NieKradneMuzyki.pl
2010-05-28, Piątek 16:49:53 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC
Jest sobie taka strona sponsorowana przez Eurozet (tych od m.in. Radia Zet), co się zowie NieKradneMuzyki.pl. Dawno nie widziałem czegoś równie mocno wprowadzającego w błąd (przemilczę czytelność strony). Wydźwięk strony jest prosty - ściąganie muzyki to coś, co można nazwać kradzieżą. Oto moja odpowiedź na całą inicjatywę:
Aby być bardziej obiektywnym, na stronie można znaleźć również informacje nieco bliższe rzeczywistości. Oto i przykład - fragment dot. ściągania muzyki z Internetu z punktu widzenia prawa (artykuł „Prawo a muzyka”):
Uspokajamy, etyka etyką – z prawnego punktu widzenia jest to rzeczywiście legalne.
2010-05-28, Piątek 17:42:22 +0200
Jestem zawiedziony zamieszczonym wideo. Liczyłem na autorski screencast z facjatą Pana Zalewskiego.
Czy mi się wydaje, czy promowany chłopak leje na zakaz ściągania?
http://www.niekradnemuzyki.pl/design/niekradnemuzyki/images/bg2.jpg
2010-05-28, Piątek 18:05:33 +0200
Bardzo ładna pioseneczka :).
Wymysłów panów Meneluńka, Szymona Wydrap, Diody Robilody oraz pozostałych przedstawicieli wspólnoty narkotykowej nie warto komentować. Zresztą oni już dawno stracili bezpowrotnie kontakt z rzeczywistością, a ich "występy" to coś w rodzaju dawnego obwoźnego cyrku, w którym pokazywano kalekich.
2010-05-28, Piątek 18:16:11 +0200
@quest: To zabawne, że o tym wspominasz. Co prawda nie mam zamiaru wrzucać filmów ze mną w roli głównej na bloga (uważam, że to byłoby okrutne), ale mam inny pomysł związany z filmami, ich dystrybucją oraz wykładami.
Co do zalinkowanego obrazka - faktycznie, niefortunne ;D
@Bartini: Szkoda tylko, że ich wydawcy coraz więcej kasy pompują w promowanie szeroko pojętej "własności intelektualnej" i jej ochrony w nieskończoność. I potem powstaje coś pokroju "You Wouldn't Steal a Car", gdzie ściąganie przyrównuje się do kradzieży i tworzy koncepcję nielegalnej muzyki.
2010-05-28, Piątek 18:35:05 +0200
@Zal: dzięki takim akcjom można potem ustawić sobie na tapecie napis "You Wouldn't Download A Car" ;)
Zawsze, gdy pojawia się taka strona, mam ochotę postawić jakąś, która by atrakcyjnie promowała pobieranie muzyki z internetu.
2010-05-29, Sobota 13:17:40 +0200
Uwielbiam ten sztuczny luz na takich stronach.
Miałbym poważne wątpliwości co do legalności olbrzymiej części materiałów na YouTube...
Bez komentarza.
Jeżeli kichnę w miejscu publicznym powinienem mieć wyrzuty sumienia z powodu dzieci umierających na grypę?
A tak na serio: dużo żałosnych materiałów jest na tej stronie, ale mają plusa za przedstawienie alternatyw, jak Jamendo.
@quest: Mam takie samo skojarzenie, jeżeli chodzi o ten obrazek.
@Zal: Ten filmik jest przeuroczy, ale nie jest do końca odpowiedzią na NieKradneMuzyki.pl. To oczywiste, że kopiując coś od znajomych nic się im nie odbiera, ale nie uważam, by to obrazowało sytuację, gdy ktoś coś wymyślił, a my to skopiowaliśmy od niego wbrew jego woli -- tu rzecz jest trochę bardziej złożona, bo jednak mamy zakorzenioną reakcję "Hola, hola, ale to był mój pomysł!".
2010-05-29, Sobota 13:24:00 +0200
Kopia nie oznacza braku oznaczenia autorstwa. To podstawowa pyskówka w odpowiedzi na postulat że nie powinno być praw autorskich.
