] > Solidarny Marsz Kobiet 2010 - Karol „Zal” Zalewski - Blog

Solidarny Marsz Kobiet 2010

2010-03-06, Sobota 16:21:36 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

W tym roku miałem okazję bliżej przyjrzeć się Solidarnemu Marszowi Kobiet. Dziś było zdecydowanie lepiej, niż w zeszłym roku. O niebo. I byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie uczestnictwo Młodych Socjalistów, Partii Kobiet oraz grupy anarchistów...

Ci pierwsi, znaczy się Młodzi Socjaliści, wzbudzili we mnie bardzo negatywne emocje. Dlaczego? Dobrze zorganizowana grupa, jednakowo ubrana i posiadająca dobrze przygotowane, czerwone transparenty z antykapitalistycznymi hasłami mającymi niewiele wspólnego z ideą Marszu. Co więcej, stanowili oni ponad 40% wszystkich uczestników i skandując swoje hasła zagłuszali całą resztę uczestników i uczestniczek Marszu. Tak to jest, gdy ma się za sobą odpowiednie zaplecze finansowe i lata doświadczeń. Brr... Wyjątkowo przykre było również to, iż swoją obecnością zniszczyli kilka miesięcy przygotowań Trójmiejskiej Akcji Kobiet oraz skutecznie odstraszyli potencjalnych sympatyków.

Komentarze do wpisu Solidarny Marsz Kobiet 2010
  1. Matthew powiedział(a):

    A jakie były hasła (kobiet, reszta oszołomów mnie nie specjalnie interesuje)?

  2. kodama powiedział(a):

    Hasła, które skandowano:

    Chodźcie z nami, z kobietami
    Równa praca - równa płaca
    Becikowe to za mało
    Dłuższy urlop dla tatusia
    Sufit szklany pokonamy!
    Teraz żłobki, potem Orliki
    Gdzie ustawa równościowa?
    Polityki prorodzinnej!
    Polityki równościowej.
    Chcemy całej pensji i połowy władzy
    My kobiety walczymy o konkrety

  3. Matthew powiedział(a):

    Hmmm... O ile z większością się zgadzam, o tyle nie rozumiem kilku... Becikowego (osobiście jestem za zniesieniem, lepiej jakby ta kasa poszła już na żłobki) oraz tych mówiących o połowie władzy i ustawie/polityce równościowej (chyba że mówienie, że kobieta i mężczyzna są równi... tylko po co powielać konstytucję?). Ale wracając do połowy władzy. Zastanawiam się kiedy wreszcie kobiety zrozumieją, że parytet i wymuszanie go ustawą im szkodzi? Jak również jest niezgodna z duchem równości. Nie rozumiem, czemu wymuszanie na kimś że ma być połowa jakiejś grupy w jakiejś instytucji jest dobre? Jeżeli kobiety nie chcą do władzy (lub są na tyle sierotami, że nie potrafią jej zdobyć) to dlaczego je tam wpychać? To tylko szkodzi.
    Żeby było śmieszniej, w Szwecji zniesiono parytet uczelniany, bo szkodził kobietom na kierunkach studiów na które chce iść więcej kobiet. Zamiast lepszych kobiet dostawali się gorsi mężczyźni. Ale pewnie u nas parytet to by wyglądał tak, że musi być przynajmniej połowa kobiet, a facetów parytet już nie dotyczy.

  4. Dandys powiedział(a):

    Nasuwa się pytanie: co Ty robiłeś na marszu kobiet?

  5. Matthew powiedział(a):

    Może Zal postanowił przejść na drugą stronę różowej barykady? O_O

  6. Zal powiedział(a):

    @Dandys: Mam skłonność do pojawiania się tam, gdzie znajduje się duża liczba kobiet. Ty nie? :D

    @Matt: W różu mi nie do twarzy - wolę czerń i czerwień. A nieco poważniej, odnosząc się do haseł, mam podobne zdanie do Twojego. Większość prezentowanych haseł pokrywa się z moim światopoglądem. Jedynym problemem jest "parytet" oraz "becikowe". To drugie hasło było niejednoznaczne, ale w gruncie rzeczy odnosi się do polityki prorodzinnej i tego, że "becikowe to za mało" pod względem jakościowym, a nie ilościowym. Większe becikowe nie rozwiąże problemu ze żłobkami i przedszkolami. Dlatego ja sam jestem za zniesieniem becikowego.

    Co do parytetów - nie należy zmieniać prawem tego, co można zmienić poprzez edukację i poszerzanie ludzkiej świadomości. Wszelkie przymusy, a już w szczególności te dyskryminujące jedną ze stron (obecna propozycja projektu ustawy - "50% lub więcej kobiet"), są moim zdaniem działaniem nieodpowiednim. Nie wspominając o tym, że i tak nie mają nic wspólnego ze statystykami z prawdziwego życie (wystarczy zajrzeć do rocznika statystycznego - kobiet jest w Polsce więcej, niż 50%).

