] > Przecież ci, którzy nie mają nic na sumieniu, nie mają się czego obawiać... - Karol „Zal” Zalewski - Blog

Przecież ci, którzy nie mają nic na sumieniu, nie mają się czego obawiać...

2009-12-17, Czwartek 19:57:32 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Jest to chyba jeden z najczęściej używanych argumentów w dyskusjach między zwolennikami wszechobecnej inwigilacji, a miłośnikami prywatności, anonimowości i wolności. Moim zdaniem, jest to również jeden z najmniej rozsądnych argumentów. Dlaczego?

Komputer osobisty to jedno z tych narzędzi, które pomimo swojej obecnej popularności, nadal jest narzędziem nietypowym. Zwykłem określać go mianem roweru dla intelektu, który co prawda sam w sobie jest bezużyteczny to jednak w połączeniu ze zwinnym umysłem oraz dostępem do globalnej pajęczyny staje się niesłychanie wartościowy. Komputer jest jednak narzędziem problematycznym głównie z tego względu, iż jest on osobisty. Jeszcze 20-30 lat temu nie stanowiło to żadnego problemu - dostęp do komputerów oraz ich forma prezentowały się zupełnie inaczej. W obecnych czasach nawet użytkownicy sieciowych systemów operacyjnych inaczej spoglądają na swoje narzędzia pracy. W związku z tym, czy komputer oraz to, czego aktualnie część stanowi, czyli Internet, można traktować tak samo, jak inne narzędzia? Kwestię tę poruszymy nieco później, a nim to nastąpi ugryźmy problem prywatności od nieco innej strony.

Dla wielu z nas prywatność jest czymś naturalnym. Zdecydowanie bardziej naturalnym, niż anonimowość, którą trudno osiągnąć w świecie tradycyjnych kontaktów międzyludzkich. Skupmy się jednak na prywatności, do której to prawo gwarantowane jest przez zdecydowaną większość współczesnych państw. Dlaczego zwykliśmy zasłaniać okna? Dlaczego chowamy przedmioty dla nas wartościowe? Dlaczego nie wypowiadamy wszystkich naszych myśli na głos? Dlaczego rzadko chwalimy się naszym życiem intymnym, preferencjami seksualnymi, czy też snami i marzeniami? Jeszcze wiele pytań tego typu mógłbym tutaj zaprezentować. Nie jest to jednak konieczne. Prywatność wynika z potrzeby bezpieczeństwa i niemal każdy z nas widzi, że jej naruszenie w świecie rzeczywistym stanowi ogromną trudność dla potencjalnego inwigilatora. Szczególnie, gdy mowa o próbie inwigilacji większej liczby osób. Z tego też względu można założyć, że prywatność nie tylko wydaje nam się naturalna, ale również taka jest ze względu na to, iż jest to stan, który wymaga mniejszej ilości energii do utrzymania, niż stan przeciwny (tj. stan inwigilacji). Co więcej, przy obecnym stanie techniki nadal istnieje miejsce, którego prywatność możemy ograniczyć jedynie my sami. Mowa o naszych umysłach.

Czasy myślozbrodni minęły już jakiś czas temu. Mam nadzieję, że nigdy już do nich nie powrócimy. Coraz częściej pojawia się jednak problem prywatności w kontekście świata wirtualnego. W przeciwieństwie do świata fizycznego, naruszenie prywatności w Internecie jest zdecydowanie mniej kosztowne, a przy obecnym stanie informatyzacji państwa oraz roli informacji w społeczeństwie jest to działanie bardzo korzystne. Dla kogo? Niemal dla wszystkich. Od przedstawicieli biznesu („co lubi kupować pan Z i jaką reklamę mu podesłać?”), przez znajomych („z kim pan Z kręci?”), aż do aparatu państwowego („czy pan Z uczestniczy w życiu organizacji przestępczych?”). Informacja jest na wyciągnięcie ręki, jej pozyskanie jest tanie, a potencjalne korzyści z jej posiadania wysokie. Trudno zatem przewidywać, aby nikt nie pokusił się o jej zdobycie.

W drugim akapicie niniejszego wpisu wspomniałem o tym, że PC stanowi swego rodzaju przedłużenie intelektu użytkownika. Jest to szczególnie istotne stwierdzenie w kontekście prywatności użytkowników Internetu. Pisałem również o tym, iż umysł jest obecnie jedynym miejscem, do którego bez naszego przyzwolenia inni ludzie nie mają dostępu. Myliłem się. Moja pomyłka wynika z nieuwzględnienia roli i popularności komputerów oraz dostępu do Internetu. Uzyskanie dostępu do naszego prywatnego komputera, do miejsca, w którym to przechowujemy nasze wspomnienia, pomysły, projekty oraz prace, w większości przypadków jest bliskie uzyskaniu dostępu do naszego umysłu. Czy w takim przypadku prawo do obaw mają jedynie ci, którzy mają coś na sumieniu? Czy też również ci, którzy trzymają na nim wartościowe dane, od ujawnienia których zależy ich przyszłość? Wygląda na to, że w momencie zrozumienia tego, jaką rolę w naszym życiu odgrywa obecnie komputer osobisty, łatwo zrozumieć, jak wielkim zagrożeniem dla nas samych jest naruszenie tej sfery prywatności.

Podsumowując, uważam, iż składowanie przez wszelkiego rodzaju dostawców Internetu informacji o działaniach ich użytkowników oraz jakiekolwiek restrykcje związane wykorzystaniem technologii kryptograficznych przez osoby fizyczne stoją w opozycji do prawa każdego z nas do prywatności. Tej znajdującej się najgłębiej i będącej najbardziej wartościową dla osób trzecich. Jej naruszenie może doprowadzić do konieczności stosowania autocenzury (spotykanej już teraz np. w wielu religiach świata). Co więcej, próbę stworzenia Listy Stron Zakazanych, w szczególności pod obecną postacią, pojmuję jako próbę przywrócenia cenzury. Chyba nie muszę wspominać o tym, co sądzę o próbie usprawiedliwienia powyższych działań ochroną praw autorskich, walką z pedofilia itp. chwytającymi za serce argumentami.

Komentarze do wpisu Przecież ci, którzy nie mają nic na sumieniu, nie mają się czego obawiać...
  1. vmario blog (alternatywny) powiedział(a):

    (Komentarz zmodyfikowany 18.12.2009 o 23:32)

    Pomysły posła Brejzy, czyli o wolności szyfrowania

    Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym.

    Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, Art. 47.

    Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolno

  2. Michał powiedział(a):

    Amen! Zgadzam się z tekstem w całej rozciągłości.

    Niestety, wciąż musimy patrzeć na ręce ludziom, którzy tworzą nasze prawo, bo nadal zagraża nam widmo wspomnianej myślozbrodni. A do dlatego, że współczesne środowiska lewicowe w Europie i amerykańscy demokraci czerpią z tych samych wzorców ideologicznych co twórcy komunizmu. Wystarczy przeanalizować ich koncepcję człowieka oraz postulaty, by zauważyć zadziwiającą zbieżność z wizją obecną u Marksa, Engelsa czy w końcu Lenina. Niby co innego nam obiecują, ale zarówno kierunek ich działań, jak i wiele środków jakimi się posługują zdradza ich jako spadkobierców dawnych totalitaryzmów.

    Nie ma u nich koncepcji człowieka jako osoby. Zamiast komunistycznych "mas pracujących" mamy równie abstrakcyjne "postępowe, wyzwolone, tolerancyjne społeczeństwo". Liczy się społeczeństwo, a nie konkretna osoba, jej życie i jej wolność.

    Coraz więcej ludzi ulega medialnej propagandzie, która od dziesięcioleci próbuje zagłuszyć w nas sumienie i zniekształcić obraz człowieka jako osoby, która nie jest zwierzęciem, posiada nie tylko ciało lecz i duszę.

  3. quest powiedział(a):

    "Czasy myślozbrodni minęły już jakiś czas temu. Mam nadzieję, że nigdy już do nich nie powrócimy".

    Jeszcze parę lat Wałęsa mówił, że myślenie źle o nim jest myślozbrodnią.

  4. Zal powiedział(a):

    @quest: Szukałem cytatu, ale rozumiem, że nie użył słowa "myślozbrodnia"? :] Zastanawiałem się czasem, czy zapisy dot. propagowania pedofilii (publiczne mówienie o niej dobrze) oraz ustrojów totalitarnych nie tworzą czegoś na wzór myślozbrodni, ale z tego, co kojarzę, to samo posiadanie przekonań nie karze się obywateli.

    @Michał: Przyznam szczerze, że sam nie mam zamiaru odwoływania się do jakiejkolwiek ideologii. Nie podoba mi się po prostu to, że próbuje się sztucznie zwiększyć bezpieczeństwo obywateli zabierając im tak podstawowe prawa, jak prawo do prywatności. W imię bezpieczeństwa ogranicza się wolność, co może skończyć się tym, że ani jednego, ani drugiego nie będzie.

  5. Michał powiedział(a):

    @Zal: Mi też się to ani trochę nie podoba. Ale takie działania mają swoje przyczyny, coś je napędza. Wierzę, że znając te przyczyny, nieco łatwiej jest z tym walczyć i zabezpieczać się przed podobnymi zamachami na nasze prawa w przyszłości.

  6. bobiko powiedział(a):

    Ja uważam, że tam gdzie jest człowiek, tam istnieje najsłabsze ogniwo.

  7. Zal powiedział(a):

    @bobiko: I dlatego nie wyobrażam sobie masowego składowania takich danych. Przecież informacje o tym, jak wykorzystuje Internet jakiś polityk, gwiazdka filmowa itp. to byłyby dane na wagę złota. I teraz można, ale nie trzyma nad tym pieczy państwo :D

  8. bobiko powiedział(a):

    @zal: dlatego też nie chce takich wynalazków ;-)
    PS znów był nalot na na DS w Poznaniu

  9. Zal powiedział(a):

    @bobiko: Wiem, czytałem, nawet dzięki VaGli zabawny cytat wyłapałem:

    Trzeba nadmienić fakt iż funkcjonariusze byli bardzo mili i uprzejmi, a jak donoszą inne osoby, pozwalali zgrać dane potrzebne na studia na zajęcia.

    Nie tak, jak na PG ;] Nie wiem nawet, czy warto tę akcję komentować. Zastanawiam się jedynie, dlaczego ludzie wykształceni nie radzą sobie z takim problemami pomimo tego, iż są świadomi zagrożenia. Przetrzepywanie akademików stało się modne :>

  10. bounty_hunter powiedział(a):

    Z tekstem trudno jest się nie zgodzić. Co do źródeł ideologicznych - moim zdaniem przynależność do takiej czy innej strony politycznej (czy jakiejkolwiek innej grupy) nie ma większego znaczenia. Każdego może skusić możliwość zdobycia informacji o obywatelach/klientach/wyborcach.
    Mam wrażenie, że jedynie liberalna utopia "państwa minimum" może dać jakąś nadzieję na poszanowanie wolności jednostki.

  11. quest powiedział(a):

    @Zal

    A jednak jest. :) Teraz sam możesz to usłyszeć.

    http://tnij.org/myslobzrodnia_walesa

  12. TOR powiedział(a):

    TOR pozdrawia

  13. Eduarten powiedział(a):

    o LOL. ale dodał "w obec mnie", to tak jak "nie uwłaczając" xD

  14. Zal powiedział(a):

    @quest: "Pomyślenie jest zbrodnią wobec mnie". Faktycznie, wyjątkowo niefortunne sformułowanie :> Dzięki za link!

Dodaj komentarz:

Możesz wykorzystać Markdown. Znaczniki HTML nie działają!

Wysyłając komentarz wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-NC-SA 3.0. Jeżeli się na to nie zgadzasz - nie komentuj.

Uwaga! Niniejszy serwis przechowuje adres IP osoby pozostawiającej komentarz. Chcesz pozostać anonimowy? Skorzystaj z Tora, lub bezpiecznego proxy. Z mojej strony gorąco polecam Tora w połączeniu z systemem GNU/Linux, przeglądarką Firefox oraz rozszerzeniem Torbutton.

Polecam: Tor Project

Powyższe logo jest zarejestrowanym znakiem handlowym The Tor Project, Inc.

Podgląd komentarza: