru dot. tego, co „jest ważne”, całkowity obiektywizm nie jest możliwy do osiągnięcia. I dlatego też czytelnik nie tylko powinien określić wiarygodność prasy, ale również czytać kilka pozycji, aby zapewnić sobie spojrzenie na sytuację z kilku stron.

Dlaczego wspomniany filtr jest tak istotny? Chociażby z tego względu, iż w obecnych czasach człowiek nie jest w stanie przetworzyć wszystkich informacji, jakie pojawiają się w jego otoczeniu. Jest to fizyczną niemożliwością. Wystarczy zrobić doświadczenie (myślowe) i spróbować zapoznać się ze wszelkimi informacjami opublikowanymi danego dnia w Internecie. Z tego też względu warto zadbać o to, aby filtr był wysokiej jakości. Aby docierające do nas informacje były wartościowe i przedstawione w sposób bliski obiektywnemu.

A jak to wygląda na wielu polskich serwisach? Natłok. Przeogromna masa bezwartościowej papki, której jedynym zadaniem jest wywołanie w czytelniku emocji i sprawieniu, aby ten kliknął w reklamę, lub też ją obejrzał. Oglądalność. Brr... I wcale nie piszę o internetowych tabloidach pokroju Pudelka, które naśladują papierowy Fakt, lub Express Ilustrowany. Nawet niektóre serwisy związane z IT wyglądają obecnie, jak Deser o profilu informatycznym. Jednak nie to mnie przeraża. Takie serwisy istnieją, ponieważ istnieje również popyt na to, co udostępniają. I tutaj pojawia się najważniejsze pytanie - kto to czyta? I co najważniejsze - czy jest pośród nas?

TV nie oglądam, a gazet unikam. I chyba nikogo to już dziś nie dziwi.

1 Mowa o takich serwisach, jak np. Computer World, Slashdot, Dziennik Internautów, Linux Portal, New Scientist itp.

Czym jest Free oraz Open Source Software?

2009-08-06, Czwartek 15:23:46 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Wstęp

Odnoszę wrażenie, iż dla wielu osobom pewną trudność stanowi zrozumienie różnić między dwoma bliskimi sobie koncepcjami - Free Software (Wolne Oprogramowanie) oraz Open Source Software (Otwarte Oprogramowanie). Z tego też powodu uznałem, iż udostępnię to, co jakiś czas temu stworzyłem, a co przeznaczone jest dla mniej doświadczonych i obeznanych z tematem użytkowników komputera.

Poniżej znajdziecie odpowiedź na pytania dot. tego, dlaczego powstały ruchy Otwartego i Wolnego Oprogramowania (w skrócie WiOO, lub FOSS) oraz czym się różnią między sobą. Zapraszam do lektury.

Idea Free/Open Source Software

Program komputerowy składa się najczęściej z dwóch części: z kodu programu napisanego w języku wyższego poziomu (bliższego j. naturalnemu) oraz z binariów, czyli kodu maszynowego stworzonego dla konkretnego komputera. Zależność między kodem programu, a jego binarną wersją jest stosunkowo prosta - binarna wersja programu powstaje po kompilacji, czyli przetworzeniu przez kompilator danego języka programowania, kodu programu. Z punktu widzenia użytkownika współczesnych systemów operacyjnych kompilacja to skomplikowany proces, którego nie chcieliby samodzielnie przeprowadzać. Z punktu widzenia programisty binarna wersja programu to czarna skrzynka, której poznanie, wykorzystanie w innym programie, czy też modyfikacja graniczy z niemożliwością. W przypadku posiadania kodu programu możliwe jest jego poznanie jeszcze przed uruchomieniem jego skompilowanej wersji. Natomiast w momencie obcowania z binarną jego wersją o wiele prościej jest uruchomić program, niż analizować kod maszynowy w nim zawarty.

Sytuację tę można porównać do procesu pieczenia ciasta. Kucharz chcąc upiec ciasto (odpowiednik binarnej wersji programu) przygotowuje wcześniej niezbędne składniki oraz przepis (odpowiednik kodu źródłowego). Przepis bezproblemowo może być poddawany zmianom, czy też przekazywany innym kucharzom — będzie on dla nich zrozumiały i stosunkowo prosty do wykonania. Natomiast samo ciasto, chociaż gotowe do zjedzenia, jest zagadką dla kucharza. Dopiero jedząc je jest w stanie określić jego przybliżony skład (np. ilość dodanej mąki), co wymaga od niego doświadczenia i wysokich umiejętności. Próba stwierdzenia, czy zawiera arszenik (odpowiednik złośliwego kodu w oprogramowaniu), mogłaby być problematyczna. Również modyfikacja już upieczonego ciasta jest mocno utrudniona — trudno byłoby zmienić jego nadzienie, czy też aromat.

