Dookreślenie i satysfakcja
2010-01-16, Sobota 15:29:03 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC
Trzy czwarte życia trawimy na chceniu bez uczynku i na uczynkach bez chcenia.
Denis Diderot, francuski pisarz, krytyk literatury i sztuki, filozof i encyklopedysta okresu Oświecenia.
Zabawne uczucie. Leżę wygodnie w łóżku, a na stoliku po prawej stronie znajduje się filiżanka z moją ulubioną herbatą oraz nieprzeczytana jeszcze książka. Na kolanach spoczywa laptop, którego klawiatura wydaje się być wygodna, a oprogramowanie zaspokaja wszystkie moje potrzeby pozwalając oddać się pracy. To nie sen. Ulotne poczucie harmonii i wszechobecnego porządku nie trwa długo, ale wywiera istotny wpływ na późniejszy tok moich myśli.
Swego czasu bardzo spodobał mi się humorystyczny wpis na blogu Tomasza „Tomkha” Dobrowolskiego dot. nowej formy blogowania. Jako, że wspomniany wpis najprawdopodobniej już nie istnieje opiszę tę prostą, a zarazem zabawną koncepcję u mnie. A brzmi ona następująco - jako, iż współczesne pamiętniki, czyli blogi, opierają się na ciągłym tworzeniu i dostarczaniu nowej zawartości (tj. rozwoju) zupełnie nowym rozwiązaniem byłoby ich zwijanie polegające na usuwaniu bezwartościowej treści, która do nich przez ten czas trafiła. Brzmi przewrotnie? Z pewnością. Idea ta spodobała mi się jednak tak bardzo, iż postanowiłem ją wcielić w życie i to na zupełnie innej płaszczyźnie.
Stan wymagający najmniejszej ilości energii do utrzymania zapewniający przy tym najwyższą efektywność. Stan optymalny będący źródłem satysfakcji. Wraz z upływem lat jest to taki stan, do którego sam zacząłem dążyć. Wystarczy spojrzeć na zawartość mojej aktówki, biurka, dokumentów, dysków twardych i tego, co najważniejsze, czyli mnie samego. Usuwam, minimalizuję, dookreślam. I czuję coś, czego wcześniej nie doświadczałem. Satysfakcję, harmonię oraz swego rodzaju uczucie spełnienia.
2010-01-16, Sobota 17:15:34 +0100
Usuwanie... brrr! Raczej powoli się do niego przekonuję, ale harmonia, o której piszesz jest bardzo kusząca. Mam tylko wrażenie, że do harmonii potrzebowałbym jeszcze jakiegoś dobrego systemu zarządzania czasem. Czegoś, w co można wszystko wrzucić, żeby o sobie przypomniało, gdy będzie trzeba. Bardzo nie lubię tego przekonania, że gdzieś wokoło jest mnóstwo zadań, w których tracę rozeznanie. O, i jeszcze żeby ktoś mi układał plan dnia... Chyba potrzebuję kamerdynera albo sekretarki ;)
2010-01-16, Sobota 18:56:29 +0100
Usuwanie... brrr! Zgadzam się. Wpisy na blogu są jak zdjęcia, jak rozmowy ze starymi znajomymi i wspominanie różnych "akcji". To element naszej historii - widać postęp, dojrzewanie myśli i nabieranie doświadczeń.
2010-01-16, Sobota 19:38:19 +0100
@vmario: Ja bym zaryzykował stwierdzenie, że bardziej niż dobrego systemu zarządzania czasem potrzebowałbym systemu umożliwiającego jego respektowanie. Tak to przynajmniej w moim przypadku wygląda - pióro/długopis, notatnik i TRACKS (summa sumarum - GTD) radzą sobie doskonale w roli systemu zarządzania czasem. Co prawda psysiu twierdzi, że zwykły podręczny kalendarz i ołówek radzą sobie równie dobrze.
Nie zmienia to jednak faktu, że posiadanie własnego asystenta/asystentki jest zdecydowanie bardziej zabawnym rozwiązaniem.
@Nowaker: Niekoniecznie chciałem zastosować rozwiązanie Tomkha do bloga. Zresztą podoba mi się bardzo to, o czym napisałeś, czyli możliwość spojrzenia w przeszłość i stwierdzenia, że nastąpił progres np. w umiejętności pisania.
W moim przypadku w ciągu ostatniego miesiąca zaszło dużo zmian w zakresie używanego oprogramowania, danych składowanych na dysku, czy też zawartości moich szuflad. Pousuwałem również znaczną część kont w różnego rodzaju serwisach. Teraz na dysku znajduje się tylko to, co jest mi najpotrzebniejsze, płyt mam kilka sztuk, a wszystkie posiadane przeze mnie rzeczy mógłbym schować do nieco większej walizki. Brzmi, jak czyste szaleństwo, ale sprawia, że odczuwam komfort psychiczny. To jeden z uroków minimalizmu i związanego z nim porządku.
Równie poważnie myślę także o zmianie moich zwyczajów. Niektóre z nich zabierają mi zbyt wiele czasu, a sprawiają za mało radości i przynoszą niewielkie korzyści.
2010-01-19, Wtorek 09:37:00 +0100
Zrzucanie jak największej spraw z głowy, jak najbardziej.
Minimalizm i porządek który powoduje że do naszej głowy choćby podświadomie nie trafiają śmieci typu "muszę zapłacić rachunek który zobaczyłem właśnie na tamtej szafce" - jak najbardziej.
The stuff you own ends up owninig you - definitely.
Ale usuwanie jakichkolwiek informacji całkowicie, to takie 1995.
Swoją drogą cytat jest genialny.
2010-01-19, Wtorek 23:32:09 +0100
Usuwanie w dzisiejszych czasach treści jest postrzegane negatywnie. Po pierwsze dlatego, że ktoś może linkować do ciekawych treści, które usuniesz, a internauci dostaną 404. Po drugie dlatego, że i tak mamy Twoją teczkę :P (np. http://web.archive.org/web/*/http://blog.4zal.net/ ) i nic nie możesz z tym zrobić. Tym bardziej, że wszystkie wpisy na tym blogu są datowane i można ocenić ich aktualność.