Używam legalnego oprogramowania, słucham legalnie pozyskanej muzyki i legalnie zdobytych filmów. A cóż to jest ta legalność?

Powyższy obrazek jest udostępniany na licencji Public Domain
Prawo, czy też moralność nie są naturalne. Nie są też niezmienne w czasie i przestrzeni. Są stanowione i tworzone. Ich istnienie jest w dużej mierze korzystne dla całego społeczeństwa - przecież to one stanowią o tym, co jest "złe", a co "dobre". Dla dużej części społeczeństwa jest to po prostu korzystne. Zwalnia... zwalnia z wielu obowiązków i ułatwia życie, ale...
Jak sami zapewne podejrzewacie, moje zamiłowanie do legalności nie wynika z lęku przed literą prawa, ani z zamiłowania do ogólnie pojętej moralności. Uważam po prostu, że to świństwo, aby twórca nie szanował twórcy. Twórca tworzy zasady korzystania z produktu (licencję), który jest przez niego odpłatnie, lub też nie udostępniany. Ja zaś, jako użytkownik, zgadzam się z licencją, lub też nie, co jest równoznaczne z podjęciem decyzji dot. korzystania z produktu.
Jeżeli ktoś za produkt oczekuje pieniędzy to daję mu te pieniądze, a jak ich nie mam... To trudno - nie korzystam z produktu. Najwyraźniej wspomniany produkt nie jest dla mnie, aż tak ważny, abym głodował i oszczędzał pół roku, aby go kupić. I nie ma tu nic do rzeczy, że autor śpi na pieniądzach. Mnie to nie obchodzi. Może ktoś inny udostępnia produkt o podobnej funkcjonalności i na bardziej liberalnej licencji? Może. Dla mnie najważniejsza jest licencja i wizja autora z którymi mogę się zgodzić, lub też nie.
A co do samego prawa. Niestety, jest ono stanowione przez ludzi, którzy nierzadko niewiele już pamiętają ze studiów, a już kompletnie nie wychodzi im tworzenie spójnych zasad. Nie wspominając już o tym, że ich pomysły w dużej mierze są surrealistyczne. Z tego też względu nie mam zamiaru przestrzegać w ten sposób tworzonego prawa. W szczególności tego dotyczącego przepływu informacji i danych.
Wpis sponsoruje literka K, jak "kolejna zaszyfrowana partycja" i liczba 2048, jak "2048b klucz RSA".