] > Karol „Zal” Zalewski - Blog - http://blog.4zal.net/hall-of-fame/

Oolong

2010-03-10, Środa 11:42:15 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Zapewne większość z nas widziała miłośników yerba mate chadzających na wszelkie możliwe spotkania z pełną suszu tykwą, bombillą i termosem z gorącą wodą. Miło jest móc się napić swojego ulubionego naparu w każdym miejscu i o każdej porze. Pozazdrościłem zwolennikom yerby i postanowiłem przeprowadzić własne poszukiwania herbaty równie praktycznej, co ostrokrzew paragwajski. Herbata zaparzana w termosie to nie to samo, co świeża. Kryteria oceny? Możliwość wielokrotnego i długiego zaparzania bez ryzyka uzyskania przykrego smaku oraz niska temperatura wody potrzebnej do realizacji tego celu. Efekt?

Po przetestowaniu kilku rodzajów herbaty - poczynając od Pu-erha, a kończąc na białej - doszedłem do wniosku, że najlepszy do osiągnięcia tego celu jest jasny Oolong. W dużym uproszczeniu, Oolong to rodzaj herbaty stanowiący połączenie cech zielonej i czarnej. Przechodzi ona proces utleniania (zwany potocznie „fermentacją”) podobny do tego, który ma miejsce w przypadku czarnej herbaty, ale jest on na tyle krótki, iż nadal jest jej bliżej do herbaty zielonej. Sam susz przyjmuje formę zwiniętych liści, które podczas zaparzania pięknie się rozwijają. Z tego też względu nie zalecam używania jakiegokolwiek sprzętu do zaparzania (w ostateczności - bawełniany woreczek). Co ważne, zbyt długie parzenie nie owocuje nieprzyjemnie gorzkim naparem tak, jak ma to miejsce w przypadku innego rodzaju herbat.

Co ciekawe, podpatrując chińskich studentów (Oolong jest herbatą typową dla Chin), zauważyłem, że każdy z nich posiada kubek podobny pod względem funkcji do kubków dziecięcych oraz jednorazowych przeznaczonych do sprzedaży kawy na wynos. Podobnie zachowują się niektóre termiczne naczynia przeznaczone na dłuższe wyprawy piesze.

Wniosek? Za niewielką cenę i bez większego dyskomfortu można cieszyć się smakiem świeżo zaparzonej herbaty przez cały dzień. Jeszcze tylko odpowiedni termos muszę sobie sprawić.

PayPal

2010-03-08, Poniedziałek 22:09:15 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Właściciele PayPala już kilka razy pokazali nam, że w głębokim poważaniu mają klienta. Dowodem tego jest kilkukrotna blokada kont należących m.in. do Wikileaks oraz Cryptome. Jest to szczególnie interesujące, gdy weźmie się pod uwagę charakter działalności ww. serwisów - specjalizują się one w publikacji wszelkiego rodzaju dokumentów, które z pewnych względów nie powinny ujrzeć światła dziennego.

Pieniądze nie są tylko i wyłącznie wyznacznikiem wartości. Pieniądze reprezentują również zaufanie, czego świadoma jest każda instytucja aspirująca do bycia bankiem. Ja już straciłem zaufanie do PayPala i nie zamierzam im powierzać żadnych moich pieniędzy bez względu na to, czy to, co robią jest zgodne ze stosowanymi przez nich umowami. Co więcej, chcę także, aby inni dowiedzieli się o tym, jakie praktyki stosuje PayPal. Nawet grosz staje się bronią, gdy posługują się nim miliony osób.

Solidarny Marsz Kobiet 2010

2010-03-06, Sobota 16:21:36 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

W tym roku miałem okazję bliżej przyjrzeć się Solidarnemu Marszowi Kobiet. Dziś było zdecydowanie lepiej, niż w zeszłym roku. O niebo. I byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie uczestnictwo Młodych Socjalistów, Partii Kobiet oraz grupy anarchistów...

Ci pierwsi, znaczy się Młodzi Socjaliści, wzbudzili we mnie bardzo negatywne emocje. Dlaczego? Dobrze zorganizowana grupa, jednakowo ubrana i posiadająca dobrze przygotowane, czerwone transparenty z antykapitalistycznymi hasłami mającymi niewiele wspólnego z ideą Marszu. Co więcej, stanowili oni ponad 40% wszystkich uczestników i skandując swoje hasła zagłuszali całą resztę uczestników i uczestniczek Marszu. Tak to jest, gdy ma się za sobą odpowiednie zaplecze finansowe i lata doświadczeń. Brr... Wyjątkowo przykre było również to, iż swoją obecnością zniszczyli kilka miesięcy przygotowań Trójmiejskiej Akcji Kobiet oraz skutecznie odstraszyli potencjalnych sympatyków.

Publikacje naukowe

2010-03-04, Czwartek 00:33:55 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Czy homoseksualność jest zaraźliwa? Czy dziecko, które zostanie adoptowane przez homoseksualną parę również stanie się homoseksualne? Podejrzewam, że zadanie tych dwóch pytań byłoby wystarczające do tego, aby móc rozpętać tutaj małą wojnę domową. A już na pewno wygenerować kilkaset komentarzy. Całość dodatkowo mogłaby być podsycana licznymi artykułami z gazet zawierającymi wypowiedzi wszelkiego rodzaju specjalistów w danej, albo i innej, dziedzinie. A wystarczy jedynie...

Wystarczy jedynie zajrzeć do zbioru artykułów naukowych i sprawdzić, czy ktoś już nie prowadził badań w danym zakresie. Aby było łatwiej można skorzystać z wyszukiwarek pokroju Google Scholar. Wykorzystamy tę ostatnią oraz słowa kluczowe: „homosexual”, „parents” oraz „children”. Wyniki wyszukiwania są interesujące, również dla innych, lecz podobnych słów kluczowych. Co więcej, są jednoznaczne - z przedstawionych abstraktów prac, pisanych głównie w oparciu o badania jakościowe, wynika, że homoseksualność nie jest czymś zaraźliwym.

Proste rozwiązanie problemu? Z pewnością przyjemne. Nie jest jednak pozbawione wad. Z punktu widzenia laika, jakim ja sam jestem, istnieją co najmniej dwie takowe. Pierwsza - najczęściej bez problemu można znaleźć abstrakt opisujący zawartość (m.in. wyniki) artykułu, ale znalezienie pełnej treści stanowi duży kłopot. Bez wykupionego, np. przez naszą „alma mater”, dostępu do bazy artykułów uzyskanie go w sposób darmowy może być niemożliwe. Drugą, równie poważną wadą, jest konieczność samodzielnej oceny wiarygodności źródła. Każda z publikacji przed wydaniem przechodzi przez kilku recenzentów, ale wypadałoby jeszcze być zdolnym do samodzielnej ich oceny. A tutaj czynników, które należy brać pod uwagę, może być całkiem sporo. Nie zmienia to jednak faktu, że świat byłby o wiele prostszy, gdyby częściej odnoszono się do takich źródeł.

Podsumowując, uważam, iż warto czasem samodzielnie poszukać wiedzy u samego źródła, niż opierać się na tym, co możemy usłyszeć w mediach. Te ostatnie najczęściej spłycają i przeinaczają wszystko, co przez nie przechodzi.

Starsze wpisy |