] > Karol „Zal” Zalewski - Blog - http://blog.4zal.net/2009/07/

Letnie Praktyki Badawcze 2009: Część pierwsza

2009-07-30, Czwartek 21:00:59 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Głównie ze względów ekonomicznych zostałem zmuszony do tego, aby zakończyć pierwszą część Letnich Praktyk Badawczych, o których wspominałem ponad miesiąc temu, a w których uczestniczę od 1 lipca. Powrót do Gdańska planuję na jutro. Ale...

To jednak nie wszystko. Nie zakończyłem jeszcze swojej przygody z tegoroczną edycją LPB. Jutro kończę pracę w Warszawie, a od najbliższego poniedziałku rozpoczynam pracę zdalną - tym razem z Gdańska.

Czas narzekania

2009-07-30, Czwartek 11:11:11 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Dziś, wzorem stereotypowego Polaka, mam zamiar sobie co nieco ponarzekać. Zacznę od komarów. Zawsze, gdy takiego zabijam serce mi krwawi. Nie dlatego, że są to samice. Również nie dlatego, iż żywię do nich jakikolwiek szacunek. Przyczyną jest mój słuch. Komary mają śmiertelny nawyk brzęczenia - jedne robią to głośniej, a inne ciszej. Natomiast ja, człowiek o słuchu, który można rozpatrywać binarnie (słyszy, nie słyszy), słyszę tylko te, które brzęczą najgłośniej. Akurat jeden z nich, w zupełnej ciemności, przelatuje nad moim uchem, milknie i... Pac! Kolejny owad opuszcza ten świat. Na ironię, to m.in. ja przyczyniam się do tego, iż komary zaczynają coraz to ciszej bzyczeć. To ja, usuwając te najsłabsze owady, tworzę Nadkomara stając się jednocześnie narzędziem w rękach Ewolucji! I to przez mój słuch przyszłe pokolenia będą się męczyć z jeszcze bardziej „przebiegłymi” owadami.

A teraz przejdźmy do ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce. Dlaczego pracując jestem zobowiązany do ich opłacania? Dlaczego nie mogę pieniędzy tych przeznaczyć na abonament w prywatnej klinice (np. Medicover), lub płacić jedynie za usługi, z których korzystam? Dlaczego nie nastąpiła pełna informatyzacja i komercjalizacja „służby zdrowia” w celu poprawienia jakości usług, czasu oczekiwania na ich realizację (kolejki...) oraz usunięcia patogennych zasad (np. limity przyjęć)? Państwo opiekuńcze jest BE.

Na sam koniec coś, co kontrastuje z drugim akapitem niniejszej notki. Zauważyliście, że kupując cokolwiek jest duże prawdopodobieństwo, iż pomimo tego, iż nazwa produktu brzmi swojsko (mowa o produktach spożywczych) to i tak marka należy najczęściej do firm Unilever, Danone, CocaCola Company, Pepsi itp.? Dobrze, że jeszcze na warzywach i owocach nie widziałem ww. nazw.

Czasem miło jest sobie tak ponarzekać. Ot, dla sportu.

Zrozumieć niepewność

2009-07-29, Środa 18:49:29 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Słyszeliście kiedykolwiek o „problemie sekretarki”? Nie? A chcecie się dowiedzieć, jak wybrać najlepszego partnera/partnerkę na resztę swego życia? Jeżeli tak, to zapraszam do lektury.

David Spiegelhalter to znany angielski statystyk, profesor pracujący na Uniwersytecie Cambridge będący jednym z najczęściej cytowanych matematyków na świecie w ciągu ostatniej dekady. Dlaczego o nim mowa? A to dlatego, iż to właśnie on zajmuje się czymś, co zowie się „public understanding of risk”. Innymi słowy, troszczy się on o to, aby ludzie mieli świadomość tego, jak ważna jest w ich życiu statystyka oraz ryzyko i niepewność. I właśnie w celach stricte edukacyjnych powstała strona, a właściwie blog, UnderstandingUncertainty.org prowadzona przez profesora Spiegelhaltera. A co na niej znajdziemy?

Zabawnie jest czytać o tym, jak jeden z profesorów typował wyniki w brytyjskiej „Premier League” korzystając jedynie z prostego modelu opartego na statystyce. Bez posiadania żadnej wiedzy na temat piłki nożnej poradził sobie z tym znacznie lepiej, niż doświadczony komentator. A to nie wszystko, co znajduje się na wspomnianej stronie. Można się np. dowiedzieć o tym, iż najwięcej morderstw w Londynie popełnia się w soboty, czy też o tym, co i jak wpływa na długość naszego życia. Czy wiecie, że w ciągu ostatniego ćwierćwiecza przeciętna długość życia wydłużyła się o niemal 6 lat, a niewłaściwa dieta, nadużywanie alkoholu, palenie oraz brak aktywności fizycznej skracają je średnio o 15 lat?