Historia Free Software, czyli ruchu Wolnego Oprogramowania, rozpoczęła się właściwie z początkiem istnienia komputerów i programistów, których zadaniem było ich oprogramowanie. Pierwsze programy powstawały, jako programy z dostępnym kodem źródłowym i w takiej też formie były rozprowadzane. Użytkownik, chcąc je uruchomić, był zobowiązany do jego skompilowania. Należy jednak pamiętać, iż w tamtych czasach użytkownicy komputerów mieli zazwyczaj znacznie wyższą wiedzę na temat funkcjonowania komputera, niźli współczesny przeciętny użytkownik. Operacja ta nie stanowiła dla niego większego problemu, a on sam mógł dzięki temu samodzielnie usuwać błędy w oprogramowaniu (tzw. bugi), czy też rozwijać je i rozszerzać o interesującą go funkcjonalność. Oprogramowanie z początków istnienia komputerów było wolne (od wolności).

Dopiero w latach 80 ubiegłego wieku pojawiła się tendencja (m.in. za sprawą firmy Microsoft) do „zamykania” oprogramowania. Czynność ta sprowadzała się do udostępniania użytkownikowi jedynie binarnej, czyli skompilowanej, wersji programu oraz zobligowania go do zgodzenia się z licencją. Licencje te zawierały najczęściej obostrzenia i zobowiązania, których musiał przestrzegać użytkownik - zabraniały modyfikacji programu, czy też jego kopiowania i rozpowszechniania. Wtedy też pojawił się, za sprawą hackera Richarda Matthewa Stallmana, ruch Free Software. Propagowanie Wolnego Oprogramowania, czyli takiego, które może być swobodnie kopiowane, modyfikowane i dystrybuowane, stało się celem jego uczestników. Dzięki jego działaniom powstały szeroko stosowane licencje wolnego oprogramowania m.in. GNU Public License.

Pod koniec lat 90 ubiegłego wieku pojawił się odłam ruchu Wolnego Oprogramowania. Mowa o ruchu Open Source, czyli Otwartego Oprogramowania. Ruch ten nie tylko starał się zmniejszyć nacisk na ideologiczny aspekt Wolnego Oprogramowania, ale również zauważył, że z oprogramowaniem z dostępnym kodem źródłowym wiążą się też inne pozytywne aspekty związane m.in. z procesem jego tworzenia oraz skupioną wokół niego społecznością. Pragmatyzm, efektywność i nowe modele biznesowe stały się głównymi elementami ruchu Open Source. Zauważono, że wolne i otwarte oprogramowanie to wolność, nonkonformizm oraz ludzie zmotywowani potrzebą prestiżu, samorozwoju oraz chęcią poznania i stworzenia czegoś nowego.

Z ruchów Free Software oraz Open Source wywodzi się również idea Wolnej Kultury, otwartych standardów i wielu innych, wolnościowych koncepcji.

Porównanie Free Software z Open Source

„Nie zgadzamy się w kwestiach zasadniczych, ale mniej więcej zgadzamy się w praktyce. Tak więc możemy wspólnie pracować i pracujemy wspólnie nad wieloma projektami.”

Richard Matthew Stallman, założyciel Free Software Foundation, o ruchu Open Source

Koncepcje Wolnego i Otwartego Oprogramowania często są ze sobą mylone. Pomimo stosunkowo subtelnych różnic między nimi są one podkreślane zarówno przez zwolenników jednego, jak i drugiego ruchu. Z tego też względu, dla osób mniej zorientowanych, stworzono neutralny termin FOSS, czyli Free/Open Source Software mający się odnosić do całości wolnego i otwartego oprogramowania.

Poniżej znajduje się porównanie dwóch podobnych, ale odmiennych spojrzeń na wolność i otwartość w świecie oprogramowania komputerowego.

