] > Karol „Zal” Zalewski - Blog - http://blog.4zal.net/2009/02/

Praca grupowa!

2009-02-27, Piątek 17:14:45 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Jako, iż kilka dni temu rozpoczęliśmy czteroosobowy projekt grupowy o kodowej nazwie "Truteń" zastanawiamy się nad tym, jak efektywnie rozwiązać komunikację oraz zarządzanie grupą. Obecnie mamy zamiar wykorzystać niepubliczne repozytorium SVN w celu składowania kodu w Javie i dokumentacji w LaTeX-u, kanał IRC-owy do prowadzenia konferencji oraz listę mailingową do przesyłania ogłoszeń i Jabbera do komunikacji w mniej nagłych przypadkach. Możliwe, że na późniejszych etapach przyda się również VPN do testów oraz Bugzilla do zgłaszania bugów.

Całkiem poważnie zastanawiam się nad wdrożeniem VoIP-a, czy też innego rozwiązania umożliwiającego prowadzenie telekonferencji. Skype, ze względu na swój niewolny charakter raczej odpada. Do kamer też nie mamy szerszego dostępu, więc wideokonferencje nie mają prawa bytu. Przydałoby się również narzędzie do zarządzania czasem, wyznaczaniem zadań i kamieni milowych. Coś opartego np. o tickety i osadzone na jednym z dostępnych nam serwerów (interfejs webowy lub klient). Znacie takie rozwiązania? Orientujecie się może, co byłoby najwygodniejsze - najlepiej oprogramowanie typu FLOSS nastawione na pracę sieciową?

Powracając do indywidualnych planów - mam zamiar w najbliższym czasie zabrać się za przystosowanie VIM-a do pracy w ramach prostego IDE dla C oraz Javy. Będzie to niezbędne, ponieważ planuję pracować na komputerach w laboratorium na WETI, które są dostępne poprzez SSH. Zabawa MPI, czy też PVM wymaga, aby mieć dostęp przynajmniej do najprostszego klastra (OpenMosix i domowa sieć to nie to samo). Postaram się też przetestować graficzne nakładki na klienta SVN-a, które przydałyby się do wspomożenia ww. pracy grupowej. O ile TortoiseSVN sprawdza się świetnie pod Windowsem, tak pod Linuksem jest kilka niesprawdzonych przeze mnie narzędzi. Poprzednio w zupełności wystarczały narzędzia konsolowe plus to, co dostarczała Assembla. Obecnie z tego drugiego korzystać nie chcemy.

Koło naukowe RINNG

2009-02-26, Czwartek 01:31:02 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Zapraszam serdecznie wszystkich studentów Politechniki Gdańskiej do uczestnictwa w pierwszym spotkaniu powstającego właśnie koła naukowego RINNG, które odbędzie się 4 marca (środa) o godzinie 1000 w sali 160 Nowego Gmachu WETI.

Spotkanie to będzie w głównej mierze krótkim spotkaniem informacyjnym, a docelowo ma się przyczynić do powstania na WETI ww. koła. Pierwotnym założeniem funkcjonowania RINNG jest propagowanie oraz rozwój idei Open Source i oprogramowania z nią związanego.

Jak mamy, bo mowa między innymi o Matthewie oraz o mnie samym, zamiar realizować powyższe założenia? W głównej mierze poprzez organizację na terenie PG wykładów dot. szeroko pojętego oprogramowania Open Source oraz realizację projektów informatycznych w duchu FLOSS.

Problematyczne pogrubienie

2009-02-25, Środa 21:37:05 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Pogrubianie fragmentów tekstu ma istotne znaczenie w Internecie. Ułatwia potencjalnemu czytelnikowi wyłapać interesującą go część wpisu, nie wymuszając przy tym czytania całości tekstu. W tym momencie korzyści są zarówno po stronie czytelnika, jak i twórcy. Niemniej jednak, nieprawidłowo stosowane pogrubianie odnosi efekt odwrotny od zamierzonego. Męczy wzrok i zniechęca do czytania, o czym wspomniał m.in. vmario w jednym ze swoich wpisów. Pomijam już kwestię typografii.

