Herbaciane ciekawostki
Herbata to napój, którego historia trwa już około 4 tysięcy lat i można być pewnym tego, iż długo jeszcze nie przeminie. Jako, iż żywo interesuję się herbatą (jej historią, obrządkami z nią związanymi oraz degustacją) postanowiłem zebrać znane mi ciekawostki jej dotyczące. Mam nadzieję, iż zachęci one również osoby mające styczność jedynie z herbatami w saszetkach do tego, aby spróbować czegoś nowego dostępnego w polskich herbaciarniach.
- Istnieje sześć kategorii herbaty: biała, żółta, zielona, Oolong, czarna i czerwona. Różnią się one sposobem produkcji, w tym stopniem fermentacji, więdnięcia i suszenia (lub ich brakiem),
- Herbata posiada swoją skalę jakości uzależnioną od zawartych w niej pąków, pełnych liści i ich rozmiaru, okruchów i pyłu. Najniższe gatunkowo herbaty i odrzuty z produkcji trafiają zazwyczaj do herbat torebkowych,
- Takie dodatki, jak cukier (niedopuszczalny w świecie herbacianych smakoszy), czy też mleko są stosowane jedynie do niektórych gatunków czarnych herbat,
- Herbata zawiera więcej kofeiny w suchej masie, niż kawa, ale tej pierwszej używamy zazwyczaj znacznie mniej w celu przygotowania jednej filiżanki naparu,
- Pu-erh i inne herbaty czerwone, jako jedne z nielicznych herbat, lepiej smakują, gdy leżakują latami. Ceny najstarszych sięgają 200 dolarów za gram,
- Krótko parzona (względem zaleceń) herbata ma działanie pobudzające i orzeźwiające, długo parzona działa usypiająco,
- Istnieje standard (ISO 3103) opisujący metodę zaparzania herbaty. Jest on wykorzystywany podczas oceny smaku danej herbaty,
- Sprasowana herbata w formie kostek bywała środkiem płatniczym w handlu wymiennym w Mongolii oraz Tybecie,
- Istnieją kraje w których herbata podawana jest z tłuszczem, mlekiem i solą,
- Herbata i wydarzenie zwane herbatką bostońską miały znaczny wpływ na rewolucję amerykańską.
Źródłem powyższych ciekawostek jest moja własna wiedza uszczegółowiona odniesieniami do Wikipedii.
Komentarze:
1.
zgryw dnia 2009-02-07 o 18:17:12 powiedział(a):
Co nie zmienia faktu, że czasami po prostu MUSZĘ posłodzić herbatę ;) ...ale to już zależy od tego jaką...
2.
Zal dnia 2009-02-07 o 18:20:21 powiedział(a):
@zgryw: Ja się bez bicia przyznaję, iż większość torebkowych traktuję cukrem. Swego czasu chciałem nawet doprowadzić do całkowitego zaprzestania używania przeze mnie cukru, ale skończyło się na tym, że postanowienia trzymam się tylko w przypadku herbat wyższego gatunku, niż torebkowe. Co wcale nie jest wyczynem ;>
3.
Ayufan dnia 2009-02-07 o 18:22:56 powiedział(a):
Ja piję tylko Liptona z torebek, czasami słodzę czasami nie – zależy od wody. Fajne informacje i mam nadzieję, że więcej takich się pojawi :)
4.
Paolo dnia 2009-02-07 o 18:24:09 powiedział(a):
Sam coraz częściej mam ochotę spróbować „czegoś lepszego”. Z torebkowych odpowiedników uważam jedynie Sagę.
PS. Zal a jak wygląda kwestia ceny ?