Free Software Open Source
  • oprogramowanie Free Software jest równocześnie oprogramowaniem Open Source,
  • prezentuje bardziej radykalne, ideologiczne podejście, niż Open Source,
  • idea i etyka są jego głównymi aspektami,
  • Free Software Foundation oraz Richard Matthew Stallman, jako centrum ruchu.
  • pragmatyzm,
  • nacisk na otwartość kodu, a nie jego wolność,
  • specyficzny model pracy i biznesowy,
  • styl bazarowy ponad styl katedralny,
  • Open Source Initiative, Eric Raymond oraz Linus Torvalds, jako organizacje i osoby utożsamiane z Open Source.

Co ważne, w przypadku Free Software istnieją cztery warunki (składowe wolności), które musi spełniać oprogramowanie, aby być wolnym. Oto i one:

  • wolność do uruchomienia programu w każdym celu (wolność 0),
  • wolność poznania, jak program działa i możliwość jego modyfikacji wedle uznania (wolność 1),
  • wolność do redystrybucji programu (wolność 2),
  • wolność do poprawiania programu i redystrybucji poprawek tak, aby skorzystała na tym cała społeczność (wolność 3).

W przypadku oprogramowania Open Source musi ono spełniać 10 warunków określonych przez Open Source Initiative.

Podsumowanie

To, co zawarłem powyżej jest tylko i wyłącznie mocnym skrótem historii związanej z wolnym oraz otwartym oprogramowaniem. Na temat ten można byłoby jeszcze wiele napisać, ale uważam, że zawarłem tutaj najważniejsze fakty, które powinien znać „świadomy” użytkownik komputera.

Co do samej idei to w moim mniemaniu jedno i drugie podejście jest wartościowe pomimo tego, iż skupiają się na nieco innych aspektach oprogramowania i procesów z nim związanych. Różnice są subtelne, ale warto je znać i świadomie używać pojęć z ruchami tymi związanymi.

Jeżeli ktoś z Was jest mocniej zainteresowany tematyką FOSS to polecam, oprócz zajrzenia na Wikipedię, również lekturę takich esejów i książek, jak np. „Katedra i bazar” Erica Raymonda, „W obronie wolności” Sama Williamsa oraz „Wolna Kultura” autorstwa Lawrence Lessiga. Są one bezpłatnie dostępne w Sieci. Warto się z nimi zapoznać!

Letnie Praktyki Badawcze 2009: Część pierwsza

2009-07-30, Czwartek 21:00:59 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Głównie ze względów ekonomicznych zostałem zmuszony do tego, aby zakończyć pierwszą część Letnich Praktyk Badawczych, o których wspominałem ponad miesiąc temu, a w których uczestniczę od 1 lipca. Powrót do Gdańska planuję na jutro. Ale...

To jednak nie wszystko. Nie zakończyłem jeszcze swojej przygody z tegoroczną edycją LPB. Jutro kończę pracę w Warszawie, a od najbliższego poniedziałku rozpoczynam pracę zdalną - tym razem z Gdańska.

Zrozumieć niepewność

2009-07-29, Środa 18:49:29 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Słyszeliście kiedykolwiek o „problemie sekretarki”? Nie? A chcecie się dowiedzieć, jak wybrać najlepszego partnera/partnerkę na resztę swego życia? Jeżeli tak, to zapraszam do lektury.

David Spiegelhalter to znany angielski statystyk, profesor pracujący na Uniwersytecie Cambridge będący jednym z najczęściej cytowanych matematyków na świecie w ciągu ostatniej dekady. Dlaczego o nim mowa? A to dlatego, iż to właśnie on zajmuje się czymś, co zowie się „public understanding of risk”. Innymi słowy, troszczy się on o to, aby ludzie mieli świadomość tego, jak ważna jest w ich życiu statystyka oraz ryzyko i niepewność. I właśnie w celach stricte edukacyjnych powstała strona, a właściwie blog, UnderstandingUncertainty.org prowadzona przez profesora Spiegelhaltera. A co na niej znajdziemy?

Zabawnie jest czytać o tym, jak jeden z profesorów typował wyniki w brytyjskiej „Premier League” korzystając jedynie z prostego modelu opartego na statystyce. Bez posiadania żadnej wiedzy na temat piłki nożnej poradził sobie z tym znacznie lepiej, niż doświadczony komentator. A to nie wszystko, co znajduje się na wspomnianej stronie. Można się np. dowiedzieć o tym, iż najwięcej morderstw w Londynie popełnia się w soboty, czy też o tym, co i jak wpływa na długość naszego życia. Czy wiecie, że w ciągu ostatniego ćwierćwiecza przeciętna długość życia wydłużyła się o niemal 6 lat, a niewłaściwa dieta, nadużywanie alkoholu, palenie oraz brak aktywności fizycznej skracają je średnio o 15 lat?

Na początku wspomniałem o „problemie sekretarki”. Na czym on polega? Wyobraźcie sobie poszukiwania partnerki, lub partnera idealnego, z którym chcielibyście zawrzeć ślub. Kim jest? Pierwszą osobą, którą poznacie? A może drugą? A co się stanie, gdy kolejne będą gorsze, niż pierwsza, do której wrócić już nie możecie? Matematycy rozwiązali ten problem już jakiś czas temu. Wystarczy poznać określoną liczbę partnerów, a następnie związać się z kolejnym partnerem, który będzie nam bardziej odpowiadać, niż najlepszy partner spośród tejże „grupy kontrolnej”. Między innymi tego typu problemami zajmuje się „professor of Risk” w Cambridge, czyli właśnie David Spiegelhalter.

Szczerze polecam lekturę UnderstandingUncertainty.org. Jest to naprawdę doskonałe popularnonaukowe źródło wiedzy. Interesującej i przystępnie podanej wiedzy.

Prezentacje w dobrym stylu: LaTeX i Beamer

2009-07-24, Piątek 18:47:57 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Gdyby ciężka praca prowadziła do bogactwa, to najbogatsi byliby niewolnicy.

Jestem leniwy. Skrajnie leniwy. Wszelkiego rodzaju zadań podejmuję się tylko dlatego, iż wiem, że dzięki temu będę mógł być na starość jeszcze bardziej leniwym człowiekiem. Zależy mi na ich prostym, szybkim i precyzyjnym wykonaniu. Ludzie leniwi nie znoszą konieczności poprawy tego, co już raz zrobili. To zajęcie dla osób pracowitych.

Ostatnimi czasy tworzę dziesiątki prezentacji. Zależy mi na tym, aby nie wkładać w ich tworzenie zbyt wiele wysiłku, a przy okazji chcę, aby wyglądałby profesjonalnie. Staram się, aby slajdy były estetyczne, czytelne i wartościowe, a zarazem stanowiły tło tego, co mówię i objaśniam. Ja myślę o treści, a komputer ma się troszczyć o formę. OpenOffice.org Impress jest dobry, ale... mało efektywny. Istnieje jednak lepsze rozwiązanie.

Ile to już razy wspominałem, że uwielbiam TeX-a i wszystko, co jest z nim związane (LaTeX, XeLaTeX itp.)? A o tym, że Beamer (z moim ulubiony stylem) to narzędzie dla najbardziej leniwych prezenterów? Pewnie dziesiątki razy, ale nie zaszkodzi kolejny raz o tym wspomnieć. Może zyska kilku nowych użytkowników.

Polecam Beamera! Świetnie radzi sobie z prezentacjami. W gruncie rzeczy jest to rozwiązanie idealne - szybkie, proste i, co najważniejsze, skuteczne. Na początku wymaga nieco wysiłku, ale ludzie leniwi wiedzą, że początkowy koszt nie jest tak istotny jak późniejszy zysk. To inwestycja.

Kobiety na studiach technicznych

2009-07-05, Niedziela 11:23:25 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

O roli wyższego wykształcenia w naszym kraju można przeczytać m.in. w artykule "Uniwersytet Potiomkinowski obiecuje innowacje" znajdującym się w Rzeczpospolitej, czy też we wpisie "Zimny kubeł statystyki na głowę" napisanym przeze mnie. W skrócie - wyższe wykształcenie to obecnie standard i już teraz niewiele ono oznacza. Jednak pozostawmy ten problem na później i skupmy się na czymś nieco lżejszym. Czas na kobiety.

Kopernik też była kobietą!

Zapewne wielu z Was słyszało o akcji "Dziewczyny na politechniki". Idea jest szczególnie interesująca, gdy spojrzy się np. na statystyki dotyczące kierunków informatycznych, gdzie zaledwie 9,7% studentów stanowią dziewczęta. Jest o co walczyć, jest miejsce na promocję. Jej efekt to już zupełnie inna kwestia. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Z tego względu, iż od jakiegoś mam okazję pracować w budynku IBS PAN, w którym to również znajduje się WIT. Ci ostatni stworzyli kilka plakatów i właśnie je chciałbym przedstawić. Są urocze.

Przyjdź na WIT!