Jako, iż problem zauważyłem około miesiąca temu, postanowiłem poradzić sobie z nim stosując maksymalnie jedno pogrubienie wyrazu na jeden akapit napisanego przeze mnie tekstu. I to też unikając nadmiernego stosowania tego rozwiązania. Niestety, dopiero teraz zajrzałem do tego, co działo się w moich poprzednich wpisach. Efekt? Ponad 100 zmodyfikowanych wpisów z przeszło 6 ostatnich miesięcy.

Czytanie wspominanych notek sprawiało niemal fizyczny ból. Jestem zdziwiony, że nikt wcześniej o tym nie wspomniał, chociażby pod jedną z nich.

Ergonomia pracy przy komputerze

2009-02-24, Wtorek 23:55:15 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Wedle MRSP 2008 w 2007 roku komputer znajdował się w co drugim gospodarstwie domowym. Mając na uwadze to, iż statystyki zostały w znacznym stopniu zaniżone przez emerytów i rencistów, można byłoby rzec, iż do komputera w domu ma dostęp przeważająca część młodszej części społeczeństwa. I tutaj powstaje problem, z którego owocami mamy do czynienia już teraz.

Przy tak łatwym dostępie do narzędzia, jakim jest komputer, mało kto pamięta o odpowiedniej edukacji potencjalnych użytkowników. Pomijam tutaj kwestię jego obsługi, korzystania z podstawowych aplikacji, czy też dostępu do Internetu. Zwracam natomiast uwagę na to, że mało kto orientuje się z jakimi chorobami może wiązać się korzystanie z komputera bez wcześniejszego przygotowania.

Wiedza, w świecie społeczeństwa informacyjnego, jest jedną z najwyższych wartości. Edukacja, jako kluczowy element tego systemu, jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania człowieka w obecnym otoczeniu. Dlaczego zatem nie uświadomić społeczeństwa, jak ważnym jest, aby stanowisko pracy przy komputerze było ergonomiczne? Co zrobić w sytuacji, gdy pracujemy przy laptopie? Jak ustrzec się skrzywień kręgosłupa, wad wzroku, zespołu cieśni nadgarstka, czy też chorób związanych z psychiką?

Nie czuję się właściwą osobą ku temu, aby rozwiązać powyższy problem, sam dopiero zaczynam głębiej interesować się tym tematem. Jak zorganizować stanowisko, aby nie nabawić się (lub nie pogłębić) wad postawy, jak ustrzec się refleksów i związanego z tym zmęczenia wzroku. Jak ustrzec się przed zespołem cieśni nadgarstka, czy też jakie ćwiczenia wykonywać, aby zachować zarówno zdrowie fizyczne, jak i psychiczne. Jak się okazuje, komfort pracy to nie tylko ulubione narzędzia.

A jakie Wy macie spojrzenie na warunki pracy przy komputerze? Zastanawialiście nad tym, czy może kompletnie zignorowaliście ew. szkolenia z tym związane?

Udźwiękowienie własnej strony WWW? To żaden problem!

2009-02-22, Niedziela 12:29:26 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Cały poniższy tekst możesz odsłuchać korzystając z powyższego odtwarzacza lub ściągnąć w formie MP3.

Ponad dwa miesiące temu wspomniałem o nowej usłudze twórców popularnego w Internecie syntezatora głosu Ivona. Możliwości skorzystania z ww. syntezatora w oparciu o model SaaS. Innymi słowy, aby uzyskać dostęp do syntezatora, wystarczyło wejść na stronę serwisu, wprowadzić tekst do syntezy i odebrać gotowy plik audio. Nic też nie stało na przeszkodzie, aby wykorzystać usługę w formie Web Service. Co też jednak sprawiło, iż postanowiłem napisać o usłudze IVONA Online ponownie?