  7. Matthew powiedział(a):

    @Zal: te skłonności do pojawiania się tam gdzie są kobiety... parytetem Cie Kodama zmusiła, żebyś poszedł, a dwa... żadna z nich i tak na Ciebie uwagi nie zwróciła jako faceta do łóżka. ;P A nawet jakby to zaraz byś po głowie dostał. xD

  8. kaszebskorewolucejo.pl powiedział(a):

    Na całe szczęście byli Młodzi Socjaliści, anarchiści i samba, przez to było głośno i konkretnie :) a jak wiadomo dziewczyny skandowały "my kobiety chcemy konkrety" :)

    Rewolucja jest kobietą! pozdrawiam kaszebskorewolucejo.pl

  9. Zal powiedział(a):

    @Matt: Ty męska szowinistyczna świnio - tylko łóżko Ci w głowie :D Ale żarty żartami, a ja chciałbym podkreślić to, jak beznadziejna jest młodzieżówka Polskie Partii Socjalistycznej, która nie była w stanie uszanować wysiłku, jaki włożyła TAK w organizację Marszu.

  10. Matthew powiedział(a):

    @Zal: a co ma mi być w głowie? ;P

    PS. Masz pozdrowienia od Nowakera. ;)

  11. rozie powiedział(a):

    Coś mi się wydaje, że organizatorom marszu ww. młodzieżówka nie przeszkadzała. Jeśli byłoby inaczej to prosi się o opuszczenie zgromadzenia, ew. zgłasza policji zakłócanie zgromadzenia...

  12. Zal powiedział(a):

    @rozie: Tutaj kilka czynników wchodzi w grę. Ponoć ww. młodzieżówka pomogła organizatorom (tj. TAK-owi) użyczając sprzętu nagłaśniającego (nota bene zepsuło się przed rozpoczęciem). Chyba duża część TAK-u była zaskoczona takim obrotem spraw i nie umiała zdecydowanie zareagować.

    Zresztą sam jestem tego ciekaw i z pewnością jeszcze jakieś informacje na ten temat zdobędę, bo nagłówki "Gdańsk: Dość seksizmu, dość kapitalizmu - zakończył się Solidarny Marsz Kobiet 2010" są raczej słabe i nie wpływają na pozytywny odbiór wydarzenia. Szczególnie, że sama nazwa Marszu również została zmieniona, aby nie budzić złych skojarzeń z czymś, co zowie się Manifą.

  13. quest powiedział(a):

    "Teraz żłobki, potem Orliki"

    WTF?

    Ktoś tam wspomniał, że w Szwecji likwidują uczelniany parytet. A gdzie link, dowód?

    A o tu! http://tinyurl.com/ydluubp

    To wygląda jak radykalna dyskryminacja. "Wyrównanie" kosztem mężczyzn, a gdy tracą i kobiety, przywrócenie starego systemu.

    "Chcemy całej pensji i połowy władzy"

    Czy można podać przykłady kobiet, które nie dostają całej pensji ze względu na cycki?

    W rewanżu mogę rzucić nazwiskami ludzi, którzy ze względu na cycki osiągają nielegalne profity. ;)

  14. Karol „Zal” Zalewski powiedział(a):

    @quest: Odnosząc się do tego, co napisałeś:

    "Chcemy całej pensji i połowy władzy"

    Czy można podać przykłady kobiet, które nie dostają całej pensji ze względu na cycki?

    Odsyłam Cię do publikacji naukowej pt. "Dyskryminacja kobiet na rynku pracy w Polsce" z 2006 roku autorstwa Patrycji Zwiech. Całość wydana przez Uniwersytet Szczeciński. Jak się postarasz to znajdziesz więcej recenzowanych artykułów naukowych na ten temat. W ogólności - nie jest żadną tajemnicą, że w wielu firmach istnieją różnice między średnią płacą kobiet i mężczyzn o takim samym stanowisku, wykształceniu, wieku oraz stażu pracy.

  15. quest powiedział(a):

    Oj, a nie da się szybciej?

    Zal, mam jeszcze aktywną kartę w Firefoksie z artykułem z października 2008 r. (sic!). Czy w erze twittera, naprawdę nie ma nic treściowego i w miarę krótkiego?

    Ps. Taka ciekawostka. Jak młody milioner postrzega zatrudnianie kobiet.

    [..]Ogólny wzór na skuteczne postępowanie jest odwrotny do tego co promuje Państwo. Jeżeli Państwo promuje zatrudnianie młodych kobiet – to nigdy w życiu nie zatrudniaj młodych kobiet, bo koszty ciąży cię zniszczą, zwłaszcza jak jest ona jedynym Twoim pracownikiem – nie wydolisz w przypadku niepowodzenia. Jeżeli Państwo promuje zatrudnianie młodych ludzi oraz tych 50+, ty szukaj takich pośrodku.

    Całość (naprawdę ciekawa):
    http://www.kamilcebulski.pl/11-miesiecy-pracuje-na-zwolnienie.html

  16. Zal powiedział(a):

    @quest: Jeżeli miałeś na myśli odnośnik do artykułu to proszę bardzo - "Dyskryminacja kobiet na rynku pracy w Polsce".

    Co do ciekawostki - myśleć zawsze trzeba, bo państwo rzadko kiedy myśli w sposób poprawny za pracownika lub pracodawcę ;D Sam wskazany przez Ciebie artykuł przeczytam zaraz przy herbacie.

