] > Zimny kubeł statystyki na głowę - Karol „Zal” Zalewski - Blog

Zimny kubeł statystyki na głowę

2009-01-21, Środa 01:51:47 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC

Coś mnie podkusiło podczas jednej z rozmów z Matthewem, aby zajrzeć do rocznika statystycznego. Ot, tak sobie, aby sprawdzić, jaki procent społeczeństwa to "tępe łychy", albo magistrów, jakiego kierunku będzie w przyszłości najwięcej. To, co zobaczyłem nie tylko mnie zdziwiło, ale również skłoniło do pewnych przemyśleń, o których wolałbym głośno nie wspominać. Chcecie zobaczyć to, co ja? Zapraszam do dalszej lektury...

Na pierwszy ogień trafiły statystyki dot. poziomu wykształcenia ludności w wieku 13 lat i więcej. Krótkie spojrzenie na dane z 2006 roku nie wzbudziły mojego zainteresowania. Zaledwie 15,3% społeczeństwa ma wyższe wykształcenie, 33,1% dorobiło się średniego, 22,6% zasadniczego zawodowego i 20,9% podstawowego (reszta to wykształcenie gimnazjalne). W ogólności - kobiety są lepiej wykształcone, niż mężczyźni. Niemniej jednak łatwo dostrzec to, co sprawia, iż całą tę statystykę można o kant kuli potłuc. Przecież ta statystyka obejmuje nie tylko nieopierzone pisklaki (granica wieku granicą prawa), ale również wymierające gatunki. Co nam po takich danych? Właściwie nic. Gdzieś muszą znajdować się bardziej wartościowe informacje. Są. Oczywiście, że są.

Wystarczy spojrzeć na strukturę pracujących według poziomu wykształcenia i wieku w IV kwartale 2007 roku. Może nie obejmuje to całego społeczeństwa (okolice 40% całości), ale za to możemy wybrać sobie dogodny przedział wiekowy, co z pewnością bardziej interesuje studentów, niż poprzednie statystyki. A jaki przedział wiekowy nas interesuje? Omijam 15-24 lata i skupiam się na przedziale 25-34 (29,4% wszystkich pracujących), czyli tam, gdzie powinien trafić po studiach każdy obecny student. I co widzę? Proszę bardzo - 34% to osoby z wyższym wykształceniem, 27,3% z policealnym i średnim zawodowym, średnie ogólnokształcące 8%, a o reszcie nawet nie mam zamiaru wspominać. Wnioski? Różnorodne. Wszystko zależy od tego w jakim kontekście umieszczone zostaną ww. dane. Moim zdaniem (subiektywizm górą) wygląda na to, iż obecnie nawet pies z kulawą nogą może mieć tytuł magistra. Procentowy udział ludzi z wyższym wykształceniem w rynku pracy jest o około 7 pp. wyższy, niż ma to miejsce w przypadku całego społeczeństwa - wnioskuję zatem, że osoby po studiach mają mniej problemów ze znalezieniem pracy (bezrobocie rzędu 4,5%), niż reszta społeczeństwa, ale... W przypadku młodych ludzi po prostu trudno znaleźć takich, którzy tego wykształcenia by nie posiadali. Osoby w wieku 20-24 lat stanowią jakieś 8,5% całego polskiego społeczeństwa, czyli jest to około 3,2 miliona osób. Studentów jest obecnie 1,9 miliona. Wniosek - co najmniej połowa ludzi w tym wieku siedzi obecnie na studiach.

To tak, gdyby ktoś zastanawiał się, co dają studia. Obecnie studia to standard.

A teraz skok w bok. Spójrzmy na to, na których grupach kierunków studiów znajdziemy najmniej przedstawicielek płci pięknej tj. jaki procent studentów tych kierunków stanowią kobiety:

  1. Informatyczne - zaledwie 9,7%,
  2. Usług transportowych - 12,5%,
  3. Inżynieryjno-techniczne - 17,4%,
  4. Ochrony i bezpieczeństwa - 23,3%,
  5. Architektury i budownictwa - 33,7%,

A gdzie powinni chadzać informatycy, aby zawierać nowe znajomości?

  1. Opieki społecznej - 89,5%,
  2. Medyczne - 75,4%,
  3. Pedagogiczne - 71,9%,
  4. Humanistyczne - 71,5%,
  5. Dziennikarstwa i informacji - 67,8%,

Wyniki były do przewidzenia, co nie zmienia faktu, że z ironicznym uśmiechem na ustach spoglądam na to, jak wielką i stereotypową rolę odgrywa płeć.

