] > Karol „Zal” Zalewski - Blog - http://blog.4zal.net/2010/02/

Końca odcienie szarości

2010-02-09, Wtorek 00:00:00 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

W gruncie rzeczy nigdy nie przestałem zachowywać się, jak dziecko. Do tej pory robię tylko i wyłącznie to, co sprawia mi przyjemność i uwielbiam zwracać na siebie uwagę. Jedynym przejawem tego, że powoli się starzeję są obowiązki, których się podejmuję i odpowiedzialność, którą na siebie przyjmuję. Oczywiście, również i tutaj nie zabrakło dziecięcego podejścia, które można dostrzec w tym, iż staram się, aby w zakresie moich obowiązków zawierało się to, co sprawia mi przyjemność. Warto, aby „muszę” pokrywało się z „chcę”. Problemem jest to, że nie chcę pisać. A przynajmniej nie w takiej formie, w jakiej robiłem to dotychczas.

Przyznam szczerze, że informowanie kogokolwiek o tym, iż przestaje się pisać „blogaska” zawsze uważałem za zachowanie infantylne mające na celu zwrócenie na siebie uwagi. Szczególnie, że powroty są w modzie. Sam jednak czuję się zobowiązany do tego, aby poinformować osoby odwiedzające mnie, iż planuję pewną zmianę formy tego, co tworzę już od ponad 3 lat. Nie oszukuję się jednak, że przestanę pisać - czynność ta, sama w sobie, sprawia mi zbyt wiele radości.

Zdecydowanie bardziej kłopotliwe jest to, iż nie mam koncepcji na zmianę. Oznacza to, że przez jakiś czas będę cicho. Chociaż znając samego siebie wiem, iż nie potrwa to długo. Natomiast już teraz jestem przekonany, iż koncepcja bloga technicznego w moim przypadku nie zdaje egzaminu. Zatem można się tutaj w przyszłości spodziewać wpisów związanych z moim światopoglądem, codziennością, jak i pracą z którą mam do czynienia. Nie wyklucza to tematów ogólnotechnicznych, ale na pewno nie będą one stanowić istoty tego, co piszę. Będzie szaro. Na tyle szaro, aby miejsce to stanowiło doskonałą odskocznię dla tego, co w moim życiu jest aż nazbyt kolorowe, rubinowe.

Wnętrze burzowej chmury: Ubuntu Netbook Remix i SaaS

2010-02-06, Sobota 15:31:14 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Wygląda na to, że w kolejnej wersji Ubuntu przeznaczonego na netbooki, czyli Ubuntu Netbook Remix 10.4, pojawi się wsparcie dla usługi Google Docs. Co więcej, domyślnie zastąpi ona aplikację OpenOffice.org. I tutaj moim skromnym zdaniem pojawia się problem, który należałoby ugryźć z nieco szerszej perspektywy.

Usługi z chmur (tj. SaaS) to nie tylko popularna obecnie forma udostępniania oprogramowania (konkretniej - jego funkcjonalności), ale również powrót do korzeni informatyki, kiedy to królowały ogromne maszyny typu mainframe oraz terminale umożliwiające komunikację z nimi. Maszyny takie nie tylko udostępniały oprogramowanie i moc obliczeniową użytkownikom, ale również miejsce na ich prywatne dane. Pomimo wprowadzenia pewnej decentralizacji (zamiast mainframe mamy „chmurę”) i formy komunikacji (sieć lokalna wyparta przez sieć globalną) obecne rozwiązania są bardzo podobne do koncepcji sprzed kilku dekad. Co to oznacza? Przede wszystkim to, iż równie aktualne pozostają problemy, które miały miejsce i wtedy.

Ochrona prywatności i odpowiedzialność za dane użytkowników jest chyba najbardziej palącym problemem. Udostępniając komuś nasze prywatne dane musimy mieć pewność tego, iż powierzamy je w dobre ręce. Nie chcemy, aby ktoś nam w nich grzebał, udostępniał osobom trzecim, czy też utracił i nie był zdolny do ich przywrócenia. Oddając nasze dane osobom trzecim zawsze jesteśmy na to narażeni, nawet jeśli warunki korzystania z usługi dają nam pewną ochronę. Dlaczego? Firma nie stanowi bytu oderwanego od rzeczywistości. Często też korzysta z usług innych firm, a sama w sobie operuje w środowisku, które w dużym stopniu jest podatne na działania ze strony państwa. To, co dla nas jest naturalne może wyglądać zupełnie inaczej w państwie po drugiej stronie globu.

Konieczność działania w trybie online to również istotny problem. Usługa to nie to samo, co samodzielnie działając oprogramowanie. W celu jej wykorzystania konieczny jest dostęp do usługodawcy, a urządzenia, szczególnie te mobilne, pomimo i tak znacznej elastyczności w zakresie dostępu do Sieci nadal mogą działać w oderwaniu od niej. Jak wtedy poradzić sobie z dostępem do danych w chmurze oraz usług?

SaaS to również idealna koncepcja dla producentów oprogramowania. Owszem, wymaga to od nich pewnego nakładu pracy poświęconego na administrację zapleczem udostępniającym moc obliczeniową oraz przestrzeń na dane użytkowników, ale... W zamian otrzymują możliwość pełnej kontroli nad tym, kto i w jaki sposób korzysta z ich oprogramowania. Rynek wtórny lub piractwo? Można o nim spokojnie zapomnieć. Natomiast przy odrobinie chęci i korzystając z nieświadomości użytkowników można doprowadzić do stanu, w którym to użytkownicy zostaną uzależnieni od naszych usług. Vendor lock-in. Brzmi nierealnie? A próbowaliście kiedykolwiek dokonać migracji np. z Google Picasa do innej usługi? A co zrobicie, gdy usługodawca zwiększy ceny swoich usług? Pojawia się tutaj również wolnego i otwartego oprogramowania oraz wykorzystania otwartych standardów. Te ostatnie są szczególnie ważne w przypadku próby integracji kilku usług oraz migracji użytkowników między nimi. Jest to zazwyczaj ta funkcjonalność o której nie myśli się zbyt często przed tym, kiedy to staje się naprawdę konieczna. A co do tego ma wolne oprogramowanie? Wyobraźcie sobie teraz, iż chcielibyście samodzielnie zająć się ochroną własnych danych. Chcielibyście postawić serwer danej usługi korzystając z własnego zaplecza informatycznego i... Niestety, taka opcja nie istnieje. Co więcej, usługodawca nawet, gdy korzysta ze zmodyfikowanego oprogramowania na bazie GPL nie jest zobowiązany do tego, aby je udostępnić. Przecież nie dystrybuuje go.

To, o czym wspomniałem to jedynie szczyt góry lodowej. Można byłoby na ten temat napisać znacznie więcej, wskazać zalety SaaS oraz zaproponować rozwiązanie pewnych problemów związanych z usługami. Nie było to jednak moim celem.

Podsumowując, chciałbym zwrócić uwagę na to, iż rozwiązania oparte o zamknięte oprogramowanie oraz SaaS może i nie są złe, ale budzą pewne obawy i należy mieć do nich dystans. Owszem, pozwalają one firmom zamienić koszta stałe, jakim jest zakup oprogramowania, na koszta zmienne i posiadają szereg innych zaleta, ale... Użytkownicy powinni nie tylko myśleć o tym, co jest „tu i teraz”, ale również o przyszłości. Nikt z nas nie chciałby doprowadzić do utraty swoich danych, ich wycieku, czy też niemożności migracji do innego usługodawcy. A takie zagrożenia niesie ze sobą koncepcja SaaS, gdy korzysta się z niej bez wstępnego jej przeanalizowania.

Po debacie dot. RSiUN

2010-02-06, Sobota 01:32:47 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Przyznaję, że samą debatę premiera z internautami i blogerami oglądałem z zapartym tchem. Co prawda mam wiele wątpliwości dot. tego, czy na dłuższą metę przyniesie ona pozytywne skutki, ale tak, czy inaczej uważam ją za sukces. Dlaczego? W trakcie jej trwania zadano kilka naprawdę interesujących pytań i wypowiedziano sporo bardzo ważnych, w kontekście przyszłych wydarzeń, stwierdzeń.

Przede wszystkim warto wspomnieć o Jakubie Śpiewaku z organizacji Kidprotect.pl, który w swoich kilku wypowiedziach w przystępny i bardzo plastyczny sposób wyjaśnił, dlaczego wprowadzenie RSiUN w żaden sposób nie przyczyni się do ochrony dzieci przed amatorami pornografii dziecięcej. Co więcej, wzmianka o niej jedynie odciąga uwagę od rzeczywistego problemu i daje argument za tym, aby przeciwników projektu ustawy hazardowej nazywać zwolennikami pedofilii. „Zamykanie oczek” jeszcze nikomu nie pomogło. Podejrzewam, że dla wielu osób takie słowa z ust prezesa oraz założyciela fundacji zajmującej się ochroną dzieci i młodzieży przed m.in. przemocą seksualną mogły być szokiem.

Pod koniec debaty premier skarżył się, że nie wskazano konkretnych argumentów. Odnoszę wrażenie, że zupełnie zapomniał on o wypowiedzi Marka Hołyńskiego, prezesa Polskiego Towarzystwa Informatycznego. Prezes PTI wskazał na to, jak nieefektywnym narzędziem do osiągnięcia nakreślonego przez rząd celu jest wprowadzenie RSiUN. Kosztowne, nieskuteczne i łatwe do wykorzystania w celach niezgodnych z intencjami Ustawodawcy. Cieszę się, że osoba reprezentująca PTI wyraziła to w sposób tak dosadny, a jednocześnie zaproponowała wsparcie merytoryczne w przypadku przyszłej próby wypracowania rozwiązania problemu przestępczości w Internecie. Przesłanie jest proste - zabrakło konsultacji z profesjonalistami. I nawet odniesienia premiera Tuska do sytuacji w Australii (to był strzał w stopę) oraz Niemczech nie stanowiły dobrego argumentu, dlaczego takowe się nie odbyły.

Na uwagę zasługują również wypowiedzi dr Tomasza Barbaszewskiego z Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania. Nieco bardziej emocjonalne i zabarwione idealizmem, niż słowa reszty uczestników debaty, ale świetnie oddające istotę problemu, jakim jest zapewnienie swobody wypowiedzi internautom.

Celowo na sam koniec zostawiłem wzmiankę o Jarosławie Lipszycu oraz Piotrze „VaGli” Waglowskim. Dlaczego? Każdy z nich poruszył wiele problemów, niekiedy tak bardzo ważnych, jak np. przejrzystość procesu stanowienia prawa, czy też dostęp do dokumentów generowanych przez państwo. Każdy z nich robi naprawdę wiele dla społeczności skupionej wokół Internetu. Problemem okazała się być jednak forma ich wypowiedzi, która dla wielu z odbiorców była stosunkowo nieprzyjazna, a w efekcie doprowadziła ona do niezrozumienia tego, co chcieli oni przekazać. A szkoda. Zupełnie na marginesie, podczas debaty Jarosław pracował na świetnym sprzęcie - Panasonic Toughbook robi wrażenie.

W trakcie debaty pojawiło się też kilka mniej lub bardziej interesujących pytań. O ile o tych pierwszych nie mam zamiaru wspominać to warto wymienić co najmniej dwa należące do tej drugiej kategorii. Podczas dyskusji premier Donald Tusk wspomniał, iż ustawa hazardowa ma w założeniu uniemożliwić wykorzystanie komputera, jako „jednorękiego bandyty”. Reakcja na te słowa była stosunkowo szybka - zapytano, czy tyczy się to również takich tworów, jak np. Forex, który jest międzynarodowym rynkiem walutowym, a którego działanie w ogromnym stopniu oparte jest na hazardzie. Kolejne ważne pytanie, tym razem zadane przez przedstawiciela Blackout Polska, a które pozostało bez odpowiedzi - kim są eksperci, którzy przyczynili się do powstania projektu ustawy w obecnym jej brzmieniu?

Jakie jest moje zdanie na temat całego wydarzenia? Jestem sceptycznie do niego nastawiony, optymizm nie byłby uzasadniony. Samo przeprowadzenie debaty było ważne, a czy wpłynie na losy indeksu stron zakazanych to się jeszcze okaże. W planach jest kolejne spotkanie, które odbędzie się za tydzień lub dwa. Mam nadzieję, że do tego czasu sytuacja wyklaruje się na tyle, iż dojdzie do wstępnego porozumienia, które nie będzie polegać tylko i wyłącznie na tymczasowym przerwaniu prac nad wprowadzeniem RSiUN w życie.

Internetowe seppuku

2010-02-02, Wtorek 10:00:49 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Prosto, łatwo i przyjemnie. Kilka odpowiedzi, jedno kliknięcie i jest. Konto założone. Twórcom wszelkiego rodzaju serwisów internetowych bardzo zależy na tym, aby założenie konta nie przerastało żadnego z potencjalnych użytkowników. Problemy pojawiają się dopiero wtedy, gdy tak założone konto chcielibyśmy usunąć lub przenieść do konkurencyjnego serwisu.

Chyba każdy z nas ma świadomość tego, że usunięcie z Internetu informacji o sobie, gdy już zostały tam pozostawione, jest praktycznie niemożliwe. Moje ostatnie działania miały jednak na celu coś zupełnie innego. Jakiś czas temu postanowiłem ograniczyć moją zależność od kilku firm funkcjonujących obecnie na rynku oraz usunąć konta w serwisach internetowych, z których już od dłuższego czasu nie korzystam. Okazało się to być problematycznym zadaniem i to w obu wymienionych przypadkach.

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, co stanie się z Waszymi danymi po tym, jak kilka z wykorzystywanych przez Was usług zakończy swój żywot? Czy ich twórcy pomyśleli nad tym, aby użytkownik mógł szybko i sprawnie przenieść wszystkie swoje dane do konkurencji? A nawet jeśli, to czy sam charakter usługi nie powoduje tego, iż rozstanie się z nią jest problematyczne? Te i inne pytanie pojawiły się w mojej głowie tuż po tym, jak postanowiłem zrezygnować z usług Google Picasa oraz FeedBurner. I to wcale nie są najmniej przyjazne dla odchodzącego użytkownika produkty.

Migracja danych to tylko pierwszy z dwóch problemów. Drugim z nich jest możliwość usunięcia konta oraz polityka związana z możliwością jego ponownego wykorzystania. Pierwszy element jest dosyć istotny. Nie wiem ilu z Was próbowało kiedykolwiek usunąć swoje konta z popularnych serwisów, ale w wielu przypadkach nie jest to tak proste, jak można byłoby się tego spodziewać. Prosty przycisk „usuń konto” pojawia się często, ale nie zawsze. Użytkownik jest często zmuszony do tego, aby przez pewien okres nie korzystać z konta. Zdarza się też, że w celu usunięcia konta należy wcześniej skontaktować się z obsługą techniczną serwisu, co bywa zaznaczone lub też nie w pomocy dostarczonej przez usługodawcę. Pod tym względem najbardziej zaskoczył mnie serwis My Opera odpowiadający negatywnie na każdą z moich trzech próśb. Oczywiście bez podania przyczyny. Ostatni rodzaj serwisów to taki, których nawet obsługa techniczna sugeruje, że usunięcie konta jest niemożliwe. W przypadku serwisu DeviantArt nawet celowe naruszenie regulaminu skutkuje jedynie zawieszeniem konta.

Załóżmy, że udało nam się usunąć konto. W wielu przypadkach graniczy to z niemożliwością, ale możemy przyjąć, że aktualnie mamy dużo szczęścia. I tutaj pojawia się kolejne pytanie. Czy akurat teraz nie pojawi się złowrogi Mallory, który korzystając z naszego roztargnienia ponownie nie założy konta o takich samych loginach, jak nasze stare? Idealna sytuacja do tego by móc się pod nas podszyć, prawda? Cóż, wiele serwisów nie precyzuje, kiedy po usunięciu konta trafi ono do puli kont dostępnych do rejestracji.

Podsumowując, popełnienie internetowego seppuku nie jest prostą sprawą. Próba jego uskutecznienia może się zakończyć utratą danych i przejęciem tożsamości przez osoby trzecie. Nie wspominając o stresie. Warto zatem jeszcze przed założeniem konta w jakimkolwiek serwisie zastanowić się, czy naprawdę jest ono nam potrzebne i czy ew. przenosiny lub rezygnacja z usługi będą stanowić jakikolwiek problem. Chyba nie muszę wspominać, że największe znaczenie ma to w przypadku SaaS?.

Starsze wpisy | Nowsze wpisy