Osoby, które spodziewają się czysto technicznego wpisu, uspokajam - to, co znajduje się poniżej to luźne przemyślenia zainspirowane nowym nabytkiem. Nie mam zamiaru pokazywać zdjęć Eee, czy też zachwalać jego mobilności, bo chyba każdy już widział i wie, że rozmiarami przypomina grubszy zeszyt A5. Natomiast mam zamiar poruszyć nieco bardziej ogólny problem, jakim jest zużycie energii przez współczesne komputery.
Zacznijmy od ludzi i ich potrzeb związanych z wydajnością posiadanych przez nich komputerów. Samych ludzi proponuję podzielić na kilka grup:
- użytkownicy domowi i pracownicy biurowi - najliczniejsza grupa, która wykorzystuje komputer głównie do pisania tekstów, tworzenia prezentacji, przeglądania WWW, komunikacji z przyjaciółmi/współpracownikami, słuchania muzyki i rzadziej do oglądania filmów,
- zaawansowani użytkownicy i gracze - duża część naukowców, graficy, animatorzy, programiści, inżynierowie itd. to osoby wymagające komputerów o znacznie wyższej mocy obliczeniowej, niż poprzednia grupa,
- firmy i organizacje udostępniające zasoby innym użytkownikom - są to osoby wymagające wydajnych serwerów, klastrów, czy też nawet superkomputerów.
Trzy, wyszczególnione przeze mnie grupy, to niewiele i z pewnością nie odzwierciedlają w pełni rzeczywistości, ale stanowią niezły model będący podstawą dla dalszych rozmyśleń. W tym momencie chciałbym zwrócić uwagę na pierwszą, najliczniejszą grupę, użytkowników. Nie są zbyt wymagający, komputer służy im głównie do tworzenia dokumentów, komunikacji oraz korzystania z usług znajdujących się na serwerach. Gdzie ich znajdziemy? Wszędzie. W domach, w urzędach (w UM w Gdańsku to około 1000 osób i komputerów), na uczelniach i w firmach. Co jest w stanie zaspokoić ich potrzeby?
Wspomniany Eee zużywa minimalnie 6 W moc, a w trybie maksymalnej wydajności około 16 W. Ten ostatni w zupełności wystarcza do zaspokojenia potrzeb "pracowników biurowych". Przy założeniu, że w celu komfortowej pracy należałoby podłączyć zew. 17'' monitor LCD, do 16 W trzeba dorzucić jeszcze około 40 W. Górną granicą będzie 60 W. Typowy komputer stacjonarny zużywa około 150 W. Ponad 90 W różnicy
Rok ma 52 tygodnie, czyli 260 dni roboczych bez uwzględnienia urlopów i dni wolnych innych niż weekendy. Przy 8-godzinnym dniu pracy daje nam to 2080 godzin rocznie, czyli 187,2 kWh przy 90 W różnicy. Jedna kWh kosztuje w Polsce około 39 groszy, co daje nam około 73 złote w skali roku na jednego pracownika. Mało? W samym Urzędzie Miejskim w Gdańsku pracuje około 1000 komputerów (założenie jeden pracownik = jeden komputer) - sumarycznie ponad 70 000 złotych różnicy rocznie. Przy 5-letnim cyklu pracy to już 350 tysięcy złotych, a każdy jeden wat więcej kosztuje nas około 3 900 złotych.
Jestem ciekaw, kiedy to m.in. w urzędach zagoszczą rozwiązania podobne do vmpc vm7700 (na bazie VIA Eden), czy też WindBOX (oparte o Intel Atom). Tzw. nettopy, czyli tanie komputery, o stosunkowo niskim poborze energii i równie niskiej wydajności, przeznaczone głównie do zadań biurowych. Często pozbawione wiatraczków. Wydają się być stosunkowo dobrym rozwiązaniem dla wspomnianych organizacji. Co prawda, cena tego pierwszego komputera nie jest zbyt kusząca (około 1000 $), ale podobne wydajnościowo rozwiązania, a zajmujące nieco więcej miejsca (np. Eee Box) są już znacznie tańsze.
Nie wspomnę już nawet o tym, iż w przypadku awarii zasilania, znacznie łatwiej jest zapewnić zasilanie awaryjne dla tysiąca komputerów wymagających w sumie 60 kW mocy, niż 150 kW. W przypadku większych firm własny agregat prądotwórczy, czy też baterie to konieczność. Godzina przymusowej przerwy w pracy tysiąca pracowników to straty liczone w tysiącach złotych.
Na zakończenie chciałbym przedstawić kilka moich wniosków. Po pierwsze - pomimo tego, iż pobór energii wydaje się być często mało istotną cechą przy zakupie komputera, to przy większych organizacjach i rosnących cenach energii może mieć istotne znaczenie. Nie należy go bagatelizować. Po drugie - zarówno sprzęt komputerowy, jak i oprogramowanie powinno być dostosowane do potrzeb. Zainwestowanie w software wymagającego wydajniejszego, a tym samym bardziej energochłonnego sprzętu, może nas narazić na koszta pośrednie. Szczególnie, gdy sami nieprędko skorzystamy z wszystkich możliwości tegoż oprogramowania (przykładem może być przejście z Windowsa XP na Windowsa Vistę). Energooszczędny sprzęt spełniający nasze wymagania może być również stosunkowo tani - Eee Box B202 kosztuje zaledwie 300$, w przyszłości podobne rozwiązania będą jeszcze tańsze. Last, but not least - jak zapewne zauważyliście, w takim energooszczędnym komplecie, najwięcej energii pobiera monitor LCD. Głównie ze względu na jego podświetlenie. I to właśnie ono stanowi największy problem. Podejrzewam, że obecne badania idą w dwóch kierunkach: stworzenie jeszcze wydajniejszych i równie energooszczędnych procesorów oraz wdrożenie technologii OLED, PLED, AMOLED, czy też nawet FED do komputerowych wyświetlaczy.
Mam nadzieję, iż już za kilka lat wygodny komputer biurowy wraz z monitorem nie będzie pobierać więcej niż 20 W.