Więcej zdjęć, chociaż równie niskiej jakości, można znaleźć w moim albumie. Jak widać - można się dobrze reklamować nawet, gdy jest się uczelnią.

A co do wspomnianej na początku cięższej tematyki to chyba niedługo do niej nawiążę. Obecna sytuacja szkolnictwa wyższego z pewnością jest interesująca.

Miniblog: Z życia wzięte

2009-07-04, Sobota 19:44:02 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

W końcu udało mi się znaleźć czas i warunki ku temu, aby móc co nieco napisać. Do tej pory nie pozwalała na to nie tylko ograniczona ilość czasu, ale również brak dostępu do Internetu. Jak się okazuje, o ile z samym miejscem w akademiku nie było problemu, tak niestety korzystanie z Internetu okazało się być mocno utrudnione. Na początku, przed pobłogosławieniem przez admina, całkiem nieźle sprawdzał się domowy VPN. A obecnie? Dostęp do I-netu jest - szkoda tylko, że mocno ograniczony. Prędkość rzędu 32kB/s to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej. Ale przynajmniej "sekjurnie"! Czuję się bezpiecznie, gdy widzę, że zablokowano mi dostęp do portów związanych z SMTP.

Jakby tego było mało, jak już uzyskałem dostęp do cywilizowanej części świata mediów to... Dowiedziałem się od Psychola, że grupa zajmująca się XHTML 2.0 w ramach W3C zostanie rozwiązana z końcem 2009 roku. Krótkie zapoznanie się z materiałami zaowocowało konsternacją. Pozostaje XHTML 1.0, 1.1 oraz serializacja HTML 5 do XML-a, czyli XHTML 5.

Z informacji lokalnych - w Warszawie nadal jest niemiłosiernie gorąco. Dobrze przynajmniej, iż "boot camp" na praktykach dobiegł końca i może nareszcie będę wracać do domu w okolicach 17 oraz porządnie się wysypiać. To tyle w kwestii marudzenia.

Wakacje

2009-06-30, Wtorek 12:58:54 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Nareszcie czas wolny. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Marta dosłownie przed chwilą uzyskała wyższe wykształcenie. Teraz jeszcze tylko dwa lata do uzyskania tytułu magistra, a kto wie, może i zdecyduje się na coś więcej. Ja tymczasem załapałem się na kolejny, tym razem 5 rok informatyki, a we wrześniu powalczę jeszcze o zarządzanie tak, aby bez zbędnych kosztów przejść na 4 z 6 semestrów i specjalizować się w SBE&M. Interesująca opcja, prawda?

Natomiast jeszcze dzisiaj czeka mnie wyprawa do Warszawy, gdzie spędzę najbliższe 3 miesiące. Z samej praktyki naukowej relacji zapewne nie będzie. Wygląda na to, iż udział w niej będzie się wiązać z podpisaniem papierów dot. zachowania stosownej dyskrecji. W planach mam również pojawienie się na konferencji JAVArsovia 2009, która odbywa się w najbliższą sobotę. Przy okazji pobytu w Warszawie może uda mi się zostać notariuszem Thawte.

Pod koniec listopada, m.in. dzięki Ad!vice, wybieram się z Martą i całą ekipą (pozdrowienia m.in. dla Psychola i Tediego) na koncert Rammsteina w katowickim Spodku. Mam nadzieję, że oprócz samej muzyki będzie można również liczyć na widowiskowy show.

Wpis z serii czysto informacyjnych, niezawierający żadnej wartości intelektualnej. Wstęp do dłuższego wypoczynku i nieobecności na Joggerze.

OpenPGP SmartCard

2009-06-27, Sobota 23:10:28 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Makdaam w swoim komentarzu do jednego z moich wpisów wspomniał o istnieniu kart typu smartcard wspierających OpenPGP. Taka alternatywa dla kart wspierających X.509 oraz trzymania kluczy GPG na dysku twardym. Obecnie kartę taką (tj. OpenPGP Card) można zdobyć na dwa sposoby. Pierwszym z nich jest dołączenie do FSFE, co kosztuje 60 € i skutkuje m.in. otrzymaniem ładnej, zielonej karty. Na to mnie oczywiście nie stać. Drugim sposobem jest kupno karty poprzez sklep kernel concepts za jedyne 16,40 € plus koszty przesyłki. Do tego przydałby się jeszcze standardowy czytnik smartcard. We wspomnianym sklepie kosztuje przynajmniej 30 €, a podejrzewam, że w Polsce jest dostępny za nieco niższą kwotę. A jakie korzyści płyną z posiadania takiej karty?

