] > Karol „Zal” Zalewski - Blog - http://blog.4zal.net/2010/01/

Dziennik, czy blog?

2010-01-29, Piątek 06:15:12 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Już od dłuższego czasu myślałem o czymś, co połączyłoby przyjemność płynącą z pisania papierowego dziennika i możliwości oferowane przez jego internetowy odpowiednik. Nie wszystko, o czym myślimy i co chcielibyśmy utrwalić nadaje się do publikacji w Internecie. Ja osobiście nie lubię też przeglądania stosów kartek, gdy pojawi się potrzeba odnalezienia pewnych informacji z przeszłości. Okazuje się, że rozwiązaniem mojego problemu jest RedNotebook - program napisany w Pythonie, dystrybuowany na licencji GPL i przeznaczony właśnie do prowadzenia dziennika w trybie offline.

RedNotebook nie przytłacza nadmiarem funkcji. Kalendarz, kategorie, tagi, wyszukiwarka i pole do edycji wpisów. Całość dopełnia możliwość eksportu dziennika do HTML-a, LaTeX-a czy też bezpośrednio do PDF-a oraz obsługa prostego systemu znaczników. To wszystko, co w nim znajdziemy.

Bez względu na to, jak się RedNotebook sprawdzi, powoli przekonuję się do tradycyjnych, papierowych rozwiązań. To oczywiste, że żaden terminarz nie dorówna pod względem funkcjonalności współczesnemu PDA. Jednakże żaden palmtop nie będzie w takim samym stopniu tani, niezawodny oraz dostępny, jak ołówek, gumka i plik kartek. Jest to nie tylko doskonale widoczna różnica, ale również taka, która jest w stanie zaważyć na podjęciu decyzji dot. wykorzystania tradycyjnego podejścia w życiu codziennym.

Homeopatia i przedawkowanie

2010-01-21, Czwartek 11:34:56 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

30 stycznia o godzinie 1023 CET ponad 300 angielskich śmiałków narazi swoje życie w imię nauki. Będą próbowali przedawkować coś, co zowie się „lekami homeopatycznymi”, chcąc tym samym pokazać, że ich zażywanie nie przynosi żadnego efektu.

Stallman pisze:

Sugar may not be a real treatment for an illness (other than starvation), but it is not an inactive ingredient. An overdose of sugar could make you fat.

Ja ze swojej strony akcję popieram. Co prawda z naukowym podejściem nie ma ona (tj. forma w jakiej jest przeprowadzana) większego związku, a wręcz przeciwnie (zwolennicy homeopatii dostaną argument „taka forma leczenia jest bezpieczna”), ale z pewnością zwróci uwagę szerszego grona na problem pseudonauki zwanej homeopatią, która zyskuje popularność w Europie. Zapewne tylko niewielka część chorych korzystająca z homeopatii wie, że skuteczność tego typu produktów nigdy nie została wykazana i w praktyce ich efekt niczym nie różni się od efektu placebo.

Na marginesie - zastanawiam się czy w tym kontekście cała akcja nie może zostać potraktowana jako obraza uczuć religijnych.

Dookreślenie i satysfakcja

2010-01-16, Sobota 15:29:03 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Trzy czwarte życia trawimy na chceniu bez uczynku i na uczynkach bez chcenia.

Denis Diderot, francuski pisarz, krytyk literatury i sztuki, filozof i encyklopedysta okresu Oświecenia.

Zabawne uczucie. Leżę wygodnie w łóżku, a na stoliku po prawej stronie znajduje się filiżanka z moją ulubioną herbatą oraz nieprzeczytana jeszcze książka. Na kolanach spoczywa laptop, którego klawiatura wydaje się być wygodna, a oprogramowanie zaspokaja wszystkie moje potrzeby pozwalając oddać się pracy. To nie sen. Ulotne poczucie harmonii i wszechobecnego porządku nie trwa długo, ale wywiera istotny wpływ na późniejszy tok moich myśli.

Swego czasu bardzo spodobał mi się humorystyczny wpis na blogu Tomasza „Tomkha” Dobrowolskiego dot. nowej formy blogowania. Jako, że wspomniany wpis najprawdopodobniej już nie istnieje opiszę tę prostą, a zarazem zabawną koncepcję u mnie. A brzmi ona następująco - jako, iż współczesne pamiętniki, czyli blogi, opierają się na ciągłym tworzeniu i dostarczaniu nowej zawartości (tj. rozwoju) zupełnie nowym rozwiązaniem byłoby ich zwijanie polegające na usuwaniu bezwartościowej treści, która do nich przez ten czas trafiła. Brzmi przewrotnie? Z pewnością. Idea ta spodobała mi się jednak tak bardzo, iż postanowiłem ją wcielić w życie i to na zupełnie innej płaszczyźnie.

Stan wymagający najmniejszej ilości energii do utrzymania zapewniający przy tym najwyższą efektywność. Stan optymalny będący źródłem satysfakcji. Wraz z upływem lat jest to taki stan, do którego sam zacząłem dążyć. Wystarczy spojrzeć na zawartość mojej aktówki, biurka, dokumentów, dysków twardych i tego, co najważniejsze, czyli mnie samego. Usuwam, minimalizuję, dookreślam. I czuję coś, czego wcześniej nie doświadczałem. Satysfakcję, harmonię oraz swego rodzaju uczucie spełnienia.

Zaufanie

2010-01-13, Środa 12:37:27 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Czy jest coś gorszego od braku wolności, bezpieczeństwa oraz prywatności? Sądzę, że tak. Jest to złudzenie tego, iż jest się wolnym i bezpiecznym.

Jest oczywistym, że w przypadku, kiedy to mamy fałszywy obraz otoczenia, w którym to działamy, działania nasze są nieadekwatne do rzeczywistej sytuacji. Nieprawidłowa ocena wynika zapewne z braku wiedzy i doświadczenia, a przynajmniej tak podpowiada mi moja intuicja. Do czego zmierzam?

W przypadku zdecentralizowanego OpenPGP (WoT), jak i scentralizowanego X.509 (PKI) kluczowym elementem systemu, pomijając techniczne aspekty działania tegoż, jest zaufanie. W przypadku OpenPGP każdy może potwierdzić tożsamość drugiej osoby poprzez podpisanie jej klucza publicznego. Każdy też może stworzyć klucz wykorzystując do tego fałszywe dane i rozpropagować go w Internecie. Każdy, kto uczestniczy w takiej sieci zaufania (ang. web of trust) jest tego świadomy. W przypadku X.509, poza nielicznymi przypadkami działającymi na zasadzie WoT, tożsamość potwierdza urząd rejestracji, a certyfikat wystawia urząd certyfikacyjny (ang. certification authority). Chciałbym zauważyć, że w polskich realiach bardziej pasuje tu tłumaczenie słowa „authority” na „autorytet”, czyli „instytucję cieszącą się poważaniem, uznaniem”. I tutaj pojawia się pewien problem, jako że - powiedźmy to wprost - tylko niewielu orientuje się, dlaczego korzystając ze współczesnych przeglądarek WWW oraz protokołu HTTPS niektóre strony są przez przeglądarkę akceptowane (tj. jarzą się zielenią w pasku adresu), a inne wywołują komunikaty błędu. To samo tyczy się podpisanej cyfrowo poczty elektronicznej. I nie, nie mam tutaj na myśli braku szczegółowej wiedzy z zakresu działania systemów kryptograficznych, lecz wiedzę dot. znaczenia zaufania w takich rozwiązaniach.

Niewielu użytkowników orientuje się, że w standardowej konfiguracji całe to zaufanie i bezpieczeństwo zależy od tego, czy do ich przeglądarki/klienta pocztowego trafił certyfikat CA. Przykładowo, w przypadku produktów Microsoftu, aby certyfikat znalazł się w programie i był wraz z nim dystrybuowany, konieczne jest przejście całego procesu na który składa się między innymi audyt CA. Oczywiście, można samodzielnie dodać certyfikat CA już po instalacji programu, ale nie jest to zadanie dla ZU. Problem polega na tym, iż bez świadomości zasady działania tego systemu użytkownik jest tak samo bezpieczny, jak w przypadku korzystania z OpenPGP, a może i nawet mniejszym stopniu, ponieważ posiada fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Pomimo tego, że CA jest bezpieczny z technicznego punktu widzenia to nic nie stoi na przeszkodzie, aby wydał on certyfikat umożliwiający się podszycie pod inną osobę. To nie kwestia zabezpieczeń, a zaufania do danego urzędu. Danych zaszyfrowanych naszym kluczem publicznym nie przejmie, ale...

Oczywiście, są to rozważania natury czysto teoretycznej, ale dzięki takiemu rozumowaniu skłaniam się do tego, aby w przypadku komunikacji osobistej wykorzystywać OpenPGP, a w przypadku bardziej sformalizowanej standard X.509 z wykorzystaniem CA zaakceptowanych przez wszystkie uczestniczące strony.

Debian 64-bitowy

2010-01-08, Piątek 01:12:46 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

W ciągu ostatnich dwóch lat, pomimo posiadania stosownej maszyny, nie korzystałem z 64 bitowych OS-ów. Dopiero niedawno postanowiłem przenieść się na stałe na jądro Linuksa przeznaczone dla architektury x86-64.

Różnica? Widoczna jest jedynie w przypadku aplikacji, które zostały zoptymalizowane pod kątem architektury 64b (tj. praca pod 32b stanowiła dla nich ograniczenie) - oprogramowanie wykonujące złożone obliczenia, silniki baz danych itp. Jeżeli ktoś korzystał wcześniej z jądra skompilowanego pod starsze architektury (np. i386) to wzrost wydajności będzie wyższy ze względu na pojawienie się wsparcia dla rozszerzeń typu SSE i MMX (podobny efekt dałoby skorzystanie z jądra pod i686).

Niestety, nadal występują problemy z narzędziami o zamkniętym kodzie źródłowym, z których korzystać chcę, a które nie posiadają 64b wersji. Na całe szczęście nie jest to już tak problematyczne, jak miało to miejsce jeszcze kilka lat temu (wprowadzenie AMD64 to okolice 2003 roku).

W dalszym ciągu zastanawiam się, czy obecnie istnieje sens migracji do 64b systemu operacyjnego w przypadku sprzętu, który nie pełni roli serwera.

Creative Commons: Wojny ciąg dalszy

2010-01-05, Wtorek 18:18:10 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Pamiętacie mój poprzedni, grudniowy wpis dot. walki z organizacjami zbiorowego zarządzania prawami autorskimi? Do tej pory wszystko idzie nadspodziewanie dobrze. Pomimo długiego okresu wypowiedzenia umowy określonego w niej samej, organizacje wyraziły zgodę na zerwanie jej z dniem 1 stycznia 2010 roku. Do tego czasu należało się odpowiednio przygotować do odtwarzania muzyki udostępnianej na licencji Creative Commons.

Zakup wieży zdolnej do odtwarzania utworów w formacie MP3 z dysku z interfejsem USB nie stanowił większego problemu. Trudno też powiedzieć, aby był to duży wydatek. Najwięcej czasu zajęło skompletowanie odpowiedniej muzyki oraz przygotowanie materiałów, których obecność wymagana jest przez licencje Creative Commons. Pierwsze z tych czynności wymagała kilku wieczorów spędzonych nad Jamendo. Wbrew pozorom, znalezienie na Jamendo twórczości utalentowanych muzyków (zarówno muzycznie, jak i technicznie) posługujących się dobrej jakości sprzętem nie jest zadaniem trudnym. Nawet jeśli szuka się muzyki mającej tworzyć w lokalu wcześniej obrany przez siebie klimat i na licencjach innych, niż niekomercyjne Creative Commons. Później wystarczyło wydrukować listę wykorzystanych utworów (l.p., nazwa, wykonawca, album oraz nazwa licencji), stosowną informację o odtwarzanej muzyce oraz skróconą treść samych licencji z odnośnikami do ich pełnych wersji.

Efekt? Obecnie trudno określić. Rodzina jest zadowolona, a klienci nie skarżą się na muzykę, wręcz przeciwnie. Czy będzie to miało jakiś wpływ na popularność lokalu? Podejrzewam, że w rzeczywistych warunkach, o jakich mowa, nie będzie to możliwe do określenia. Teraz pozostaje nam jedynie czekać na wizytę ZPAV-u, STOART-u oraz ZAiKS-u. A to, prędzej, czy później, z pewnością nastąpi.

Święto Selekcji Naturalnej

2010-01-01, Piątek 03:13:18 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Ktoś, kto wpadł na pomysł, iż tradycją może stać się picie alkoholu połączone z odpalaniem ładunków prochowych musiał być geniuszem. Sylwester to tylko przykrywka dla Święta Selekcji Naturalnej.

I ta oto myśl towarzyszyła mi zarówno wtedy, gdy mijała mnie n-ta z kolei karetka na sygnale, jak i wtedy, gdy zorientowałem się podczas imprezy, że mam silną alergię na kocią sierść.

Starsze wpisy | Nowsze wpisy