Na początku wspomniałem o „problemie sekretarki”. Na czym on polega? Wyobraźcie sobie poszukiwania partnerki, lub partnera idealnego, z którym chcielibyście zawrzeć ślub. Kim jest? Pierwszą osobą, którą poznacie? A może drugą? A co się stanie, gdy kolejne będą gorsze, niż pierwsza, do której wrócić już nie możecie? Matematycy rozwiązali ten problem już jakiś czas temu. Wystarczy poznać określoną liczbę partnerów, a następnie związać się z kolejnym partnerem, który będzie nam bardziej odpowiadać, niż najlepszy partner spośród tejże „grupy kontrolnej”. Między innymi tego typu problemami zajmuje się „professor of Risk” w Cambridge, czyli właśnie David Spiegelhalter.

Szczerze polecam lekturę UnderstandingUncertainty.org. Jest to naprawdę doskonałe popularnonaukowe źródło wiedzy. Interesującej i przystępnie podanej wiedzy.

„Katedra i bazar” oraz „Dlaczego jestem anarchistą?”

2009-07-28, Wtorek 17:00:15 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

W ramach intelektualnej gimnastyki powracam do czytania książek. Terry Pratchett pod postacią najnowszej książki pt. „Łups!” (a w tle „Making money” w oryginale), opowiadania Lema oraz kultowe książki Douglasa Adamsa. Chcę jeszcze znaleźć w bibliotece „Neuromancera” Williama Gibsona, jako pracę na bazie której wykształcił się cyberpunk. Ale nie o tym to ja chciałem napisać.

Eric Raymond to nietypowa postać. Przede wszystkim jest on zwolennikiem otwartego oprogramowania, libertarianinem (a właściwie anarchistą) oraz programistą, którego moglibyśmy nazwać hackerem. To, co mnie natomiast zainspirowało do napisania niniejszego wpisu oraz nadania mu takiego, a nie innego tytułu, to esej pt. „The Cathedral and the Bazaar”. Artykuł na Wikipedii dot. tego tekstu jest dobry. Dlaczego zaś wspominam o samym eseju? Jest ważny. W szczególności dla osób, które chcą poznać przyczyny dla których cały proces związany z tworzeniem oprogramowania Open Source sprawdza się w rzeczywistości. Polecam.

Raymond napisał sporo tekstów, jeden z nich nosi tytuł „Dlaczego jestem anarchistą?”. Jakoś tak się złożyło, że Wiktor Wojtylak (twórca m.in. eseju na Liberalis.pl) podrzucił mi kwartalnik „MindFuck”. Nie wiem, kiedy został wydany, ale dzięki zapisowi „Copyright is a nine letter world”, który się na nim znajduje, sądzę, iż mogę się pokusić o zamieszczenie u mnie na blogu tłumaczenia wspomnianego eseju, który się w nim znalazł.

Dlaczego jestem anarchistą?

„The Rise and the fall of the Third Reich” Williama Shirera to jedna z najbardziej wstrząsających książek, jakie kiedykolwiek napisano. To, co najbardziej w niej przeraża, to nie opisy niewyobrażalnych wręcz zbrodni, lecz następująca obserwacja:

19 sierpnia 1934 roku 95% Niemców uprawnionych do głosowania poszło do urn i 90% z nich (38 milionów) głosowało za oddaniem w ręce Adolfa Hitlera całkowitej władzy nad Niemcami. Tylko 4,25 milionów ludzi głosowało przeciwko przeobrażeniu państwa w reżim totalitarny.

Program Hitlera nie był niczym tajnym, tajemnicy nie stanowiły też środki za pomocą których naziści chcieli go zrealizować. Te 38 milionów osób głosowało za „Main Kampf”, ustawami norymberskimi, odrzuceniem Traktatu Wersalskiego i Nocą Kryształową, a przewaga ich głosów była miażdżąca.

Nie powinno nas dziwić, iż fakt ten umknął uwadze akademickich historyków i politologów. Nikt rozsądny nie podcina wszak gałęzi na której siedzi, zaś dogłębna analiza tego zdarzenia musiałaby doprowadzić do radykalnej krytyki założeń leżących u podstaw nowoczesnych demokracji.

Niemieckie wybory z 1934 roku dobitnie wykazują, iż konstytucyjna demokracja nie jest nie tylko w stanie chronić indywidualnych wolności, ale i zapobiec eksterminacji własnych obywateli. Fakt ten winien być szczególnie znamienny dla obywateli Stanów Zjednoczonych, gdyż konstytucja Republiki Weimarskiej jest niemalże wierną kopią ich własnej ustawy zasadniczej.

Amerykański model konstytucyjnej demokracji został opracowany przez Ojców Założycieli, gdyż wszystkie wcześniejsze próby ograniczenia władzy państwa zawiodły. Werdykt historii jest w tej kwestii jednoznaczny i w stu procentach zgodny ze słynnym dictum Winstona Churchilla - „demokracja jest najgorszą formą rządów... za wyjątkiem wszystkich znanych do tej pory ustrojów”.

Ale konstytucyjna demokracja jakkolwiek stanowi krok na przód, nie chroni ludzi przed ich własną głupotą i krótkowzrocznością. I nie jest to jakaś szczególnie nowatorska konstatacja. Już dwieście lat temu zauważył to Gibbon w swej wiekopomnej rozprawie „Decline and Fall of the Roman Empire”.

Upadek Republiki Weimarskiej stanowi dowód na to, iż demokracja jest systemem niestabilnym i podatnym na wstrząsy. Nowocześni, wykształceni ludzie żyjący w samym sercu Zachodniej Kultury za namową utalentowanego demagoga zrezygnowali ze swych swobód i skazali miliony swych współobywateli na okrutną śmierć.