Wygląda na to, iż nie tylko ja odniosłem wrażenie, iż o ile najłatwiej jest uzyskać korzyści materialne współpracując z firmami, tak odbiorcy indywidualni powinni być traktowani na troszkę innych zasadach. Oczywiście, wszystko zależy od specyfiki prowadzonego biznesu, ale tym razem uważam to za bardzo interesujące rozwiązanie. Mianowicie od jakiegoś czasu osoby takie, jak np. ja sam, mogą skorzystać z darmowej wersji syntezatora oraz, co równie ważne, bezpłatnego hostingu utworzonych w ten sposób plików. Wiąże się to z pewnymi ograniczeniami, ale... Od teraz nie ma problemu z udźwiękowieniem własnej strony.

Z przykładem działania Ivony możecie zapoznać się kierując wzrok na początek niniejszego wpisu.

Jestem wyjątkowy!

2009-02-18, Środa 22:43:44 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Któż z nas nie chciał być w dzieciństwie kimś wyjątkowym? Ja chciałem, a po ponad dwudziestu latach życia moje marzenie spełniło się. Jestem kimś wyjątkowym!

W życiu niemal każdego z nas zdarza się moment w którym to wypowiadamy słowa podobne tym poniżej.

Hej! Kto TO postawił akurat tutaj? Przecież to tutaj nie stało! Trzeba zrobić z tym porządek! Tu i teraz!

Co prawda, mi samemu nigdy się to nie przytrafiło, ale mój układ odpornościowy ma już nieco inne doświadczenia z tym związane. No bo komu potrzebna jest tarczyca?

Choroba Hashimoto to choroba obecnie nieuleczalna i bardzo rzadko występująca u mężczyzn. Na tyle rzadko, iż można powiedzieć o mnie, iż jestem wyjątkowy - na swój sposób, raczej nie to miałem na myśli w młodości. Trudno powiedzieć, abym od tego kiedyś umarł, niemniej jednak jestem uzależniony od przyjmowania syntetycznego substytutu hormonu produkowanego przez tarczycę. Odstawienie takowego kończy się objawami niedoczynności tarczycy - spowolnienie metabolizmu, uczucie zimna, przybranie na wadze, spadek formy intelektualnej, czy też w skrajnych przypadkach - depresja. Uroczo, prawda? Całe życie uzależnione od porannej tabletki. Ależ ze mnie bubel genetyczny.

Z bardziej optymistycznych informacji - WKU bezproblemowo umieszcza w książeczce wojskowej potwierdzenie przejścia do rezerwy.

Oprogramowanie z licencją na wolność

2009-02-18, Środa 11:50:04 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Z tego, co widzę, to nie tylko ja sam mam kłopot z określeniem tego, co mogę zrobić z kodem będącym udostępnianym na danej licencji. Nie lada to problem, gdy nie chcemy implementować czegoś, co już dawno temu zostało zaimplementowane, a przy okazji myślimy o tym, aby cały nasz projekt spełniał np. ograniczenia wynikające z zasad funkcjonujących wewnątrz firmy. Z racji swych zainteresowań postanowiłem przyjrzeć się z bliska licencjom GPL, LGPL oraz BSD.

Open Source

Public domain nie jest tak właściwie licencją, ale określeniem na kod, czy każde inne dzieło do którego autor zrzekł się swoich praw. Sama czynność zrzeknięcia się praw jest dosyć istotna z tego względu, iż obecnie wszystko, co stworzymy jest domyślnie objęte prawami autorskimi (w przypadku np. Polski). W praktyce oprogramowanie public domain jest wolne i otwarte, o ile udostępnia się je wraz z kodem źródłowym. Można z nim robić co się tylko nam żywnie podoba.

GNU GPL bywa pejoratywnie określana mianem licencji wirusowej. Oprogramowanie na takiej licencji musi być udostępniane wraz z kodem źródłowym. Ten ostatni można dowolnie kopiować i rozpowszechniać program bez jego zmiany, o ile wszystkich odbiorców poinformujesz o odpowiednich prawach autorskich. Na program nie udziela się gwarancji, ale... można pobierać opłatę za jej udzielenie oraz serwis samego programu. Co do modyfikacji i tworzenia na jego podstawie prac zależnych to po pierwsze trzeba to wyraźnie zaznaczyć w kodzie, a po drugie praca korzystająca z takiego kodu musi być również udostępniona na licencji GPL, o ile będzie udostępniana osobom trzecim. Stąd też wspomniane nawiązanie do wirusa.