2010-05-29, Sobota 13:28:15 +0200
@Bartini: Człowiek ma pomysł na biznes. Bada nisze rynkowe, prowadzi badania wśród potencjalnych klientów, szuka dostawców i zastanawia się, jak przekona bank do udzielenia kredytu. Na spotkaniu przy piwie opowiada kumplowi wszystkie szczegóły. Ten następnego dnia pożycza kasę od teścia, rozkręca interes i wypina się na pomysłodawcę. A niech nawet mówi wszystkim dokoła, że to nie był jego pomysł, ale czy pomysłodawca nie będzie się czuł oszukany? Oznaczenie autorstwa to nie wszystko.
2010-05-29, Sobota 13:45:42 +0200
Biznes to biznes. Nikt mu nie kazał ujawniać tego pomysłu.
2010-05-29, Sobota 13:51:34 +0200
@Bartini: Nie chodzi mi o to, czy gość sam jest sobie winien czy nie. Rzecz w tym, że z pewnością nie przypomina on uśmiechniętego stworka z filmiku, a ponadto -- w tym przypadku skopiowanie pomysłu odbiera coś pierwszemu właścicielowi (prawdopodobnie nie będzie już miał szans na rozkręcenie interesu).
Gdy myślimy sobie o oderwanym od realiów ludzkich kopiowaniu bitów wszystko jest proste i oczywiste, ale nie możemy udawać, że każdy z radością przyjmie fakt, że się od niego kopiuje. Czy jego oburzenie powinno być brane pod uwagę, czy nie, to inna sprawa -- chcę tylko zaznaczyć, że uważam rzecz za bardziej złożoną niż to niektórzy przedstawiają.
2010-05-29, Sobota 14:03:43 +0200
Dla mnie sprawa jest prosta - nie chcesz się czymś dzielić, to tego nie udostępniaj.
2010-05-29, Sobota 14:33:22 +0200
Widzę, że powoli od prawa autorskiego przechodzimy do patentów ;] Jedno i drugie dot. "własności intelektualnej", ale na nieco innym poziomie i w inny sposób. Nie mieszałbym obecnie tych dwóch zjawisk z tego względu, że nawet inaczej je się reguluje i mają inną podatność na kopiowanie. Bądź, co bądź, wielu dyskutantów mówiąc o szkodzie jaką wywołuje piractwo ma na myśli koszt utraconych korzyści, czyli coś, co mogliśmy zyskać, a czego nie zyskaliśmy, bo [tutaj powód]. Wydawcy obliczając swoją utraconą korzyść licząc, że każdy ściągnięty utwór mógłby zostać kupiony, gdyby nie fakt jego ściągnięcia. Jeszcze inni w ogóle o tym koszcie nie piszą. Ja przychylam się do tego, co napisał Lawrence Lessig w "Wolnej kulturze". Zacytuję fragment, który tyczy się rodzajów piractwa - więcej można znaleźć pod ww. linkiem:
PS. Jako, że studiuję zarządzanie to bardzo często słyszę o gospodarce opartej na wiedzy. Szprycuje się nas również ideami związanymi z własnością intelektualną, monopolem na wiedzę itp. Najkrócej, jak tylko potrafię, moje zdanie brzmi następująco - patenty i majątkowe prawo autorskie z mojego punktu widzenia są korzystne tylko i wyłącznie wtedy, kiedy to okres ich obowiązywania jest ograniczony do kilku (maksymalnie 5) lat. Wtedy opłacalne są działania R&D, uzyskujemy przewagę rynkową, zarabiamy na inwestycji w badania, a po jakimś czasie korzystają na tym wszyscy.
2010-05-29, Sobota 14:38:53 +0200
PPS. Swoją drogą, sam staram się szanować wolę twórców/wydawców i udostępniać ich twórczości dalej bez ich wiedzy - dlatego lubię korzystać z FLOSS oraz twórczości na licencji Creative Commons. Jeżeli już coś ściągam (mowa o utworach i programach na mniej przyjaznych licencjach) to dlatego, iż przed zakupem chcę zapoznać się (nie wszyscy udostępniają demo programu, gry, albumu muzycznego itp.) z treścią i ocenić, czy warto to uczynić. Pozostaje jeszcze kwestia materiałów będących poza zasięgiem np. nie istnieje ich dystrybucja w Polsce lub nie są w ogóle dystrybuowane.
2010-05-29, Sobota 15:28:04 +0200
"(...) majątkowe prawo autorskie z mojego punktu widzenia są korzystne tylko i wyłącznie wtedy, kiedy to okres ich obowiązywania jest ograniczony do kilku"
No nie wiem. Jak stworzę program bez którego społeczeństwo nie będzie potrafiło się obejść to wolę na nim zarabiać do końca życia i chciałbym, żeby moje dzieci też coś skubnęły:)
Zresztą - właśnie po FLOSS widać, że PA w żadnym stopniu nie spowalnia rozwoju a po części nawet mu pomaga. Ciężko przewidzieć co by się stało, gdyby kody na GPL, BSD czy innej otwartej/wolnej licencji chronione byłyby tylko przez pierwsze 5 lat a potem przechodziły do PD.
Problemów jest dużo więcej: ile zmian w kontencie nie chronionym PA potrzeba wprowadzić, aby był to już całkowicie nowy utwór; jak licencjonować oprogramowanie, które rozwijane jest na przestrzeni wielu lat (np. 10): chronione jest całe? Czy kontent sprzed 5 lat już nie? A może w ogóle nie jest chronione PA (patrz: ile linijek kodu należy dopisać, aby program był nowym programem i ponownie podpadał pod PA - wiem, masło maślane, ale mam nadzieję, że zostałem zrozumiany).
2010-05-29, Sobota 15:50:53 +0200
@matekm: Akurat BSD to zły przykład. BSD powstało m.in. po to, aby ominąć ochronę ze strony prawa autorskiego dot. majątkowego aspektu. Ale wiem, co masz na myśli pisząc o GPL-u. Sam RMS swego czasu był za tym, aby ograniczyć czas obowiązywania licencji, ale z zastrzeżeniem, że nie może to dotyczyć GPL-a. Niesamowicie wybiórcze spojrzenie z jego strony, prawda? ;] Osobiste prawo autorskie jest natomiast z mojego punktu widzenia bardzo ważne. Plagiaty powinny być tępione chyba, że autor ma inne zdanie na ten temat.
Tutaj dyskusję można byłoby podzielić na dwa nurty - patenty (dot. pomysłów) oraz prawo autorskie (dot. utworów). Monopol na pomysły (czyt. patenty) w obecnym brzmieniu to w moim mniemaniu okropna sprawa - chociaż uważam, że krótkotrwała ochrona powinna obowiązywać chociażby ze względu na możliwość uzyskania przewagi biznesowej w ciągu 2-3 lat (i to ogromnej - to odpowiednik 20-30 lat z XIX wieku przy obecnym tempie rozwoju). Natomiast utwory to coś pomiędzy ideą, a materią. Własność intelektualna? Trudno określić - na pewno nie jest to to samo, co typowa, materialna własność.
Ja w ogólności jestem przeciwny wszelkim rodzajom monopolu, a obecnie funkcjonujące prawo stwarza takowe właśnie na płaszczyźnie niematerialnej.
Co do wymienionych przez Ciebie problemów - są zrozumiałe i podejrzewam, że prawnicy od lat już na tego typu niejasnościach zarabiają ;D
2010-06-12, Sobota 02:42:22 +0200
matekm: 'No nie wiem. Jak stworzę program bez którego społeczeństwo nie będzie potrafiło się obejść to wolę na nim zarabiać do końca życia i chciałbym, żeby moje dzieci też coś skubnęły:)'
No to jest bardzo egoistyczne podejście i dla społeczeństwa bardzo szkodliwe.
Przykład akurat z patentów, ale myślenie to samo: w osiemnastym wieku niejaki Pan Watt posiadał monopol na silniki parowe, bez których przemysł nie mógł się obejść, i nie miał zamiaru nikogo dopuścić do tego interesu, by zarabiać sobie na nim do końca życia. No bo czemu nie?
Na szczęście jego patenty wygasły w 1800 roku i w następnym Richard Trevithick przedstawił rewolucyjny silnik wysokoprężny i pierwszy pojazd parowy czy zapoczątkował rewolucję przemysłową i kulturową na całym świecie.
Gdyby można było trzymać prawa dla siebie lub swojej firmy, ten przełomowy wynalazek ujrzałby światło dzienne nawet kilkadziesiąt lat później.
2010-08-28, Sobota 00:49:35 +0200
A ja odpowiem tak: http://www.futrega.org/wk/
Jestem właśnie w trakcie czytania tej książki,