5.
zgryw dnia 2009-02-07 o 18:24:38 powiedział(a):
Oj jest, jest. Ja staram się unikać torebkowych, więc słodzę też „sypane”. W większości są to jakkolwiek aromatyzowane, które są znane z kiepskiej jakości samej herbaty (aczkolwiek nie wszystkie). Słodzenie u mnie to wprawdzie mała łyżeczka brązowego cukru – czuje się jakbym był uzależniony od samego faktu słodzenia herbaty ;)
A jeżeli szarpnę się już na jakąś lepszą, to rzeczywiście nie słodzę ;)
6. Kuba dnia 2009-02-07 o 18:34:41 powiedział(a):
ja pijam zieloną herbatę. Nie słodzę jej, a od niedawna delektuję się gorzką czekladą wraz z herbatą. Smakuje wyśmienicie.
7.
Zal dnia 2009-02-07 o 18:37:40 powiedział(a):
@Ayufan: Dzięki za miłe słowa. Zamierzam powoli zmienić profil blogaska. A przynajmniej przełamać jego monotematyczność, która staje się utrapieniem zarówno moim, jak i zapewne każdego, kto tutaj zagląda ;] A herbatę lubię i nie poprzestaję jedynie na jej piciu.
@Paolo: Wszystko zależy od tego, ile co chcesz kupić. 100 gram herbaty to od okolic 8 złotych w przypadku najtańszych do nawet 30 złotych i więcej w przypadku rzadkich rodzajów. Niemniej jednak uzbrojonym w 15 złotych można sporo zdziałać. Szczególnie, iż np. ja stosuję taktykę kupowania mniejszych ilości danego rodzaju herbaty, ale za to więcej rodzajów. Zawsze pytam się w sklepie jaką najmniejszą ilość danego rodzaju herbaty mogę zakupić (jest to zazwyczaj 50 gram), a następnie kupuję 50 gram czegoś, co lubię pić częściej + kilka próbek herbat, których jeszcze nie znam. Coś mi się zdaje, że już niedługo będę musiał ponowić moje wyjście do herbaciarni :D
@zgryw: W przypadku aromatyzowanych to jeszcze rozumiem ;] Tak samo w przypadku Masala Chai – grzechem byłoby jej nie posłodzić. A jak już jesteśmy przy cukrze – tutaj popieram stosowanie brązowego cukru zamiast białego. Samo jego użycie sprawia, że człowiek ma wrażenie wyjątkowości tego, co pije.
@Kuba: Do gorzkiej czekolady jeszcze się nie przemogłem. Tj. jadam, jak każdą inną, ale preferuję mleczną. Mówisz, że pasuje do herbaty? Interesujące.
8.
Paolo dnia 2009-02-07 o 18:42:20 powiedział(a):
A wiesz może jak wygląda zakup przez sieć ;> ? Ciekawi mnie czy jest to bezpieczne pod względem jakości produktu. Ponadto przydałby się ktoś, kto może polecić konkretne odmiany.
Co do zmiany profilu bloga: zgrałeś się nieco ze mną, tylko że u mnie pojawi się nowy, ciekawy moim zdaniem design oraz więcej wpisów technicznych niż do tej pory (ale i tak jest ich chyba dużo).
9.
zgryw dnia 2009-02-07 o 18:46:15 powiedział(a):
Co do zakupu przez internet – zbierałem się do tego, zbierałem, ale nie chiałem sobie odebrać tej przyjemności pójścia do herbaciarni, powąchania nowych herbat, porozmawiania ;) Dlatego jeżeli jeszcze nie wiesz co lubisz, proponuję się przejść, zapytać... i zdać się w dużym stopniu na węch – najczęściej jest to najlepszy doradca :)
W gruncie rzeczy na początku nie przejmowałem się zasadami (w stylu parzyć tyle, taką wodą itp) jednak jak raz spróbowałem dobrze zaparzoną, zieloną herbatę – ahh :)
10.
@lan dnia 2009-02-07 o 18:50:51 powiedział(a):
Hah, kilka godzin temu wróciłem z herbaciarni z 4 nowymi (nie smakowanymi jeszcze przeze mnie) gatunkami. Może opiszę po spróbowaniu. ;)
11.
Zal dnia 2009-02-07 o 18:54:12 powiedział(a):
@Paolo: Zakupów przez Internet nigdy do tej pory nie robiłem, jeżeli mowa o herbacie. Podejrzewam, że największym problemem może się okazać transport takowej. Ale jeżeli nikt nią nie będzie rzucać to dotrze do Ciebie w takim stanie, jak ta kupiona bezpośrednio w herbaciarni.
Osobiste wybranie się do herbaciarni ma jednak zalety pod postacią możliwości powąchania, czy też zobaczenia herbaty, którą chcemy kupić. Nie bez znaczenia jest też możliwość rozmowy ze sprzedawcą. Niektórzy z nich naprawdę znają się na tym, co sprzedają i warto poświęcić kilka chwil np. na to, aby doradzili nam nowy rodzaj herbaty.
Co do herbat na początek to polecam zacząć od zielonej (np. Sencha, czy też Bancha), spróbować czarnej Darjeeling (z drugiego, trzeciego zbioru – tańsza i w sumie smaczniejsza, niż ta z pierwszego), białej Pai Mu Tan (niestety, jest stosunkowo droga), a na sam koniec Pu-Erh (ze względu na swój ziemisty posmak wielu osobom zupełnie nie pasuje).
@zgryw: A ludzie się ze mnie śmieją, gdy potrafię czekać aż zagotowana woda ostygnie, albo parzyć herbatę z minutnikiem ;D
@Alan: Koniecznie się pochwal wrażeniami. To zawsze jest wskazówka co do tego, jaką herbatę spróbować kolejnym razem.
12.
vmario dnia 2009-02-07 o 18:58:05 powiedział(a):
Zal, narobiłeś mi smaku. Przez Ciebie chyba się wreszcie wybiorę do jakiejś herbaciarni.
Przy okazji: czego używasz do parzenia herbaty? Ja kupiłem sobie siateczkowaty zaparzacz i zalewam go w kubku, nierzadko, o zgrozo, metalowym :P
13.
@lan dnia 2009-02-07 o 19:01:22 powiedział(a):
@Zal: Taaa, poprzednio już miałem opisać, nawet zdjęcia zrobiłem… i jak widać nic nie wyszło. ;)
A co do parzenia: nie robię z tego jakiejś ceremonii wielkiej, bo jeśli dysponuje się tylko czajnikiem elektrycznym, to cudów się nie zdziała. ;) Niemniej dysponuję porcelanowym dzbanuszkiem do parzenia herbaty na specjalne okazje. ;)
14.
Zal dnia 2009-02-07 o 19:07:23 powiedział(a):
@vmario: Jakiś czas temu otrzymałem od znajomych duży, czarny i ceramiczny imbryczek z podgrzewaczem w formie świeczki. Chwalę go sobie, bo nie tylko jest praktyczny, ale również świetnie wygląda. Jakby tego było mało – mieści się w nim mój jedyny, metalowy zaparzacz. Metalowe zaparzacze mają tę wadę, iż najczęściej są bardzo małe i uniemożliwiają rozwijanie się liści herbaty. To, co ja posiadam to zaparzacz gastronomiczny (duże to jest strasznie), który przy ilościach herbaty, które zaparzam, sprawdza się świetnie ;]
@Alan: Mi i tak zdarza się parzyć herbatę. Nie zawsze mam czas na to, aby uczynić z picia herbaty ceremonię. Odprężyć się, włączyć nastrojową muzykę i zanurzyć w myślach. Czasami po prostu chce mi się pić ;D I tak, jak kiedyś (jeszcze jako dzieciak) nie mogłem się herbatą napić, tak teraz najczęściej właśnie nią gaszę pragnienie.
15.
zgryw dnia 2009-02-07 o 19:26:22 powiedział(a):
Nie przeszadzajmy z ceremonią. Po prostu każdy niech pije herbatę jak chce, nie lubie jak ktoś narzuca jakieś zasady ;) Czasem pijemy do książki, czasem przy pracy, czasem w pośpiechu – ważne, żeby czerpać z tego przyjemność :)
Ja dostałem od mamy czajnik z jakimś kamionkowo-podobnym zaparzaczem, z którego jednak nie byłem zadowolony – nie dość, że mały to powodował że dużo fragmentów liści przedostawało się do samego czajnika. Zamieniłem go na mój metalowy, który wprawdzie jest trochę za mały, ale przynajmniej nie powoduje przeparzenia herbaty. Czajnik o pojemności około 1,5L, z podgrzewaczem – w sam raz na jakieś dłuższe posiedzenie :)
16. Kuba dnia 2009-02-07 o 19:33:55 powiedział(a):
@Zal
zapytałeś się, czy gorzka czekolada smakuje do herbaty. Tak, smakuje i nie jest aż tak gorzka wtedy.
Wyczytałem w książce „Antyrak”, że zielona herbata, jak i gorzka czekolada (powyżej 70% kakao) są bardzo korzystne dla zdrowia. Takiej czekolady nie powinno się spożywać wraz z mlekiem, bo maleje procent kakao. A o zielonej herbacie wspomniał autor, że już po godzinie od zaparzenia zdrowotne substancje, które ona zawiera, znikają. Tak więc tylko sporadycznie używam tych samych liści więcej niż jeden raz, a herbatę zaparzam 8-10 minut.
Do pracy noszę herbatę w małym opakowaniu po tabletkach musujących i zaparzam w naturalnym filtrze na herbatę.
17.
Zal dnia 2009-02-07 o 20:16:56 powiedział(a):
@zgryw: Przyjemność przede wszystkim, ale nie zapominajmy, że sam „rytuał” też odpręża. Czasami zdarza mi się zapalić fajkę – w jej przypadku nawet bardziej przyjemnym, niż samo palenie, jest możliwość jej nabicia, rozpalenia, a później wyczyszczenia. Wolno, bez pośpiechu, z zachowaniem poszczególnych kroków. Ma to swój urok.
@Kuba: Zatem będę musiał spróbować, jak takie połączenie smakuje, bo jeszcze nigdy nie miałem ku temu okazji. Co do parzenia herbaty – niektóre herbaty nadają się do powtórnego zaparzenia, ale jak sam napisałeś, nie powinny być parzone zbyt długo po pierwszym zaparzeniu. To samo dotyczy naparu – najlepiej pić tuż po zaparzeniu. I to nie tylko ze względów zdrowotnych ;]
18.
jam łasica dnia 2009-02-07 o 20:30:32 powiedział(a):
Dla mnie najlepsza jest z dwóch torebek + trochę cukru + trochę cytryny..
PS. Mleko w kawie/herbacie?! Fuj… :P
19.
Zal dnia 2009-02-07 o 20:43:54 powiedział(a):
@jam łasica: Bawarka jest idealna dla kobiet w ciąży, a i smakuje całkiem nieźle. Nigdy nie miałeś okazji picia masala chai?
20. Livio dnia 2009-02-07 o 22:59:22 powiedział(a):
To ja poproszę inne ciekawostki. Skąd paskudny osad na moim kubku, jak mu zapobiegać i co robić, by zniknął, jak już się pojawi (gdy herbata jest jeszcze w kubku, niewypita).
21.
Zal dnia 2009-02-07 o 23:18:48 powiedział(a):
@Livio: To zależy od jakości (twardości) wody, której używasz do parzenia herbaty. Im więcej w niej związków wapnia tym osad będzie większy. Nie pomoże tutaj również woda mineralna („mineralna” to słowo klucz). Najprawdopodobniej, najlepszym wyjściem byłoby skorzystanie ze skutecznego systemu filtrowania takiej wody.
W moim przypadku nie jest to tak zauważalne i nie wpływa w znaczący sposób na smak herbaty.
22. Livio dnia 2009-02-07 o 23:20:24 powiedział(a):
Uch. U mnie jak herbata dłużej postoi (5h?) to pojawiają się w niej jakby czarne granulki… A może to ja źle przyrządzam herbatę? Bo zwykle torebkę zalewam wrzątkiem do pełna w moim 0,5l kubku i zaraz potem dosypuję cukru.
23.
Zal dnia 2009-02-07 o 23:23:15 powiedział(a):
@Livio: Nie wiem, jak oceniają to inni, ale moim zdaniem po prostu masz problem z wodą. Zresztą w pewnych rejonach Gdańska ludzie mają podobny problem ;]
24. kodama dnia 2009-02-07 o 23:29:25 powiedział(a):
Świetny wpis, bardzo Twój, Skarbie! :D
Osobiście najbardziej lubię zielone herbaty aromatyzowane o zapachu owoców i kwiatów. Uwielbiam też zieloną, dobrą herbatę o zapachu ryby i genmaichę z prażonym ryżem o zapachu ryżu i ryby :P
Herbaty nigdy nie słodziłam chyba, że pakuję do termosu. Cukier i cytryna nie pozwalają wtedy herbacie zrobić się gorzką.
Bawarka dobra dla kobiet w ciąży to jednak mit i proszę się ze mną nie kłócić, bo to ja mam 5 z rozwojówki ;)
Chętnie bym kiedyś jednak spróbowała tybetańskiej herbaty z mlekiem jaka i solą. Masali autorstwa Zala nie lubię, ale to ze względu na mój organiczny wstręt do mleka :D
A jeśli zaś chodzi o herbaciarnie, to w niektórych można dostać bezpłatny egzemplarz „Filiżanki smaków”, która zawiera artykuły o kawie, herbacie i czekoladzie, a także na tematy około kawiarniane. Jest rewelacyjna! :D
Pozdrawiam moi Herbatopijcy! :D
25.
Chris Trynkiewicz dnia 2009-02-08 o 01:42:10 powiedział(a):
Noo czy krotko parzona ma dzialanie pobudzajace to bym sie klocil. To jak wcale jej nie bede parzyl, tylko wypije wode, to bedzie the best? Cos mi tu nie gra…
26.
Zal dnia 2009-02-08 o 10:19:37 powiedział(a):
@Chris: Rozsądek ma tutaj istotny wpływ na osiągnięty efekt. Rozumiem, iż interesuje Cię dlaczego tak się dzieje. Zacznijmy od tego, iż mając na uwadze względy organoleptyczne należy pamiętać, iż nie istnieje pojęcie „krótko parzona” i „długo parzona”. Istnieją tylko dwa określenia: „prawidłowo parzona” i „nieprawidłowo parzona”.
Proces parzenia herbaty nie polega na tym, iż wszystkie jej składniki są uwalniane już na samym początku. Na początku parzenia do wody uwalniana jest kofeina. W momencie, gdy przekroczymy „idealny czas parzenia” do wody uwalniane są znaczne ilości garbników i polifenoli. Nie tylko odpowiadają one za kolor parzonej herbaty, ale również za jej goryczkę i… „moc”. Wiążą kofeinę i same również wpływają na nasze samopoczucie – stąd właściwości uspokajające.
Nie czuję się na siłach, aby opisywać cały proces od strony naukowej, niemniej jednak opisana właściwość nie jest czymś „magicznym”. Ot, chemia ;]
27. Kuba dnia 2009-02-08 o 10:39:00 powiedział(a):
właśnie – to polifenole są takie zdrowe :). Dlatego po drugiej 10 minut zaparzanej herbacie dopada mnie senność.
28.
@lan dnia 2009-02-08 o 12:28:45 powiedział(a):
właśnie – dlatego jestem oazą spokoju… :PP ;D
29. Zuzka dnia 2011-10-30 o 18:00:07 powiedział(a):
A ja nigdy nie pojmę tego czasu parzenia herbaty. Czy żeby była krótko parzona muszę ją wypić, jeszcze boleśnie gorącą natychmiast po dwóch czy trzech minutach od zalania? Bo u mnie w praktyce wygląda to tak, że herbatę zalewam, bardzo gorącej nie piję, popijam po trochu, czyli ona i długo się parzy i stygnie, czyli działa usypiająco... A wrzątku sobie nie wleję do gardła ;)