GNU LGPL jest nieco bardziej liberalnym odpowiednikiem GPL. Co ważne, w każdym momencie można dokonać konwersji LGPL na GPL. Odwrotne działanie nie jest możliwe. To, co najważniejsze zawarte jest w punkcie 5 licencji. Program, który korzysta z innego programu objętego licencją LGPL pod postacią bibliotek współdzielonych (to ważne!) może pozostać zamknięty (tj. może zostać zastosowana dowolna licencja). Nie dotyczy to jednak programów, które w kodzie binarnym zawierają fragmenty kodu binarnego aplikacji objętej LGPL (tyczy się to również kodu źródłowego).

Zmodyfikowana licencja BSD jest najbardziej liberalną spośród wymienionych (WTFPL nie jest wymieniona) licencji. Jedyne, czego wymaga to konieczność podania informacji o autorach pierwotnego kodu wraz z treścią licencji (zarówno w wersji binarnej aplikacji, jak i źródeł). Koniec, od tej pory możemy robić, co tylko nam się podoba.

Oczywiście, popularnych licencji jest znacznie więcej. Całkiem niezłym źródłem informacji na ten temat jest GNU.org. Niestety, spojrzenie na nie jest stosunkowo wąskie i dostosowane do zainteresowań GNU.

Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że programistom przydałoby się proste porównanie popularnych licencji w formie tabelki? Jedno spojrzenie i koniec problemów. To, co przeczytaliście jest jedynie skrótem ułatwiającym podjęcie decyzji, ale z pewnością nie zastąpi samodzielnego przeczytania powyższych licencji.

[EDIT] Azrael udostępnił własną pracę magisterską na licencji Creative Commons BY-NC-SA 3.0 dot. licencji oprogramowania komputerowego.

Google Apps: Nowe usługi

2009-02-17, Wtorek 18:18:28 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Wszyscy korzystający z GAFYD znają zapewne takie usługi, jak np. Google Start Page, Email, Chat, Calendar, Web Pages, Docs, czy też Sites. Standard. Wczoraj jednak zauważyłem, iż niedawno pojawiła się możliwość skorzystania z usług dostępnych w ramach Google Labs.

Mowa tutaj o Google Short Links, Code Reviews oraz Moderator. Dla typowego użytkownika najprzydatniejsze będzie to pierwsze rozwiązanie. Jak łatwo się domyślić - jest to narzędzie do skracania linków przeznaczone dla użytkowników naszej domeny. Zdecydowanie lepsza usługa, niż to, co zapewnia prosty skrypt PHP.

Code Reviews przeznaczone jest głównie dla programistów, a przeznaczone do pracy z repozytorium SVN. Po wskazaniu odpowiedniego repozytorium Subversion pojawia się możliwość komentowania wszelkich wprowadzanych do projektu zmian. Komentowanie, sugestia poprawek i krytyka dotycząca kodu nie stanowi już problemu. Gdyby jeszcze istniała możliwość podpięcia Google Code (m.in. repozytorium SVN) pod własną domenę, a Code Reviews wspierało systemy inne, niż Subversion, całość byłaby bezcenna. Obecnie jest "tylko" bardzo przydatna.

Zaś co do Google Moderator - jest to niezłe, ale ponoć jeszcze niedopracowane narzędzie wspierające głosowanie, zgłaszanie sugestii, pytań itp. Przykład jego wykorzystania można zobaczyć na żywo przechodząc na stronę projektu.

Od niedawna istnieje również możliwość skorzystania w ramach Google Apps z Google Contacts oraz Google Mobile, o których nieco więcej napisał Joggerowicz zx.

Powrót do przeszłości

2009-02-16, Poniedziałek 11:11:12 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Dzisiaj kolejny raz natknąłem się na kompilację fragmentów z gier przeznaczonych dla Commodore C64 oraz dla Amigi. Ech... Gdybym tak był z 10 lat młodszy, a posiadał tę samą wiedzę, co teraz. Znowu nie wytrzymałem i w ruch poszedł VICE oraz UAE. Do tego ostatniego nie mam niestety ani Kickstarta, ani Workbencha, więc pożytek z niego żaden.

Co do C64 to serwis C64.com jest bezcenny. The Great Giana Sisters, Jumpman, czy też Pirates! to perełki, o których trudno zapomnieć. Gry, które nie tylko wykorzystywały potencjał drzemiący w maszynie, jaką było m.in. C64, ale były również niezwykle... miodne. Tak, jak np. Lemmingi, Micro Machines oraz przygodówki (jakże popularny kiedyś gatunek gier) stworzone na Amigę. Nawiązując do tych ostatnich - gdzie się obecnie podziały gry "point-and-click" pokroju The Secret of Monkey Island, Simon the Sorcerer, Discworld itp.?

Coraz częściej myślę też nad zakupem jakiejś konsoli pokroju PlayStation 2. Chociażby po to, aby móc bawić się grami z serii Final Fantasy.

Otwarte standardy: Cel, promocja i przyszłość

2009-02-15, Niedziela 13:26:40 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Nie jestem zwolennikiem tego, aby komukolwiek cokolwiek narzucać. Nawet, gdy czyni się to w imię "szeroko pojętej wolności". Takie działania rzadko kiedy mają coś wspólnego z wolnością. Uważam, że na płaszczyźnie informatycznej ludzie powinni mieć możliwość podejmowania samodzielnych, niczym nieograniczonych decyzji. Chcą korzystać z zamkniętych formatów? Why not? Jeżeli takie podejście zakończy się dla nich w przyszłości fiaskiem to... jest to cena wolności. Nie można nikogo chronić przed jego własnymi decyzjami.

Niemniej jednak warto zadbać, aby osoba decydująca miała dostęp do wiedzy. Powinna posiadać pełną świadomość tego, dlaczego wybiera daną opcję. Trudno o jakąkolwiek wolność i poprawność podejmowanych decyzji, gdy nie posiada się odpowiednich i stosownych do sytuacji informacji. Dlatego też uważam, iż edukacja jest najważniejszą funkcją osób chcących propagować wolnościowe ideały na jakimkolwiek polu - zamiast narzucać, odstraszać, walczyć, a niekiedy nawet obrażać powinni po prostu edukować.

W przypadku informatyki zrozumiały wydaje się również konflikt związany z różnicą między wolnością, a otwartością. Na całe szczęście w przypadku otwartych standardów oraz formatów nie ma on aż takiego dużego wpływu, jak na oprogramowanie komputerowe i licencje z nim związane. Bez problemu można wykorzystywać ww. formaty oraz standardy nie obawiając się o to, czy ich wolność jest "pełna". Co ciekawe - zastosowanie otwartych standardów nie wymusza stosowania wolnego/otwartego oprogramowania, a zarazem w znacznym stopniu rozwiązuje problem dostępu do danych wykorzystywanych przez takowe.

W przypadku dokumentów tekstowych otwartymi standardami (definicji jest sporo, ale trzymamy się tej UE) są m.in. OpenDocument oraz PDF. Biorąc pod uwagę to, co napisałem powyżej oraz moje osobiste zainteresowanie otwartymi formatami postanowiłem sprawdzić, jak wygląda część edukacyjna związana z otwartymi formatami wchodzącymi w skład otwartych standardów.

Znalazłem KROS, która co prawda nie publikuje interesującej mnie listy, ale zajmuje się problematyką wykorzystania wspomnianych standardów np. przez administrację publiczną. Nadal jednak nie spełnia moich oczekiwań. Liczyłem na coś, co w sposób przyjazny i konkretny przekaże tzw. ZU informacje dotyczące wykorzystania wolnych formatów, będących wolnymi standardami, w codziennym życiu. Dlaczego - motywacja - oraz w jaki sposób - lista wolnych formatów, popularne i darmowe oprogramowanie obsługujące je.