A tak na marginesie - studentów jakich kierunków uczelnie najwięcej wyplują na rynek? A wiecie, co studiuję w przerwach między zajęciami najbardziej męskiego kierunku? Eee... Ekonomię. Zatem absolwentów kierunków ekonomicznych i administracyjnych będzie najwięcej. Istna fala ludzi. Ponad 1/4 wszystkich absolwentów.

Miło jest czasem spojrzeć do rocznika statystycznego. Mam wtedy ochotę wykrzyczeć "NaN".

Źródło statystyk: Mały Rocznik Statystyczny Polski 2008

Komentarze do wpisu Zimny kubeł statystyki na głowę
  1. Karol „Zal” Zalewski - Blog powiedział(a):

    Miniblog: Kierunki zamawiane

    Interesujące. Teraz to już nie tylko zapewnia się „darmowe” (płatne pośrednio) studia, ale również „motywuje się” (czyt. płaci się) studentów, aby z nich korzystali. I to wszystko w obliczu tak drastycznego wzrostu liczby osób z [...]

  2. Voronwe powiedział(a):

    Co to niby są kierunki humanistyczne w odróżnieniu od pedagogiki czy dziennikarstwa?

  3. Zal powiedział(a):

    @Voronwe: Humanistyczne (włącznie z teologią) według Międzynarodowej Standardowej Klasyfikacji Edukacyjnej (ISCED’97). W necie można trochę na ten temat znaleźć ;]

  4. Bratbud powiedział(a):

    Pedagogika jest niehumanistyczna. Cichcem mówi się, że w klasyfikacji zawodowej powinna wylądować w okolicach „tresura zwierząt i przewóz materiałów niebezpiecznych” ;).

  5. Paolo powiedział(a):

    > „A gdzie powinni chadzać informatycy, aby zawierać nowe znajomości?”
    > „Humanistyczne – 71,5%”

    Ojj tu się z Tobą zgadzam w 100% a nawet 150%, bo najlepsze „sztuki” zwykły wybierać właśnie tą specjalizację. U mnie w klasie (technikum) nie ma ani jednej damy :( i skup się człowieku na nauce…

    Zal im mniej procentów przy Informatyce tym więcej procentów przy profilu Humanistycznym.
    I życie jest piękne ;D

  6. Zal powiedział(a):

    @Bratbud: Tak, na WAT-cie powinna być wykładana ;D

    @Paolo: Aczkolwiek zauważyłem, że istnieje coś, co kusi płeć przeciwną równie dobrze, jak kierunki pokrewne medycynie – inżynieria biomedyczna. Niezły pic – z medycyną ma wspólną jedynie nazwę, a dziewczyny lecą na to, jak pszczoły do miodu ;> Dosyć późno orientują się w sytuacji :P

  7. @lan powiedział(a):

    Ciekawe. To będzie bardzo interesujące mieć tak znakomicie wykształcone społeczeństwo. ;]

  8. Airborn powiedział(a):

    Zaku, dobrze oboje wiemy, że te panny w większości to przyleciały tutaj ponieważ nie dostały się na medyczną... będzie wesoło w sesji pewnie…

  9. Voronwe powiedział(a):

    Paolo, to chyba właśnie łatwiej się na nauce skupić ;)

  10. Hoppke powiedział(a):

    @lan, tylko boję się, że te najlepiej wykształcone osobniki mają największą szansę zmienić potem kraj zamieszkania. Zwłaszcza jeśli zechcą zrobić karierę naukową.

    A podział płci zgadza mi się z obserwacjami z życia; już w czasach przedstudenckich na podryw najlepiej było wybierać się w okolice ekonomika lub medyka :)

    BTW, ten procent kobiet w informatyce jest i tak podejrzanie wysoki. W środowiskach IT które ja znam odsetek kobiet jest dużo niższy (~jedna kobieta na 30 facetów). Pewnie dlatego, że statystyka łączy w „IT” dużo różnych profili.

  11. Zal powiedział(a):

    @Alan: Zaczynam zastanawiać się nad tym, kto będzie na zmywakach pracować i wykonywać cięższe prace fizyczne. Ludzie mający magistra? Toż to będzie masakra – psychicznie tego nie zdzierżą. Przecież oni (my?) poszli na studia, aby mało robić i dużo zarabiać :P

    @Airborn: Dobrze wiem, bardzo dobrze ;D Przypadkiem wyłapałem rozmowy w stylu „mi brakowało punktu, aby dostać się na Akademię Medyczną, a tobie?”.

    @Voronwe: Łatwiej skupić? Chyba na tym, jak i kiedy wybrać się w inne rejony, bardziej bogate w dobra naturalne ;p

    @Hoppke: U nas na roku też wygląda to gorzej. Dałbym na to, że mamy coś około 5% :P

  12. Sławek powiedział(a):

    Co jest tendencyjnego w tych wynikach? Czyżby były nieprawdziwe? Czyżby kogoś na siłę zmuszano do kształcenia się w określonym kierunku?

  13. Zal powiedział(a):

    @Sławek: Może „tendencyjny” to faktycznie dosyć niefortunne określenie. Moim zamierzeniem było stwierdzenie, iż kultura w której przyszło nam żyć niezmiennie wpływa na nasze zachowania. Bez względu na to, co o tym sądzimy.

  14. @lan powiedział(a):

    @Zal: ci, po europeistyce i ekonomii. Pierwsi są idealni do prac za granica, a drudzy zrobia to ekonomicznie. ;]

  15. rzyjontko powiedział(a):

    Uważam, że Twoje statystyki są bardzo pocieszające. Według OECD Polska ma jeden z najwyższych współczynników ilości ludzi rozpoczynających studia (prawie 80%). Skoro tylko 34% osób w wieku 25-34 lata ma wyższe wykształcenie, to znaczy że uczelnie nadal prowadzą solidny odsiew.

  16. Remigiusz 'lRem' Modrzejewski powiedział(a):

    Zal… Jak zaczynaliśmy te studia, to było u nas właśnie ~10% dziewczyn. Jak jest teraz to nie chce mi się liczyć, ale w mojej grupie jest kilkanaście procent…

  17. Zal powiedział(a):

    @lRem: Swoją grupą niczego nie nadrabiasz ;p Moja skutecznie zaniża statystyki. I pamiętaj, że te 10% dotyczy wszystkich lat, a nie tylko pierwszego roku ;]

  18. mal powiedział(a):

    Należę do 9,7% ! xD

  19. rozie powiedział(a):

    Zal: „Zaczynam zastanawiać się nad tym, kto będzie na zmywakach pracować i wykonywać cięższe prace fizyczne. Ludzie mający magistra? Toż to będzie masakra – psychicznie tego nie zdzierżą.” – całkowicie błędne założenie. Po prostu tytuły „naukowe” tracą na wartości. To, co kiedyś robił technik, dziś robi inżynier, to co robił człowiek po zawodówce robi technik lub człowiek z licencjatem. Dzisiejszy magister w przełożeniu pewnie wart jest mniej niż przedwojenna matura. Odpowiednik magistra sprzed 30-40 lat to pewnie dzisiejszy doktor…

  20. Zal powiedział(a):

    @rozie: Mam podobne spojrzenie na tę sytuację. Niemniej jednak osoby, które studiują mają nieco inne spojrzenie na to, co będą w przyszłości robić. Będzie coraz więcej konfliktów typu oczekiwania vs rzeczywistość do momentu w którym to nie zmieni się nastawienie. Nieco przesadzam, bo obecnie mamy „jedynie” ~15%, ale za 20-30 lat procentowy udział osób z wyższym może nawet do okolic 30% skoczyć. O ile utrzyma się dzisiejsza skłonność do studiowania.

  21. torero powiedział(a):

    > Moim zamierzeniem było stwierdzenie, iż kultura w której przyszło nam żyć niezmiennie wpływa na nasze zachowania. Bez względu na to, co o tym sądzimy.

    @Zal: najpierw pisałeś o tym, że mały odsetek dziewcząt na IT, a wielki na naukach humanistycznych powodowany jest Twoją tendencyjnością, a teraz, że kulturą. A może jednak spróbuj się pozbyć dwudziestowiecznych zabobonów i uznaj za decydujący wpływ natury?...

    Chętnie zobaczyłbym np. statystyki dotyczące płci studentów IT na np. MIT, gdzie „presja kulturowa” jest pewnie dużo słabsza [o ile nie ma tam jakichś parytetów], ale szczerze mówiąc nie chce mi się guglać :)

    > To, co kiedyś robił technik, dziś robi inżynier, to co robił człowiek po zawodówce robi technik lub człowiek z licencjatem. Dzisiejszy magister w przełożeniu pewnie wart jest mniej niż przedwojenna matura.