Świadomość tego faktu rodzi oczywiste pytanie - jeśli konstytucyjna demokracja upadła tak katastrofalnie nisko - to jaki system mógłby ją skutecznie zastąpić?

Od czasów Maxa Webera ludzie wielokrotnie redefiniowali pojęcie państwa, nikomu jednak nie udało się stworzyć równie przekonywującej definicji - państwo to organizacja mająca na danym terytorium monopol na zorganizowaną przemoc. Problem idealnego rządu sprowadza się więc do odpowiedzi na pytanie - kto jest osobą na tyle zaufaną byśmy bez obaw mogli mu powierzyć sprawowanie władzy?

Całe wieki doświadczeń nauczyły nas, iż królowie, księża i autokraci wszelkiej maści nie sprostali naszym standardom, zawiedli nas również przedstawiciele arystokracji i oligarchowie. Jakobiński terror uświadomił nam, iż suwerenny lud nie skrępowany konstytucyjnymi ograniczeniami może być równie niebezpieczny, jak najgorszy nawet tyran.

Okrutna lekcja weimarskiej demokracji wykazała, iż konstytucja jest bezużyteczna. Nie trzeba zresztą odwoływać się do przykładu niemieckiego, by dojść do podobnego wniosku wystarczy przyjrzeć się historii Stanów Zjednoczonych. Każdy uczciwy człowiek przyzna wszak, iż Ojcowie Założyciele nawet w najgorszych snach nie przewidywali, iż ich potomkowie będą zginać kark przed rozdętą ponad miarę biurokracją i padać na kolana przed bezwzględnym poborcą podatkowym. Przykład Niemiec jest jednak o tyle bardziej nośny, iż nawet ci, którzy gotowi są bronić amerykańskiego rządu chylą czoło przed zbrodniami nazistów.

Pytanie, które nasunęło mi się po przeczytaniu książki Shirer’a nie dawało mi spokoju przez całe lata. Zbladły przy nim wszystkie inne problemy polityki - możemy wszak racjonalnie dyskutować na temat uprawnień państwa, chłodno ważyć argumenty za i przeciw jakimś nowym uprawnieniom rządu, nie da się jednak w żaden sposób przejść do porządku dziennego nad możliwością przekształcenia państwa opiekuńczego w morderczą maszynę.

Jeśli nie istnieje żaden instytucjonalny kaftan bezpieczeństwa chroniący przed szaleńcami u władzy, czy odpowiedzią na nasze bolączki nie jest „brak władzy”? Czy musimy całkowicie odrzucić scentralizowaną władzę państwową by zapobiec przyszłym Treblinkom i Oświęcimiom? Oto rada dla anarchistów - jeśli nie możemy całkowicie wyeliminować przemocy z życia społecznego, pozbawmy chociaż przyszłych Hitlerów dostępu do jej zinstytucjonalizowanego ramienia - zorganizowanych armii, państwowego przymusu i instrumentów masowej zagłady.

Amerykańscy Ojcowie Założyciele sądzili, że znaleźli skuteczny sposób na powstrzymanie degeneracji rządów w patologiczne monstra - zapewnij obywatelom powszechny dostęp do broni i wpój im przekonanie, że zbrojny opór wobec tyrańskiej władzy jest ich patriotycznym obowiązkiem. Gdyby Thomas Jefferson żył w dwudziestym wieku nie mógłby się nadziwić, jak to się stało, iż niemieccy Żydzi i Cyganie nie wzniecili rewolty, gdy nazistowski rząd nakazał im oddanie broni - i co istotniejsze - dlaczego inne cywilizowane narody nie dostrzegły w tej konfiskacie zapowiedzi nachodzącego Holocaustu.

Tymczasem rozbrojeni nie mogli skutecznie przeciwstawić się upychaniu ich w pociągach do śmierci. Fatalna niestabilność systemu demokratycznego doprowadziła do zagłady dwunastu milionów ludzi. Ja zaś nie dostrzegam w amerykańskim systemie niczego, co mogłoby zapobiec przyszłemu Holocaustowi. Na moją optykę szczególnie niekorzystnie wpływa fakt wykorzystywania amerykańskich chłopców do rozbrajania ich współobywateli i tym samym pozbawiania ich konstytucyjnej ochrony przed tyrańskim rządem.

Jestem przekonany, iż żadna metoda utrzymywania w ryzach arogancji rządzących nie spełni pokładanych w niej oczekiwań - olbrzymia większość ludzi zbyt łatwo zawierza propagandzie rządu by skutecznie bronić własnych praw.

Właśnie dlatego jestem anarchistą.

Token kryptograficzny z funkcjonalnością SmartCard pod Linuksem

2009-07-27, Poniedziałek 12:21:02 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Wspomniane jakiś czas temu tokeny kryptograficzne doszły do mnie w całości. Tak, jak sądziłem, ich życie zakończyło się już ponad dwa lata temu - haseł jednorazowych już nie generują. Natomiast całkiem nieźle sprawdzają się w roli, do której miały mi posłużyć, czyli jako kontenery na klucze prywatne RSA oraz certyfikaty X.509. Przynajmniej pod Windowsem. Odpowiednia biblioteka udostępnia interfejs PKCS#11, więc bez problemu można korzystać z SecurID 800 pod Firefoksem, czy też Thunderbirdem.