  17. quest powiedział(a):

    Z PDF-a:

    Zasada, że im wyższy poziom wykształcenia posiada dana osoba tym jest mniejsze prawdopodobieństwo, że jest ona bezrobotna, nie ma takiego samego zastosowania do kobiet, jak do mężczyzn12. Korzyści, jakie można uzyskać z wyższego poziomu wykształcenia polegające na łatwiejszym dostępie do pracy
    wydają się różne w zależności od płci. Wyższe bezrobocie kobiet występuje
    pomimo korzystniejszego rozkładu takich cech, jak wykształcenie. Mimo
    wyższego poziomu wykształcenia bezrobotnych kobiet niż mężczyzn – w 2002 r.

    39,83% kobiet dysponowało wyższym lub średnim wykształceniem, podczas gdy analogiczny wskaźnik wśród mężczyzn wynosił – 22,51% - nie wykazują one przewagi na rynku pracy. To wskazuje, że czynnikiem obciążającym jest sama płeć i związane z nią cechy.

    ~~~~~~

    OMG, co za idiotyzm. Może bezrobocie wynika z tego, że wciąż wiele kobiet myśli wg. schematów starego systemu? "Mam magistra, to nie będę jebać. Mi się należny ciepła posadka".

    Kończę kierunek, gdzie większość studentów to kobiety i część niestety nie nadaje się do prostych prac. W pracy za to mam znajomych, którzy odwalają najczarniejszą i najsłabiej płatną robotę w fabryce, a są to m.in: inżynier (jakaś specjalizacja związana z matmą), przedsiębiorca (jednoosobowa DG) czy człowiek, który parał się wszystkim (za chlebem nawet wyjechał do Czech, by montować autobusy).

    Ile znacie kobiet z wyższym wykształceniem, które na bezrobotnym podejmą się pracy w fabryce na produkcji czy wyjadą za granicę i nauczą się obcego języka, aby pracować przy taśmie?

    Ja znam jedną, która wyjechała i pracowała fizycznie przy taśmie. Cała reszta ma ambicję na nieskomplikowaną pracę sekretarki.

    Ta część raportu przypomina mi też humorystyczną odezwę na slogan: "Po filozofii nigdzie nie ma pracy". ;-)

    http://studente.pl/artykuly/763/Student-filozofii-znalazl-prace/

    W tabelce (strona 5) sama autorka udowadnia, że kobiety górują w czystych pracach, a mężczyźni dominują w tych brudnych i ciężkich, których kobiety nie chcą się podjąć. Na 9 typów pracy, aż w pięciu kobiety mają przewagę.

    Co z tego, że w polityce 70% ludzi ma penisy, skoro specjaliści i technicy doradzający penisom, tfu politykom :) to kobiety liczące już ~63% i 59% całej grupy?

    Im częściej czytam takie raporty, tym częściej utwierdzam się w przekonaniu, że nie chodzi o równouprawnienie, a o..... zwykłe docenienie codziennej pracy, a największą awanturę robię jednostki.

  18. Zal powiedział(a):

    @quest: To jak już piszesz o ciężkiej fizycznej pracy to nie mogłeś nie zobaczyć tego, co napisano w tym artykule naukowym:

    Rozporządzenie z 10.09.1996 r. zakazuje kobietom wykonywania prac niezgodnych z normami przewidzianymi w rozporządzeniu. Są to prace związane z wysiłkiem fizycznym, z wymuszoną pozycją ciała, transportem fizycznym oraz w warunkach z podwyższonym poziomem hałasu i drgań, prace pod ziemią, poniżej poziomu gruntu i na wysokości. Ustawodawca ograniczając prawo kobiety do wolnego wyboru pracy traktuje ją jako osobę niezdolną do podejmowania autonomicznych decyzji dotyczących ich własnego życia. Te zakazy postrzegane są w raporcie Unii8 jako przejaw dyskryminacji, ograniczający możliwości zawodowe kobiet. Są niezgodne ze standardami międzynarodowymi dotyczącymi równouprawnienia kobiet i mężczyzn.

    To chyba wiele tłumaczy, dlaczego "ciężka praca" i kobiety to nie jest coś popularnego. Reszta artykułu dotyczy innych kryteriów, które świadczą o dyskryminacji płciowej.

    W ogólności - jeżeli średnia płaca ludzi o takim samym stanowisku, wykształceniu, wieku i stażu jest związana z płcią to nie jest dobrze ;]

  19. quest powiedział(a):

    Akurat tego nie wiedziałem.
    W takim razie czy manifestujące nie znają adresu? Myślą, że pokojowymi przemarszami w Trójmieście coś zdziałają?

    Niech zachowają się po męsku, wezmę koktajl Mołotowa i rzucą nim w chordę sejmowych strażników. Tak jak górnicy! I niech zażądają likwidacji przepisu, który nie pozwala im pracować w kopalniach, hutach.

    Chwilunia! Przecież dobrowolny udział kobiet w zawodzie "operator i monter maszyn i urządzeń" wynosi aż 11%. Myślisz, że po likwidacji tego głupiego prawa, kobiety zaczną masowo składać CV do upadających kopani i stoczni? ;)

    Wykazałeś absurd prawa RP, ale co to zmienia?