    @rozie: święte słowa. Ja już zaczynam się puszyć gdzieniegdzie, że nie dość, że mam maturę z matmy, to jeszcze sprzed reformy szkolnictwa :P

  22. Zal powiedział(a):

    @torero: Widzę, że nie tylko mam do czynienia z osobą, która czyta między wierszami, ale również nazywa socjologię, kulturoznawstwo, czy też psychologię zabobonami ;] Nie wiem, co Ci też przyszło do głowy, aby twierdzić, że Polska i Ameryka pod tym względem tak bardzo się różnią? Chociaż z chęcią bym zobaczył takie statystyki z poszczególnych krajów świata.

    Stwierdziłem jedynie, że kultura ma ogromny wpływ na człowieka, który w niej żyje i zaśmiałem się myśląc o tych, którzy uważają, że można żyć obok niej. A Ty dopatrujesz się jakichś lewackich zapatrywań i silisz się na sarkazm. Nie przesadzasz? :>

  23. torero powiedział(a):

    Nie. Nie nazywam zabobonami. Zabobonami nazywam przesąd, że od stanu prawie idealnego parytetu, gdzie każdy zawód będzie wykonywany z grubsza po pół przez kobiety i mężczyzn [plus minus błąd statystyczny], dzielą nas najbardziej jakieś mitologiczne uwarunkowania kulturowe, a nie ma znaczenia [bądź ma marginalne] biologia i wrodzone predyspozycje. Notabene o psychologii [a tym bardziej jej nieznaczeniu] nie napisałem ani słowa.

    I to Ty czytasz między wierszami. Napisałem, że chętnie zobaczyłbym statystyki zza oceanu – ale właśnie po to, żeby mieć argument, że mimo dużo większej unifikacji płci tam proporcje pozostają z grubsza takie same, jak u nas, którzy generalnie mamy łatkę kraju „zacofanego” i „mało postępowego” [plus minus właśnie niezerowy wpływ kultury – ale na pewno nie kilkudziesięcioprocentowy].

    Kultura, owszem, wpływ ma ogromny, ale akurat na ten obszar wyborów niekoniecznie. Uznając jej oczywisty wpływ na styl życia i całą otoczkę nomen omen kulturową uważam po prostu, że nawet największa „ofensywa kulturalna” zniweluje różnice w kwestii wyboru zawodu i wykształcenia [nb. po jaką cholerę?...] tylko nieznacznie.

  24. Zal powiedział(a):

    @torero: Ale powiedz mi proszę w którym to momencie wspomniałem o jakimkolwiek parytecie? I od kiedy różnice między „nami” (Polska), a „nimi” (Stany Zjednoczone) pod względem kultury są aż tak duże, jak to podkreślasz? I gdzie to ja wspomniałem, że jesteśmy krajem „zacofanym” i „mało postępowym”?

    Czy Ty w ogóle piszesz do mnie, czy do kogoś wyimaginowanego, kto jest jedynie odbiciem stereotypów funkcjonujących w Twoim umyśle? Jakie łatki mi przypiąłeś? :D Wydaje mi się, że trafiłem gdzieś w okolice feministek ;]

    Odnoszę też wrażenie, że mocno okroiłeś definicję kultury. To, jakie wybory podejmujemy jest uzależnione w znacznym stopniu od kultury w której żyjemy. I kultura to nie znaczy „Polska”.

    Gdyby wszystko zależało tylko i wyłącznie od płci to stosunki o których mówimy byłyby niezależne od czasu, w którym prowadzone były badania.

  25. torero powiedział(a):

    Uch.

    O parytecie nie wspominałeś. OCZYWIŚCIE. Napisałem TYLKO: „Chętnie zobaczyłbym np. statystyki dotyczące płci studentów IT na np. MIT, gdzie „presja kulturowa” jest pewnie dużo słabsza [o ile nie ma tam jakichś parytetów] (...)” I tyle. A teraz napisz mi proszę, dlaczego mam się spowiadać z czegoś, o czy Ty twierdzisz, że Ci przypisuję, a czego ja Ci nie przypisywałem, nie przypisuję i przypisywać nie zamierzam? :)

    Jeszcze raz: napisałem, że ew. niewielkie różnice na zachodzie dot. struktury obłożenia kierunków mogą wynikać m.in. z jakichś hipotetycznych parytetów [w domyśle: jeśli takowe w ogóle istnieją]. Nie spodziewam się po prostu drastycznych różnic w podobnych badaniach…

    ... mimo postrzegania naszego kraju – raju jako pozostającego w ogonie „postępu” [tu faktycznie mogło zmylić moje sformułowanie „dużo większa unifikacja”, choć ono również oparte jest na moich subiektywnych sądach]. Tego również nie imputowałem Tobie i również jestem zdziwiony – żeby nie rzec zszokowany – że bronisz się przed zarzutami, które przypisujesz mi, a pod których insynuowaniem Tobie absolutnie nie zamierzam się podpisać :)

    Kultura, owszem, ma wpływ również na wybór wykształcenia – ale na kierunki „konkretne”, o których pisałeś [inżynieryjne na jednym biegunie, a na drugim kierunki wybitnie „miękkie” i humanistyczne, dość mocno determinujące przyszłą pracę] wyboru dokonuje się już na podstawie predyspozycji i zainteresowań. Ani moja definicja kultury, ani utożsamianie jej z Polską [które to utożsamianie znów nie wiem, skąd wziąłeś] nie mają tu nic do rzeczy. Ani umysł ścisły [uncountable ;)] nie wybierze się masowo na gender studies, ani humaniści z głowami w chmurach nie pójdą masowo programować mikrokontrolerów. Pośrednio – na ekonomię, psychologię, zarządzanie i marketing [te dwa ostatnie w szczególności – niestety…], itp. – jak najbardziej. Ale skrajności nie będą przyciągać niespolaryzowanych. I „polaryzacja kulturalna” nie pomoże tu zbyt wiele; co z tego, że pani „lubi komputery” i chce iść na IT, skoro organicznie nie policzy najprostszej całki [i odwrotnie]? I żeby się nikt nie obrażał – nie piszę tu o indywidualnych przypadkach, tylko o statystyce właśnie.

    Zmienić to może tylko jedna rzecz, o której pisał rozie – obniżanie się ogólnego poziomu szkolnictwa może faktycznie spowodować, że owe „bariery naturalne” [jak np. umiejętność policzenia pochodnej czy prozaiczne myślenie przyczynowo – skutkowe] przestaną mieć znaczenie.

    > Gdyby wszystko zależało tylko i wyłącznie od płci to stosunki o których mówimy byłyby niezależne od czasu, w którym prowadzone były badania.

    Nie do końca. Najpierw było pewne społeczne status quo [jak choćby niemal całkowicie zmaskulinizowana policja czy wojsko] – do pewnego stopnia nienaturalne o tyle, że jakiś ułamek kobiet pociągają jednak męskie zawody i vice versa, teraz z braku barier to się nieco zmieniło na tyle, że odzwierciedla z grubsza preferencje naturalne – i generalnie dalszych większych zmian w strukturze [przy ceteris paribus] raczej się już nie spodziewam.

    Jedyną łatką, do przypięcia Ci której przyznaję się bez bicia jest łatka kogoś, kto uważa [albo kto sprawia takie wrażenie, jakby tak uważał], jakoby drastyczne różnice w proporcjach płci z notki wynikały tylko z czynników okołokulturowych. No chyba że wcale tak nie twierdzisz, wtedy moja pisanina jest faktycznie pozbawiona sensu :)

    Generalnie Twój ostatni komentarz wprowadził mnie w taki dysonans poznawczy, jakiego nie doznałem od ładnych paru lat :D Prześpię się, przemyślę i być może napiszę jakąś erratę. Ale szczerze mówiąc uważam to za bardzo mało prawdopodobne :P

  26. Zal powiedział(a):

    @torero: Może zacznijmy od tego, że miło byłoby, gdybyś spojrzał na stronę 247 tego rocznika statystycznego, o którym wspomniałem w notce. Myślę, że łatwiej byśmy się dogadali w kwestii statystyki :D

    A teraz napisz mi proszę, dlaczego mam się spowiadać z czegoś, o czy Ty twierdzisz, że Ci przypisuję, a czego ja Ci nie przypisywałem, nie przypisuję i przypisywać nie zamierzam? :)

    Pisząc o Ameryce, jako punkcie odniesienia, sprawiłeś, że to, co napisałeś potraktowałem, jako złośliwość skierowaną w moją stronę. Poczułem się, jakbyś potraktował mnie jako dzieciaka krzyczącego, że w Ameryce wszystko lepsze, inne i w ogóle trzeba pędzić w tamtą stronę. Szczególnie, iż różnice kulturowe między Polską, a Ameryką nie są tak silne, jak np. w przypadku porównywania Polski z Azją, czy też krajami islamskimi. Dlatego najciekawszą opcją byłoby spojrzenie w statystyki pochodzące z różnych krajów z różnych kręgów kulturowych. I nie tylko kulturowych, bo bogactwo kraju też może w znacznym stopniu wpłynąć na zachowania ludzi.

    Jeżeli nie to miałeś na celu – moja wina ;P

    ...wyboru dokonuje się już na podstawie predyspozycji i zainteresowań.

    Pamiętaj, że o ile predyspozycje, o których piszesz, wynikają zazwyczaj z biologicznych cech człowieka, tak w przypadku zainteresowań znowu mamy do czynienia z kulturą ;] Rzadko kiedy dziewczynki interesują się samochodzikami, jeżeli pierwsze co dostają w swoje ręce to lalki. Obecnie wygląda to nieco inaczej, niż kiedyś, ale i teraz mamy podział na kobiece zainteresowania i męskie. Od tego można byłoby pójść dalej – reakcja grupy, autorytetów itp. ma ogromny wpływ na podejmowane przez nas decyzje. Jeżeli uważasz inaczej – świetnie! Ale, jak sam wspomniałeś – mówimy o statystyce, a nie o indywidualnych przypadkach. Pomimo tego, iż popieram zachowania, które wynikają z nas samych, a nie presji z zewnątrz.

    Ani moja definicja kultury, ani utożsamianie jej z Polską [które to utożsamianie znów nie wiem, skąd wziąłeś] nie mają tu nic do rzeczy. Ani umysł ścisły [uncountable ;)] nie wybierze się masowo na gender studies, ani humaniści z głowami w chmurach nie pójdą masowo programować mikrokontrolerów. Pośrednio – na ekonomię, psychologię, zarządzanie i marketing [te dwa ostatnie w szczególności – niestety…], itp. – jak najbardziej.

    Trudno mi się z Tobą w tej kwestii nie zgodzić. Tyle tylko, iż to, co piszesz odczytuję jako sugestię tego, iż kobiety mają naturalne predyspozycje do kierunków humanistycznych, a mężczyźni do kierunków bardziej ścisłych. Wnioskuję to po przedstawionych przeze mnie statystykach i Twoich odniesieniach do biologizmu.

    Jednakże w takim przypadku trudno byłoby wyjaśnić dlaczego m.in. na kierunki matematyczne, biologiczne, czy też fizyczne wybiera się więcej kobiet (na jednego mężczyznę przypada średnio 1,5 kobiety). Nie jest to oczywiście taka skrajność, jak w przypadku informatyki, ale różnica jest mocno widoczna.

    Wygląda na to, że kobiety preferują inne kierunki, niż informatyka z innych względów, niż różnice w „intelektualnym charakterze” płci.

    Zmienić to może tylko jedna rzecz, o której pisał rozie – obniżanie się ogólnego poziomu szkolnictwa może faktycznie spowodować, że owe „bariery naturalne” [jak np. umiejętność policzenia pochodnej czy prozaiczne myślenie przyczynowo – skutkowe] przestaną mieć znaczenie.

    Nie do końca zgadzam się z tym, iż jest to jedyna sytuacja, która to może zmienić, ale… Zgadzam się w pełni, iż obniżenie ogólnego poziomu szkolnictwa będzie jednym z elementów mających na to wpływ.

    No chyba że wcale tak nie twierdzisz, wtedy moja pisanina jest faktycznie pozbawiona sensu :)

    Cała ta dyskusja nie miałaby sensu ;] Ale na całe szczęście – ja naciskam na to, że różnice wynikają z kultury, a Ty wskazujesz na różnice czysto biologiczne.

    Na marginesie – psychologia wyszczególnia kilkanaście płci :D Ale traktuj to raczej, jako ciekawostkę.

Dodaj komentarz:

Możesz wykorzystać Markdown. Znaczniki HTML nie działają!

Wysyłając komentarz wyrażasz zgodę na jego publikację na zasadach licencji CC BY-NC-SA 3.0. Jeżeli się na to nie zgadzasz - nie komentuj.

Uwaga! Niniejszy serwis przechowuje adres IP osoby pozostawiającej komentarz. Chcesz pozostać anonimowy? Skorzystaj z Tora, lub bezpiecznego proxy. Z mojej strony gorąco polecam Tora w połączeniu z systemem Debian GNU/Linux, przeglądarką Firefox oraz rozszerzeniem Torbutton.

Polecam: Tor Project

Powyższe logo jest zarejestrowanym znakiem handlowym The Tor Project, Inc.

Podgląd komentarza: