] > Karol „Zal” Zalewski - Blog - http://blog.4zal.net/2009/10/

Jak wdrożyć GTD w życie? Tracks!

2009-10-31, Sobota 21:54:17 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Collect. Process. Organize. Review. Do.

O metodzie Getting Things Done pisało już wielu. Również i ja nie będę tego robić pierwszy raz. W telegraficznym skrócie - GTD jest metodą organizacji czasu, której celem jest odciążenie naszej pamięci przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej efektywności. W artykule na Wikipedii znajduje się opis tego, z jakich procesów się ona składa. Co ciekawe, jej wdrożenie nie wymaga żadnego urządzenia elektronicznego, ale trzeba przyznać, iż wykorzystanie właściwego oprogramowania zdecydowanie ułatwia korzystanie z niej. Z tego też względu poniżej znajduje się krótki opis mojej przygody z wdrażaniem GTD w życie oraz aplikacji (w świecie Linuksa), która okazała się być rozwiązaniem bliskim ideałowi.

Historia zaczęła się od zabawy z moim ulubionym edytorem tekstu, czyli Emacsem oraz dodatkiem Org-mode. Org-mode jest godny polecenia - świetnie nadaje się do tego, do czego został stworzony. Pomimo wysokiego początkowego kosztu związanego z nauką jego obsługi warto się nim zainteresować z tego względu, iż minimalizuje późniejszy koszt (czas to pieniądz) np. tworzenia notatek. Pod tym względem jest podobny do LaTeX-a, którego nauka również potrafi na początku odstraszyć osoby przyzwyczajone do Microsoft Worda, lub OpenOffice.org Writera. Nie zmienia to jednak faktu, że przystosowanie Org-mode do GTD jest pracochłonne i do tego akurat zadania nie nadaje się on najlepiej. Zależy nam przecież na wydajnym działaniu, a nie na przyjemności wynikającej z samej możliwości zarządzania czasem.

Kolejnym moim krokiem były poszukiwania czegoś, co przypominałoby systemy typu Wiki. Jak się okazuje, dużą popularność pośród zwolenników takich rozwiązań zyskały modyfikacje TiddlyWiki, czyli Wiki mieszczącej się w pojedynczym pliku będącym połączeniem HTML-a, JavaScriptu oraz danych użytkownika. Ma to taką zaletę, że jest to rozwiązanie zupełnie niezależne od systemu operacyjnego. Wystarczy jedynie posiadać przeglądarkę WWW. Natomiast synchronizację między wieloma komputerami można uzyskać korzystając np. z DropBoksa, Ubuntu One, lub serwisu TiddlySpot. Samo TiddlyWiki może służyć do GTD, ale lepiej skorzystać z czegoś, co zostało stworzone do współpracy z tą metodą, a bazuje na wspomnianym systemie Wiki. Mowa m.in. o MonkeyGTD. Całość nie przypadła mi jednak do gustu - narzędzia tego typu są stosunkowo trudne w obsłudze i mało przejrzyste. A przecież nie tego oczekuje się od rozwiązania, które samo w sobie ma ułatwiać życie.

Przez chwilę zastanawiałem się również nad zastosowaniem ThinkingRock. Szybko jednak uznałem, że pomimo dużej sympatii do Javy niekoniecznie chcę korzystać z takiego molocha przy zabawach z organizacją mojego czasu. Nie wspominając o tym, iż przejrzystością ThinkingRock przypomina raczej węgiel, niźli diament.

Tracks - webowa aplikacja GTD na GTDify

I tutaj pojawiła się myśl - może jakaś aplikacja webowa? Najlepiej coś należącego do świata FLOSS, ale na tyle popularnego, aby można było znaleźć darmowy serwis udostępniający ją jako SaaS. Remember the Milk odpadał w przedbiegach ze względu na kryterium wolności oprogramowania. Okazało się jednak, że warunki te spełnił tytułowy Tracks (Ruby on Rails) oraz portal GTDify (można też skorzystać z Tracks.tra.in). I w tym oto momencie doszedłem do rozwiązania, z którego korzystam od jakiegoś już czasu i chwalę je sobie.

Otwarta (GPL), prosta w obsłudze i, co najważniejsze, praktyczna aplikacja. Do każdego miejsca można dostać się przy pomocy maksymalnie trzech kliknięć. Co więcej, posiada wsparcie wsparcie nie tylko dla kontekstów oraz projektów, ale również tagów. Jedno spojrzenie wystarcza do tego, aby szybko stwierdzić, co i na kiedy należy zrealizować, a dodawanie zadań jest przede wszystkim szybkie. Gdyby przeglądarka WWW nie wystarczała to zawsze istnieje możliwość skorzystania z różnego rodzaju feedów XML, iCal, lub tekstowych. Istnieje również możliwość eksportu danych (chociaż z importem jest już nieco gorzej).

Dobrze wdrożony GTD naprawdę ułatwia życie.

(Hell)oween 2009

2009-10-31, Sobota 11:21:23 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Podoba mi się o całe przebieranie. Połowa zabawy to wyczarowanie czegoś przy pomocy skrawków farb i ubrań.

Halloween 2009: Marta i Karol

Wygląda na to, że częściej powinniśmy się malować. Zdecydowanie lepiej wyglądam w makijażu, niż bez niego i to pomimo tego, iż nadal nie wiem, czy przebrałem się za okultystę, czy też z vampyra. Marta natomiast inspirowała się stylem Tima Burtona.

Zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa

2009-10-30, Piątek 00:09:06 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Niecałe trzy dni temu pojawił się w Rzeczpospolitej artykuł dot. możliwości podszywania się pod dowolny numer telefoniczny dzięki pewnemu serwisowi internetowemu, a już teraz można na nim znaleźć oświadczenie o poniższej treści.

W związku z pojawiającymi się informacjami w mediach dotyczącymi działalności serwisu [...] i postawionymi przez ABW zarzutami, że serwis jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa Państwa Polskiego, informujemy, że od dnia 6 listopada 2009 nastąpi zmiana dotychczasowego właściciela serwisu - firmy INTER GROUP zarejestrowanej w Polsce, na nowego - InterCom Telecommunications Ltd. zarejestrowaną w Wielkiej Brytanii.

Czyż nie jest to urocze? Prawdziwa globalna wioska. Serwis ten zyska zapewne reklamę dorównującą tej dot. popularnych dopalaczy. Ze swojej strony gorąco polecam zapoznanie się z artykułem z Rzeczpospolitej.

Wydano Ubuntu 9.10 Karmic Koala

2009-10-29, Czwartek 13:32:57 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Wersję stabilną Ubuntu 9.10 można już pobrać z serwerów Cannonicala. Chyba nic więcej dodawać nie muszę - o zmianach można było przeczytać przy okazji wydania bety.

Co zyskuję studiując?

2009-10-25, Niedziela 22:13:11 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Nie wiedzieć czemu, zebrało mi się ostatnio na przemyślenia związane z tym, co do tej pory w życiu osiągnąłem. Z racji wybranego tematu nie były to przemyślenia szczególnie długie, ale z pewnością owocne. Bo jak inaczej określić stwierdzenie, iż te kilka lat studiów to nie są wcale „wieki ciemne” mojego życia?

Zacznijmy może od tego, iż studentem jestem obecnie od około 4 lat. Studiuję informatykę, co jest zgodne z moimi zainteresowaniami oraz wizją przyszłego życia zawodowego. Aby nie było zbyt prosto - od półtora roku męczę równolegle z informatyką również zarządzanie. Dlaczego akurat zarządzanie? O tym nieco później, teraz skupię się na macierzystym kierunku. Idąc na studia myślałem głównie o tym, iż będą one doskonałym źródłem wiedzy, pozwolą na rozwinięcie moich zainteresowań, a przy okazji okażą się furtką do wymarzonej pracy, która pozwoli mi na utrzymanie siebie samego oraz mojej rodziny. Czas zweryfikował moje poglądy na te kwestie.

Przede wszystkim - studia nie gwarantują pracy. Obecnie to papierek wymagany przez wielu, a w gruncie rzeczy mający niewielkie znaczenie. Przez rozsądniejszych pracodawców jest on weryfikowany w trakcie rekrutacji. A przez tych najrozsądniejszych w ogóle nie jest brany pod uwagę (ew. w niewielkim stopniu). I wcale się nie dziwię widząc to, co dzieje się na uczelniach oraz w rocznikach statystycznych. Tak, czy inaczej - studia nie gwarantują dobrze płatnej pracy, ale z pewnością nie zaszkodzą przy jej uzyskaniu.

Po drugie - czy studia są doskonałym źródłem wiedzy? Źródłem wiedzy - owszem. Doskonałym? Nie sądzę. Do tej pory pamiętam może kilka zajęć godnych uwagi, dobrze prowadzonych i przekazujących sporą dawkę wiedzy. Co więcej, wiele osób, które znam ma podobny pogląd na ten aspekt studiowania. Studia dają pewne podstawy, udostępniają wiedzę szeroką, lecz płytką. Wiedzę, która w życiu zawodowym najczęściej na niewiele się zdaje. Ale jak się okazuje - nie to jest najważniejsze.

Po trzecie - rozwój zainteresowań. Do tej pory było smutno, konfrontacja licealnych marzeń z rzeczywistością zdecydowanie nie służyła tym pierwszym. Natomiast teraz sytuacja uległa zmianie. Odnoszę wrażenie, że studia były i nadal są dla mnie bodźcem do tego, aby rozwijać siebie oraz swoje zainteresowania. I to na różnych płaszczyznach. Wszelkiego rodzaju grupy zainteresowań, organizacje studenckie itp. są tym, co może konkurować z połączeniem „studia i praca”. To właśnie dzięki studiom zainteresowałem się wolnym i otwartym oprogramowaniem. Przekonałem się do Linuksa, LaTeX-a, XMPP, wolnych standardów i programowania. Nie często ma się też okazję organizacji imprezy na ponad 500 osób i wydania na ten cel około 30 000 złotych. Do tego dochodzi praca w grupie i umiejętność jej organizacji. Praktyki? Doskonała okazja do określenia tego, gdzie nie chce się w przyszłości pracować.

Dobre studia to prawdopodobnie dobry sposób myślenia. Nawet jeśli oznacza to, że zaczynam powoli myśleć po angielsku i sceptycznie spoglądać na to, co mnie otacza. Oczywiście, studia nie są elementem koniecznym do tego, aby taki stan umysłu osiągnąć, ale pomagają w tym. Dlatego też studiuję zarządzanie i jako specjalizację wybrałem SBE&M - kto inny zapewni mi taki kurs angielskiego i to za darmo? Kto inny zaszczepi wolę samodzielnego myślenia i działania?

Podsumowując - studia dały mi wszystko to, czego wcześniej nie obiecywały i niewiele z zakresu, który miały mieć na szczególnym względzie. Nie oznacza to jednak, że uważam to za czas stracony. Wręcz przeciwnie.

Crackerzy w służbie Policji

2009-10-24, Sobota 00:46:56 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Poniżej zamieszczam fragment pisma z dnia 2009-10-12, które otrzymali członkowie Polskiego Towarzystwa Informatycznego od Komendy Głównej Policji celem wypracowania merytorycznej oceny wspomnianego w nim pomysłu. Jest interesujący, szczególnie dla osób ceniących sobie prywatność również na płaszczyźnie teleinformatycznej.

...Biuro Kryminalne KGP podjęło prace mające na celu nadanie polskiej Policji uprawnień do uzyskiwania zdalnego, niejawnego dostępu do informacji zgromadzonych w systemach teleinformatycznych należących do podejrzanego. Zaproponowana przez BK KGP zmiana polega na dodaniu do ust. 6 art. 19 ustawy o Policji kolejnego 4-tego punktu w brzmieniu:

4) stosowaniu środków elektronicznych umożliwiających niejawne i zdalne uzyskanie dostępu do zapisu na informatycznym nośniku danych, treści przekazów nadawanych i odbieranych oraz ich utrwalenie.

Zmiana znalazła akceptację Pana Adama Rapackiego Podsekretarza Stanu w MSWiA...

Czy to wymaga komentarza z mojej strony?

Ubuntu 9.10 Release Candidate

2009-10-22, Czwartek 19:39:25 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Informowałem już o becie to i o wydaniu wersji RC poinformuję. Można ją już pobrać z serwerów Cannonicala.

Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem to już za tydzień, czyli 29 października, udostępnione zostanie oficjalne wydanie. Obecnie nadal trwają pracę nad usuwaniem bugów.

Perwersyjne komiksy internetowe

2009-10-17, Sobota 22:02:45 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Chyba każdy z nas natknął się kiedyś na komiks internetowy. I to bez względu na to, czy mówimy o takich komiksach, jak np. Dilbert, Garfield i Nemi wywodzących się z papierowej wersji, czy też o kultowych już seriach powstałych w Internecie, czyli m.in. UserFriendly, PhD Comics oraz XKCD. Większość z nich można oglądać w szerszym gronie. Istnieją jednak takie, którymi niektórzy nie chcieliby się chwalić ze względu na naruszenie przez nie sfery tabu. W tej kategorii moimi ulubionymi są...

Uwaga, zawartość poniższych stron posiada silnie erotyczny (niekiedy pornograficzny) charakter. Jeżeli nie akceptujesz erotyki w sztuce, lub posiadasz mniej, niż 18 lat nie korzystaj z poniższych odnośników. Z drugiej strony - to tylko rysunki.

Pierwszy z nich, Oglaf, jest moim faworytem. Doskonała kreska i wypaczony, czarny humor to jest to, co sprawia, że z niecierpliwością oczekuję kolejnego odcinka. Strip, który oddaje charakter serii? Proszę bardzo, Pork Chisel. Bon appétit!

Tak, jak Oglaf króluje na arenie międzynarodowej, tak Boli całkiem nieźle radzi sobie w Polsce nawiązując nie tylko do seksualności, ale również do aktualnych wydarzeń. Przykład? Irak. Do tego dochodzi urocza kreska, która stanowczo przypadła mi do gustu.

Zdecydowanie najbardziej perwersyjnym i najgorzej narysowanym komiksem z ww. trójki jest Sexy Losers. Nadrabia on natomiast pomysłowością i nawiązaniami do innych tworów kultury popularnej (np. Gwiezdne Wojny). Warto jednak poświęcić nieco czasu przedzierając się przez cięższe kawałki, aby natrafić na prawdziwe perełki. Nawet jeżeli cięższe kawałki wiążą się z nekrofilią, zoofilią, bukkake itp.

Jak widzicie - całość kręci się wokół seksu. I całkiem nieźle im to wychodzi. A dlaczego w ogóle o tym piszę? Cóż, przebrnąłem przez wszystkie ww. stripy i poszukuję czegoś nowe. Jakieś sugestie?

Październikowa Wege Niedziela!

2009-10-14, Środa 15:34:40 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Już kiedyś miałem okazję uczestniczenia w gdańskiej Wege Niedzieli. W skrócie - jest to wspaniała okazja do spróbowania czegoś nowego oraz zaspokojenia studenckiego głodu.

Wege Niedziela w Gdańsku

Wszystkich zainteresowanych (wstęp wolny) zachęcam do spróbowania. Impreza odbędzie się w Gdańsku w klubie Blaszany Bębenek dnia 25 października bieżącego roku w samo południe. W planach znajduje się przede wszystkim wegańskie jedzenie (w tym zapewne również i słodkości), pokaz gotowania, konkursy i inne atrakcje. Za informacje dziękuję Psycholowi oraz Joannie Krupickiej.