A pod Linuksem? Cóż... Obecnie nie odniosłem jeszcze sukcesu. Co nie zmienia faktu, iż myślałem nad dwoma sposobami rozwiązania problemu.

Pierwszym z nich jest instalacja na tokenie, który ukrywa w sobie JavaCard, appletu o nazwie MuscleCard. Trochę już na ten temat przeczytałem i niestety, w przypadku SID800 niewiele osób miało z nim do czynienia. Wielce możliwym jest również to, iż instalacja appletu będzie niemożliwa ze względu na brak dostępu z mojej strony do kodów dostępowych do tokena. Nawet nie wiem, czy konieczne są kody uniwersalne będące własnością firmy RSA (obecnie część EMC), czy też te znajdujące się na płycie, która do mnie nie dotarła. Komenda open_sc programu GPshell kończy się fiaskiem.

Drugie rozwiązanie polega na zaprzęgnięciu do pracy następującego łańcuszka:

Aplikacja wspierająca PKCS#11 (np. Firefox) -> OpenSC (np. /usr/lib/opensc-pkcs11.so) -> PC/SC Lite (pcscd) -> Sterownik (libccid)

Daemon pcscd wykrywa inteligentną kartę, a następnie ładuje odpowiedni sterownik (np. libccid) dla danego jej rodzaju i umożliwia komunikację z kartą poprzez wykorzystanie standardu PC/SC. Problem pojawia się w przypadku wykorzystania OpenSC, które wymaga, aby JavaCards wykorzystywały stosowny applet (np. wspomniany MuscleCard). Oznacza to, iż albo zainstaluję na SID800 applet MuscleCard (jest to właściwie rozwiązanie pierwsze), lub zdobędę zamiennik dla OpenSC. Przyszłość pokaże, które rozwiązanie jest prawidłowe, o ile którekolwiek z nich jest możliwe do wykonania przy moim aktualnym stanie wiedzy.

Abstrahując od samego SecurID - najłatwiejszym rozwiązaniem byłby zakup tokena z prawdziwego zdarzenia z funkcjonalnością karty inteligentnej. Coś otwartego i dostępnego bez ograniczeń, posiadającego możliwość zmiany ziarna na podstawie, którego generowane są hasła jednorazowe (np. na bazie czasu). Orientujecie się, czy istnieją takie produkty?

Prezentacje w dobrym stylu: LaTeX i Beamer

2009-07-24, Piątek 18:47:57 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Gdyby ciężka praca prowadziła do bogactwa, to najbogatsi byliby niewolnicy.

Jestem leniwy. Skrajnie leniwy. Wszelkiego rodzaju zadań podejmuję się tylko dlatego, iż wiem, że dzięki temu będę mógł być na starość jeszcze bardziej leniwym człowiekiem. Zależy mi na ich prostym, szybkim i precyzyjnym wykonaniu. Ludzie leniwi nie znoszą konieczności poprawy tego, co już raz zrobili. To zajęcie dla osób pracowitych.

Ostatnimi czasy tworzę dziesiątki prezentacji. Zależy mi na tym, aby nie wkładać w ich tworzenie zbyt wiele wysiłku, a przy okazji chcę, aby wyglądałby profesjonalnie. Staram się, aby slajdy były estetyczne, czytelne i wartościowe, a zarazem stanowiły tło tego, co mówię i objaśniam. Ja myślę o treści, a komputer ma się troszczyć o formę. OpenOffice.org Impress jest dobry, ale... mało efektywny. Istnieje jednak lepsze rozwiązanie.

Ile to już razy wspominałem, że uwielbiam TeX-a i wszystko, co jest z nim związane (LaTeX, XeLaTeX itp.)? A o tym, że Beamer (z moim ulubiony stylem) to narzędzie dla najbardziej leniwych prezenterów? Pewnie dziesiątki razy, ale nie zaszkodzi kolejny raz o tym wspomnieć. Może zyska kilku nowych użytkowników.

Polecam Beamera! Świetnie radzi sobie z prezentacjami. W gruncie rzeczy jest to rozwiązanie idealne - szybkie, proste i, co najważniejsze, skuteczne. Na początku wymaga nieco wysiłku, ale ludzie leniwi wiedzą, że początkowy koszt nie jest tak istotny jak późniejszy zysk. To inwestycja.

Nietypowe maszyny obliczeniowe

2009-07-21, Wtorek 22:11:13 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Zrobiłem sobie niedawno powtórkę z abstrakcyjnych modeli maszyn obliczeniowych, czyli tak właściwie z podstaw informatyki. Oczywiście, całego „On Computable Numbers, with an Application to the Entscheidungsproblem” (wydanego 73 lata temu) Alana Turinga nie przeczytałem, ale zapoznałem się z koncepcją maszyny Turinga, jej uniwersalnej wersji oraz innymi modyfikacjami. Odświeżyłem również moją pamięć o sekwencyjnych modelach:

  • maszynie licznikowej,
  • maszynie wskaźnikowej,
  • maszynie RAM (arch. Harwardzka),
  • maszynie RASPM (arch. von Neumana).

Co ciekawe, polska Wikipedia jest pod tym względem bardzo uboga i nie dorównuje angielskiemu odpowiednikowi. Pole do popisu dla Wikipedystów. Powróćmy jednak do samych modeli - w przypadku sekwencyjnych trudno o nowe, szczególnie odkrywcze koncepcje. To, co można robić to np. walczyć o zwiększenie prędkości działania ich fizycznych realizacji poprzez wykorzystanie sygnałów świetlnych (komputery optyczne) zamiast elektrycznych. Jednak nie jest to raczej nic interesującego.

Natomiast podczas poszukiwań natknąłem się na dwie koncepcje, które uważam za szczególnie interesujące. Każdą z nich warto przynajmniej pokrótce opisać tak, aby mieć punkt wyjścia do dalszej lektury.

DNA computing

W jednej z kultowych książek Douglasa Adamsa pt. „Autostopem przez Galaktykę” pojawia się koncepcja komputera wielkości planety. Właściwie komputera będącego planetą - włącznie z żyjącymi na niej zwierzętami i ludźmi. Abstrahując od literatury SF, koncepcja „DNA computing” jest stosunkowo prosta. Jeżeli do tej pory symulowaliśmy komputerowo pewne zjawiska fizyczne to, czemu by nie wykorzystać zjawisk fizycznych do tego, aby symulowały obliczenia?

Wykonanie jest już nieco bardziej skomplikowane. Wiedza z zakresu biochemii oraz biologii molekularnej jest niezbędna w celu stworzenia maszyny obliczeniowej, która będzie działać na bazie DNA (dane) i enzymów (składających się na bramki logiczne). Leonard Adleman (literka „A” w skrócie RSA to jego sprawka) udowodnił w 1994, iż takie podejście do obliczeń jest poprawne. Stworzył on prostą maszynę, która posłużyła do rozwiązania problemu komiwojażera (chociaż z bardzo prostymi danymi wejściowymi). Natomiast pierwszy prawdziwy komputer został stworzony w 2002 roku. Jak widać, jest to stosunkowo młoda i interdyscyplinarna dziedzina nauki.

Z tego, co się zdążyłem zorientować polska Wikipedia posiada na ten temat całkiem spory artykuł. Zdecydowanie konkretniejszy, niż na angielskiej Wiki.

Quantum computing

O komputerach kwantowych słyszał chyba niemal każdy z nas. A nawet jeżeli nie, to wyobraźcie sobie komputer, który dokonuje rozkładu liczb o 1000 cyfrach na czynniki pierwsze w przeciągu kilku minut, a nie w ciągu 1025 lat (zdecydowanie dłużej, niż istnieje Wszechświat) tak, jak ma to miejsce w przypadku klasycznych komputerów. Trudność rozkładu liczb na czynniki pierwsze stanowi podstawę kryptosystemu RSA stosowanego m.in. w przypadku elektronicznej bankowości i jego złamanie z wykorzystaniem algorytmu Shora (przeznaczony na komputery kwantowe) miałoby ogromny wpływ na nasze życie.

Komputery kwantowe nie stanowią obecnie zagrożenia dla RSA. Do tej pory przy pomocy takiego komputera (7 kubitowy) udało się rozłożyć na czynniki pierwsze jedynie liczbę 15. Jak działa taki komputer? W tradycyjnych komputerach operujemy na bitach, zaś w komputerach kwantowych mamy do czynienia, jak już wspomniałem, z kubitami. Jest to o tyle interesujące, iż w przypadku, gdy normalny komputer w danym momencie może się znajdować tylko w jednym stanie, tak komputer kwantowy znajduje się w tym samym czasie w 2n stanów, gdzie „n” oznacza liczbę posiadanych przez komputer kubitów. Daje to teoretycznie możliwość ogromnego przyśpieszenia obliczeń. Wymaga to jednak stworzenia odpowiednio przystosowanych algorytmów, ich implementacji oraz, co jest oczywiste, samych maszyn. Znajomość podstaw mechaniki kwantowej też może się okazać przydatna.

Jest to jedna ze starszych (połowa lat 80 ubiegłego wieku) i bardziej obiecujących koncepcji. Doczekała się sporej liczby implementacji, a niektóre z nich zapowiadają się szczególnie dobrze. Co ciekawe, o ile ich prędkość wykonywania pewnych działań będzie zdecydowanie wyższa, niż w przypadku tradycyjnych rozwiązań, tak nadal będzie je można sprowadzić do klasycznej maszyny Turinga. Oznacza to, że pewne problemy, jak np. problem stopu, również i dla nich będą nierozwiązywalne. Hipoteza Churcha-Turinga jest nadal żywa.

Kolejny raz anglojęzyczny artykuł na Wikipedii jest zdecydowanie lepszy, niż jego polski odpowiednik.

Co dalej?

Spotkałem się ostatnio z określeniem „cell computing” (nie mylić z Zii), ale w ujęciu czysto teoretycznym i trudnym do zlokalizowania w Internecie. Tak, czy inaczej, oba zaprezentowane rozwiązania są nie tylko interesujące, ale mają również przed sobą jeszcze sporo do osiągnięcia. Wyobrażacie sobie, jakie zmiany zaszłyby na świecie, gdyby komuś udało się przy pomocy komputera kwantowego „złamać” klucze RSA jednego z banków?

A odbiegając od tematy maszyn, ostatnimi czasy coraz bardziej interesuje mnie kwestia wykorzystania mechaniki kwantowej w zastosowaniach związanych z kryptografią (np. praca Artura Ekerta pt. „Quantum cryptography based on Bell's theorem”).

Nieprzewidziane konsekwencje: Gosplan i RAND Corporation

2009-07-18, Sobota 18:43:09 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Natknąłem się dziś na felieton autorstwa dr hab. Pawła Góry pt. „Nadmiar matematyki nie szkodzi” będącym właściwie odpowiedzią na to, co napisał Janusz Majcherek w tekście pt. „Specjaliści i manipulatorzy”. Ja sam polecam lekturę zarówno jednego, jak i drugiego z tego względu, iż oba dotyczą interesujących zagadnień. Aspektów nauki, które miały ogromny wpływ na XX-wieczną historię. Poniżej znajduje się to, co nie pojawiło się w żadnym z ww. tekstów, a może zainteresować wielu czytelników.

Swego czasu miałem okazję oglądać dwa pierwsze odcinki dokumentalnej serii telewizyjnej Adama Curtisa wydanej w 1992 roku o nazwie „Pandora's Box: A fable from the age of science” - „The Engineers's Plot” oraz „The Brink of Eternity”. Bez problemu można je znaleźć w serwisie YouTube. To, co jest najważniejsze, to ich treść, która ukazuje świat oparty o naukę i technikę, który w końcowym efekcie upadł nie radząc sobie z tym, co jest tak istotne - czynnikiem ludzkim. Pierwszy wymieniony odcinek dotyczy w głównej mierze tego, w jaki sposób ZSRR dbało o rozwój naukowy, inżynierię oraz wdrażanie jej w życie. Istotne jest tutaj odniesienie do komitetu „Gosplan” odpowiedzialnego za stworzenie Planu Pięcioletniego. Nazwę tę warto zapamiętać, ponieważ mocno wiąże się z tym, co zostało przedstawione w drugim dokumencie - m.in. z historią amerykańskiego instytutu badawczego (tzw. think tank) „RAND Corporation” oraz rolą, jaką on odegrał w życiu Amerykan. Dlaczego o tym wspominam?

Janusz Majcherek winą za obecny kryzys finansowy obarcza matematyków i fizyków tworzących modele rzeczywistości do niej nie przystające. Twierdzi, że wykształcenie techniczne jest równoznaczne z wyższą podatnością na manipulację i inżynierię społeczną. I z tym właśnie w dużej mierze się zgadzam - narzędzia tworzone przez matematyków bywają niebezpieczne, gdy znajdują się w niewłaściwych rękach. Zarówno „Gosplan”, jak i „RAND Corporation” dały przykład tego, że nie zawsze to, co logiczne i co sprawdza się w przedsiębiorstwach musi sprawdzać się również w przypadku krajów oraz ich obywateli.

Spójrzmy na ZSRR. „Gosplan” powstał w 1921 roku, a już 7 lat później, czyli w 1928 roku organ ten stał się odpowiedzialny za tworzenie i realizację Planu Pięcioletniego. W późniejszym okresie zajmował się również zbieraniem statystyk dot. funkcjonowania kraju.

Vitalii Semyonovich Lelchuk, członek radzieckiej „Akademii Nauk“, tak opisywał absurdy Planu tworzonego przez Gosplan:

Nawet KGB otrzymało limity aresztowań, które mają zostać wykonane oraz więzień, które mają być wykorzystane. Zaplanowane zostało zapotrzebowanie na trumny, nowele oraz filmy.

Co ciekawe, cały plan tworzony był na podstawie rzeczywistych i racjonalnych przesłanek. Okazało się jednak, że nawet tak naukowe i logiczne podejście nie jest w stanie stworzyć prawidłowego modelu całego systemu. Plan zaś musiał być wykonany, co prowadziło do takich absurdów, jak np. puste pociągi jadące kilkaset kilometrów tylko po to, aby osiągnąć sukces mierzony w liczbie przejechanych kilometrów oraz przetransportowanych ton.

Eksperymentowano z różnymi sposobami mierzenia sukcesu, wprowadzano mniej, lub bardziej abstrakcyjne koszta, a nawet zaprzęgano do pracy nową technologię pod postacią komputerów. Te ostatnie miały znacząco uprościć proces planowania gospodarki. Jednak to, co stworzył „Gosplanu” zakończyło się fiaskiem. Plan nie nadążał za rzeczywistością.

Podobna sytuacja miała miejsce w Ameryce. Władze USA, z pomocą „RAND Corporation” oraz analizy systemowej i teorii gier, chciały stworzyć strategię, która pozwoliłaby podejmować najwłaściwsze decyzje w celu kontroli zagrożenia nuklearnego podczas Zimnej Wojny. Twórcy strategii byli przekonani o tym, iż da się utworzyć model pozwalający na przewidywanie posunięć przeciwnika oraz kontrolę strachu. Efektem prac było stworzenie doktryny MAD, która m.in. doprowadziła do niekontrolowanej eskalacji wyścigu zbrojeń. „RAND Corporation” miało również swój udział w konflikcie wietnamskim - bazowanie na fałszowanych statystykach i wykorzystanie interesujących kryteriów sukcesu doprowadziło do wyjątkowo krwawego konfliktu, który okazał się być polityczną porażką Ameryki.

Powyższe przykłady ukazują, że pewne modele nie powinny być stosowane tam, gdzie dużą rolę odgrywają sami ludzie. Daleki byłbym jednak od stwierdzenia, iż nauki ścisłe szkodzą ludzkości. Wręcz przeciwnie. Zgadzam się z dr Pawłem Górą, że niechęć Janusza Majcherka do nauk ścisłych jest irracjonalna. Powyżej opisane problemy wynikały głównie z tego, iż narzędziami stworzonymi przez matematyków posługiwali się ludzie, którzy nie mieli pojęcia na temat sposobu ich funkcjonowania. Co ważniejsze, moim zdaniem zarówno humanista, jak i inżynier, a w ogólności każdy wykształcony człowiek powinien posiadać realną wiedzę z zakresu nauk ścisłych, jak i społecznych. Tylko wiedza i świadomość zachodzących procesów, a nie ignorancja, są w stanie przyczynić się do wykreowanie myślącego społeczeństwa.

Na samo zakończenie chciałbym zauważyć, że w obecnych czasach również istnieje twór, który w większym, lub mniejszym stopniu naśladuje poczynania „Gosplanu” oraz „RAND Corporation”. Domyślacie się, o kim mowa? Limity ilości produkowanego mleka, wyłowionych ryb, czy też ilości wytworzonych gazów cieplarnianych to tylko niektóre z określonych warunków. Jestem ciekaw, czy i tym razem okaże się, że pewnych działań lepiej nie podejmować w przypadku, gdy ma się do czynienia z żywym organizmem, jakim jest społeczeństwo.

Token kryptograficzny: RSA SecurID 800

2009-07-17, Piątek 20:16:34 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Jakiś czas temu natknąłem się na Allegro na parę tokenów kryptograficznych w okazyjnej cenie - mowa o modelu RSA SecurID 800. Oczywiście, sam token do niczego by mi się nie przydał ze względu na co najmniej dwa czynniki.

Pierwszym z nich jest to, iż nie widzę sensu stosowania OTP w przypadku domowych rozwiązań, a nie spotykam się zbyt często z wykorzystaniem SecurID w usługach ogólnodostępnych. I to pomimo tak licznych wyników wyszukiwania w Google na zapytanie „rsa securid login”. Druga sprawa to kwestia tego, kiedy został wyprodukowany dany token - każdy z nich posiada określony czas życia.

Dlaczego zatem zakupiłem SID800? To proste. SID800 to hybryda - połączenie tokena kryptograficznego ze smartcard (właściwie Java Card). I to właśnie ten drugi element mnie interesuje. Nie jest to rozwiązanie idealne, ponieważ może przechowywać jedynie krótkie klucze (1024 bity), ale ze względu na swoją cenę może posłużyć do testów. Nawet jeżeli był już wykorzystywany wcześniej to użycie go w roli smartcard nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa.

Mam nadzieję, iż nie będzie sprawiać problemów pod Linuksem - połączenie libccid oraz pcscd powinno być dobrym początkiem.

Jest super!

2009-07-13, Poniedziałek 21:39:14 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Ci wszyscy ludzie to wspaniali fachowcy
Ufam im i wiem, że wybrałem swoja przyszłość

„Jest Super” - T. Love

We wspaniałym kraju przyszło mi żyć. W kraju ludzi wykształconych, miłujących ekonomię, zarządzanie i administrację. W takim tempie już za kilkadziesiąt lat, co drugi obywatel Polski będzie posiadać elitarny tytuł magistra, a co czwarty z nich, czyli co ósmy Polak, będzie specjalistą od zarządzania i ekonomii. Jest super!

Więc o co mi chodzi? To proste. Coś tutaj nie wygląda tak, jak wyglądać powinno. Jakość nie idzie w parze z liczbą, o czym świadczą światowe rankingi uczelni, w których to czasem pojawia się Polska. Niestety, na szarym końcu i to zazwyczaj pod postacią dwóch uczelni. Kto zgadnie o jakich uczelniach mowa? Umówmy się jednak, że temat przeludnionych uczelni, dyplomów oraz „Wyższych Szkół Tego i Owego” zostawimy na bliżej nieokreśloną przyszłość. Skupmy się natomiast na tym, co w dużej mierze wpływa na to, jak wygląda szkolnictwo wyższe w Polsce.

Istnieją dwa takie elementy, które mają istotny wpływ na jakość kształcenia. Mowa o kandydatach na studia oraz o kadrze, która ich kształci. „Biednych” kandydatów na studia męczyć nie będziemy, leżącego się nie kopie. Reforma oświaty, włącznie z nową maturą, i tak to już uczyniła.

Kto jest dobrym naukowcem? W jaki sposób porównywać ich wielkość? Skąd zapożyczono wszelkiego rodzaju „Centralne Komisje...”? Jakimi kategoriami ma posłużyć się państwo chcąc wiedzieć, czy inwestowane przez nie pieniądze trafiają do właściwych rąk? Jakie pieniądze? Czy są wystarczającą motywacją dla odbiorców? Jak sądzicie, dlaczego ostatnimi czasy pojawia się coraz to więcej publikacji naukowych pisanych zbiorowo? Dlaczego jeden profesor jest w stanie pracować na kilkunastu uczelniach w tym samym momencie? Trudne pytania, na które można dać gorszą, lub lepszą odpowiedź.

Im więcej czytam na temat szkolnictwa wyższego w Polsce tym częściej zauważam, że system nie sprzyja jego prawidłowemu rozwojowi. Zdarzają się pozytywne i mile zaskakujące wyjątki, ale jak sama nazwa wskazuje, są one w zdecydowanej mniejszości. A powinno być odwrotnie. Lektura? „Przekłuć ten Balon”, czy też „Uniwersytet Potiomkinowski obiecuje innowacje”. Polecam, pomimo tego, iż wolałbym, aby takie artykuły nie musiały powstawać. Na osłodę „W poprzek i na przekór”.

Na sam koniec chciałbym również zwrócić uwagę na NFA. Porusza się tam interesujące problemy dot. polskiego środowiska naukowego.

Thawte Web of Trust Notary

2009-07-08, Środa 18:03:01 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Dzięki uprzejmości warszawskich notariuszy Thawte WoT uzyskałem dziś ponad 100 punktów w sieci zaufania Thawte i w ten oto sposób sam zostałem notariuszem Thawte WoT. Szóstym w Gdańsku. W obecnej chwili jestem w stanie przyznawać po 10 punktów.

Thawte Web of Trust - Notary Seal

Przypominam również, iż osoby chętne do tego, aby dołączyć do projektu CAcert.org WoT, a mieszkające w okolicach Gdańska mogą się ze mną umówić na spotkanie i pozyskać 35 punktów w sieci zaufania.

Kobiety na studiach technicznych

2009-07-05, Niedziela 11:23:25 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

O roli wyższego wykształcenia w naszym kraju można przeczytać m.in. w artykule "Uniwersytet Potiomkinowski obiecuje innowacje" znajdującym się w Rzeczpospolitej, czy też we wpisie "Zimny kubeł statystyki na głowę" napisanym przeze mnie. W skrócie - wyższe wykształcenie to obecnie standard i już teraz niewiele ono oznacza. Jednak pozostawmy ten problem na później i skupmy się na czymś nieco lżejszym. Czas na kobiety.

Kopernik też była kobietą!

Zapewne wielu z Was słyszało o akcji "Dziewczyny na politechniki". Idea jest szczególnie interesująca, gdy spojrzy się np. na statystyki dotyczące kierunków informatycznych, gdzie zaledwie 9,7% studentów stanowią dziewczęta. Jest o co walczyć, jest miejsce na promocję. Jej efekt to już zupełnie inna kwestia. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Z tego względu, iż od jakiegoś mam okazję pracować w budynku IBS PAN, w którym to również znajduje się WIT. Ci ostatni stworzyli kilka plakatów i właśnie je chciałbym przedstawić. Są urocze.

Przyjdź na WIT!

Więcej zdjęć, chociaż równie niskiej jakości, można znaleźć w moim albumie. Jak widać - można się dobrze reklamować nawet, gdy jest się uczelnią.

A co do wspomnianej na początku cięższej tematyki to chyba niedługo do niej nawiążę. Obecna sytuacja szkolnictwa wyższego z pewnością jest interesująca.

Psi 0.13 RC2

2009-07-03, Piątek 23:33:46 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Opublikowano kolejną, czyli drugą wersję kandydującą do wydania 0.13 jednego z najbardziej popularnych komunikatorów bazujących na protokole Jabber/XMPP - Psi. Poprawiono błędy znalezione w Psi 0.13 RC1. Największe zmiany, które pojawią się w finalnej wersji, która miała zostać wydana 6 czerwca, to:

  • możliwość prowadzenia rozmów głosowych przez użytkowników Windowsa, Mac OS X i Linuksa (Jingle RTP),
  • podstawowa obsługa uchwytu XMPP URI,
  • możliwość trwałego zaufania certyfikatom w trakcie łączenia się z serwerem,
  • miniaturowy system poleceń (Ctrl+7 w oknie rozmowy) implementujący XEP-0146,
  • poprawa wielu błędów.

Wydaje się, że rozmowy głosowe to największa i najważniejsza zmiana w stosunku do poprzednich wersji. Warto jednak zwrócić uwagę na wspomniany system poleceń, który w wersji pełnowymiarowej istnieje w Psi już od jakiegoś czasu (początki w wersji 0.11). Dlaczego może być przydatny? Pozwala on kontrolować innego klienta Psi podłączonego pod to samo konto (np. zostawiliśmy włączony komunikator w pracy, a obecnie jesteśmy w domu) i np.:

  • zmienić status drugiego klienta (w tym priorytetu),
  • pobrać nieprzeczytane wiadomości znajdujące się po stronie drugiego klienta,
  • zmienić opcje klienta pod drugiej stronie (np. odtwarzanie dźwięków),
  • zaakceptować przesył oczekujących po drugiej stronie plików,
  • opuścić pokój rozmów,
  • itp.

Psi obsługuje obecnie pierwsze trzy możliwości. Jest to zdecydowanie przydatna funkcjonalność.

Starsze wpisy | Nowsze wpisy