] > Karol „Zal” Zalewski - Blog - http://blog.4zal.net/kategoria/informatyka/studia/

Publikacje naukowe

2010-03-04, Czwartek 00:33:55 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Czy homoseksualność jest zaraźliwa? Czy dziecko, które zostanie adoptowane przez homoseksualną parę również stanie się homoseksualne? Podejrzewam, że zadanie tych dwóch pytań byłoby wystarczające do tego, aby móc rozpętać tutaj małą wojnę domową. A już na pewno wygenerować kilkaset komentarzy. Całość dodatkowo mogłaby być podsycana licznymi artykułami z gazet zawierającymi wypowiedzi wszelkiego rodzaju specjalistów w danej, albo i innej, dziedzinie. A wystarczy jedynie...

Wystarczy jedynie zajrzeć do zbioru artykułów naukowych i sprawdzić, czy ktoś już nie prowadził badań w danym zakresie. Aby było łatwiej można skorzystać z wyszukiwarek pokroju Google Scholar. Wykorzystamy tę ostatnią oraz słowa kluczowe: „homosexual”, „parents” oraz „children”. Wyniki wyszukiwania są interesujące, również dla innych, lecz podobnych słów kluczowych. Co więcej, są jednoznaczne - z przedstawionych abstraktów prac, pisanych głównie w oparciu o badania jakościowe, wynika, że homoseksualność nie jest czymś zaraźliwym.

Proste rozwiązanie problemu? Z pewnością przyjemne. Nie jest jednak pozbawione wad. Z punktu widzenia laika, jakim ja sam jestem, istnieją co najmniej dwie takowe. Pierwsza - najczęściej bez problemu można znaleźć abstrakt opisujący zawartość (m.in. wyniki) artykułu, ale znalezienie pełnej treści stanowi duży kłopot. Bez wykupionego, np. przez naszą „alma mater”, dostępu do bazy artykułów uzyskanie go w sposób darmowy może być niemożliwe. Drugą, równie poważną wadą, jest konieczność samodzielnej oceny wiarygodności źródła. Każda z publikacji przed wydaniem przechodzi przez kilku recenzentów, ale wypadałoby jeszcze być zdolnym do samodzielnej ich oceny. A tutaj czynników, które należy brać pod uwagę, może być całkiem sporo. Nie zmienia to jednak faktu, że świat byłby o wiele prostszy, gdyby częściej odnoszono się do takich źródeł.

Podsumowując, uważam, iż warto czasem samodzielnie poszukać wiedzy u samego źródła, niż opierać się na tym, co możemy usłyszeć w mediach. Te ostatnie najczęściej spłycają i przeinaczają wszystko, co przez nie przechodzi.

Miniblog: Odcinanie od Sieci

2010-02-06, Sobota 20:57:50 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Swego czasu głośno było o Pakiecie Telekomunikacyjnym oraz Francji, w której to wprowadzono politykę trzech ostrzeżeń kończących się odcięciem od Internetu. Natomiast niewielu wie, iż takie działania - z tą różnicą, że bez żadnych ostrzeżeń, sądu itp. - prowadzi się m.in. w akademickiej sieci komputerowej w akademikach PG.

Wystarczył mail jednej z organizacji do osób zajmujących się administracją sieci, aby kolega Wielki Owiec został pozbawiony dostępu do Internetu na 3 miesiące. Co więcej, kolejna wpadka oznaczałaby odcięcie na cały okres studiów. Urocze, prawda?

Miniblog: IVONA WebReader

2009-12-10, Czwartek 21:38:53 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Między instalacją Debiana na kolejnych moich maszynach, a przepędzaniem agentów po środowisku JADE, postanowiłem przetestować kolejny gadżet. Jak sam tytuł wskazuje, mowa o usłudze IVONA WebReader, której efekt działania można zauważyć na stronie z komentarzami do wpisu (tuż pod jego tytułem).

Tak, jest to obiekt typu Flash, co stoi w opozycji do mojej polityki prowadzenia bloga, ale... Cóż, nie mogłem się powstrzymać. Bajer, prawda?

Miniblog: Przeżycia szczytowe

2009-12-03, Czwartek 01:14:15 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Zapewne znacie ten typ uczucia. Moment, kiedy to po krwawych i zaciętych bojach z arcytrudnym problemem następuje olśnienie. Zmęczenie ustępuje pod naporem dumy oraz radości ze zwycięstwa. Wszystko staje się jasne, logiczne i oczywiste. Trywialny problem i równie banalne rozwiązanie. Ulga.

Tylko dlaczego w moim przypadku ma to miejsce zazwyczaj na dzień przed spodziewanym terminem oddania projektu? Dwa miesiące intelektualnego zatwardzenia i... Cóż, najwyżej ucierpi na tym mój „wolny weekend”.

Wynurzenia natury egzystencjalnej

2009-11-10, Wtorek 19:12:47 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Jeżeli przez czas nie daję oznak życia to, albo jestem wyjątkowo zajęty pracą, albo robię coś tak wyjątkowo nierozsądnego, iż nie warto się tym chwalić. Głupio przyznać, że tym razem na powód składa się jedno i drugie.

W końcu robię to, czym od dłuższego czasu chciałem i miałem się zająć. Magisterka, projekt grupowy i co bardziej interesujące projekty uczelniane. Szkoda tylko, że tych, których ciekaw nie jestem jest równie wiele.

Przy okazji, bardzo spodobał mi się jeden z pomysłów promotora polegający na tym, aby w ramach tworzenia środowiska niezbędnego do zrealizowania pracy magisterskiej jedna z jego części, odpowiedzialna za przechowywanie wiedzy, opierała się o któryś z darknetów. Mowa tutaj o takich sieciach, jak np. GNUnet, czy też Freenet. Brzmi to szczególnie interesująco w połączeniu ze środowiskiem agentowym (JADE), a wykorzystanie takiego połączenia byłoby zdecydowanie bardziej zabawne, niż użycie typowego DDBMS-a. „Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły nam minusów”. Obawiam się, że w przypadku zastosowania takiego np. Freeneta rozłożyłaby mnie na łopatki próba zaimplementowania wysokopoziomowych funkcji niezbędnych mi do ukończenia całej pracy magisterskiej. Muszę się jeszcze zastanowić nad zaletami oraz wadami tego pomysłu.

Z cyklu totalnych dziwactw - będąc praworęcznym zaczynam posługiwać się lewą ręką tak, jak prawą dotychczas. Zawsze zastanawiałem się, czy jest to trudne do wyuczenia i wdrożenia w życie. W ciągu ostatnich kilku dni nawet mycie zębów jest dla mnie nie lada wyzwaniem. Chociaż nie ukrywam, że jest to interesujące przeżycie - lubię takie eksperymenty.

PS. Szalenie podoba mi się idea systemów rozproszonych bazujących na architekturze peer-to-peer, w szczególności tych służących do rozpowszechniania danych. Zarówno taki BitTorrent, jak i Freenet robią wrażenie (Tor nieco mniejsze) pomimo tego, że nie wszystkie przesyłane przy ich pomocy dane są przeze mnie tolerowane.

Co zyskuję studiując?

2009-10-25, Niedziela 22:13:11 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Nie wiedzieć czemu, zebrało mi się ostatnio na przemyślenia związane z tym, co do tej pory w życiu osiągnąłem. Z racji wybranego tematu nie były to przemyślenia szczególnie długie, ale z pewnością owocne. Bo jak inaczej określić stwierdzenie, iż te kilka lat studiów to nie są wcale „wieki ciemne” mojego życia?

Zacznijmy może od tego, iż studentem jestem obecnie od około 4 lat. Studiuję informatykę, co jest zgodne z moimi zainteresowaniami oraz wizją przyszłego życia zawodowego. Aby nie było zbyt prosto - od półtora roku męczę równolegle z informatyką również zarządzanie. Dlaczego akurat zarządzanie? O tym nieco później, teraz skupię się na macierzystym kierunku. Idąc na studia myślałem głównie o tym, iż będą one doskonałym źródłem wiedzy, pozwolą na rozwinięcie moich zainteresowań, a przy okazji okażą się furtką do wymarzonej pracy, która pozwoli mi na utrzymanie siebie samego oraz mojej rodziny. Czas zweryfikował moje poglądy na te kwestie.

Przede wszystkim - studia nie gwarantują pracy. Obecnie to papierek wymagany przez wielu, a w gruncie rzeczy mający niewielkie znaczenie. Przez rozsądniejszych pracodawców jest on weryfikowany w trakcie rekrutacji. A przez tych najrozsądniejszych w ogóle nie jest brany pod uwagę (ew. w niewielkim stopniu). I wcale się nie dziwię widząc to, co dzieje się na uczelniach oraz w rocznikach statystycznych. Tak, czy inaczej - studia nie gwarantują dobrze płatnej pracy, ale z pewnością nie zaszkodzą przy jej uzyskaniu.

Po drugie - czy studia są doskonałym źródłem wiedzy? Źródłem wiedzy - owszem. Doskonałym? Nie sądzę. Do tej pory pamiętam może kilka zajęć godnych uwagi, dobrze prowadzonych i przekazujących sporą dawkę wiedzy. Co więcej, wiele osób, które znam ma podobny pogląd na ten aspekt studiowania. Studia dają pewne podstawy, udostępniają wiedzę szeroką, lecz płytką. Wiedzę, która w życiu zawodowym najczęściej na niewiele się zdaje. Ale jak się okazuje - nie to jest najważniejsze.

Po trzecie - rozwój zainteresowań. Do tej pory było smutno, konfrontacja licealnych marzeń z rzeczywistością zdecydowanie nie służyła tym pierwszym. Natomiast teraz sytuacja uległa zmianie. Odnoszę wrażenie, że studia były i nadal są dla mnie bodźcem do tego, aby rozwijać siebie oraz swoje zainteresowania. I to na różnych płaszczyznach. Wszelkiego rodzaju grupy zainteresowań, organizacje studenckie itp. są tym, co może konkurować z połączeniem „studia i praca”. To właśnie dzięki studiom zainteresowałem się wolnym i otwartym oprogramowaniem. Przekonałem się do Linuksa, LaTeX-a, XMPP, wolnych standardów i programowania. Nie często ma się też okazję organizacji imprezy na ponad 500 osób i wydania na ten cel około 30 000 złotych. Do tego dochodzi praca w grupie i umiejętność jej organizacji. Praktyki? Doskonała okazja do określenia tego, gdzie nie chce się w przyszłości pracować.

Dobre studia to prawdopodobnie dobry sposób myślenia. Nawet jeśli oznacza to, że zaczynam powoli myśleć po angielsku i sceptycznie spoglądać na to, co mnie otacza. Oczywiście, studia nie są elementem koniecznym do tego, aby taki stan umysłu osiągnąć, ale pomagają w tym. Dlatego też studiuję zarządzanie i jako specjalizację wybrałem SBE&M - kto inny zapewni mi taki kurs angielskiego i to za darmo? Kto inny zaszczepi wolę samodzielnego myślenia i działania?

Podsumowując - studia dały mi wszystko to, czego wcześniej nie obiecywały i niewiele z zakresu, który miały mieć na szczególnym względzie. Nie oznacza to jednak, że uważam to za czas stracony. Wręcz przeciwnie.

Miniblog: Cytat dnia

2009-10-24, Sobota 20:15:00 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Wyobraźmy sobie poważny atak terrorystyczny w Nowym Jorku - jakie rodzaje ograniczeń nakładanych zwykle na działania policji będą z jej działań usunięte w związku z tym faktem?

„Kryptografia dla praktyków”, Bruce Schneier

Mogłem się powstrzymać, ale nie chciałem. Oryginał książki jest z roku 1996, a tłumaczenie z 2002. Znalezione w rozdziale poświęconym polityce powierzania kluczy oraz zagrożeniom z tym związanym (głównie ze strony państwa).

Applied Cryptography

2009-10-10, Sobota 13:39:13 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Czy rzeczywiście przeciętni obywatele potrzebują ochrony tego rodzaju? Tak. Mogą przecież planować kampanię polityczną, dyskutować o podatkach, prowadzić nielegalny interes. Mogą projektować nowy wyrób, naradzać się nad strategią sprzedaży lub planować przejęcie firmy konkurenta. Mogą żyć w kraju, w którym nie są respektowane prawa jednostki do prywatności. Mogą robić coś, co ich zdaniem nie jest nielegalne, a jest. Bez względu na przyczynę, ich dane i komunikacja są ich osobistą sprawą i nikt nie ma do nich prawa.

„Kryptografia dla praktyków”, Bruce Schneier

Jak można wnioskować po powyższym cytacie, właśnie zabrałem się za lekturę jednej z najpopularniejszych książek Schneiera, a jednocześnie obowiązkowej pozycji dla osób zainteresowanych kryptografią. I wierzcie, lub nie, ale nie spodziewałem się, że książka o kryptografii może już na samym wstępie wywołać tyle emocji.

Oznacza to również, że zabrałem się w końcu za bibliografię do mojej pracy magisterskiej. Troszkę tego jest, więc im szybciej całość przerobię tym łatwiej będzie mi zacząć pisanie pracy. Do tego dochodzi jeszcze kwestia języka. Trochę nad tym myślałem i uznałem, iż ostatecznie całość napiszę po angielsku. Oczywiście, w moim wykonaniu będzie to „very basic english”, ale takiej okazji do nauki języka lepiej nie przepuszczać. A już na pewno nie warto czekać do ew. pracy doktorskiej. Co więcej, oprogramowanie i system operacyjny też będzie się komunikować ze mną po angielsku. Problemem jest jedynie to, iż w ciągu najbliższych miesięcy muszę skompletować anglojęzyczną literaturę. Taka „Applied Cryptography” to wydatek rzędu 150 złotych. Może w bibliotekach i antykwariatach coś się znajdzie.

Na marginesie - dzisiaj mam istny „Dzień świra”. Ktoś w sąsiednim mieszkaniu wierci wiertarką udarową w ścianie, a w tle wyje pralka i telewizor. Zatyczki do uszu. Gdzie w Gdańsku kupię porządne zatyczki do uszu? Innej opcji, która zapewniłaby mi spokój, nie widzę.

Miniblog: Kasyna, dopłaty, afery...

2009-10-06, Wtorek 19:23:03 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Tak się składa, że Instytut Badań Systemowych PAN, w którym miałem okazję odbywać w tym roku praktyki, już jakiś czas temu stworzył raport dot. wspomnianych dopłat. Czy państwo miało na nich aż tak wiele zarobić? Nie jest to takie pewne.

Dziwnym nie jest, że dla TV ważniejsza jest kwestia korupcji.

Software Freedom Day 2009: Wrażenia

2009-09-19, Sobota 17:57:37 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Krótko i treściwie. Warto było wybrać się dziś do Galerii Bałtyckiej w Gdańsku na Software Freedom Day. Chociażby z tego względu, aby spotkać dawno niewidzianych znajomych (w tym kilku Joggerowiczów) oraz przekonać się na własne oczy, że zainteresowanie otwartym i wolnym oprogramowaniem wcale nie jest takie małe, jakby mogło się wydawać. Wystarczy chociażby spojrzeć na poniższe prace wykonane przez dzieci (i nie tylko) w ramach konkursu rysunkowego.

Rysunki dzieci związane z FLOSS

Prawda, że urocze? Dzieciaki grały w SuperTuksa, kiedy to w tym samym czasie osoby nieco starsze rozmawiały z członkami i sympatykami KN RINNG na temat instalacji GNU/Linuksa, czy też FLOSS. Zainteresowanie przechodzących wzmagała również mnogość gadżetów - przypinek, magnesów i gumowych opasek Mozilli, plakatów oraz płyt (K)Ubuntu 9.04.

Takie spostrzeżenie na przyszłość - wszelkiego rodzaju akcje dla dzieci to świetny pomysł, ponieważ przyciągają również rodziców i to stosunkowo skutecznie.

Cotygodniowy przegląd prasy

2009-09-16, Środa 12:01:47 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Od kilku tygodni, w ramach Letnich Praktyk Badawczych, prowadzę cotygodniowy przegląd prasy. Aby być bardziej ścisłym - przegląd prasy internetowej. Oczywiście, całość przeszukuję głównie pod kątem informacji ze świata nauki i techniki. Aby było łatwiej zaczynam od branżowych (czyt. związanych z IT, biznesem oraz szeroko pojętą nauką) agregatorów treści oraz serwisów1. Na tym etapie jest jeszcze całkiem przyjemnie - pojawiają się głównie wpisy techniczne, lub informacje związane z bieżącymi wydarzeniami. Niekiedy trafia się na newsy, których wartość merytoryczna jest poniżej przeciętnej, ale nie jest to nagminne. Następnie przechodzę do serwisów zajmujących się sprawami bardziej ogólnymi w nadziei, ze znajdę tam np. informacje dot. polskiej nauki. I tutaj zaczyna się mój koszmar.

W moim mniemaniu prasa powinna pełnić rolę filtru. Zwracać uwagę na najważniejsze wydarzenia, problemy, a niekiedy przedstawiać własną opinię na ich temat. Oddzielać informacje obiektywne od nieobiektywnych. Siłą rzeczy, chociażby ze względu na konieczność podjęcia wyboru dot. tego, co „jest ważne”, całkowity obiektywizm nie jest możliwy do osiągnięcia. I dlatego też czytelnik nie tylko powinien określić wiarygodność prasy, ale również czytać kilka pozycji, aby zapewnić sobie spojrzenie na sytuację z kilku stron.

Dlaczego wspomniany filtr jest tak istotny? Chociażby z tego względu, iż w obecnych czasach człowiek nie jest w stanie przetworzyć wszystkich informacji, jakie pojawiają się w jego otoczeniu. Jest to fizyczną niemożliwością. Wystarczy zrobić doświadczenie (myślowe) i spróbować zapoznać się ze wszelkimi informacjami opublikowanymi danego dnia w Internecie. Z tego też względu warto zadbać o to, aby filtr był wysokiej jakości. Aby docierające do nas informacje były wartościowe i przedstawione w sposób bliski obiektywnemu.

A jak to wygląda na wielu polskich serwisach? Natłok. Przeogromna masa bezwartościowej papki, której jedynym zadaniem jest wywołanie w czytelniku emocji i sprawieniu, aby ten kliknął w reklamę, lub też ją obejrzał. Oglądalność. Brr... I wcale nie piszę o internetowych tabloidach pokroju Pudelka, które naśladują papierowy Fakt, lub Express Ilustrowany. Nawet niektóre serwisy związane z IT wyglądają obecnie, jak Deser o profilu informatycznym. Jednak nie to mnie przeraża. Takie serwisy istnieją, ponieważ istnieje również popyt na to, co udostępniają. I tutaj pojawia się najważniejsze pytanie - kto to czyta? I co najważniejsze - czy jest pośród nas?

TV nie oglądam, a gazet unikam. I chyba nikogo to już dziś nie dziwi.

1 Mowa o takich serwisach, jak np. Computer World, Slashdot, Dziennik Internautów, Linux Portal, New Scientist itp.

Software Freedom Day 2009 w Gdańsku

2009-09-14, Poniedziałek 01:14:13 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Software Freedom Day, czyli Dzień Wolnego Oprogramowania jest cykliczną imprezą, organizowaną od 2004 roku na całym świecie. Celem SFD jest promowanie oprogramowania FLOSS poprzez edukację społeczeństwa i przedstawianie zastosowań tego typu rozwiązań w nauce, administracji państwowej, domu i biznesie. Akcja jest koordynowana przez organizację non-profit o nazwie Software Freedom International, jednak lokalne edycje powstają przede wszystkim dzięki zaangażowaniu wolontariuszy.

Gdańska edycja SFD organizowana jest przez koło naukowe RINNG, działające na Politechnice Gdańskiej. 19 września w godzinach 10:00–16:00 w Galerii Bałtyckiej będzie można zapoznać się z Wolnym Oprogramowaniem. Przewidziane są:

  • demonstracje aplikacji takich jak: narzędzia pakietu biurowego OpenOffice.org, przeglądarka internetowa Firefox i klient poczty Thunderbird, programy multimedialne i edukacyjne, a także gry,
  • stanowiska komputerowe, na których będzie można samodzielnie sprawdzić funkcjonalność oprogramowania FLOSS i systemu operacyjnego GNU/Linux,
  • konkursy z nagrodami dla uważnych uczestników i ich pociech.

Dokładniejsza agenda imprezy jest dostępna na oficjalnej stronie zespołu.

Tekst został skopiowany ze strony vmario.

Miniblog: Kierunki zamawiane

2009-09-05, Sobota 01:39:13 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Interesujące. Teraz to już nie tylko zapewnia się „darmowe” (płatne pośrednio) studia, ale również „motywuje się” (czyt. płaci się) studentów do tego, aby z nich korzystali. I to wszystko w obliczu tak drastycznego wzrostu liczby osób z wyższym wykształceniem. Impressive!