To proste. Umożliwia bezpiecznie przechowywanie i wykorzystywanie prywatnego klucza OpenPGP bez obawy o to, iż zostanie on komukolwiek ujawniony (nawet w zaszyfrowanej postaci). Rozwiązanie takie ułatwia również wykorzystanie tego klucza na wielu komputerach - karta mieści się w portfelu, a czytnik posiada niewielkie rozmiary.

A jak już jesteśmy przy inteligentnych kartach to jestem ciekaw, jak szeroko wykorzystywane są Java Cards.

Odbiegając od tematu. Wyjeżdżając na praktykę mam w końcu okazję do tego, aby zostać notariuszem Thawte WoT (obok CAcert). Wygląda na to, że w firmie Ce3 (N 52°13′7.3164″, E 20°59′20.6016″) znajduje się sporo osób, które są w stanie nieodpłatnie poświadczyć tożsamość w programie Thawte. I nie jest to aż tak daleko od akademika w którym będę przebywać (okolice N 52°14′15.2118″, E 20°54′59.871″). To niesamowite, iż niektórzy "notariusze Thawte" oczekują ponad 100 złotych za potwierdzenie tożsamości, którego rezultatem jest 35 z 50 wymaganych punktów. To więcej, niż życzą sobie polskie centra certyfikacyjne.

Letnie Praktyki Badawcze

2009-06-18, Czwartek 12:34:19 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Wspominałem już, że lubię organizować sobie czas w trakcie wakacji? Nie inaczej jest i w tym roku. Po ponad miesięcznej rekrutacji otrzymałem wczoraj pozytywną odpowiedź od organizatorów Letnich Praktyk Badawczych 2009. Oznacza to, iż już za dwa tygodnie, a precyzyjniej 1 lipca, przenoszę się na trzy miesiące do Warszawy, aby odbyć praktykę w IBS PAN (mapka). Czym będę się tam zajmować?

Tak właściwie to jeszcze nic na ten temat nie wiem. Jedynymi wskazówkami są pytania na które udzieliłem odpowiedzi podczas tegorocznej rekrutacji oraz sprawozdania z poprzednich edycji LPB. Patrząc z mojej perspektywy, wygląda to na interesujące połączenie nauki z rzeczywistymi problemami biznesowymi związanymi m.in. z Internetem, bezpieczeństwem systemów komputerowych, kryptografią oraz zarządzaniem projektami naukowymi. Jest to dla mnie szczególnie ważna praktyka z tego względu, iż ostatnimi czasy rozważam możliwość wyboru naukowej ścieżki kariery. Natomiast połączenie jej z czymś bardziej konkretnym, w kategorii finansowej, byłoby z pewnością korzystne dla mnie.

Obecnie zastanawiam się na tym, gdzie zdołam znaleźć zakwaterowanie w ciągu najbliższych dwóch tygodni i co zabrać ze sobą na czas pobytu w Warszawie. Podejrzewam, że pozostanę przy próbie wynajęcia jednoosobowego pokoju w akademikach jednej z warszawskich uczelni oraz na zabraniu ze sobą laptopa, palmtopa i bramki VoIP. W razie potrzeby już na miejscu dokupię switcha, lub router.

Miniblog: GSoC 2009

2009-04-20, Poniedziałek 21:46:51 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

W tym roku dałem ciała pełną gębą. W przeciwieństwie do np. Dayteka, czy też Matekm - należą się im gratulacje z mojej strony! Z drugiej strony - trudno powiedzieć, abym nie przewidywał takiej sytuacji już w momencie składania aplikacji.

Nie pozostaje mi nic innego, jak zacząć troszczyć się o jakieś sensowne zajęcie na wakacje ;]

Miniblog: Syntezator mowy prawie za darmo

2009-04-11, Sobota 11:55:30 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Ponoć już 16 kwietnia (przyszły czwartek) będzie można nabyć polski syntezator mowy o nazwie "Ivona" w cenie tygodnika "Przekrój". Będzie on stanowić dodatek do gazety.

Za taką cenę z pewnością warto nabyć jeden z najbardziej innowacyjnych polskich produktów, który nie tylko jest w stanie konkurować z zagranicznymi rozwiązaniami, ale jeszcze zostawia je w tyle.

Starsze wpisy |