Na marginesie - okazuje się, że już od roku stosuję dietę wegetariańską i miewam się dobrze.

Koniec Thawte Web of Trust

2009-10-14, Środa 02:37:20 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Wygląda na to, iż jedno z dwóch centrów certyfikacyjnych (mowa o PKI i X.509) korzystających z modelu „web of trust” właśnie ogłosiło, iż zaprzestaje prowadzenia tego typu usługi. Mowa oczywiście o Thawte (drugim centrum jest CAcert). Zamknięcie usługi planowane jest na 16 listopada bieżącego roku. Do tego czasu, w ramach podziękowania, każdy dotychczasowy notariusz Thawte może otrzymać darmowy, jednoroczny/dwuletni certyfikat SSL, lub certyfikat służący do podpisu kodu. I to włącznie z tym, który oferują obecnie za 795 USD. Dodatkowo, w dwa miesiące po zakończeniu Thawte WoT (do 16 stycznia 2010) można pozyskać darmowy jednoroczny osobisty certyfikat od VeriSign. Odpowiedź na ew. pytania można znaleźć w FAQ dostarczonym przez Thawte.

Sam nie wiem, co mam o tym myśleć. Szkoda, iż będę musiał pozbyć się darmowego certyfikatu, który był rozpoznawany jako prawidłowy przez wszystkie popularne programy pocztowe. Oczywiście, miło mi, iż na osłodę otrzymam wirtualne 800 dolarów, ale tak właściwie to nawet nie będę miał możliwości wykorzystania oferowanych przez Thawte certyfikatów. Pozostaje korzystanie z usług CAcert, lub zakupienie podpisu kwalifikowanego.

Kreacjonizm to śmiertelna choroba przenoszona drogą...

2009-10-13, Wtorek 22:40:04 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Przyznam szczerze, że tego to się w Gdańsku nie spodziewałem. Gdańsk kolebką polskiego kreacjonizmu? Brr... Proszę, spójrzcie na poniższy plakat, którego zdjęcie (niskiej jakości) wykonałem będąc w gmachu Wydziału Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej.

Kreacjonizm w Gdańsku

Czyż nie urzeka Was stopień naukowy doktora oraz lokalizacja prelekcji i wykładów odbywających się w ramach „Gdańskiej Konferencji Kreacjonistycznej”? Budynki Uniwersytetu Gdańskiego oraz jednego z instytutów Państwowej Akademii Nauk powinny sprawić wrażenie tego, iż to, co tam się odbędzie będzie ściśle związane z nauką. Oczywiście, z prawdą niewiele ma wspólnego.

Zastanawiam się jedynie, czy byłoby rozsądnym sprawę pojawienia się na uczelni tak absurdalnej konferencji nagłaśniać? Z jednej strony warto potępić tego typu działania. Z drugiej zaś należy uważać, aby nie rozpowszechniać idei, która jest „defective by design”. I pomyśleć, że wraz z Adamem Brożyńskim uważaliśmy polskie ruchy kreacjonistyczne za nieaktywne.

Archiwizacja danych, czyli jak uchronić od zapomnienia

2009-10-13, Wtorek 11:44:13 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Żyję ja już sobie około 25 lat na tym świecie. I ze statystycznego punktu widzenia będę żyć jeszcze zapewne 50 lat (60% szansa). Wszystko to bez uwzględnienia mojego stylu życia. Co to tak właściwie dla mnie oznacza w świecie postępującej informatyzacji i digitalizacji życia codziennego?

Dostęp do Internetu posiadam już od około 15 lat, gdy istnieje on już od ponad 40 lat. Sam się jednak zdziwiłem, gdy w ramach eksperymentu znalazłem ślady swojej internetowej aktywności sprzed ponad 10 laty. W Internecie nic nie ginie, a już z pewnością nie ma to miejsca w przypadku, gdy staje się on częścią naszego życia. Jednak dwa pytania nie dają mi spać. Czy nasze dzieci będą miały okazję przeczytania tego, co teraz napisaliśmy? I nie mówcie, że nie macie dzieci, bo w każdej chwili mieć możecie (sprawdzić, czy nie ksiądz).

Drugie pytanie jest, o dziwo, związane z tytułem niniejszego wpisu. Jak uchronić od zapomnienia to, co kiedyś przetrzymywaliśmy na zdjęciach i nośnikach analogowych, a co teraz trzymamy na płytach CD/DVD oraz dyskach twardych? Każdy z nas posiada coraz to więcej filmów i zdjęć rodzinnych w wersji elektronicznej. Różne nośniki, różne formaty zapisu danych, różne kodeki itp. W przeciwieństwie do tradycyjnych zdjęć, płyt winylowych oraz innych tego typu nośników są one stosunkowo nietrwałe, a do tego podatne na nowe, niezauważane dotychczas formy starzenia się.

Czy za piętnaście będę w stanie znaleźć stosowne urządzenia oraz oprogramowanie, które umożliwi mi odtworzenie płyty CD zawierającej zdjęcia z mojej studniówki? Czy będę na tyle zdyscyplinowany, aby co kilka lat konwertować dane i kopiować zawartość płyty na inne nośniki celem uniknięcia ich utraty (czas życia płyty) oraz niemożność odtworzenia (hardware i software)?

Podejrzewam, że wielu użytkowników komputerów w ogóle nie zdaje sobie sprawy z problemu, jaki może się w przyszłości pojawić. Nośniki i dane na nich zawarte traktują często niemal tak samo, jak dotychczasowe nośniki analogiczne. A przecież analogowe zdjęcie po kilkudziesięciu latach, pomimo utraty jakości, nadal można bezproblemowo odczytać. „Blaknące” bity to nieco większa trudność.

Zastanawiam się również, jak radzą sobie z tym instytucje, których celem jest archiwizacja danych. I nie mówię w tym momencie o przedsiębiorstwach, a np. o wszelkiego rodzaju instytucjach państwowych zajmujących się archiwizacją i digitalizacją czasopism, książek, danych audio oraz wideo. Czy to może dla nas stanowić problem w przyszłości? I jak może radzić sobie z tym zwykły, szary człowiek?

Myślę, że warto byłoby określić, jeżeli jeszcze nie miało to miejsca (np. PDF-A), odpowiedni otwarty standard nośników, sprzętu oraz formatów służących do długotrwałego składowania danych multimedialnych.

Applied Cryptography

2009-10-10, Sobota 13:39:13 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Czy rzeczywiście przeciętni obywatele potrzebują ochrony tego rodzaju? Tak. Mogą przecież planować kampanię polityczną, dyskutować o podatkach, prowadzić nielegalny interes. Mogą projektować nowy wyrób, naradzać się nad strategią sprzedaży lub planować przejęcie firmy konkurenta. Mogą żyć w kraju, w którym nie są respektowane prawa jednostki do prywatności. Mogą robić coś, co ich zdaniem nie jest nielegalne, a jest. Bez względu na przyczynę, ich dane i komunikacja są ich osobistą sprawą i nikt nie ma do nich prawa.

„Kryptografia dla praktyków”, Bruce Schneier

Jak można wnioskować po powyższym cytacie, właśnie zabrałem się za lekturę jednej z najpopularniejszych książek Schneiera, a jednocześnie obowiązkowej pozycji dla osób zainteresowanych kryptografią. I wierzcie, lub nie, ale nie spodziewałem się, że książka o kryptografii może już na samym wstępie wywołać tyle emocji.

