] > NieKradneMuzyki.pl - Karol „Zal” Zalewski - Blog

NieKradneMuzyki.pl

2010-05-28, Piątek 16:49:53 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Jest sobie taka strona sponsorowana przez Eurozet (tych od m.in. Radia Zet), co się zowie NieKradneMuzyki.pl. Dawno nie widziałem czegoś równie mocno wprowadzającego w błąd (przemilczę czytelność strony). Wydźwięk strony jest prosty - ściąganie muzyki to coś, co można nazwać kradzieżą. Oto moja odpowiedź na całą inicjatywę:

Aby być bardziej obiektywnym, na stronie można znaleźć również informacje nieco bliższe rzeczywistości. Oto i przykład - fragment dot. ściągania muzyki z Internetu z punktu widzenia prawa (artykuł „Prawo a muzyka”):

Uspokajamy, etyka etyką – z prawnego punktu widzenia jest to rzeczywiście legalne.

Komentarze do wpisu NieKradneMuzyki.pl
  1. quest powiedział(a):

    Jestem zawiedziony zamieszczonym wideo. Liczyłem na autorski screencast z facjatą Pana Zalewskiego.

    Czy mi się wydaje, czy promowany chłopak leje na zakaz ściągania?

    http://www.niekradnemuzyki.pl/design/niekradnemuzyki/images/bg2.jpg

  2. Bartini powiedział(a):

    Bardzo ładna pioseneczka :).

    Wymysłów panów Meneluńka, Szymona Wydrap, Diody Robilody oraz pozostałych przedstawicieli wspólnoty narkotykowej nie warto komentować. Zresztą oni już dawno stracili bezpowrotnie kontakt z rzeczywistością, a ich "występy" to coś w rodzaju dawnego obwoźnego cyrku, w którym pokazywano kalekich.

  3. Zal powiedział(a):

    @quest: To zabawne, że o tym wspominasz. Co prawda nie mam zamiaru wrzucać filmów ze mną w roli głównej na bloga (uważam, że to byłoby okrutne), ale mam inny pomysł związany z filmami, ich dystrybucją oraz wykładami.

    Co do zalinkowanego obrazka - faktycznie, niefortunne ;D

    @Bartini: Szkoda tylko, że ich wydawcy coraz więcej kasy pompują w promowanie szeroko pojętej "własności intelektualnej" i jej ochrony w nieskończoność. I potem powstaje coś pokroju "You Wouldn't Steal a Car", gdzie ściąganie przyrównuje się do kradzieży i tworzy koncepcję nielegalnej muzyki.

  4. flegmatyk powiedział(a):

    @Zal: dzięki takim akcjom można potem ustawić sobie na tapecie napis "You Wouldn't Download A Car" ;)

    Zawsze, gdy pojawia się taka strona, mam ochotę postawić jakąś, która by atrakcyjnie promowała pobieranie muzyki z internetu.

  5. vmario powiedział(a):

    Jeśli jesteś rodzicem hehe:)

    Uwielbiam ten sztuczny luz na takich stronach.

    Ilość stron oferujących darmową muzykę do legalnego słuchania ulubionych wykonawców stale wzrasta! O YouTube i Last FM wiedzą wszyscy.

    Miałbym poważne wątpliwości co do legalności olbrzymiej części materiałów na YouTube...

    Na MySpace profil ma każdy szanujący się artysta.

    Bez komentarza.

    SZYMON WYDRA

    „Złodziej - pirat muzyczny kradnie nie tylko utwory ale też sens życia ludzi, którzy je tworzą. Morderca przystawia ci pistolet do skroni i pozbawia cię życia. Pirat muzyczny powoduje, że sam odbierasz sobie życie.”

    Jeżeli kichnę w miejscu publicznym powinienem mieć wyrzuty sumienia z powodu dzieci umierających na grypę?

    A tak na serio: dużo żałosnych materiałów jest na tej stronie, ale mają plusa za przedstawienie alternatyw, jak Jamendo.

    @quest: Mam takie samo skojarzenie, jeżeli chodzi o ten obrazek.

    @Zal: Ten filmik jest przeuroczy, ale nie jest do końca odpowiedzią na NieKradneMuzyki.pl. To oczywiste, że kopiując coś od znajomych nic się im nie odbiera, ale nie uważam, by to obrazowało sytuację, gdy ktoś coś wymyślił, a my to skopiowaliśmy od niego wbrew jego woli -- tu rzecz jest trochę bardziej złożona, bo jednak mamy zakorzenioną reakcję "Hola, hola, ale to był mój pomysł!".

  6. Bartini powiedział(a):

    gdy ktoś coś wymyślił, a my to skopiowaliśmy od niego wbrew jego
    woli -- [...] "Hola, hola, ale to był mój pomysł!"

    Kopia nie oznacza braku oznaczenia autorstwa. To podstawowa pyskówka w odpowiedzi na postulat że nie powinno być praw autorskich.

  7. vmario powiedział(a):

    @Bartini: Człowiek ma pomysł na biznes. Bada nisze rynkowe, prowadzi badania wśród potencjalnych klientów, szuka dostawców i zastanawia się, jak przekona bank do udzielenia kredytu. Na spotkaniu przy piwie opowiada kumplowi wszystkie szczegóły. Ten następnego dnia pożycza kasę od teścia, rozkręca interes i wypina się na pomysłodawcę. A niech nawet mówi wszystkim dokoła, że to nie był jego pomysł, ale czy pomysłodawca nie będzie się czuł oszukany? Oznaczenie autorstwa to nie wszystko.

  8. Bartini powiedział(a):

    Biznes to biznes. Nikt mu nie kazał ujawniać tego pomysłu.

  9. vmario powiedział(a):

    @Bartini: Nie chodzi mi o to, czy gość sam jest sobie winien czy nie. Rzecz w tym, że z pewnością nie przypomina on uśmiechniętego stworka z filmiku, a ponadto -- w tym przypadku skopiowanie pomysłu odbiera coś pierwszemu właścicielowi (prawdopodobnie nie będzie już miał szans na rozkręcenie interesu).

    Gdy myślimy sobie o oderwanym od realiów ludzkich kopiowaniu bitów wszystko jest proste i oczywiste, ale nie możemy udawać, że każdy z radością przyjmie fakt, że się od niego kopiuje. Czy jego oburzenie powinno być brane pod uwagę, czy nie, to inna sprawa -- chcę tylko zaznaczyć, że uważam rzecz za bardziej złożoną niż to niektórzy przedstawiają.

  10. Bartini powiedział(a):

    Dla mnie sprawa jest prosta - nie chcesz się czymś dzielić, to tego nie udostępniaj.

  11. Zal powiedział(a):

    Widzę, że powoli od prawa autorskiego przechodzimy do patentów ;] Jedno i drugie dot. "własności intelektualnej", ale na nieco innym poziomie i w inny sposób. Nie mieszałbym obecnie tych dwóch zjawisk z tego względu, że nawet inaczej je się reguluje i mają inną podatność na kopiowanie. Bądź, co bądź, wielu dyskutantów mówiąc o szkodzie jaką wywołuje piractwo ma na myśli koszt utraconych korzyści, czyli coś, co mogliśmy zyskać, a czego nie zyskaliśmy, bo [tutaj powód]. Wydawcy obliczając swoją utraconą korzyść licząc, że każdy ściągnięty utwór mógłby zostać kupiony, gdyby nie fakt jego ściągnięcia. Jeszcze inni w ogóle o tym koszcie nie piszą. Ja przychylam się do tego, co napisał Lawrence Lessig w "Wolnej kulturze". Zacytuję fragment, który tyczy się rodzajów piractwa - więcej można znaleźć pod ww. linkiem:

    A. Niektórzy użytkownicy używają sieci p2p zamiast kupować treści. Tak więc, gdy na rynku pojawia się nowy album Madonny, pobierają go sobie, zamiast kupić. Można się sprzeczać, czy każdy, kto bierze za darmo muzykę, kupiłby ją gdyby nie możliwość darmowej wymiany plików. Większość najprawdopodobniej nie zrobiłaby tego, ale z pewnością są tacy, którzy gotowi byliby zapłacić. Ci pierwsi należą do kategorii A: użytkownicy, którzy ściągają dane, zamiast je kupować.