  20. sprae powiedział(a):

    Quest: Jest nawet mocniej. Mam znajomą, która ma wykształcenie i nie chce pracować. Mąż dostarcza jej wystarczające dochody. Czyli ona jest bezrobotną, a zatem zgodnie z założeniami tego zakwalifikowana jako odrzucona ze względu na płeć.
    Zal: To może wynikać też z optymalizacji. W wypadku kobiety należy się zabezpieczyć przed jej macierzyństwem. Czyli zakumulować część jej wypłaty, na potrzeby jednej, dwóch darmowych pensji i utrzymywania jej stanowiska podczas nieobecności. Oczywiście można zrównać w dół zarobki, ale wtedy zmniejszymy atrakcyjność firmy na rynku pracy.
    Druga sprawa, to uległość. Większość kobiet z naturalnych przyczyn jest bardziej skłonnych do przystania na zaproponowane warunki. Skoro godzą się na taką pensję to chyba nie wina pracodawcy? Od niego przecież zależy cena produktu, więc im tańsi pracownicy tym tańszy produkt i bardziej atrakcyjny dla pewnych grup.
    Moim zdaniem kobieta, która odchodzi z pracy powinna przejść na utrzymanie męża, bądź ubezpieczyciela.
    Krzyczenie różnych dyrdymałów licząc na ustawodawce lub socjal to tylko jedna strona medalu. W firmie (w odróżnieniu od państwa) liczy się optymalny przepływ kapitału.
    Znam też wiele kobiet posiadających własne firmy i fantastycznie się w tym spisujących. One zrozumiały, że jeżeli chcą być wolne i niezależne to muszą same o to zadbać.

  21. Karol „Zal” Zalewski powiedział(a):

    @quest: Świadomość.

    Jeżeli od samego urodzenia kształtujesz dzieciaka na takiego, który ma być czysty, dbający o to, aby zawsze ładnie wyglądać itp. to później kierując się wykreowanymi stereotypami tworzysz prawo, które umacnia ten wizerunek. Ww. fragment to tylko przedsmak tego, co znajduje się w Kodeksie Pracy.

    Ukazując mechanizmy działania takiej dyskryminacji oraz sposób w jaki kultura wpływa na rolę każdego z nas zaczynamy dostrzegać problem. A dopiero zauważenie problemu umożliwia poradzenie sobie z nim.

    @sprae: Przedsiębiorców, którzy są kobietami, jest obecnie naprawdę niewielu. Musiałbym zajrzeć do wykładów z "Introduction to small business operation and management", ale o ile mnie pamięć nie myli to udział kobiet-właścicieli w polskim sektorze SME wynosi maksymalnie 20%. Najłatwiej jest stwierdzić "bo nie chcą", ale z naukowego punktu widzenia znacznie bardziej interesująca jest próba odpowiedzi na pytanie "dlaczego nie chcą?" ;]

    Wskazałeś problem ciąży - warto byłoby zatem rozeznać się w temacie i sprawdzić, czy niższe zarobki dotyczą również kobiet, które przechodzą menopauzę. Zresztą podejrzewam, że po pewnym roku życia kobiety szansa na to, że zajdzie w ciążę znacząco maleje. Musiałbym poszukać jakichś artykułów na ten temat.

    W obecnym świecie naturalna u kobiet jest jedynie miesiączka i ciąża. A i nawet ta pierwsza nie pozostaje obojętna na cywilizację ;> Natura vs kultura. To nie moja działka, ale uczulam na stosowanie słowa "naturalny".

    Aby wyjaśnić parę spraw - ja nie jestem zwolennikiem tego, aby komukolwiek dawać pieniądze za to, że jest się kobietą. Państwo z dużym zapleczem socjalnym nie jest tym, co preferuję (widać to chociażby po tym, jaki mam stosunek do socjalistów). Uważam jednak, że podstawą jest edukacja i uświadamianie ludzi o tym, jakie mają możliwości.

  22. sprae powiedział(a):

    Część z tych problemów jest dla mnie zbyt abstrakcyjna. Szanuje ludzi wedle tego co są w stanie zaoferować. Zauważam też, że ci, którzy pokładają zbyt duże nadzieje w państwie oferują zbyt mało i zbyt dużo mają roszczeń. To już od nich zależy czy wyzwolą się z "mentalnej niewoli" pasożyta i posiądą pewną wiedzę pozwalającą na samodzielne niezależne działanie.
    Samo słowo edukacja jest tu zbyt szerokie. Dla mnie w dalszym ciągu najważniejsza jest motywacja. Z nią edukacja postępuje sama bez potrzeby instytucji.
    Po części upatruję rozwiązanie tego w wolnościowym stylu bycia. Ale każdy ma prawo wybrać.

  23. Peekok powiedział(a):

    (Komentarz zmodyfikowany 06.03.2010 o 23:46)

    Pan pozwoli, że się przedstawię - jestem członkiem TAK od października 2009 i Młodych Socjalistów od grudnia 2009. A także - panie prawicowy (wolność gosp.) libertarianin - noszę się z zamiarem założenia grupy agorystycznej w Trójmieście.

    Chciałbym skłonić Pana do zmiany zdania na temat zachowania naszego stowarzyszenia na marszu.

    jak beznadziejna jest młodzieżówka Polskie Partii Socjalistycznej, która nie była w stanie uszanować wysiłku, jaki włożyła TAK w organizację Marszu.

    Otóż, bedąc porządkowym na marszu, byłem w stałym kontakcie z ORGANIZATORKAMI. Ani razu nie usłyszałem
    ze mam uciszyc swoja beznadziejna mlodziezowke, powazne zastrzezenia mialy ORGANIZATORKI (w imieniu ktorych Pan sie wypowiada) do anarchistow, zagluszajacych reszte osob - rozwazano usuniecie ich z marszu.

  24. Zal powiedział(a):

    @sprae: Trudno myśleć o wolności, gdy się jej nie zna. Gdyby nie moje otoczenie, na które w głównej mierze składała się rodzina dla której ważnymi elementami życia był samorozwój oraz samodzielność, zapewne teraz moje życie oraz poglądy wyglądałyby zupełnie inaczej.

    Nie twierdzę i wcale nie chcę, aby każdy czuł potrzebę uświadamiania innych o tym, w jak zawężony sposób myślą o swojej obecnej pozycji w społeczeństwie. Uważam jednak, że bez takiej pomocy z zewnątrz trudno np. przełamać krąg, w którym to ludzie biedni tworzą kolejnych biednych ludzi, ponieważ nie są w stanie zaszczepić w nich ambicji i woli do rozwoju, których sami nie posiadają. Motywacja rodzi się m.in. ze świadomości tego, że zmiany są możliwe i warte przeprowadzenia.

    @Peekok: Szanowny Peekoku, możesz mi pisać "per Ty" - będzie łatwiej, prościej i mniej formalnie. Zacznijmy od tego, że nie wypowiadam się w imieniu TAK-u (bez względu na to, jakiej są płci), bo byłoby to grubym nietaktem z mojej strony. Wypowiadam się, jako osoba znajdująca się w roli obserwatora i będąca zwolennikiem równości płci. Zapewne podpada to pod któryś z wielu prądów feminizmu. Nie uważam jednak, aby tego typu marsz był miejscem do prezentacji partii politycznych, czy poglądów odnoszących się do systemu ekonomicznego. Oczywiście, można połączyć feminizm, socjalizm, anarchizm, LGBT i kilka jeszcze innych ruchów w jedno. Problem polega na tym, iż kolejny raz pakietujemy idee i łączymy je nierozerwalną więzią, o której wspomniałem w zeszłorocznym wpisie. Zdecydowanie łatwiej jest propagować te idee z osobna. Szczególnie, że hasła proponowane przez TAK były w dużej mierze naprawdę sensowne i bardzo życiowe, co zwiększało szanse na zyskanie poparcia nawet u tych, którzy na sam dźwięk słowa "feminizm" dostają spazmów.

    Wracając jednak do opisywanej sytuacji:

    Otóż, bedąc porządkowym na marszu, byłem w stałym kontakcie z ORGANIZATORKAMI. Ani razu nie usłyszałem, ze mam uciszyc swoja beznadziejna mlodziezowke, powazne zastrzezenia mialy ORGANIZATORKI (w imieniu ktorych Pan sie wypowiada) do anarchistow, zagluszajacych reszte osob - rozwazano usuniecie ich z marszu.

    Anarchiści również mnie zirytowali swoim zachowaniem. Najmniej inwazyjna była Partia Kobiet, która po prostu niosła swój baner i reklamowała się. Bardzo dziękuję za opis zachowania Organizatorek. Ocena grup uczestniczących w manifestacji to jedna sprawa, drugą sprawą jest ocena samej organizacji. Uważam jednak, że to grupy uczestniczące powinny wykazać się dobrym smakiem. Nikomu na dobre by nie wyszło, gdyby Organizatorzy musieli zastosować środki przymusu. Anarchiści najwyraźniej nie mają świadomości tego, że wolność wiąże się z odpowiedzialnością.

    Na pocieszenie dodam, że telewizyjne reportaże (wyjątkowo dziś TV włączyłem) zostały tak zmontowane, że obecność MS oraz anarchistów nie jest aż tak uderzająca, jak miało to miejsce w rzeczywistości.

    Solidarny Marsz Kobiet nie jest miejscem na wykrzykiwanie haseł odwołujących się do kapitalizmu, socjalizmu, walki klas, anarchii, czy też nawet libertarianizmu. Sympatii i zrozumienia nie zyskuje się będąc krzykliwym i uderzającym po oczach. Zwolenników zyskuje się nieco subtelniej.

  25. sprae powiedział(a):

    Akurat wyżej wspomniany przez Quest - Kamil Cebulski ma ogromne zasługi w edukowaniu przedsiębiorczości. Jego fundacja KCBE organizuje w szkołach spotkania ALP (Alternatywne Lekcje Przedsiębiorczości) i nawraca tych, którzy chcą słuchać. Z resztą KCBE organizuje wiele różnych imprez związanych z biznesem. Dla każdego coś miłego. (Wcale nie chcę reklamować, poprostu podziwiam).
    Ale jest tyle dróg dotarcia do jakieś niezależności i nauczenia się jej, że praktycznie każdy chętny ma jakieś szanse. Jedyną przeszkodą tu mogą być kompleksy, ale to jak wspominałem zależy od motywacji. Bo wolność z tego co widzę nie jest dla każdego. Trzeba ją sobie zdobyć poświęceniem. Dlatego tak bolą potem te wszystkie podatki i ludzie twierdzący, że im się należy.
    Wracając do kobiet i statystyk, mieszkam z dwiema uroczymi posiadającymi własne firmy. Bardzo lubimy przedsiębiorczość, gdyż wzajemnie się "nakręcamy" na dalszy rozwój, przekazujemy sobie ciekawe pomysły, dopingujemy itp. Żeby lepiej nam szło poszukaliśmy nawet miejsca zamieszkania w którym żyłoby więcej takich ludzi jak my. Ja namawiam każdego do własnej działalności, tylko jeśli już ktoś zacznie pod moimi skrzydłami to potem jest zbyt ciężko by mógł to być ktoś inny niż przyjaciel (ostro poganiam).

  26. Zal powiedział(a):

    @sprae: Najbliższe otoczenie trudno uznać za odpowiednie do tworzenia na jego podstawie statystyk. Gdybym miał tworzyć statystyki na podstawie mojego najbliższego otoczenia to musiałbym stwierdzić, że wszyscy są wykształceni, matematyka nie sprawia im problemów oraz posiadają ambicje do tego, aby otworzyć własny biznes lub parać się nauką :D Takie środowisko nie jest reprezentatywne, bo m.in. po drodze zachodzi selekcja. Jest jedynie dowodem na to, że sytuacja do której dążymy jest osiągalna.

  27. Zal powiedział(a):

    PS. Warto wspomnieć, że coraz więcej organizacji feministycznych nie zajmuje się tylko i wyłącznie dyskryminacją kobiet, a w ogólności dyskryminacją ze względu na płeć. Istnieją takie pola na których to mężczyźni stają się ofiarami stereotypowego myślenia. Wystarczy chociażby poczytać o tym, jakie szanse mają mężczyźni w przypadku, gdy sąd określa rodzica, który będzie posiadać prawo do opieki nad dzieckiem.

  28. torero powiedział(a):

    A ja się dziwię, Zal, że na jednym wydechu możesz deklarować się jako libertarianin i zwolennik równouprawnienia zarazem.

    Po pierwsze - prawo jest równe, a nawet bardziej preferuje kobiety [ot, chociażby poprzez ochronę w czasie ciąży]. Obecne status quo wynika z naturalnego kształtowania się ładu społecznego. Oczywiście ocena tego ładu jest sprawą subiektywną, ale został on ukształtowany samoistnie, ewolucyjnie, bez niczyich nakazów, a więc idealnie dla libertarianina. JAKIEKOLWIEK naciski na zmianę prawa są więc sprzeczne z libertarianizmem jako promujące rozwiązania po pierwsze jakoś przymusowe, po drugie - nieefektywne dla społeczeństwa jako systemu [bo efektywne wdrożą się same, ewolucyjnie].

    Po drugie - próba zmiany społeczeństwa wedle takiego, a nie innego poglądu to próba narzucania innym swojego światopoglądu. Libertarianie mają na to parę określeń :)

    Po trzecie - o optimum obecnego status quo świadczy fakt, że wspólczesne "gender studies" z [bardzo szeroko, fakt] pojmowanymi przyległościami nie miałyby na swoje działanie złamanego grosza, gdyby nie państwowy cycek. Przykłady? Prosz:
    1. http://torero.jogger.pl/2009/11/04/sila-ideologii-wpis-tendencyjny-i-ogolnie-mendowaty/
    2. http://bartini.jogger.pl/2009/11/07/o-szerokosci-gejowskiego-poparcia-spolecznego/

    Wychodzi więc na to, że idea pozbawiona zdeklarowanych apostołów, gotowych sypnąć groszem z własnej kiesy, ma netto podobną siłę rażenia, co np. modelarstwo. Z tym, że modelarze nie domagają się postawienia na głowie prawa, moralności i systemów wartości...

    To wszystko powyżej to oczywiście moje spojrzenie subiektywne, któremu oczywiście nic do Twojego. Zastanawiam się po prostu nieustająco, jak jesteś w stanie logicznie godzić libertarianizm i przedmiot notki. A może nie godzisz, tylko wkładasz do oddzielnych przegródek? ;)

  29. Zal powiedział(a):

    @torero: Odpowiedź jest stosunkowo prosta.

    Funkcjonujące obecnie prawo nijak ma się do libertarianizmu, którego zwolennikiem jestem. Aby było jasne - nie jestem też zwolennikiem np. obecnej propozycji ustawy dot. parytetów. Uważam, że stan obecny daleki jest od wspominanego przez Ciebie statusu quo chociażby przez sam fakt tego, że prawo nie zostało jeszcze oczyszczone ze wszystkich socjalistycznych/komunistycznych naleciałości. Zauważ, że nadmierna ochrona jednej strony np. pracownika (i wcale nie jest ona "ewolucyjna") godzi w drugą stronę, którą jest pracodawca. Pracodawcy chronią się przed takim sztucznym wytworem na różne sposoby czego efektem są takie problemy, jak te, o których teraz piszemy.

    Równie ważne jest to, iż ja sam nie postuluję głębokich zmian w prawie. Sugeruję jedynie usunięcie istniejącego obecnie przymusu (patrz zapis o niemożności wykonywania "ciężkich prac" przez kobiety) oraz oddolne (a to jest istotą libertarianizmu) działania polegające na uświadamianiu oraz edukacji.

    Mam nadzieję, że udało mi się Tobie wyjaśnić, dlaczego libertarianizm nie koliduje, a wręcz przeciwnie, z moim "feminizmem" (podejrzewam, że duża część feministek mocno by się obraziła słysząc, że określam siebie mianem feministy).

  30. quest powiedział(a):

    http://www.wykop.pl/link/309963/byc-bezrobotnym-trzeba-chciec/#comment-2133452

    "Ja swoją przygodę z urzędem pracy zakończyłam po miesiącu "współpracy", gdy pewnego dnia zażyczyli sobie bym odbyła 6- miesięczny staż w swojej byłej szkole jako...pomoc sprzątaczki! A moją przyjaciółkę z magistrem chcieli wysłać do pracy do rzeźni, żeby prosiaki ubijała. No czyste kpiny!".

    To oczywiście nie jest reprezentatywna grupa tysiąca/pięciuset kobiet, ale mam dziwne przeczucie, że żadna pani magister nie skazi się pracą w rzeźni. ;)

    W sumie, czy chcielibyśmy kobiety-masarzy[1]? (sic!) Wyrobiona baba z bicepsem i siekierą. :P

    [1] http://www.sjp.pl/co/masarz

  31. torero powiedział(a):

    Zauważ, że nadmierna ochrona jednej strony np. pracownika (i wcale nie jest ona "ewolucyjna") godzi w drugą stronę, którą jest pracodawca. Pracodawcy chronią się przed takim sztucznym wytworem na różne sposoby czego efektem są takie problemy, jak te, o których teraz piszemy.

    No tak. Tyle, że prawdziwy wolnościowiec ;) powinien optować raczej nie tyle za tworzeniem antydyskryminacyjnego prawa, ile raczej za usuwaniem prawa już istniejącego - vide Kodeks Pracy, który mógłby być zastąpiony zwykłymi umowami cywilnoprawnymi, jak zresztą po części dzieje się to już teraz. Per analogiam, prawo nie powinno zawierać żadnych odwołań do płci [no, może poza ochroną ciężarnej i ewentualnie KRiO], ale mam dziwne wrażenie, że nie o to feministkom chodzi...

    oddolne (a to jest istotą libertarianizmu) działania polegające na uświadamianiu oraz edukacji.

    Powtórzę: feminizm i szeroka politpoprawność wzbudzałyby mniejsze zainteresowanie, niż UPR, gdyby nie przysysały się do państwowego cycka. I tu właśnie widzę Twój brak konsekwencji.

    Swoją drogą, korwinizm wolność kobiety szanuje stokroć bardziej, niż feminizm. To, co wypisuje JKM nt. kobiet, nie wychodzi poza pewne "propozycje społeczne" i NIGDZIE nie spotkałem się np. z JAKĄKOLWIEK nawet sugestią, żeby unormować prawnie przymus siedzenia kobiet w domu. Innymi słowy, przypisywany mu postulat "Baby do garów!" jest projekcją pewnej wizji świata i niczym więcej, bo w gruncie rzeczy JKM wielokrotnie wspominał [trzeba tylko poczytać bezpośrednio jego, a nie jego lewackich egzegetów], że przede wszystkim liczy się wolność i panie mogą nawet nurkować w szambie, jeśli mają akurat do tego ochotę i powołanie. Siedzenie przy garach i dzieciach [co jest notabene cholernie ciężką pracą, co wiem z własnych doświadczeń] jest wg niego po prostu korzystniejsze społecznie. Można się z tym nie zgadzać, ale to nie wychodzi poza ten etap.

    A spróbuj feministkom powiedzieć, że Twoja Kobieta sama z siebie wybrała siedzenie w kuchni i opiekę nad dziećmi.

  32. Zal powiedział(a):

    @quest: Ja bym w rzeźni nie chciał pracować. Podejrzewam, że nawet przymierając głodem wybierałbym inne rodzaje prac fizycznych. Odnośnie wykształcenia to jako właściciel pizzerii nie chciałbym mieć osoby z wyższym wykształceniem na zmywaku. Dlaczego? Jest gorzej zmotywowana, niż osoba z wykształceniem dostosowanym do rodzaju pracy :D

    @torero:

    No tak. Tyle, że prawdziwy wolnościowiec ;) powinien optować raczej nie tyle za tworzeniem antydyskryminacyjnego prawa, ile raczej za usuwaniem prawa już istniejącego - vide Kodeks Pracy, który mógłby być zastąpiony zwykłymi umowami cywilnoprawnymi, jak zresztą po części dzieje się to już teraz. Per analogiam, prawo nie powinno zawierać żadnych odwołań do płci [no, może poza ochroną ciężarnej i ewentualnie KRiO], ale mam dziwne wrażenie, że nie o to feministkom chodzi...

    Zgadzam się. Przecież nigdzie (mam taką nadzieję) nie napisałem, że prawo ma w sposób szczególny chronić którąś z płci. Po prostu zauważam problem dyskryminacji ze względu na płeć (co dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn) występujący w samym prawie i staram się, aby stan ten uległ zmianie. Wiele "medialnych" feministek kreuje się jako front walczący o prawa kobiet i stanowiący siłę oporu przeciwko męskiej dominacji. Takie zachowanie uważam za infantylne i świadczące o naprawdę płytkim spojrzeniu na problem dyskryminacji.

    Co do wolnościowych idei - ja naprawdę wierzę, że jest to możliwe i chcę, aby prawo dawało większą swobodę w zakresie umów. Jednakże zmiany te wymagają czasu - to ewolucja, a nie rewolucja. W krótszej perspektywie czasu i w obecnym środowisku znacznie łatwiej jest usunąć odwołania do płci z obecnie funkcjonującego prawa.

    Powtórzę: feminizm i szeroka politpoprawność wzbudzałyby mniejsze zainteresowanie, niż UPR, gdyby nie przysysały się do państwowego cycka. I tu właśnie widzę Twój brak konsekwencji.

    Myślę, że głównym problemem jest to, w jaki sposób postrzegamy feminizm i to, czy rzeczywiście jestem feministą. Uważam, że obecne prawo godzi w ideę wolności m.in. poprzez obecne w nim odwołania do płci, co widać chociażby we wspomnianym Kodeksie Pracy.

    A spróbuj feministkom powiedzieć, że Twoja Kobieta sama z siebie wybrała siedzenie w kuchni i opiekę nad dziećmi.

    Feministki, które myślą, powinny to zrozumieć. Tak samo, jak to, że ja wolę siedzieć w kuchni i zajmować się domem, a moja partnerka zarabiać na mnie. Co nie zmienia faktu, że każda z tych ról powinna być wynikiem świadomego wyboru. Ten ostatni może być podjęty tylko i wyłącznie wtedy, gdy osoba decyzyjna ma dostęp do wiedzy. Nie widzę powodu dla którego feministki nie mogłyby we własnym zakresie dbać o edukację i uświadamianie innych. Tak samo, jak ja dbam o to, aby ludzie posiadali wiedzę na temat Linuksa, ale nie wymuszam korzystania z niego.

  33. www.kaszebskorewolucejo.pl powiedział(a):

    Media kłamią. Prawdziwe oblicze Solidarnego Marszu Kobiet możesz zobaczyć tylko tu: www.kaszebskorewolucejo.pl

  34. Karol „Zal” Zalewski powiedział(a):

    @kaszebskorewolucejo: Uważam, iż próba pozycjonowania się w ten sposób jest kiepskim pomysłem z technicznego punktu widzenia. Umówmy się, że sami dojdziecie do tego, dlaczego nie ma to sensu, OK? Efekty kolejnej próby bezmyślnego spamowania po prostu usunę ;)

  35. quest powiedział(a):

    http://www.wykop.pl/link/316999/pierwsze-oficjalne-dni-cipki-juz-w-kwietniu/

    Nareszcie coś pozytywnego. :P

  36. quest powiedział(a):

    I kolejny ciekawy wpis o nieopłacalności zatrudniania kobiet.

    http://www.kamilcebulski.pl/zajdziesz-w-ciaze-jestes-zbedna.html

    Zal, co Ty o tym sądzisz?

  37. Zal powiedział(a):

    @quest: Tekst nierówny, ale z prezentowaną hipotezą, którą doskonale opisuje poniższy cytat, nie tylko zgadzam się obecnie, ale również zgodziłem się w którymś z obecnych tutaj komentarzy (konkretniej: 2010-03-07 o Niedziela 21:48:18 +0100) :D

    Wracając jednak do tematu. Pracodawcy nie dyskryminują kobiet dlatego, że są kobietami tylko dlatego, że zatrudnienie ich przynosi konkretną stratę i ryzyko. Stratę, która nie jest spowodowana przez naturę bycia kobietą, bo jak wiadomo, radzono sobie z tym problemem bardzo dobrze. Stratę tą przynosi prawo, które ma chronić kobiety i chroni je tak bardzo, że skutecznie zniechęca do ich zatrudnienia.

    PS. Nie wiem, czy we wcześniejszych komentarzach wystarczająco dobrze to zaznaczyłem - powyższy problem dotyczy głównie młodych kobiet i trudno, aby tłumaczył np. niższe płace w przypadku kobiet starszych (niższe prawdopodobieństwo zajścia w ciążę) lub przechodzących menopauzę.

Dodaj komentarz:

Możesz wykorzystać Markdown. Znaczniki HTML nie działają!

Wysyłając komentarz wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-NC-SA 3.0. Jeżeli się na to nie zgadzasz - nie komentuj.

Uwaga! Niniejszy serwis przechowuje adres IP osoby pozostawiającej komentarz. Chcesz pozostać anonimowy? Skorzystaj z Tora, lub bezpiecznego proxy. Z mojej strony gorąco polecam Tora w połączeniu z systemem GNU/Linux, przeglądarką Firefox oraz rozszerzeniem Torbutton.

Polecam: Tor Project

Powyższe logo jest zarejestrowanym znakiem handlowym The Tor Project, Inc.

Podgląd komentarza: