Po debacie dot. RSiUN
2010-02-06, Sobota 01:32:47 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC
Przyznaję, że samą debatę premiera z internautami i blogerami oglądałem z zapartym tchem. Co prawda mam wiele wątpliwości dot. tego, czy na dłuższą metę przyniesie ona pozytywne skutki, ale tak, czy inaczej uważam ją za sukces. Dlaczego? W trakcie jej trwania zadano kilka naprawdę interesujących pytań i wypowiedziano sporo bardzo ważnych, w kontekście przyszłych wydarzeń, stwierdzeń.
Przede wszystkim warto wspomnieć o Jakubie Śpiewaku z organizacji Kidprotect.pl, który w swoich kilku wypowiedziach w przystępny i bardzo plastyczny sposób wyjaśnił, dlaczego wprowadzenie RSiUN w żaden sposób nie przyczyni się do ochrony dzieci przed amatorami pornografii dziecięcej. Co więcej, wzmianka o niej jedynie odciąga uwagę od rzeczywistego problemu i daje argument za tym, aby przeciwników projektu ustawy hazardowej nazywać zwolennikami pedofilii. „Zamykanie oczek” jeszcze nikomu nie pomogło. Podejrzewam, że dla wielu osób takie słowa z ust prezesa oraz założyciela fundacji zajmującej się ochroną dzieci i młodzieży przed m.in. przemocą seksualną mogły być szokiem.
Pod koniec debaty premier skarżył się, że nie wskazano konkretnych argumentów. Odnoszę wrażenie, że zupełnie zapomniał on o wypowiedzi Marka Hołyńskiego, prezesa Polskiego Towarzystwa Informatycznego. Prezes PTI wskazał na to, jak nieefektywnym narzędziem do osiągnięcia nakreślonego przez rząd celu jest wprowadzenie RSiUN. Kosztowne, nieskuteczne i łatwe do wykorzystania w celach niezgodnych z intencjami Ustawodawcy. Cieszę się, że osoba reprezentująca PTI wyraziła to w sposób tak dosadny, a jednocześnie zaproponowała wsparcie merytoryczne w przypadku przyszłej próby wypracowania rozwiązania problemu przestępczości w Internecie. Przesłanie jest proste - zabrakło konsultacji z profesjonalistami. I nawet odniesienia premiera Tuska do sytuacji w Australii (to był strzał w stopę) oraz Niemczech nie stanowiły dobrego argumentu, dlaczego takowe się nie odbyły.
Na uwagę zasługują również wypowiedzi dr Tomasza Barbaszewskiego z Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania. Nieco bardziej emocjonalne i zabarwione idealizmem, niż słowa reszty uczestników debaty, ale świetnie oddające istotę problemu, jakim jest zapewnienie swobody wypowiedzi internautom.
Celowo na sam koniec zostawiłem wzmiankę o Jarosławie Lipszycu oraz Piotrze „VaGli” Waglowskim. Dlaczego? Każdy z nich poruszył wiele problemów, niekiedy tak bardzo ważnych, jak np. przejrzystość procesu stanowienia prawa, czy też dostęp do dokumentów generowanych przez państwo. Każdy z nich robi naprawdę wiele dla społeczności skupionej wokół Internetu. Problemem okazała się być jednak forma ich wypowiedzi, która dla wielu z odbiorców była stosunkowo nieprzyjazna, a w efekcie doprowadziła ona do niezrozumienia tego, co chcieli oni przekazać. A szkoda. Zupełnie na marginesie, podczas debaty Jarosław pracował na świetnym sprzęcie - Panasonic Toughbook robi wrażenie.
W trakcie debaty pojawiło się też kilka mniej lub bardziej interesujących pytań. O ile o tych pierwszych nie mam zamiaru wspominać to warto wymienić co najmniej dwa należące do tej drugiej kategorii. Podczas dyskusji premier Donald Tusk wspomniał, iż ustawa hazardowa ma w założeniu uniemożliwić wykorzystanie komputera, jako „jednorękiego bandyty”. Reakcja na te słowa była stosunkowo szybka - zapytano, czy tyczy się to również takich tworów, jak np. Forex, który jest międzynarodowym rynkiem walutowym, a którego działanie w ogromnym stopniu oparte jest na hazardzie. Kolejne ważne pytanie, tym razem zadane przez przedstawiciela Blackout Polska, a które pozostało bez odpowiedzi - kim są eksperci, którzy przyczynili się do powstania projektu ustawy w obecnym jej brzmieniu?
Jakie jest moje zdanie na temat całego wydarzenia? Jestem sceptycznie do niego nastawiony, optymizm nie byłby uzasadniony. Samo przeprowadzenie debaty było ważne, a czy wpłynie na losy indeksu stron zakazanych to się jeszcze okaże. W planach jest kolejne spotkanie, które odbędzie się za tydzień lub dwa. Mam nadzieję, że do tego czasu sytuacja wyklaruje się na tyle, iż dojdzie do wstępnego porozumienia, które nie będzie polegać tylko i wyłącznie na tymczasowym przerwaniu prac nad wprowadzeniem RSiUN w życie.
2010-02-06 o Sobota 12:59:48 +0100
Szczerze powiedziawszy najistotniejsze moim zdaniem były wypowiedzi osób o których wspomniałeś na początku - Kuby Śpiewaka i Marka Hołyńskiego - ponieważ one były bezpośrednio związane z tematem, nie były przesiąknięte jakąś ideologią, czy też bardzo emocjonalne, jak wypowiedzi niektórych osób, których nazwisk nawet nie zdążyłem zapamiętać.
Na wypowiedź VaGli, mimo iż była ciekawa i poruszała całkiem poważny problem, myślę że to nie był odpowiedni czas i miejsce. Mimo, iż ta ustawa jest doskonałym przykładem wszystkich problemów o których wspomniał, to myślę, że jego wypowiedź spowodowała lekkie rozmycie głównego przedmiotu debaty.
I w gruncie rzeczy nie do końca podobała mi się zaproponowana przez p. premiera forma -- wiele istotnych pytań z tego powodu pozostało bez odpowiedzi. Na początku myślałem, że chce on sobie w ten sposób pozostawić furtkę na wypadek idiotycznych pytań, ale okazało się coś zupełnie innego...
2010-02-06 o Sobota 13:41:37 +0100
mi też się nie podobała forma, ale z drugiej strony konwencja pytanie-odpowiedź też by nie przeszła bo premier nie odpowiedziałby na zadane pytania - nie zna się na tym. Zaangażowanie do tego osób z rządu zakończyłoby się podobnie jak w tym przypadku, odpowiedzieliby, że eksperci twierdzą, że to się da zrobić co proponują i tyle...
uważam, że dobrze, że doszło do tej debaty ale cudów bym nie oczekiwał, w końcu premier wyraźnie pokazał, że nie rozumie tego co było mówione i nijak nie odnosił się do b. dobrej argumentacji niektórych osób. Teraz najpewniej, Ci którzy ten dokument przygotowali będą już po cichu wywierać presję aby jednak został on w możliwie niezmienionej formie, lub zmieni się go kosmetycznie aby ogłosić, że "internauci" pomogli w poprawieniu projektu.
Moim zdaniem nie ma co dalej rozmawiać jeśli nie wiadomo kto ten projekt fizycznie napisał, kto odpowiada, za treści które się w nim znalazły, no i jeśli nie potrafimy określić jego konkretnych celów. Argumentacja, że najpierw powinno się określić dokładny cel a następnie dobrać do tego środki(przez ekspertów nie związanych z rządem) jest moim zdaniem b. trafna.
2010-02-06 o Sobota 13:48:27 +0100
Ja od początku uważałem, że debata wcale niczego nie załatwi. Jednakże moim zdaniem miała ona na celu pokazanie i puszczenie w eter (popularne gazety oraz stacje TV) argumentów za tym, iż RSiUN jest do dupy, bo:
I to chyba się udało - głównie dzięki prezesom PTI oraz Kidprotect.pl. Pytanie tylko, jak to jeszcze media przekazały.
@k.: Uważam za istotne to, co napisałeś - nadal nie znamy ekspertów odpowiedzialnych za przygotowanie tego projektu, a nawet samego ostatecznego projektu ustawy, o czym wspomniał VaGla.