    B. Niektórzy używają sieci p2p w celu wypróbowania muzyki przed jej zakupem: ktoś wysyła przyjacielowi plik MP3 z muzyką artysty, którego ten nie zna. Następnie przyjaciel kupuje płytę. Jest to rodzaj ukierunkowanej reklamy, o dużej skuteczności. Ponieważ osoba rekomendująca album nie odnosi z tego tytułu żadnych korzyści, możemy się domyślać, że będzie ona polecała dobrą muzykę. Wynikiem takiej wymiany plików może być zwiększenie liczby kupowanych płyt.

    C. Wiele osób korzysta z sieci p2p, aby uzyskać dostęp do treści objętych prawem autorskim, które przestały być dostępne w sprzedaży, lub których kupno poza internetem byłoby zbyt drogie. To zastosowanie sieci peer-to-peer przynosi wielu ludziom największą satysfakcję. Piosenki, które towarzyszyły nam, gdy byliśmy dziećmi, ale dawno już zniknęły ze sklepowych półek, w magiczny sposób pojawiają się na nowo w internecie. (Moja przyjaciółka powiedziała mi, że gdy odkryła Napstera, przez cały weekend „przypominała sobie” stare piosenki. Była zaskoczona liczbą i różnorodnością dostępnych utworów.) Ponieważ treści te nie zostały kupione, było to nadal naruszeniem praw autorskich, lecz ponieważ ich właściciel nie sprzedawał swoich utworów, nie można mówić o stratach finansowych tak jak w przypadku, gdybym sprzedał swoją kolekcję starych płyt winylowych lokalnemu kolekcjonerowi.

    D. Na koniec wyróżnić można także liczną grupę osób, która korzysta z sieci p2p w celu dotarcia do treści nieobjętych prawem autorskim lub takich, które właściciel tychże praw rozdaje za darmo.

    PS. Jako, że studiuję zarządzanie to bardzo często słyszę o gospodarce opartej na wiedzy. Szprycuje się nas również ideami związanymi z własnością intelektualną, monopolem na wiedzę itp. Najkrócej, jak tylko potrafię, moje zdanie brzmi następująco - patenty i majątkowe prawo autorskie z mojego punktu widzenia są korzystne tylko i wyłącznie wtedy, kiedy to okres ich obowiązywania jest ograniczony do kilku (maksymalnie 5) lat. Wtedy opłacalne są działania R&D, uzyskujemy przewagę rynkową, zarabiamy na inwestycji w badania, a po jakimś czasie korzystają na tym wszyscy.

  12. Zal powiedział(a):

    PPS. Swoją drogą, sam staram się szanować wolę twórców/wydawców i udostępniać ich twórczości dalej bez ich wiedzy - dlatego lubię korzystać z FLOSS oraz twórczości na licencji Creative Commons. Jeżeli już coś ściągam (mowa o utworach i programach na mniej przyjaznych licencjach) to dlatego, iż przed zakupem chcę zapoznać się (nie wszyscy udostępniają demo programu, gry, albumu muzycznego itp.) z treścią i ocenić, czy warto to uczynić. Pozostaje jeszcze kwestia materiałów będących poza zasięgiem np. nie istnieje ich dystrybucja w Polsce lub nie są w ogóle dystrybuowane.

  13. matekm powiedział(a):

    "(...) majątkowe prawo autorskie z mojego punktu widzenia są korzystne tylko i wyłącznie wtedy, kiedy to okres ich obowiązywania jest ograniczony do kilku"

    No nie wiem. Jak stworzę program bez którego społeczeństwo nie będzie potrafiło się obejść to wolę na nim zarabiać do końca życia i chciałbym, żeby moje dzieci też coś skubnęły:)

    Zresztą - właśnie po FLOSS widać, że PA w żadnym stopniu nie spowalnia rozwoju a po części nawet mu pomaga. Ciężko przewidzieć co by się stało, gdyby kody na GPL, BSD czy innej otwartej/wolnej licencji chronione byłyby tylko przez pierwsze 5 lat a potem przechodziły do PD.

