] > Karol „Zal” Zalewski - Blog - http://blog.4zal.net/kategoria/informatyka/studia/

Dzielenie sekretu

2010-08-02, Poniedziałek 14:45:33 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

W ciągu ostatnich kilku dni zrobiło się stosunkowo głośno o rozpoczęciu działania na skalę globalną systemu DNSSEC. Wygląda na to, że w końcu zabezpieczono jeden z najsłabszych elementów Internetu, jakimi były DNS-y. Oczywiście, nie byłoby to możliwe bez wykorzystania osiągnięć kryptografii pod postacią szyfrów symetrycznych oraz asymetrycznych. Pojawia się tutaj jednak jeszcze jeden element, o którym warto wspomnieć. Jest to tzw. dzielenie sekretu. Cała siła systemu DNSSEC tkwi w kluczu głównym. Jego utrata bądź nieautoryzowany dostęp do niego naraziłyby na szwank cały Internet. Prosty backup nie wchodził zatem w grę. Zdecydowano się wykorzystać protokół dzielenia sekretu. Poniżej znajduje się krótki i przystępny opis tej koncepcji.

Postanowiono podzielić klucz na 7 części (rozdano je różnym osobom z całego świata) tak, aby do jego odzyskania wystarczyło 5 dowolnych fragmentów. Odtworzenie klucza przy pomocny mniejszej liczby części, czyli tzw. cieni, miało być niemożliwe do wykonania. Proces ten najłatwiej opisać w oparciu o protokół Blakleya. W uproszczeniu można to przedstawić w następujący sposób. W przestrzeni trójwymiarowej, aby określić położenie konkretnego punktu należy posłużyć się trzema różnymi, nierównoległymi płaszczyznami. Oczywiście, takich płaszczyzn przechodzących przez ten punkt można wygenerować nieskończenie wiele, ale trzeba posiadać, co najmniej trzy by móc go odtworzyć. Nasz sekret to jedna ze współrzędnych tego punktu (np. X). Mniejsza liczba płaszczyzn nie pozwala na odkrycie żadnej wskazówki dot. naszego sekretu (w przypadku przecięcia się dwóch płaszczyzn otrzymujemy prostą). Manipulując liczbą wymiarów, w których znajduje się punkt, manipulujemy również liczbą płaszczyzn wymaganych do jego odtworzenia. Zatem w przypadku DNSSEC wygenerowano 7 płaszczyzn dla każdego punku umieszczonego w przestrzeni pięciowymiarowej. O ile skorzystano z protokołu Blakleya.

Powyższe podejście jest stosunkowo prymitywne, nieodporne na oszustwa (spróbujcie podłożyć fałszywą płaszczyznę i określić, która z nich jest oszustwem nie znając prawidłowego punktu), ale zapewnia pożądaną nadmiarowość i większe bezpieczeństwo, niż próba podzielenia sekretu na części w sposób intuicyjny (np. hasło „sekret” dzielimy na trzy fragmenty - „se----”, „--kr--” i „----et”). Istnieją protokoły umożliwiające wykrywanie oszustwa (a nawet konkretnych oszustów) oraz np. określenie maksymalnej liczby cieni wymaganych do odtworzenia pierwotnej wiadomości. Możliwe jest także tworzenie bardziej skomplikowanych rozwiązań, kiedy to poszczególni posiadacze cieni mają różną wagę „głosu” (np. dwóch generałów lub dwudziestu oficerów wystarcza do odtworzenia sekretu). Cała koncepcja z punktu widzenia teorii informacji ma swoje ograniczenia, ale jest wykorzystywana w praktyce np. do tworzenia kopii kluczy prywatnych OpenGPG. Ja sam interesuję się nią ze względu na możliwość wykorzystania jej przy tworzeniu bezpiecznych, niezawodnych i zdecentralizowanych baz danych np. dla systemów agentowych.

Osobom zainteresowanym tą tematyką polecam zajrzenie do publikacji autorstwa Bruce Schneiera (np. do bardzo popularnej jego książki pt. „Kryptografia dla praktyków”). Dobrym punktem wyjścia jest również anglojęzyczna Wikipedia.

Studia, studia i...

2010-07-14, Środa 14:21:58 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Żarty na bok, jak powiedział król Dezmod, gdy wśród uczty goście nagle zaczęli sinieć i umierać.

„Pani Jeziora”, Andrzej Sapkowski

Wygląda na to, że moje studiowanie powoli dobiega końca. Na informatyce uzyskałem już tzw. absolutorium, czyli zaliczyłem wszystkie egzaminy i pozostaje mi jedynie złożyć oraz obronić pracę dyplomową. Niestety, prace nad tą ostatnią jeszcze trwają, co odbija się na mojej aktywności w każdej innej sferze życia. Muszę jednak przyznać, że odetchnąłem z ulgą, gdy grzebanie się w systemach agentowych, darknetach (FreeNet jest naprawdę interesujący) i systemach replikacji baz danych zaczęło mi przynosić satysfakcję. Mam nadzieję, że system skończę do połowy sierpnia, a samą pracę będę mógł złożyć pod koniec września. Bądź, co bądź, piwo z rektorem (mamy świetnego rektora) już wypiłem. A i już jedną publikację naukową mam na koncie.

Na zarządzaniu sytuacja wygląda stabilnie. Do końca studiów pozostał mi jeszcze jeden semestr, a na dzień dzisiejszy nie mam żadnych zaległości. Dodatkowo załapałem się na całkiem interesujący temat pracy magisterskiej tj. „Critical analysis of Open Source projects management tools with case studies”, a moim promotorem został prof. Edward Szczerbicki. Zacznę ją męczyć, jak już tylko uporam się z magisterką na ETI.

W ramach anegdotki wspomnę, że niedawno zapisałem się na kurs prawa jazdy. Będzie to już drugi raz w moim życiu. Najwyraźniej moja niechęć do jazdy samochodem w roli kierowcy powoli słabnie.

Tutaj pojawia się kolejne pytanie - co dalej? Pozwólcie, że akurat na to pytanie odpowiem zarówno sobie, jak i Wam, nieco później. Dobrze, że przynajmniej Marta, która aktualnie jest w drodze na Syberię (okolice obwodu irkuckiego), ma już sprecyzowane plany na przyszłość.

Miniblog: Cytaty w kontekście prac inżynierskich i magisterskich

2010-06-21, Poniedziałek 20:52:57 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Sam nie wiem, co o tym myśleć, jak powiedział król Dezmod, gdy przyłapano go na oszukiwaniu w karty.

Źródło: „Pani Jeziora”, Andrzej Sapkowski

To naprawdę miłe, gdy jest się cytowanym lub gdy nasza praca jest powielana. Trudno mi jest jednak określić, co czuję po znalezieniu pracy inżynierskiej pt. „Przegląd metod sztucznej inteligencji w ekstrakcji danych”. Okazuje się, że zostałem zacytowany w tejże oto pracy, co potwierdza bibliografia w niej zawarta, jedna z sekcji („Narzędzia Data Mining”) oraz samo źródło, czyli mój wpis na blogu o tytule „Eksploracja danych w wolnym wydaniu”. Oczywiście, nie mam nic przeciwko cytowaniu mnie, czy też wykorzystywaniu fragmentów moich prac w innych tekstach. Licencja „rób, na co tylko masz ochotę”, z której korzystam, daje tutaj naprawdę szerokie pole do popisu. Zastanawia mnie jednak, czy tego typu prace (tj. inżynierskie i magisterskie) powinny opierać się o tak niepewne zasoby, jak np. wpisy na blogach osób nie związanych z opisywanym projektem.

Zabawna sprawa, nie sądzicie? Ja sam w tego typu pracach staram się unikać źródeł wtórnych. Uważam również, iż więcej prac magisterskich/inżynierskich powinno być publikowanych w Internecie. Jest to rozwiązanie tanie, umożliwiające dostęp do wiedzy szerszej grupie odbiorców oraz pozytywnie wpływające na jakość publikowanych prac. Może zmniejszyłoby to liczbę prac cytujących Wikipedię.

Pomysł na życie

2010-05-25, Wtorek 16:28:49 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Lojalnie uprzedzam - niniejszy wpis jest z rodzaju bardziej osobistych.

Pomysł na życie, sens życia, cel życia. O ile przez długi czas nie miałem najmniejszych problemów z określeniem, co kryje się pod tymi słowami, tak kilka miesięcy temu pojawiły się wątpliwości. I to znaczące. Obniżenie nastroju, brak motywacji i wszechobecna apatia nie świadczyły najlepiej o moim zdrowiu. Odmiana pojawiła się dopiero niedawno, kiedy to uświadomiłem sobie kilka faktów:

  • popularyzowanie nauki, organizowanie prezentacji i dyskutowanie na tematy związane z ideami takimi, jak np. FLOSS oraz wolna kultura przynosi mi dużą satysfakcję,
  • przykładam dużą wagę do samorozwoju i jest to ten element mojego życia, którego nie chciałbym poświęcać na rzecz innej działalności,
  • kariera i pieniądze są ważne, ale nie tak ważne, jak komfort psychiczny, któremu szkodzi m.in. brak snu, życia osobistego oraz praca bez wypoczynku.

Pierwsze spostrzeżenie miało zasadniczy wpływ na decyzję o podjęciu studiów na drugim kierunku (choć wtedy nie było jeszcze jawnie sprecyzowane), ale i nie tylko. Wykłady i prezentacje, które w ostatnich tygodniach przedstawiałem (np. BarCamp Indeksu73) oraz perspektywa uczestnictwa w Wieczorze z Open Source (pojawi się tam również Paszczak i Matthew) dobitnie pokazują mi, jak dużą radość sprawia mi taka forma aktywności. Chciałbym, aby stanowiło to znaczącą część tego, co będę w przyszłości robił.

Nie interesuje mnie też kariera klepacza kodu chyba, że byłby to jedynie dodatek do innej pracy. Pieniądze? Owszem, ale nie kosztem zdrowia psychicznego. Ponad dwa lata z zarządzaniem i informatyką w trybie dziennym pokazały mi, że nie chciałbym prowadzić podobnego trybu życia przez kolejne kilka lat. To wypala.

Plany na przyszłość? Do września chciałbym złożyć pierwszą magisterkę (informatyka), a od października rozpocząć studia doktoranckie oraz pracę na uczelni w roli asystenta. Pół roku później nastąpiłoby złożenie drugiej magisterki. W przypadku poślizgu należałoby się liczyć z opóźnieniem rozpoczęcia studiów doktoranckich o rok. Później już nic nie stałoby na przeszkodzie, aby dalej aktywnie uczestniczyć w imprezach związanych z wolnym oprogramowaniem oraz wolną kulturą. A pieniądze? Uczestnictwo w projektach grantowych to jedna z możliwości.

Internet

2010-04-14, Środa 00:34:24 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Specyfika tradycyjnych mediów sprawia, że propagowanie informacji z ich wykorzystaniem jest kosztowne i ma miejsce na ograniczonym obszarze. Oznacza to również, iż przywilej publikacji posiadają głównie jednostki oraz grupy posiadające dostęp do zasobów, których powszechność ograniczona jest wysokimi kosztami. Pojawienie się komputera osobistego - maszyny, której podstawą działania jest m.in. możliwość wydajnego kopiowania danych - oraz Internetu było przełomem. Zaś ich upowszechnienie - rewolucją.

Dzięki Internetowi ulega całkowitej zmianie układ sił. Niezwykle niskie koszty dostępu do i publikacji informacji oraz zasięg tego medium powodują, iż zanikają dotychczasowe bariery. Każdy może tworzyć, każdy może publikować i każdy, bez względu na to, gdzie się znajduje, może odbierać publikowane informacje. Ta swoboda jest niezwykle ważnym elementem bez którego nie może istnieć społeczeństwo informacyjne. Najwyższa wartość, jaką stanowi informacja, musi być wolna, gdyż ten, kto ją kontroluje kontroluje niemal wszystko.

Cieszę się, iż mogę być świadkiem tak niezwykle interesujących, a zarazem ważnych, przemian. Mam zarazem nadzieję, iż nigdy nie dożyję momentu, kiedy to medium tak ważne dla nas wszystkich zostanie ograniczone i uregulowane. Będzie to oznaczało koniec tego, co stanowi o wartości Internetu. Koniec wolności.

Letnie Praktyki Badawcze 2010

2010-03-23, Wtorek 13:50:37 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Chyba każdy, kto mnie zna wie, jak dużą wagę przykładam do praktyk studenckich. W moim mniemaniu praktyki to doskonała okazja do tego, aby w ciągu kilku tygodni poznać środowisko, z którym być może zwiąże się swoją karierę zawodową. Pozwalają one określić to co się chce lub czego zdecydowanie nie chce się w życiu robić. I w tym właśnie kontekście chciałbym co nieco napisać o Letnich Praktykach Badawczych, w których miałem okazję uczestniczenia w zeszłym roku, a które w sposób nietypowy pozwalają spojrzeć na badania naukowe z zakresu nauk ekonomicznych i ścisłych oraz ich biznesowy wymiar.

Mój pierwszy kontakt z LPB miał miejsce niemal rok temu. Po praktykach w małych (IVO Software) i dużych (Intel Technology Poland), lecz innowacyjnych firmach postanowiłem spróbować swoich sił w czymś, co można określić mianem R&D. Taki rodzaj pracy wydawał mi się być czymś niezwykle kuszącym - zupełnie nowe problemy, nietypowe sposoby ich rozwiązywania oraz ciągły rozwój intelektualny. A wszystko to okraszone całkiem niezłymi zarobkami i możliwością pracy na całym świecie poczynając od wszelkiej maści uczelni, poprzez małe firmy należące do sieci badawczych, a kończąc na korporacjach. Z tego punktu widzenia, 3-miesięczne praktyki w Warszawie w instytucie Polskiej Akademii Nauk były świetnym pomysłem.

Po zgłoszeniu się i przejściu krótkiej rekrutacji dostałem się na praktyki. Przed wyjazdem musiałem jeszcze postarać się o miejsce w jednym z warszawskich akademików. Po przyjeździe okazało się, że nie będzie lekko. Praktyki zaczęły się od ciężkiej pracy przypominającej tzw. „boot camp”. Wstępna, lecz wytężona, tygodniowa praca w międzydyscyplinarnych grupach pozwoliła na określenie głównych elementów utrudniających pracę w zespole oraz badania jako takie. Po kilku dniach każdy uczestnik został przyporządkowany do kilku projektów odbywających się w ramach praktyk i rozpoczęła się już właściwa praca m.in. na potrzeby IBS PAN. Czego dotyczyły wspomniane projekty? W moim przypadku miały one na celu:

  • zbadanie możliwości stworzenia alternatywnego, wirtualnego środowiska do pracy naukowej;
  • opracowanie koncepcji oraz przeprowadzenie studium wykonalności internetowej platformy umożliwiającej transfer wiedzy oraz usług pomiędzy światem nauki, a małymi i średnimi firmami;
  • analizę i modelowanie sposobu inwestowania inwestorów kapitałowych, w celu ulepszenia gry Venture Capital Research;
  • badania w zakresie problemów trudnych w Sztucznej Inteligencji.

Co zyskałem dzięki Letnim Praktykom Badawczym? Przede wszystkim doświadczenie i świadomość tego, że nauka nie tylko może być pasją, ale również sposobem na życie. I to całkiem dostatnie życie, co możliwe jest dzięki połączeniu jej z biznesem (m.in. „industrial mathematics”). Utwierdziłem się w przekonaniu, że warto podjąć studia doktoranckie. Do tego należałoby jeszcze dodać szereg umiejętności takich, jak np. prowadzenie spotkań naukowych, prezentacja wyników badań, czy też prawidłowe tworzenia notatek, raportów i artykułów. Know-how to rzecz bezcenna.

Gdyby ktoś miał ochotę uczestniczyć w tegorocznej edycji LPB zachęcam do skorzystania ze strony informacyjnej - zgłoszenia przyjmowane są do 30 kwietnia bieżącego roku. Ja ze swojej strony zachęcam do tego szczególnie osoby z Warszawy, chociażby ze względu na koszty związane z 3-miesięcznym pobytem w Warszawie. Dla pozostałych osób dobrą wiadomością jest to, iż możliwa jest również praca zdalna, co samodzielnie sprawdziłem.

Publikacje naukowe

2010-03-04, Czwartek 00:33:55 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Czy homoseksualność jest zaraźliwa? Czy dziecko, które zostanie adoptowane przez homoseksualną parę również stanie się homoseksualne? Podejrzewam, że zadanie tych dwóch pytań byłoby wystarczające do tego, aby móc rozpętać tutaj małą wojnę domową. A już na pewno wygenerować kilkaset komentarzy. Całość dodatkowo mogłaby być podsycana licznymi artykułami z gazet zawierającymi wypowiedzi wszelkiego rodzaju specjalistów w danej, albo i innej, dziedzinie. A wystarczy jedynie...

Wystarczy jedynie zajrzeć do zbioru artykułów naukowych i sprawdzić, czy ktoś już nie prowadził badań w danym zakresie. Aby było łatwiej można skorzystać z wyszukiwarek pokroju Google Scholar. Wykorzystamy tę ostatnią oraz słowa kluczowe: „homosexual”, „parents” oraz „children”. Wyniki wyszukiwania są interesujące, również dla innych, lecz podobnych słów kluczowych. Co więcej, są jednoznaczne - z przedstawionych abstraktów prac, pisanych głównie w oparciu o badania jakościowe, wynika, że homoseksualność nie jest czymś zaraźliwym.

Proste rozwiązanie problemu? Z pewnością przyjemne. Nie jest jednak pozbawione wad. Z punktu widzenia laika, jakim ja sam jestem, istnieją co najmniej dwie takowe. Pierwsza - najczęściej bez problemu można znaleźć abstrakt opisujący zawartość (m.in. wyniki) artykułu, ale znalezienie pełnej treści stanowi duży kłopot. Bez wykupionego, np. przez naszą „alma mater”, dostępu do bazy artykułów uzyskanie go w sposób darmowy może być niemożliwe. Drugą, równie poważną wadą, jest konieczność samodzielnej oceny wiarygodności źródła. Każda z publikacji przed wydaniem przechodzi przez kilku recenzentów, ale wypadałoby jeszcze być zdolnym do samodzielnej ich oceny. A tutaj czynników, które należy brać pod uwagę, może być całkiem sporo. Nie zmienia to jednak faktu, że świat byłby o wiele prostszy, gdyby częściej odnoszono się do takich źródeł.

Podsumowując, uważam, iż warto czasem samodzielnie poszukać wiedzy u samego źródła, niż opierać się na tym, co możemy usłyszeć w mediach. Te ostatnie najczęściej spłycają i przeinaczają wszystko, co przez nie przechodzi.

Miniblog: Odcinanie od Sieci

2010-02-06, Sobota 20:57:50 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Swego czasu głośno było o Pakiecie Telekomunikacyjnym oraz Francji, w której to wprowadzono politykę trzech ostrzeżeń kończących się odcięciem od Internetu. Natomiast niewielu wie, iż takie działania - z tą różnicą, że bez żadnych ostrzeżeń, sądu itp. - prowadzi się m.in. w akademickiej sieci komputerowej w akademikach PG.

Wystarczył mail jednej z organizacji do osób zajmujących się administracją sieci, aby kolega Wielki Owiec został pozbawiony dostępu do Internetu na 3 miesiące. Co więcej, kolejna wpadka oznaczałaby odcięcie na cały okres studiów. Urocze, prawda?

Miniblog: IVONA WebReader

2009-12-10, Czwartek 21:38:53 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Między instalacją Debiana na kolejnych moich maszynach, a przepędzaniem agentów po środowisku JADE, postanowiłem przetestować kolejny gadżet. Jak sam tytuł wskazuje, mowa o usłudze IVONA WebReader, której efekt działania można zauważyć na stronie z komentarzami do wpisu (tuż pod jego tytułem).

Tak, jest to obiekt typu Flash, co stoi w opozycji do mojej polityki prowadzenia bloga, ale... Cóż, nie mogłem się powstrzymać. Bajer, prawda?

Miniblog: Przeżycia szczytowe

2009-12-03, Czwartek 01:14:15 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Zapewne znacie ten typ uczucia. Moment, kiedy to po krwawych i zaciętych bojach z arcytrudnym problemem następuje olśnienie. Zmęczenie ustępuje pod naporem dumy oraz radości ze zwycięstwa. Wszystko staje się jasne, logiczne i oczywiste. Trywialny problem i równie banalne rozwiązanie. Ulga.

Tylko dlaczego w moim przypadku ma to miejsce zazwyczaj na dzień przed spodziewanym terminem oddania projektu? Dwa miesiące intelektualnego zatwardzenia i... Cóż, najwyżej ucierpi na tym mój „wolny weekend”.

Wynurzenia natury egzystencjalnej

2009-11-10, Wtorek 19:12:47 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Jeżeli przez czas nie daję oznak życia to, albo jestem wyjątkowo zajęty pracą, albo robię coś tak wyjątkowo nierozsądnego, iż nie warto się tym chwalić. Głupio przyznać, że tym razem na powód składa się jedno i drugie.

W końcu robię to, czym od dłuższego czasu chciałem i miałem się zająć. Magisterka, projekt grupowy i co bardziej interesujące projekty uczelniane. Szkoda tylko, że tych, których ciekaw nie jestem jest równie wiele.

Przy okazji, bardzo spodobał mi się jeden z pomysłów promotora polegający na tym, aby w ramach tworzenia środowiska niezbędnego do zrealizowania pracy magisterskiej jedna z jego części, odpowiedzialna za przechowywanie wiedzy, opierała się o któryś z darknetów. Mowa tutaj o takich sieciach, jak np. GNUnet, czy też Freenet. Brzmi to szczególnie interesująco w połączeniu ze środowiskiem agentowym (JADE), a wykorzystanie takiego połączenia byłoby zdecydowanie bardziej zabawne, niż użycie typowego DDBMS-a. „Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły nam minusów”. Obawiam się, że w przypadku zastosowania takiego np. Freeneta rozłożyłaby mnie na łopatki próba zaimplementowania wysokopoziomowych funkcji niezbędnych mi do ukończenia całej pracy magisterskiej. Muszę się jeszcze zastanowić nad zaletami oraz wadami tego pomysłu.

Z cyklu totalnych dziwactw - będąc praworęcznym zaczynam posługiwać się lewą ręką tak, jak prawą dotychczas. Zawsze zastanawiałem się, czy jest to trudne do wyuczenia i wdrożenia w życie. W ciągu ostatnich kilku dni nawet mycie zębów jest dla mnie nie lada wyzwaniem. Chociaż nie ukrywam, że jest to interesujące przeżycie - lubię takie eksperymenty.

PS. Szalenie podoba mi się idea systemów rozproszonych bazujących na architekturze peer-to-peer, w szczególności tych służących do rozpowszechniania danych. Zarówno taki BitTorrent, jak i Freenet robią wrażenie (Tor nieco mniejsze) pomimo tego, że nie wszystkie przesyłane przy ich pomocy dane są przeze mnie tolerowane.

Co zyskuję studiując?

2009-10-25, Niedziela 22:13:11 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Nie wiedzieć czemu, zebrało mi się ostatnio na przemyślenia związane z tym, co do tej pory w życiu osiągnąłem. Z racji wybranego tematu nie były to przemyślenia szczególnie długie, ale z pewnością owocne. Bo jak inaczej określić stwierdzenie, iż te kilka lat studiów to nie są wcale „wieki ciemne” mojego życia?

Zacznijmy może od tego, iż studentem jestem obecnie od około 4 lat. Studiuję informatykę, co jest zgodne z moimi zainteresowaniami oraz wizją przyszłego życia zawodowego. Aby nie było zbyt prosto - od półtora roku męczę równolegle z informatyką również zarządzanie. Dlaczego akurat zarządzanie? O tym nieco później, teraz skupię się na macierzystym kierunku. Idąc na studia myślałem głównie o tym, iż będą one doskonałym źródłem wiedzy, pozwolą na rozwinięcie moich zainteresowań, a przy okazji okażą się furtką do wymarzonej pracy, która pozwoli mi na utrzymanie siebie samego oraz mojej rodziny. Czas zweryfikował moje poglądy na te kwestie.

Przede wszystkim - studia nie gwarantują pracy. Obecnie to papierek wymagany przez wielu, a w gruncie rzeczy mający niewielkie znaczenie. Przez rozsądniejszych pracodawców jest on weryfikowany w trakcie rekrutacji. A przez tych najrozsądniejszych w ogóle nie jest brany pod uwagę (ew. w niewielkim stopniu). I wcale się nie dziwię widząc to, co dzieje się na uczelniach oraz w rocznikach statystycznych. Tak, czy inaczej - studia nie gwarantują dobrze płatnej pracy, ale z pewnością nie zaszkodzą przy jej uzyskaniu.

Po drugie - czy studia są doskonałym źródłem wiedzy? Źródłem wiedzy - owszem. Doskonałym? Nie sądzę. Do tej pory pamiętam może kilka zajęć godnych uwagi, dobrze prowadzonych i przekazujących sporą dawkę wiedzy. Co więcej, wiele osób, które znam ma podobny pogląd na ten aspekt studiowania. Studia dają pewne podstawy, udostępniają wiedzę szeroką, lecz płytką. Wiedzę, która w życiu zawodowym najczęściej na niewiele się zdaje. Ale jak się okazuje - nie to jest najważniejsze.

Po trzecie - rozwój zainteresowań. Do tej pory było smutno, konfrontacja licealnych marzeń z rzeczywistością zdecydowanie nie służyła tym pierwszym. Natomiast teraz sytuacja uległa zmianie. Odnoszę wrażenie, że studia były i nadal są dla mnie bodźcem do tego, aby rozwijać siebie oraz swoje zainteresowania. I to na różnych płaszczyznach. Wszelkiego rodzaju grupy zainteresowań, organizacje studenckie itp. są tym, co może konkurować z połączeniem „studia i praca”. To właśnie dzięki studiom zainteresowałem się wolnym i otwartym oprogramowaniem. Przekonałem się do Linuksa, LaTeX-a, XMPP, wolnych standardów i programowania. Nie często ma się też okazję organizacji imprezy na ponad 500 osób i wydania na ten cel około 30 000 złotych. Do tego dochodzi praca w grupie i umiejętność jej organizacji. Praktyki? Doskonała okazja do określenia tego, gdzie nie chce się w przyszłości pracować.

Dobre studia to prawdopodobnie dobry sposób myślenia. Nawet jeśli oznacza to, że zaczynam powoli myśleć po angielsku i sceptycznie spoglądać na to, co mnie otacza. Oczywiście, studia nie są elementem koniecznym do tego, aby taki stan umysłu osiągnąć, ale pomagają w tym. Dlatego też studiuję zarządzanie i jako specjalizację wybrałem SBE&M - kto inny zapewni mi taki kurs angielskiego i to za darmo? Kto inny zaszczepi wolę samodzielnego myślenia i działania?

Podsumowując - studia dały mi wszystko to, czego wcześniej nie obiecywały i niewiele z zakresu, który miały mieć na szczególnym względzie. Nie oznacza to jednak, że uważam to za czas stracony. Wręcz przeciwnie.

Miniblog: Cytat dnia

2009-10-24, Sobota 20:15:00 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Wyobraźmy sobie poważny atak terrorystyczny w Nowym Jorku - jakie rodzaje ograniczeń nakładanych zwykle na działania policji będą z jej działań usunięte w związku z tym faktem?

„Kryptografia dla praktyków”, Bruce Schneier

Mogłem się powstrzymać, ale nie chciałem. Oryginał książki jest z roku 1996, a tłumaczenie z 2002. Znalezione w rozdziale poświęconym polityce powierzania kluczy oraz zagrożeniom z tym związanym (głównie ze strony państwa).

Applied Cryptography

2009-10-10, Sobota 13:39:13 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Czy rzeczywiście przeciętni obywatele potrzebują ochrony tego rodzaju? Tak. Mogą przecież planować kampanię polityczną, dyskutować o podatkach, prowadzić nielegalny interes. Mogą projektować nowy wyrób, naradzać się nad strategią sprzedaży lub planować przejęcie firmy konkurenta. Mogą żyć w kraju, w którym nie są respektowane prawa jednostki do prywatności. Mogą robić coś, co ich zdaniem nie jest nielegalne, a jest. Bez względu na przyczynę, ich dane i komunikacja są ich osobistą sprawą i nikt nie ma do nich prawa.

„Kryptografia dla praktyków”, Bruce Schneier

Jak można wnioskować po powyższym cytacie, właśnie zabrałem się za lekturę jednej z najpopularniejszych książek Schneiera, a jednocześnie obowiązkowej pozycji dla osób zainteresowanych kryptografią. I wierzcie, lub nie, ale nie spodziewałem się, że książka o kryptografii może już na samym wstępie wywołać tyle emocji.

Oznacza to również, że zabrałem się w końcu za bibliografię do mojej pracy magisterskiej. Troszkę tego jest, więc im szybciej całość przerobię tym łatwiej będzie mi zacząć pisanie pracy. Do tego dochodzi jeszcze kwestia języka. Trochę nad tym myślałem i uznałem, iż ostatecznie całość napiszę po angielsku. Oczywiście, w moim wykonaniu będzie to „very basic english”, ale takiej okazji do nauki języka lepiej nie przepuszczać. A już na pewno nie warto czekać do ew. pracy doktorskiej. Co więcej, oprogramowanie i system operacyjny też będzie się komunikować ze mną po angielsku. Problemem jest jedynie to, iż w ciągu najbliższych miesięcy muszę skompletować anglojęzyczną literaturę. Taka „Applied Cryptography” to wydatek rzędu 150 złotych. Może w bibliotekach i antykwariatach coś się znajdzie.

Na marginesie - dzisiaj mam istny „Dzień świra”. Ktoś w sąsiednim mieszkaniu wierci wiertarką udarową w ścianie, a w tle wyje pralka i telewizor. Zatyczki do uszu. Gdzie w Gdańsku kupię porządne zatyczki do uszu? Innej opcji, która zapewniłaby mi spokój, nie widzę.

Miniblog: Kasyna, dopłaty, afery...

2009-10-06, Wtorek 19:23:03 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Tak się składa, że Instytut Badań Systemowych PAN, w którym miałem okazję odbywać w tym roku praktyki, już jakiś czas temu stworzył raport dot. wspomnianych dopłat. Czy państwo miało na nich aż tak wiele zarobić? Nie jest to takie pewne.

Dziwnym nie jest, że dla TV ważniejsza jest kwestia korupcji.

Starsze wpisy |