A co Wy o tym sądzicie? Czy promocja poprzez edukację miałaby szanse powodzenia? Kto mógłby się tym zająć? A może jakaś organizacja już nad tym pracuje? Niestety, nie posiadam zbyt wielu informacji na ten temat, a z chęcią bym je pozyskał.

Abstrahując od informatyki - wygląda na to, że powinienem ograniczyć spożywanie cukru. I to nie tylko w tej najczystszej postaci, ale po prostu cukrów jako takich. Ew. poruszać się trochę, ale o ile w możliwość ograniczenia spożycia danego rodzaju pokarmów przeze mnie jeszcze wierzę, tak w sukces tego ostatniego śmiem wątpić.

PS. Debian 5.0 (Lenny) po wczorajszym wydaniu pojawił się już dziś na serwerach. Ja oczywiście polecam zassanie, gdy zajdzie taka potrzeba, całości poprzez BitTorrenta lub Jigdo. Chyba nigdy nie minie mi słabość do Debiana i Gentoo pomimo tego, iż sam z lenistwa używam Ubuntu ;>

Walentynkowe cytaty / Unix epoch!

2009-02-14, Sobota 00:31:30 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Nigdy nie sądziłem, że mały termofor może sprawić tyle przyjemności. Ciepły termofor, aromatyczna herbata i nieco miłości - tylko tyle mi potrzeba. Myszata sprawiła mi sporo radości jeszcze jednym prezentem. Jest nim uroczy notatnik z kartkami, na których znajdują się fragmenty naszych rozmów. Postanowiłem, iż kilka z nich zaprezentuję poniżej. Oto i one:

<Kodam> (Podekscytowana) No... i ona się z nim zaręczyła, rzuciła studia, pojechała do Anglii i w ogóle!
<Zal> (Pełen wątpliwości) Hmm... A co na to jej rodzice?
<Kodam> (Zachwycona) Żeby szła za głosem serca!
<Zal> (Rzeczowo) To oni tam chyba wszyscy cierpią na arytmię!

<INFO> Wtuleni w siebie. Należy jednak pamiętać, że Zal jest nieco niższy od Kodamy, co bywa problematyczne.
<Kodam> Jest cudownie... Prawda?
<Zal> Yhm...
<Kodam> Tylko miałabym jedną, małą prośbę...
<Zal> Yhm?
<Kodam> Możesz położyć swoją głowę na poziomie mojej głowy?

<Kodam> (Zrezygnowana) Zamienię na artystycznego homo nieartystycznego hetero.

PS. Wszystkiego najlepszego w 1234567890 sekundzie epoki Uniksa!

Inteligentny...

2009-02-12, Czwartek 15:55:13 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Jednym z moich marzeń jest nie tylko posiadanie domu, ale również własnego, niezależnego od świata zewnętrznego, systemu ogrzewania i zasilania takiego domu. Odwierty geotermalne, ogniwa słoneczne, agregat prądotwórczy zasilany biogazem i tym podobne atrakcje. O ile technicznie jest to do wykonania to niestety wygląda na to, iż względy prawne mogą mi w tym przeszkodzić. Nie zrażam się tym i marzę dalej...

Wszystko to nie miałoby sensu, gdyby nie możliwość monitorowania stanu wszystkich podsystemów. Rozie zwrócił uwagę na interesujące rozwiązanie - podpięcie czujników monitorujących np. zużycie energii do komputera. Ułatwiłoby to nie tylko składowanie, ale również analizę, prezentację i możliwość reakcji na napływające dane. Od tego już niedaleko do inteligentnego domu.

Jestem ciekaw, w jakim stopniu droższy byłby dom w którym zastosowano by powyższe rozwiązania oraz to, czy jest to w ogóle możliwe w Polsce. Czy zakup miałby szansę zwrócić się jeszcze za mojego życia?

Słów kilka o wychodku w konfrontacji z współczesnością

2009-02-10, Wtorek 23:55:07 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Trudno chyba znaleźć szczęśliwszego człowieka, niż archeologa dokopującego się do historycznego wychodka. Prawdziwy skarb. Można tam znaleźć nie tylko zupełnie nieprzydatne przedmioty codziennego użytku, dowiedzieć się, jak odżywiali się okoliczni mieszkańcy, ale też natknąć się na kosztowności. Niektóre takie miejsca to dziesiątki lat życia ludzkiego zamkniętego w kilku metrach "gleby". Najnaturalniejsza znana mi forma logowania.

Jak to się ma do współczesnego Internetu? To proste - Internet to ogromny śmietnik, po którym bez wyszukiwarek nie dałoby się w ogóle poruszać. Petabajty danych, mniej lub bardziej przydatnych, będących wychodkiem naszych czasów. Z tą drobną różnicą, iż trudno o nim powiedzieć, aby w przyszłości stał się wykopaliskiem wiedzy o minionych latach. Jest mu bliżej do żywej istotny, niż do ustępu.

I tutaj pojawia się pewien problem, którego satysfakcjonującego rozwiązania nie znam, ale warto o nim wspomnieć.

To, co mnie najbardziej przeraża to zjawisko wtórnego analfabetyzmu. Co prawda, określenie to nie jest pasuje tutaj najlepiej, ale w całkiem niezły sposób oddaje to o czym myślę. Jak to jest odkrywać na nowo wiedzę, którą już kiedyś ludzkość posiadła? Jak będą nas postrzegać ludzie z przyszłości, kiedy już wszystkie nasze informacje zostaną zapisane w formie elektronicznej i ulegną stopniowemu zapomnieniu? Kiedy nadejdą "ciemne wieki" świata informacji?

Dlaczego o tym piszę? Coraz więcej świata rzeczywistego, fizycznego zaczyna funkcjonować w wygodniejszej formie świata wirtualnego. To m.in. dostępność i trwałość są jego największymi zaletami. Ale... Czy ktoś z Was próbował w obecnych czasach odtworzyć dane zapisane na kasecie magnetofonowej, dyskietce 5¼", Zip, czy też popularnej 3½"? O ile ta ostatnia nie powinna stanowić większego problemu to z kasetą magnetofonową możemy się już nieźle natrudzić. Dostrzegacie problem? Pierwszą barierę stanowi nośnik fizyczny.

A jak już dorwiecie się do danych zapisanych na takiej dyskietce to... Cóż to za dziwny format? Prawa do niego i specyfikację trzyma dawno już upadła firma? A na domiar złego, jedyny program, jaki jest go w stanie odtworzyć istniał tylko w formie binarnej przeznaczonej dla jakiejś egzotycznej platformy? Bariera numer dwa - zamknięty format! O ile jeszcze dostęp do danych sprzed 20 lat nie jest obecnie tak istotny ze względu na możliwość dotarcia do danych umieszczonych na papierze, to postępująca obecnie informatyzacja połączona z zamkniętymi formatami może stanowić realny problem dla przyszłych pokoleń. Ja sam uważam, iż jeszcze niektórzy z nas (szczególnie młodszych) użytkowników mogą zostać dotknięci tym problemem. Dlatego tak ważnym jest, aby korzystać z otwartych standardów.

DRM. Tak, uważam, iż DRM to trzecia bariera, bo o ile podpis elektroniczny to wspaniała sprawa, tak wykorzystanie kryptografii asymetrycznej do ograniczenia odbioru może zakończyć się bardzo nieprzyjemnie dla przyszłych odbiorców. Niektórzy już teraz miewają problemy. Czy warto ponosić tak wysoką cenę?

Kończąc chciałbym zauważyć, iż niektóre z powyższych problemów można byłoby wyeliminować poprzez wykorzystanie otwartych formatów, specyfikacji i aplikacji o otwartym kodzie źródłowym. Celowo też pominąłem kwestię przenośności programów między platformami i systemami operacyjnymi. Mam jednak nadzieję, iż zasygnalizowałem problem, który teraz, co prawda jeszcze nie istnieje, ale za kilkadziesiąt lat może stać się jak najbardziej realny. Czy będziemy sobie w stanie z nim poradzić? A może chcemy zacząć działać już teraz i pozbyć się go raz na zawsze?

Pozostaje jeszcze jedno pytanie - co po nas pozostanie, gdy znaczna część naszej aktywności intelektualnej zamknie się w wirtualnym świecie Internetu?

Herbaciane ciekawostki

2009-02-07, Sobota 18:12:44 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Herbata to napój, którego historia trwa już około 4 tysięcy lat i można być pewnym tego, iż długo jeszcze nie przeminie. Jako, iż żywo interesuję się herbatą (jej historią, obrządkami z nią związanymi oraz degustacją) postanowiłem zebrać znane mi ciekawostki jej dotyczące. Mam nadzieję, iż zachęci one również osoby mające styczność jedynie z herbatami w saszetkach do tego, aby spróbować czegoś nowego dostępnego w polskich herbaciarniach.

  • Istnieje sześć kategorii herbaty: biała, żółta, zielona, Oolong, czarna i czerwona. Różnią się one sposobem produkcji, w tym stopniem fermentacji, więdnięcia i suszenia (lub ich brakiem),
  • Herbata posiada swoją skalę jakości uzależnioną od zawartych w niej pąków, pełnych liści i ich rozmiaru, okruchów i pyłu. Najniższe gatunkowo herbaty i odrzuty z produkcji trafiają zazwyczaj do herbat torebkowych,
  • Takie dodatki, jak cukier (niedopuszczalny w świecie herbacianych smakoszy), czy też mleko są stosowane jedynie do niektórych gatunków czarnych herbat,
  • Herbata zawiera więcej kofeiny w suchej masie, niż kawa, ale tej pierwszej używamy zazwyczaj znacznie mniej w celu przygotowania jednej filiżanki naparu,
  • Pu-erh i inne herbaty czerwone, jako jedne z nielicznych herbat, lepiej smakują, gdy leżakują latami. Ceny najstarszych sięgają 200 dolarów za gram,
  • Krótko parzona (względem zaleceń) herbata ma działanie pobudzające i orzeźwiające, długo parzona działa usypiająco,
  • Istnieje standard (ISO 3103) opisujący metodę zaparzania herbaty. Jest on wykorzystywany podczas oceny smaku danej herbaty,
  • Sprasowana herbata w formie kostek bywała środkiem płatniczym w handlu wymiennym w Mongolii oraz Tybecie,
  • Istnieją kraje w których herbata podawana jest z tłuszczem, mlekiem i solą,
  • Herbata i wydarzenie zwane herbatką bostońską miały znaczny wpływ na rewolucję amerykańską.

Źródłem powyższych ciekawostek jest moja własna wiedza uszczegółowiona odniesieniami do Wikipedii.

Z jakich usług Google korzystasz?

2009-02-04, Środa 11:06:45 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Google, jak wszystko, co nas otacza w świecie informatycznym, ma swoje wady - poczynając od różnic w funkcjonalności poszczególnych usług w zależności od języka (tylko angielski w wersji amerykańskiej, dostarcza najnowszej funkcjonalności), którym posługuje się użytkownik, przez brak integracji z Google Apps for Your Domain, a kończąc na niespójności w obsłudze poszczególnych komponentów.

Poniżej znajduje się lista usług, które są zintegrowane z moim googlowym kontem.

Usługi Google

Do tej pory nie wiem, jak niektórych z nich się dorobiłem i nie zapowiada się na to, abym szybko się dowiedział. Zdarza się również, iż niektóre z nich najzwyczajniej w świecie znikają (zapewne wraz z końcem życia danej usługi). Na Wiki istnieje ich lista, ale odnoszę wrażenie, że daleko jej do bycia pełną. Oczywiście, najmniej przydatny pod tym względem jest sam panel dodawania nowych usług udostępniany przez Google.

A Wy z jakich produktów Google korzystacie?

Starsze wpisy | Nowsze wpisy