Oznacza to również, że zabrałem się w końcu za bibliografię do mojej pracy magisterskiej. Troszkę tego jest, więc im szybciej całość przerobię tym łatwiej będzie mi zacząć pisanie pracy. Do tego dochodzi jeszcze kwestia języka. Trochę nad tym myślałem i uznałem, iż ostatecznie całość napiszę po angielsku. Oczywiście, w moim wykonaniu będzie to „very basic english”, ale takiej okazji do nauki języka lepiej nie przepuszczać. A już na pewno nie warto czekać do ew. pracy doktorskiej. Co więcej, oprogramowanie i system operacyjny też będzie się komunikować ze mną po angielsku. Problemem jest jedynie to, iż w ciągu najbliższych miesięcy muszę skompletować anglojęzyczną literaturę. Taka „Applied Cryptography” to wydatek rzędu 150 złotych. Może w bibliotekach i antykwariatach coś się znajdzie.

Na marginesie - dzisiaj mam istny „Dzień świra”. Ktoś w sąsiednim mieszkaniu wierci wiertarką udarową w ścianie, a w tle wyje pralka i telewizor. Zatyczki do uszu. Gdzie w Gdańsku kupię porządne zatyczki do uszu? Innej opcji, która zapewniłaby mi spokój, nie widzę.

Ubuntu, PDA i Ångström

2009-10-08, Czwartek 16:53:28 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Tak się składa, że po ostatniej aktualizacji Ubuntu do wersji 9.10 uznałem, że jednak zrobię użytek z GNOME i Evolution. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Ten ostatni całkiem nieźle sprawdza się jako oprogramowanie typu PIM, integruje się z systemem i współpracuje z Google Apps (synchronizacja między netbookiem, a notebookiem). W tym momencie pojawiło się jednak kolejne pytanie. Co zrobić z moim leciwym już PDA? Problem polegał na tym, że był to PocketPC, czyli palmtop pracujący pod kontrolą przestarzałego już Windows Mobile 2003. Zresztą do tej pory miał kontakt również z Windows Mobile 2002 oraz Familiar Linux. Ostatni wymieniony system zapewniał co prawda spore możliwości sprzętu, ale nie do końca sprawdzał się w przypadku synchronizacji danych z PC. I pewnie dałbym sobie spokój, gdyby nie Ångström Linux.

Ångström w przeciwieństwie do Familiara nadal jest rozwijany. I to pomimo tego, że jedyną stabilną wersją jest wydanie z grudnia 2007 roku. Sam system można odpalić na wielu palmtopach, przy czym na Pocket PC można to zrobić bez konieczności instalacji na wewnętrznej pamięci flash. Co więcej, operacja taka nie jest zalecana - sugeruje się uruchamianie Ångströma po wcześniejszym uruchomieniu natywnego systemu. Można to zrobić korzystając z przygotowanej paczki pod postacią pliku wykonywalnego, lub przygotowując składowe systemu na karcie SD z kilkoma partycjami.

Jak się jednak okazało, mój palmtop przez wspomnianą dystrybucję jest słabo wspierany. Nawet bardzo słabo. I nie jest to nawet winą Opie, czy też GPE - po prostu należałoby samodzielnie zatroszczyć się o prawidłowe moduły oraz samo jądro dla iPAQ h3970. Trochę czasu minęło nim doszedłem do tego, że na moim sprzęcie nie ma to sensu. Wiki projektu oraz listy mailingowe okazały się być bardzo pomocne. Przy okazji jednak tak się złożyło, że podpiąłem palmtopa do stacji dokującej podłączonej do PC-ta. I oto, co ukazało się po wywołaniu polecenia dmesg:

[  212.053742] usbcore: registered new interface driver usbserial
[  212.053770] USB Serial support registered for generic
[  212.053854] usbcore: registered new interface driver usbserial_generic
[  212.053858] usbserial: USB Serial Driver core
[  212.071860] USB Serial support registered for PocketPC PDA
[  212.072004] ipaq 5-1:1.0: PocketPC PDA converter detected
[  212.073473] usb 5-1: PocketPC PDA converter now attached to ttyUSB0
[  212.073500] usbcore: registered new interface driver ipaq
[  212.073504] ipaq: v0.5:USB PocketPC PDA driver

Nie wierzę własnym oczom. Zassałem z repozytorium MultiSync wraz z SynCE, uruchomiłem i... Po tylu latach w końcu pojawiło się wsparcie dla przestarzałych urządzeń wykorzystujących Windows Mobile oraz ActiveSync. Oczywiście, nie obyło się bez problemów m.in. ze strefami czasowymi, ale po krótkim zastanowieniu udało się je obejść i zsynchronizować zawartość palmtopa z tym, co przechowuje Evolution.

Następnym razem zainwestuję w coś opartego o webOS (patrz Palm Pre/Pixi), lub inne dystrybucje GNU/Linuksa (patrz Sharp Zaurus). W ostateczności będzie to biznesowy smartphone pokroju HTC Touch z Windows Mobile. W ostateczności. I nigdy więcej niekompatybilnego z Linuksem starocia już nie kupię. Szkoda nerwów oraz pieniędzy.

Swoją drogą to bardzo miłe, że coraz to więcej urządzeń mobilnych i systemów wbudowanych działa w oparciu o GNU/Linuksa.

Feminizm: Parytety to błąd

2009-10-05, Poniedziałek 06:13:36 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Jestem feministą. To zdanie wiele powie tym, którzy o feminizmie słyszeli jedynie z gazet i telewizji, a niewiele tym, którzy zapoznali się chociażby z artykułami znajdującymi się w Wikipedii. Tym jednak zajmować się nie będziemy. Skupimy się natomiast na pewnej idei popieranej przez pewną część feministek, a będącej obecnie popularnym tematem rozmów. Pomówmy o parytetach i o tym, dlaczego ich wprowadzenie w życie uważałbym za błąd.

Wprowadzenie parytetów dla kobiet na listach wyborczych i powołanie rzecznika do spraw kobiet to najważniejsze postulaty Kongresu Kobiet, który odbył się w czerwcu w Warszawie.

Prezydent poprze parytety”, Rzeczpospolita, 2009-07-28

Parytety, o których rozmawiamy, miałyby polegać m.in. na prawnym zagwarantowaniu tego, iż na listach wyborczych musiałoby się znaleźć, co najmniej 50% kobiet. Innymi słowy - dąży się do tego, aby to uregulowania prawne zmieniały rzeczywistość. I to właśnie jest moim zdaniem podstawowy problem parytetów.

W moim mniemaniu, wprowadzenie parytetów mogłoby jedynie usunąć objawy, a nie samo źródło problemu. Co więcej, byłoby to działanie stojące w opozycji do wizji demokracji bazującej na wolności, własności i sprawiedliwości. Źródłem problemu są natomiast ludzie oraz związane z nimi obyczaje. Dlatego też wszelkie przemiany mające na celu m.in. aktywizację polityczną kobiet powinny być związane z tym to właśnie elementem. Należy rozbudzać świadomość, edukować i pozwalać na samodzielne dokonywanie decyzji. Potrzebny jest impuls, który zachęci ludzi do myślenia. Niech sami dostrzegą problem i jego rozwiązanie. Kobiety nie pojawiają się na listach wyborczych danej partii? Wystarczy, aby żeński elektorat przestał na nią głosować - z pewnością będzie to bolesny cios dla danej partii. To proste! Przynajmniej jeżeli chodzi o założenia, bo w praktyce jest to trudne do realizacji. Wymaga wysiłku, czasu i myślenia. Ale, czy sprawa takiej rangi nie jest tego warta?

Uważam, że ten, kto chce przymusem rozwiązać problem, którego źródło tkwi w niewiedzy, jest skazany na porażkę. Co więcej, nie zasługuje on w ogóle na to, aby jego problem został rozwiązany. Chcesz, aby oprogramowanie FLOSS trafiło pod strzechy? Edukuj! Chcesz uwrażliwić ludzi na problemy mniejszości? Edukuj! Chcesz równouprawnienia i szacunku? Edukuj! Wiedza to potęga, a nam potrzeba wolnych, lecz stabilnych i trwałych zmian, które nie wymagają sztucznych podpór ze strony prawa.

Starsze wpisy | Nowsze wpisy