    Problemów jest dużo więcej: ile zmian w kontencie nie chronionym PA potrzeba wprowadzić, aby był to już całkowicie nowy utwór; jak licencjonować oprogramowanie, które rozwijane jest na przestrzeni wielu lat (np. 10): chronione jest całe? Czy kontent sprzed 5 lat już nie? A może w ogóle nie jest chronione PA (patrz: ile linijek kodu należy dopisać, aby program był nowym programem i ponownie podpadał pod PA - wiem, masło maślane, ale mam nadzieję, że zostałem zrozumiany).

  14. Zal powiedział(a):

    @matekm: Akurat BSD to zły przykład. BSD powstało m.in. po to, aby ominąć ochronę ze strony prawa autorskiego dot. majątkowego aspektu. Ale wiem, co masz na myśli pisząc o GPL-u. Sam RMS swego czasu był za tym, aby ograniczyć czas obowiązywania licencji, ale z zastrzeżeniem, że nie może to dotyczyć GPL-a. Niesamowicie wybiórcze spojrzenie z jego strony, prawda? ;] Osobiste prawo autorskie jest natomiast z mojego punktu widzenia bardzo ważne. Plagiaty powinny być tępione chyba, że autor ma inne zdanie na ten temat.

    Tutaj dyskusję można byłoby podzielić na dwa nurty - patenty (dot. pomysłów) oraz prawo autorskie (dot. utworów). Monopol na pomysły (czyt. patenty) w obecnym brzmieniu to w moim mniemaniu okropna sprawa - chociaż uważam, że krótkotrwała ochrona powinna obowiązywać chociażby ze względu na możliwość uzyskania przewagi biznesowej w ciągu 2-3 lat (i to ogromnej - to odpowiednik 20-30 lat z XIX wieku przy obecnym tempie rozwoju). Natomiast utwory to coś pomiędzy ideą, a materią. Własność intelektualna? Trudno określić - na pewno nie jest to to samo, co typowa, materialna własność.

    Ja w ogólności jestem przeciwny wszelkim rodzajom monopolu, a obecnie funkcjonujące prawo stwarza takowe właśnie na płaszczyźnie niematerialnej.

    Co do wymienionych przez Ciebie problemów - są zrozumiałe i podejrzewam, że prawnicy od lat już na tego typu niejasnościach zarabiają ;D

  15. Goku powiedział(a):

    matekm: 'No nie wiem. Jak stworzę program bez którego społeczeństwo nie będzie potrafiło się obejść to wolę na nim zarabiać do końca życia i chciałbym, żeby moje dzieci też coś skubnęły:)'
    No to jest bardzo egoistyczne podejście i dla społeczeństwa bardzo szkodliwe.
    Przykład akurat z patentów, ale myślenie to samo: w osiemnastym wieku niejaki Pan Watt posiadał monopol na silniki parowe, bez których przemysł nie mógł się obejść, i nie miał zamiaru nikogo dopuścić do tego interesu, by zarabiać sobie na nim do końca życia. No bo czemu nie?
    Na szczęście jego patenty wygasły w 1800 roku i w następnym Richard Trevithick przedstawił rewolucyjny silnik wysokoprężny i pierwszy pojazd parowy czy zapoczątkował rewolucję przemysłową i kulturową na całym świecie.
    Gdyby można było trzymać prawa dla siebie lub swojej firmy, ten przełomowy wynalazek ujrzałby światło dzienne nawet kilkadziesiąt lat później.

  16. gidgnulur powiedział(a):

    A ja odpowiem tak: http://www.futrega.org/wk/
    Jestem właśnie w trakcie czytania tej książki,

Dodaj komentarz:

Możesz wykorzystać Markdown. Znaczniki HTML nie działają!

Wysyłając komentarz wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-NC-SA 3.0. Jeżeli się na to nie zgadzasz - nie komentuj.

Uwaga! Niniejszy serwis przechowuje adres IP osoby pozostawiającej komentarz. Chcesz pozostać anonimowy? Skorzystaj z Tora, lub bezpiecznego proxy. Z mojej strony gorąco polecam Tora w połączeniu z systemem GNU/Linux, przeglądarką Firefox oraz rozszerzeniem Torbutton.

Polecam: Tor Project

Powyższe logo jest zarejestrowanym znakiem handlowym The Tor Project, Inc.

Podgląd komentarza: