] > Karol „Zal” Zalewski - Blog - http://blog.4zal.net/2009/03/

Co to za zabawa dostawać wszystko, o czym się marzy, tak po prostu?

2009-03-30, Poniedziałek 11:52:33 +0200, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Ja wcale nie chcę wszystkiego, czego pragnę. Nikt tego nie chce. Nie tak naprawdę. Co to za zabawa dostawać wszystko, o czym się marzy, tak po prostu? Wtedy to nic nie znaczy. Zupełnie nic.

Koralina z "Koraliny" Neila Gaimana

Swego czasu książek czytałem sporo, ostatnimi czasy nieco mniej, ale nadal obracam się w klimatach fantastyki. Terry Pratchett, Neil Gaiman oraz książki wydane przez "Fabrykę Słów". Szkoda tylko, że z miesiąca na miesiąc jest tego coraz to mniej. Czyżbym się cofał w rozwoju?

Bardzo mi się sposób w jaki Ereszkigal prowadzi zapiski dot. przeczytanych książek. Wchodzicie, widzicie tytuł książki, autora, pokaźny zbiór cytatów oraz krótki komentarz. I już wiesz, czy książka godna polecenia, czy takie sobie czytadło. Polecam!

Co do cytatu na początku wpisu to nie jest to może nic szczególnie odkrywczego, ale z pewnością jest to w dużej mierze prawdziwe stwierdzenie. Dodałbym jeszcze, że sama droga ma często większe znaczenie, niż sam cel. Ile to razy okazywało się osiągnięcie pewnego celu pozostawiało we mnie uczucie niedosytu, gdy dążenie do niego było tak rozkosznie przyjemne.

Dobry edytor LaTeX-a

2009-03-29, Niedziela 00:11:07 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

To niezdrowe. Nawet bardzo. Człowiek nie powinien się tak bardzo ekscytować odnalezieniem edytora idealnego LaTeX-a. A jednak. Wszystko to za sprawą Occulkota, który przypomniał mi o pewnym wpisie, oraz pbma, który twórcą tegoż wpisu jest.

  • Emacs (z wbudowanym FlySpell i FlyMake),
  • aspell (wraz z polskimi słownikami),
  • AUCTeX,
  • dystrybucja LaTeX-a (TeXLive).

Podświetlanie składni LaTeX-a oraz uzupełnianie jej to nie jedyna cecha tego połączenia. Do tego dochodzi kompilacja w tle w celu wskazania linii w której może znajdować się błąd składni oraz sprawdzanie błędów ortograficznych w locie (z uwzględnieniem składni LaTeX-a). Do Emacsa należy się przyzwyczaić, a i czasem przemóc, ale to, co oferuje jest tego warte. Trudno o środowisko, o porównywalnej funkcjonalności.

Poniżej znajduje się fragment mojego pliku konfiguracyjnego będącego lekko zmodyfikowaną wersją tego, co można znaleźć u PBM-a.

 
;; Podświetlanie składni
(global-font-lock-mode 1)
 
;; Konfiguracja AUCTeX
(load "auctex.el" nil t t)
(setq TeX-auto-save t)
(setq TeX-parse-self t)
(setq TeX-save-query nil)
(setq TeX-PDF-mode t)
 
;; Konfiguracja FlyMake (wykrywanie błędów składniowych w locie)
(require 'flymake)
 
(defun flymake-get-tex-args (file-name)
	(list "pdflatex" 
		(list "-file-line-error" "-draftmode" "-interaction=nonstopmode" file-name)))
 
;; Konfiguracja FlySpell (sprawdzanie błędów ortograficznych w locie)
(setq ispell-program-name "aspell")
(setq ispell-dictionary "polish")
 
(add-hook 'LaTeX-mode-hook 'flymake-mode)
(add-hook 'LaTeX-mode-hook 'flyspell-mode)
(add-hook 'LaTeX-mode-hook 'flyspell-buffer)
 

Na marginesie - Psychol znalazł całkiem przyjemną klasę do tworzenia CV - CurVe się zowie.

Zmiana czasu zimowego na letni

2009-03-27, Piątek 22:52:15 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Zastanawiam się, jak długo jeszcze będziemy się bawić w zmianę czasu zimowego (u nas CET, czyli UTC+1) na czas letni (CEST, czyli UTC+2) i odwrotnie?

W najbliższą niedzielę czeka nas przesunięcie zegarków o godzinę do przodu - z godziny 200 na 300. Pytanie brzmi - w jakim celu? Zamieszania przy tym sporo, a realnych korzyści nie widać. Kwestia oszczędności energii jest mocno dyskusyjna, nie zdołano udowodnić, aby taka zmiana przynosiła korzyści na tle energetycznym. Natomiast zauważono, że wprowadza sporo zamieszania w nasze mocno z czasem związane życia. Rozkłady jazdy pociągów, samolotów, a nawet nasze biologiczne zegary muszą się do tego przystosować, co wcale takie łatwe nie jest.

Likwidujemy naleciałość?

Techblog: Świat tonie w chmurach

2009-03-24, Wtorek 22:46:29 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Ominęła mnie ekscytacja 8 wydaniem Internet Explorera, nie zauważyłem też zapowiedzi OnLive, a i Sun Cloud przemknął pod osłoną wszechobecnego szumu informacyjnego. Czyżbym na starość przestawał orientować się w nowościach?

Powracając do samych informacji i pomijając wydanie IE8. Wszystko wskazuje na to, iż już niedługo będziemy żyć w bliskim otoczeniu chmur. Cloud computing przestaje dotyczyć jedynie rozwiązań biznesowych, a zaczyna wkraczać do domów i to zarówno od strony czysto użytkowej (np. Google Docs), jak i rozrywkowej, o czym świadczy zapowiedź OnLive. To ostatnie to po prostu platforma do gier wymagająca od użytkownika jedynie dedykowanego usłudze urządzenia dostępowego, wyświetlacza, głośników, kontrolerów i szybkiego dostępu do Internetu. Całe oprogramowanie oraz moc obliczeniowa ma być umiejscowiona w chmurze i dostępna na żądanie użytkownika. Proste, łatwe i przyjemne. A do tego świetne źródło dochodu sądząc po dużym zainteresowaniu twórców gier tą technologią.

Sun nie pozostaje w tyle i rozpoczyna projekt o nazwie Sun Cloud. Trzeba im przyznać, że w tym kontekście nazwa firmy wydaje się być idealna do prowadzenia wszelkiego rodzaju kampanii marketingowych. A jak już przy reklamie jesteśmy - książka od Suna może okazać się przydatna osobom zainteresowanym tematyką "cloud computing". Co do samego Sun Clouda - docelowo ma to być publicznie dostępna platforma (udostępniono API) oparta na oprogramowaniu Open Source. Ale i nie tylko - nic (oprócz kosztów) nie będzie stało na przeszkodzie, aby stworzyć wdrożyć miniaturową i zamkniętą wersję Sun Cloud bezpośrednio u klienta.

Co to dla nas, użytkowników, oznacza? Jakie korzyści płyną z oprogramowania dostępnego, jako usługa? I czego należy się obawiać?

Dla mnie, jako przyszłego absolwenta specjalności ARiSI, oznacza to przede wszystkim, że moje kształcone obecnie umiejętności przydadzą się w przyszłości. A przynajmniej w niedalekiej już przyszłości. Dla innych użytkowników oznacza to też częściową rezygnację z kosztownej infrastruktury i możliwość zmniejszenia początkowych kosztów zakupu oprogramowania. Również koszty administracji takim rozwiązaniem zostaną przeniesione na dostawcę. Nigdy więcej przestarzałego oprogramowania i sprzętu nie spełniającego stawianych przed nim wymagań. Zalet istnieje z pewnością jeszcze więcej.

Nie jest to jednak rozwiązanie pozbawione wad - uzależnienie od dostawcy oprogramowania oraz dostępu do Internetu może mieć znaczenie. Nie bez znaczenia jest też bezpieczeństwo danych trzymanych w chmurach oraz ewentualne dostosowanie oferowanych przez właściciela chmury rozwiązań do potrzeb klienta. A co z przyszłością takich rozwiązań? Do tej pory klient otrzymywał niemal fizyczne narzędzie, które obecnie zmienia się w niematerialną usługę. Usługę, która może w każdej chwili przestać być dostępną.

Czy lot w chmurach w towarzystwie Suna zakończy się sukcesem?

[EDIT] Wygląda na to, że Canonical też myśli o chmurach w przyszłych edycjach Ubuntu.

Szaleństwo

2009-03-22, Niedziela 12:39:02 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Bez zbędnej przesady muszę przyznać, iż studiowanie zarządzania, jako dodatku dla informatyki, wymaga pewnych wyrzeczeń. A to czasu wolnego zbyt wiele nie ma, a to na płatny staż wybrać się nie można, bo firma chciałaby mieć pracownika "już, teraz" i to najlepiej na kolejne kilkanaście miesięcy. To ostatnie szczególnie mnie boli - myślałem, aby po studiach podjąć pracę właśnie u nich. Mniejsza z tym, z wolnym czasem na ewentualny udział w GSoC też byłby pewien problem. A gdyby tak...

A gdyby tak "zaszaleć" i pomyśleć o realizacji marzeń? Chwila, o czym ja tak właściwie piszę? Jakie marzenia? To ja coś takiego posiadam? Po głębszym zastanowieniu, znajdę coś, co można byłoby takowym nazwać, a przy okazji nie byłoby szczególnie trudne do realizacji - miesięczna wyprawa do Japonii w celach turystycznych to chyba nie jest cel wyjątkowo ambitny, ale realny. Bilet lotniczy w jedną stronę to zapewne coś około 3 tysięcy złotych. Do tego trzeba doliczyć koszty życia, komunikacji miejskiej, zwiedzania i wszystkich moich zachcianek. Zapewne w 6-8 tysiącach bym się zmieścił, ew. skrócił czas pobytu. To ostatnie byłoby nawet całkiem rozsądne przy dwóch osobach - bilety (2 x 6000 PLN) oraz dwutygodniowy pobyt mógłby się zamknąć w 20 000 PLN.

Czy byłoby to trudne do realizacji przy założeniu, iż terminem wyjazdu miałby być wrzesień 2010? Z pewnością nie byłoby to proste zadanie, ale wykonalne. Roczny urlop dziekański na zarządzaniu, praca na 3/5 etatu (1000 - 1200 PLN miesięcznie) przez 10 miesięcy i na pełen etat przez 5 wakacyjnych miesięcy (1666 PLN - 2000 PLN miesięcznie), lub inne źródła dochodu. Przy takim planie wszystko mogłoby się udać.

Szaleństwo, czy może plan, który należałoby zrealizować? Japonia, jako uwieńczenie studiów na PG?

It's evolution, babe!

2009-03-20, Piątek 23:30:34 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Wybaczcie, ale nie mogłem się powstrzymać. Poniższy teledysk jest jednym z lepszych teledysków, z jakimi kiedykolwiek do tej pory miałem do czynienia, a przy okazji pierwszym zespołu Pearl Jam. Dynamiczny, ironiczny oraz świetnie dopasowany do muzyki. I może nie jest przy tym wyjątkowo oryginalny pod względem treści, ale nie tego się chyba spodziewaliśmy po zespole rockowym, prawda? Animacja jest dziełem Todda McFarlane i została zrealizowana w 1998 roku.

Do the evolution!

Google Summer of Code 2009

2009-03-18, Środa 21:26:39 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Na stronach GSoC pojawiła się już lista organizacji (ok. 150) w projektach których będzie można uczestniczyć w ramach tegorocznej edycji Google Summer of Code. Wygląda to naprawdę interesująco - zobaczymy jednak, jak same zadania będą się prezentować.

Dla osób zainteresowanych harmonogram aplikacji do GSoC:

  • 18 - 23 marca - dyskusja potencjalnych studentów-uczestników z mentorami organizacji biorących udział w GSoC na temat pomysłów na projekty,
  • 23 marca, godzina 2000 CET - 3 kwietnia, godzina 2000 CET - termin nadsyłania aplikacji przez studentów,
  • 20 kwietnia, godzina 2000 CET - ogłoszenie listy zaakceptowanych studentów.

Więcej informacji można znaleźć na stronie projektu oraz blogu Google.

W tym roku również i ja mam ochotę na wzięcie udziału w GSoC. Wygląda na to, iż jest to interesująca alternatywa dla praktyk w trójmiejskich firmach informatycznych, a przy okazji doskonała okazja do podszkolenia się w j. angielskim. Co z tego wyjdzie to się jeszcze okaże, ale jestem dobrej myśli.

Z tego, co się orientuję, pośród Joggerowiczów jest kilka osób, które już wcześniej miały do czynienia z GSoC. Byłbym wdzięczny za opis ich doświadczeń związanych z tym projektem.

Jak zarżnąć kreatywność?

2009-03-15, Niedziela 00:06:11 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Dzisiaj, podczas rozmowy z Myszatą dot. motywacji, przypomniała mi się pewna anegdotka:

Zdarzyło się kiedyś, że przed sklepem pewnego Żyda codziennie przystawała grupa młodych chłopców naśmiewających się ze sklepikarza i wykrzykujących wyzwiska pod jego adresem. Mądry to był jednak Żyd i zamiast przegonić dzieci, a tym samym wzmóc w nich jeszcze większą niechęć do samego siebie, postanowił zadziałać z głową. Gdy tylko dzieci pojawiły się znowu wyszedł przed sklep, podziękował im za to, że krzyczą i powiedział, że gdy jutro będą krzyczeć jeszcze głośniej to każde z nich otrzyma złotówkę. Zaskoczone dzieci zrealizowały prośbę kolejnego dnia i otrzymały obiecane pieniądze. Sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy, nim sklepikarz oznajmił dzieciom, iż niestety nie jest już w stanie płacić im za krzyczenie, ponieważ sklep nie przynosi takich dochodów, jak kiedyś. Zawiedzione dzieci oznajmiły Żydowi, iż za darmo krzyczeć nie będą, a sam sklepikarz pozbył się problemu raz na zawsze.

W oryginale anegdota brzmiała znacznie lepiej, ale moja wersja nadal ukazuje to, co najważniejsze. Żyd zachował się naprawdę mądrze, ponieważ był w stanie zniechęcić dzieci przekształcając ich silną motywację wewnętrzną w znacznie bardziej ulotną, motywację zewnętrzną.

Podczas rozmowy, Myszata zauważyła, że taki to właśnie proces konwersji, bez względu na jego kierunek, wykorzystuje się często przy wszelkiego rodzaju terapiach odwykowych. Przykładem mogą być np. chińskie firmy zatrudniające nałogowych graczy do pozyskiwania wirtualnych zasobów w grach MMORPG (m.in. World of Warcraft), a następnie ich sprzedaż za prawdziwe pieniądze na serwisach aukcyjnych. Zatrudnieni gracze bardzo szybko zmieniają swoją wewnętrzną motywację "gram, bo sprawia mi to przyjemność" na "gram, bo jest to moją pracą". Tym samym, w stosunkowo krótkim czasie, wychodzą z nałogu. Dlaczego jednak wspomniałem o kreatywności?

Podałem przykład związany z popularnym obecnie tematem uzależnienia od gier internetowych. Przejdźmy teraz do innego świata, do świata edukacji i szkolnictwa. Do miejsc pełnych wesołych, ciekawych otoczenia dzieci oraz... No właśnie, systemu promującego schematyczną wiedzę, ocenę w kilkustopniowej skali i silącego się na równość oraz obiektywizm.

Czy w świetle tego, co napisałem powyżej, system oświaty nie jest idealną metodą na zniechęcenie dzieci do samorozwoju i na wytępienie kreatywności? A może się mylę? Co o tym sądzicie?

Energooszczędność, jako cecha współczesnego komputera

2009-03-13, Piątek 15:34:14 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Osoby, które spodziewają się czysto technicznego wpisu, uspokajam - to, co znajduje się poniżej to luźne przemyślenia zainspirowane nowym nabytkiem. Nie mam zamiaru pokazywać zdjęć Eee, czy też zachwalać jego mobilności, bo chyba każdy już widział i wie, że rozmiarami przypomina grubszy zeszyt A5. Natomiast mam zamiar poruszyć nieco bardziej ogólny problem, jakim jest zużycie energii przez współczesne komputery.

Zacznijmy od ludzi i ich potrzeb związanych z wydajnością posiadanych przez nich komputerów. Samych ludzi proponuję podzielić na kilka grup:

  • użytkownicy domowi i pracownicy biurowi - najliczniejsza grupa, która wykorzystuje komputer głównie do pisania tekstów, tworzenia prezentacji, przeglądania WWW, komunikacji z przyjaciółmi/współpracownikami, słuchania muzyki i rzadziej do oglądania filmów,
  • zaawansowani użytkownicy i gracze - duża część naukowców, graficy, animatorzy, programiści, inżynierowie itd. to osoby wymagające komputerów o znacznie wyższej mocy obliczeniowej, niż poprzednia grupa,
  • firmy i organizacje udostępniające zasoby innym użytkownikom - są to osoby wymagające wydajnych serwerów, klastrów, czy też nawet superkomputerów.

Trzy, wyszczególnione przeze mnie grupy, to niewiele i z pewnością nie odzwierciedlają w pełni rzeczywistości, ale stanowią niezły model będący podstawą dla dalszych rozmyśleń. W tym momencie chciałbym zwrócić uwagę na pierwszą, najliczniejszą grupę, użytkowników. Nie są zbyt wymagający, komputer służy im głównie do tworzenia dokumentów, komunikacji oraz korzystania z usług znajdujących się na serwerach. Gdzie ich znajdziemy? Wszędzie. W domach, w urzędach (w UM w Gdańsku to około 1000 osób i komputerów), na uczelniach i w firmach. Co jest w stanie zaspokoić ich potrzeby?

Wspomniany Eee zużywa minimalnie 6 W moc, a w trybie maksymalnej wydajności około 16 W. Ten ostatni w zupełności wystarcza do zaspokojenia potrzeb "pracowników biurowych". Przy założeniu, że w celu komfortowej pracy należałoby podłączyć zew. 17'' monitor LCD, do 16 W trzeba dorzucić jeszcze około 40 W. Górną granicą będzie 60 W. Typowy komputer stacjonarny zużywa około 150 W. Ponad 90 W różnicy

Rok ma 52 tygodnie, czyli 260 dni roboczych bez uwzględnienia urlopów i dni wolnych innych niż weekendy. Przy 8-godzinnym dniu pracy daje nam to 2080 godzin rocznie, czyli 187,2 kWh przy 90 W różnicy. Jedna kWh kosztuje w Polsce około 39 groszy, co daje nam około 73 złote w skali roku na jednego pracownika. Mało? W samym Urzędzie Miejskim w Gdańsku pracuje około 1000 komputerów (założenie jeden pracownik = jeden komputer) - sumarycznie ponad 70 000 złotych różnicy rocznie. Przy 5-letnim cyklu pracy to już 350 tysięcy złotych, a każdy jeden wat więcej kosztuje nas około 3 900 złotych.

Jestem ciekaw, kiedy to m.in. w urzędach zagoszczą rozwiązania podobne do vmpc vm7700 (na bazie VIA Eden), czy też WindBOX (oparte o Intel Atom). Tzw. nettopy, czyli tanie komputery, o stosunkowo niskim poborze energii i równie niskiej wydajności, przeznaczone głównie do zadań biurowych. Często pozbawione wiatraczków. Wydają się być stosunkowo dobrym rozwiązaniem dla wspomnianych organizacji. Co prawda, cena tego pierwszego komputera nie jest zbyt kusząca (około 1000 $), ale podobne wydajnościowo rozwiązania, a zajmujące nieco więcej miejsca (np. Eee Box) są już znacznie tańsze.

Nie wspomnę już nawet o tym, iż w przypadku awarii zasilania, znacznie łatwiej jest zapewnić zasilanie awaryjne dla tysiąca komputerów wymagających w sumie 60 kW mocy, niż 150 kW. W przypadku większych firm własny agregat prądotwórczy, czy też baterie to konieczność. Godzina przymusowej przerwy w pracy tysiąca pracowników to straty liczone w tysiącach złotych.

Na zakończenie chciałbym przedstawić kilka moich wniosków. Po pierwsze - pomimo tego, iż pobór energii wydaje się być często mało istotną cechą przy zakupie komputera, to przy większych organizacjach i rosnących cenach energii może mieć istotne znaczenie. Nie należy go bagatelizować. Po drugie - zarówno sprzęt komputerowy, jak i oprogramowanie powinno być dostosowane do potrzeb. Zainwestowanie w software wymagającego wydajniejszego, a tym samym bardziej energochłonnego sprzętu, może nas narazić na koszta pośrednie. Szczególnie, gdy sami nieprędko skorzystamy z wszystkich możliwości tegoż oprogramowania (przykładem może być przejście z Windowsa XP na Windowsa Vistę). Energooszczędny sprzęt spełniający nasze wymagania może być również stosunkowo tani - Eee Box B202 kosztuje zaledwie 300$, w przyszłości podobne rozwiązania będą jeszcze tańsze. Last, but not least - jak zapewne zauważyliście, w takim energooszczędnym komplecie, najwięcej energii pobiera monitor LCD. Głównie ze względu na jego podświetlenie. I to właśnie ono stanowi największy problem. Podejrzewam, że obecne badania idą w dwóch kierunkach: stworzenie jeszcze wydajniejszych i równie energooszczędnych procesorów oraz wdrożenie technologii OLED, PLED, AMOLED, czy też nawet FED do komputerowych wyświetlaczy.

Mam nadzieję, iż już za kilka lat wygodny komputer biurowy wraz z monitorem nie będzie pobierać więcej niż 20 W.

Eee & LVM

2009-03-10, Wtorek 20:23:48 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Jako, iż maluch (Eee 901), którego zamówiłem wczoraj, posiada dwa niewielkie dyski SSD (szybszy 4 GiB i wolniejszy 8 GiB) przymierzam się do rozwiązania dwóch niżej opisanych problemów. Mam nadzieję, iż pomożecie mi w podjęciu decyzji.

Pierwszym z nich jest wybór systemu operacyjnego. Standardowo dostarczony Windows XP bezdyskusyjnie zostanie usunięty na rzecz... I tutaj pojawia się kłopot. Skorzystać z czystego Ubuntu, czy może Easy Peasy? W jednym i drugim przypadku konieczne jest wsparcie dla LVM oraz szyfrowania całych partycji już na poziomie instalacji systemu operacyjnego. A może jeszcze inna dystrybucja? Co będzie wystarczająco lekkie i energooszczędne dla tej zabawki, a przy okazji nie ograniczy funkcjonalności do tego, co obecnie widujemy w palmtopach?

Drugim zaś problemem jest sam LVM. Jako, iż nie przegryzłem się przez materiały poświęcone temu rozwiązaniu, nie jestem w stanie orzec, czy będzie możliwe zrealizowanie mojego pomysłu. Tj. połączenie dwóch dysków (Physical Volume) w jeden Volume Group, a następnie utworzenie na nim dwóch Logical Volumes o pojemności 6 GiB każdy. Wygląda jednak na to, iż sam sobie odpowiedziałem pisząc o tych trzech warstwach i czytając zarazem materiały na stronie dystrybucji PLD. Można.

Manifa 2009: Idea w pakiecie z...

2009-03-08, Niedziela 23:06:27 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Dziś rano m.in. w Gdańsku miała miejsce Manifa. Niestety, w przeciwieństwie do Myszatej (widocznej na poniższym zdjęciu) nie miałem okazji znalezienia się w roli bezpośredniego obserwatora. Niemniej jednak chciałbym się z Wami podzielić moimi przemyśleniami z tym wydarzeniem związanymi.

Manifa 2009 - Gdańsk

Autor: Patrycja Kierno

Trudno mi określić, czym tak właściwie jest feminizm. Już samo spojrzenie na artykuł dot. feminizmu znajdujący się w Wikipedii ukazuje, iż nurt ten jest niezwykle dynamiczny, determinowany przez czas i miejsce w którym funkcjonuje. Wątpię, abym sam w sobie był feministą, co nie oznacza, iż nie zauważam i nie sprzeciwiam się pewnym schematom związanym z płcią (jedną i drugą), a występującym w naszej kulturze. Powróćmy jednak do Manify, jako widocznej, medialnej manifestacji feminizmu.

Jeżeli ktoś jeszcze nie miał okazji zapoznania się ze zdjęciami znajdującymi się na MMTrojmiasto.pl polecam to uczynić, iż właśnie ich będzie dotyczyć obecny akapit. Nigdy nie byłem zwolennikiem chadzania po ulicach w celu manifestowania czegokolwiek. Postaram się jednak, aby nie wpłynęło to w istotny sposób na to, co za chwilę napiszę - to delikatny temat. Zacznijmy od haseł widocznych na transparentach:

  • Prawa człowieka prawami kobiet,
  • Women power [symbol będący wariacją na temat "white power"],
  • Wybór kobiet,
  • Parytet - jesteś tego warta,
  • Żądamy dostępu do in vitro,
  • Kobiety do władzy,
  • Nic o nas bez nas,
  • Sex - tak, seksizm - nie,
  • Stop homofobii,
  • [dwa zazębione symbole Wenus],
  • Kobiety dla Pomorza,
  • I ♥ [symbol dwóch kobiet trzymających się za ręce],
  • Matki, żony, feministki.
  • i wiele, wiele innych...

To, co najbardziej mnie dziwi to sposób w jaki wiele różnych ideologii, czy też postaw wplotło się w jedną manifestację. I w jak stereotypowe, silnie kobiece ramy został ujęty feminizm. Żadnego nawiązania do drugiej płci. Zamiast tego nawiązano do symbolu nienawiści, jakim jest "white power", socjalizmu (przecież za "in vitro" mogę zapłacić sam), czy też homoseksualizmu (i to też jedynie w wydaniu kobiecym).

Zastanawiam się, jak to u nas jest? Dlaczego pewne idee są w Polsce sprzedawane "w pakietach"? Chce pan homoseksualizm? Świetnie! Dostanie pan do tego, zupełnie za darmo, socjalizm, feminizm i "eko-ideę". Niestety, osobno nie sprzedajemy.

A co Wy o tym sądzicie? Czy jest to po prostu kwestia tego, iż ci, którzy obecnie są w mniejszości, chcą po prostu zwiększyć swoje szanse poprzez wzajemne popieranie się? A może...

[EDIT] Nie zrozumcie mnie źle, w ogólności popieram ruchy mające na celu uwrażliwienie społeczeństwa na pewne problemy. Obawiam się jednak, iż dobór haseł na gdańską Manifę nie był szczególnie przemyślany.

Dziś semantyczna Sieć, jutro telepatia!

2009-03-08, Niedziela 18:12:17 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Z nudów zajrzałem dziś na Google Analytics w celu sprawdzenia, z jakich to egzotycznych zapytań (pomijając "imbir w odbycie") trafiają do mnie internauci korzystający z Google. Wygląda to całkiem interesująco:

  • od tylca - czyżby się wydało?
  • bajki porno - gdzieś tutaj z pewnością muszą być,
  • chińskie bajki pornograficzne - ale niestety, tylko japońskie,
  • choroba hashimoto a orgazm - żadnego wpływu, nie, serio, zaufaj mi,
  • autoklikanie w reklamie - z pewnością nawiązanie do kolejnego keyworda,
  • głupota ludzka nie zna granic,
  • jak oszukać system głosowania na stronie - przybądź semantyczna wyszukiwarko!
  • czy dobrze wypelnilem pit 37 - dziś semantyczna Sieć, jutro telepatia i telekineza.

Po pierwsze, wygląda na to, że nie prowadzę (tech)?bloga, lecz coś na kształt porno strony z chińskimi bajkami i pedobearem. Tylko jeszcze sam o tym nie wiem. Pewnie już siedzę gdzieś na blacklistach polskich programów służących do filtrowania Internetu pod kątem niepożądanych treści. C'est la vie...

Last, but not least. Wygląda na to, że bywają jeszcze ludzie, którzy do Google podchodzą, jak do człowieka, a do komputera, jak do tej "małej, metalowej i magicznej skrzyneczki". Jak inaczej traktować zapytania skonstruowane, jak pytanie w języku naturalnym, a do tego dotyczące, czegoś co ma się fizycznie w dłoni?

Trójmiejskie Targi Pracy i Dni Kariery 2009

2009-03-07, Sobota 11:24:15 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Już 18 maja (poniedziałek) odbędzie się w Gdańsku największe, trzydniowe wydarzenie dot. pracy dla studentów i absolwentów - Trójmiejskie Targi Pracy 2009. To już dwunasty raz, znalazłszy się na Wydziale ETI Politechniki Gdańskiej, studenci będą mieli okazję wpłynąć na swoją karierę zawodową i zadbać o pozyskanie odpowiedniego doświadczenia. A w najgorszym przypadku zdobyć pełną garść gratisów tak, jak sam to zrobiłem w zeszłym roku.

Powyższe wydarzenie zostanie poprzedzone podobnym, ale organizowanym przez AIESEC na Uniwersytecie Gdańskim. 12 marca (czwartek) odbędą się Dni Kariery 2009 na których również można... znaleźć interesujące gratisy.

A jak już jesteśmy przy pracy to wygląda na to, iż w tym roku muszę zadbać o to w szczególny sposób. Na Intela najprawdopodobniej nie mam co liczyć - pan z HR-u zdziwił się mocno, gdy na pytanie odnośnie tego, kiedy mogę zacząć pracę odpowiedziałem "1 lipca". Gdyby nie ZiE to już od poniedziałku pewnie przegryzałbym się przez kod w C i Assemblerze. Tak to jest, gdy ktoś chce zdobyć doświadczenie zawodowe, wykształcenie i satysfakcję w tym samym momencie. Może jeszcze się odezwą i zaproponują staż? Mniejsza z tym.

Ja się na targi postaram wybrać, a Wy?

Lifehack: Wywieranie wpływu na ludzi

2009-03-05, Czwartek 00:17:18 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Wstęp

Będąc w trakcie czytania książki Roberta Cialdiniego pt. "Wywieranie wpływu na ludzi" postanowiłem, iż będę robić krótkie notatki dot. opisywanych przez niego metod wywierania wpływu. Większość z nich sprawdza się najlepiej w sytuacjach, w których to czas i zaskoczenie odgrywają dużą rolę. Niemniej jednak ich efekty są zazwyczaj trwałe, a siła opisywanych metod tkwi w głównej mierze w naszej kulturze.

Zasada kontrastu

Wyobraźcie sobie trzy naczynia ustawione obok siebie wypełnione wodą: zimną, letnią i gorącą. Wkładacie lewą dłoń do zimnej wody, a prawdą do gorącej. Po kilku minutach równocześnie przemieszczacie dłonie do pojemnika z letnią wodą? Co czujecie? Otóż ręka trzymana poprzednio w ciepłej wodzie odczuje znaczący chłód, a ta druga ciepło. Różnica wynika tylko i wyłącznie z tego, iż wcześniej znajdowały się w innych warunkach. Zjawisko to zachodzi również w przypadku handlu, relacjach międzyludzkich i innych aspektów życia. Rzeczywisty przykład? Przedstawiciel płci przeciwnej, o statystycznie średniej atrakcyjności, wyda nam się atrakcyjniejszy, gdy wcześniej będziemy mieć do czynienia z przedstawicielami mniej atrakcyjnymi i odwrotnie.

Zasada wzajemności

Siła kultury jest w tym przypadku ogromna. Wyobraźcie sobie prezent, czy też podarek wręczony Wam, a przeznaczony specjalnie dla Was. Albo niech ktoś Wam wyświadczy przysługę. Czy będziecie w stanie odmówić tejże osobie i nie pomóc jej, gdy o to poprosi? A może dacie jej więcej, niż ona Wam wcześniej? Większość osób tak właśnie robi. Odwzajemnia się z nawiązką osobom, które wcześniej zrobiły dla nich coś dobrego. Relacja ta może być i często jest wykorzystywana świadomie przez osoby, których nawet nie wcześniej nie widzieliśmy.

Wzajemność ustępstw

Ustępstwa to klucz do sukcesu, a do tego stanowią bardzo tanie rozwiązanie dla strony korzystającej z nich. Podczas negocjacji wystarczy wyjść z propozycją znacząco bardziej wymagającą dla drugiej strony, niż docelowo byśmy tego oczekiwali. Wystarczy teraz umiejętnie ustępować z pewnych warunków, aby dojść do tego, co naprawdę było nam potrzebne. My jesteśmy zadowoleni, że uzyskaliśmy to, czego chcieliśmy, a druga strona dostrzega na jak wielkie ustępstwa poszliśmy, przy okazji mając świadomość tego, jak dobrze się "targowała". Co bardziej interesujące, nie tylko daje nam to większą szansę realizacji pierwotnych celów, niż miałoby to miejsce w przypadku otwartego zaprezentowania potrzeb już na samym początku, ale też sprawia, iż druga strona czuje się bardziej zobowiązana do wywiązania się z umowy.

Ciąg dalszy...

Nastąpi. Kolejne wpisy poświęcone tytułowemu zagadnieniu będę tworzyć w miarę postępów w lekturze książki Cialdiniego. Mam nadzieję, że zachęci to Was nie tylko do lektury wspominanego tekstu, ale również skłoni do dyskusji na temat naszych zachowań oraz tego, czy ww. zasady są Wam znane i faktycznie sprawdzają się w życiu codziennym.

III Rzesza i jej zdobycze naukowe

2009-03-04, Środa 21:48:52 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Ostatnio, pod wpływem lektury antologii "Deszcze niespokojne" (II wojna światowa, głównie fantastyka), przebiegła mi przez głowę makabryczna, ale i zarazem interesująca myśl dot. rozwoju naukowego Rzeszy Niemieckiej. Myśl, która w obliczu braków w mojej wiedzy historycznej jest jedynie drobnym, irytującym robakiem. Przejdźmy jednak do rzeczy.

Wyścig zbrojeń z pewnością stymuluje myśl techniczną. Może niekoniecznie w tym kierunku, który jest pożądany, ale z pewnością nie pozostaje bez wpływu na technikę danego państwa. Nie to jednak mnie interesuje. Nazistowskie Niemcy inwestowały również w eksperymenty medyczne i badania na ludziach. Zbrodnicze działania, które ponoć nie miały zbyt wiele wspólnego z prawdziwymi eksperymentami przeprowadzanymi obecnie. Może...

Czy możliwym jest, aby materiały pozyskane podczas operacji na tak delikatnym i rzadkim materiale, jakim jest żywy człowiek miały jakieś sensowne zastosowanie? Czy wszystko, co zostało wygenerowane kosztem tysięcy ofiar, nadawało się tylko do kosza? Czy wszystko było podporządkowane propagandzie?

Starsze wpisy | Nowsze wpisy