Wakacyjne porządki i drobne zmiany

2009-09-02, Środa 12:30:41 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

U mnie, jak widać, trwają jeszcze wakacje. Jednak już czuję, że zbliża się rok akademicki, a przynajmniej wrześniowa sesja poprawkowa. Wystarczy spojrzeć na pokój, który przeżył gruntowne porządki. Pewnie większość z Was zna to uczucie, kiedy wszechobecny „artystyczny nieład” zaczyna irytować tuż przed tym, jak mamy chwycić książkę, skrypt, lub notatki i zasiąść do nauki. Niech żyje prokrastynacja!

W trakcie pracy nie tylko zrobiłem sporo miejsca na biurku, ale również wyrzuciłem cały worek starych i nieprzydatnych mi już dokumentów. Co więcej, okazuje się, że nie odebrałem paszportu - od roku leży w urzędzie i czeka na mnie. Znalazłem również dokumenty związane z moim kursem prawa jazdy. Kursem, którego początek miał miejsce trzy lata temu, z dokładnością do tygodnia. Wypadałoby go kiedyś skończyć i to najlepiej w tym miesiącu. Szczególnie, że przeszkadza mi brak mobilności.

Przy okazji robienia porządków uznałem, że czas na zmiany również w zakresie posiadanego oprogramowania. Po pierwsze - netbooki, a już z pewnością ten, którego używam, nie nadają się do pracy z całkowicie zaszyfrowanym dyskiem. Operacje I/O je wykańczają. Trzeba z tym skończyć i nieco rozsądniej szyfrować dane na netbooku. Po drugie - irytuje mnie zasobożerność aplikacji, z których korzystam. Za każdym razem, gdy widzę zużycie zasobów przypominają mi się czasy sprzed dekady, kiedy to kupowałem kości RAM-u o pojemności 128, lub 256 mebibajtów. Co z tego, że teraz posiadam 3 gibibajty oraz dwurdzeniowy procesor, kiedy wtedy komfort pracy był wyższy? Czas na zmiany, przede wszystkim w zakresie środowiska graficznego. Czas wymienić GNOME na coś lżejszego, przy czym Xfce może nie być wystarczająco lekkie. Dystrybucja (Ubuntu) pozostaje bez zmian, ale trzeba ją zoptymalizować do wydajnej pracy.

Na samo zakończenie chciałbym wspomnieć, że eksperyment polegający na zapoznaniu się z wolną muzyką jest przyjemniejszy, niż sądziłem. Na chwilę obecną czas umila mi album „Between two worlds”, którego twórcą jest Maya Filipič. Muzyka fortepianowa - spokojna, melodyjna i pogodna. Godna polecenia. Przy okazji warto nadmienić, że praca z Rockboksem jest niezwykle przyjemna. Nie sądziłem, że oprogramowaniem w przenośnym odtwarzaczu może być aż tak istotne.

Praca umysłowa to wyzwanie!

2009-08-14, Piątek 01:17:32 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Monotonny tryb życia czyni nas otępiałymi. Potrzebujemy zmiany wrażeń i przeżyć, zmiany bodźców, ponieważ dzięki niej zachowujemy elastyczność. Muzyka, wędrówki, sport, interesująca książka, dobry film, zajmująca rozmowa - mogą wyrwać nas z depresji. Małe radości codziennego życia są o wiele ważniejsze niż wielkie, lecz rzadkie. Ale należy się najpierw nauczyć widzieć je i rozkoszować się nimi. Są one przed nami, trzeba mieć jednak oczy, aby je widzieć i serce, aby je przeżyć. Te małe radości dają nam chęć do pracy.

Jeżeli nie mając dobrego nastroju zmuszamy się do pracy, to wysiłek nasz jest jałowy i bezowocny.

Kto chce tworzyć, musi być pogodny.

Źródło: Johannes Riechert „Jak studiować?”, wydanie II, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1979

Kiedyś już pojawiły się na moim blogu cytaty z tej książki, ale uważam, iż są warte tego, aby je powtórzyć. Świetnie ukazują to, w jaki sposób należy traktować pracę umysłową. Umysł jest narzędziem delikatnym, które nie tylko powinno być efektywnie wykorzystywane, ale również odpowiednio traktowane. Osiągnięcie wysokiej wydajności wymaga specyficznego stylu życia.

Mogłoby się wydawać, iż są to truizmy, ale chyba zbyt wielu o nich zapomina.

Starsze wpisy |