Kuchnia: Tofu! Bądź przeklęte!
2008-12-01, Poniedziałek 20:30:36 +0100, autor Karol „Zal” Zalewski, licencja LPRCTKC
Tofu! Przeklinam cię po trzykroć!
Jeszcze jakiś miesiąc temu miałem do czynienia z tofu w wersji panierowanej i podsmażanej na oliwie z oliwek. Ohyda, powiadam Wam! Do tej pory czuję ten nieziemski smak na języku. Blah! Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie spróbował kolejny raz dobrać się do tofu, tym razem drugiego i ostatniego opakowania.
Postanowiłem, że kolejna próba przebiegnie na zimno - rozsmaruję draństwo na chlebie, dorzucę szczypiorku i spałaszuję. Wyobraźcie sobie moją minę, gdy odkryłem, że tofu na zimno smakuje równie beznadziejnie, jak tofu na ciepło.
Zjadłem, bo nie ma niesmacznych dań. Czasem tylko ketchupu jest za mało...
2008-12-01 o Poniedziałek 20:32:09 +0100
Zawsze można smak jakąś kiełbasą zabić ;)
2008-12-01 o Poniedziałek 20:34:44 +0100
@pecet: Podoba mi się użyty przez Ciebie czasownik, jest taki adekwatny :D Ale serio – ponoć tofu jest składnikiem, co bardziej orientalnych dań. Jak dla mnie jest to równie orientalne, jak Ebola, czy też tortura z bambusem w roli głównej :P
2008-12-01 o Poniedziałek 21:21:52 +0100
Heh, też nie przepadam za tofu. Podobno ono ma chłonąć inne smaki.
2008-12-01 o Poniedziałek 21:30:26 +0100
@rozie: Ale trzeba przyznać, że z chłonięciem ketchupu to sobie nieźle radzi ;]
2008-12-01 o Poniedziałek 22:34:20 +0100
Zal – a teraz sobie wyobraz, ze wegetarianie jedza indyka z tofu
.(vide PETA-owska wersja Cooking Mama)2008-12-01 o Poniedziałek 22:40:39 +0100
@D4rky: No bez przesady – kto je ten je. Ja świństwa już nie ruszę! :D Indyk z tofu… to tak, jakby nazwać majonezem coś, co obok jajka nawet nie stało.
Od moich kotletów i pasztetów sojowych wara ;D
2008-12-01 o Poniedziałek 22:41:57 +0100
Zgadzam sie! Kwik!!
2008-12-01 o Poniedziałek 22:42:43 +0100
BTW, http://img223.imageshack.us/img223/9623/baconstonhegeco3.jpg
2008-12-01 o Poniedziałek 22:45:43 +0100
No ale czego się spodziewałeś, przecież to białko sojowe, czytaj – „nie ma własnego smaku”. Tak jak kotlety sojowe, aby smakowały inaczej niż zwykła tektura, musisz nasączyć smakami i aromatami, tak też trzeba zrobić z tofu. Ja do pitraszenia stosuję twarde tofu zalane wcześniej sosem sojowym. Poza tym raczej staram się, żeby było uzupełnieniem, a właściwie wypełnieniem potrawy, w której większą część stanowią warzywa. A co do przygotowania tofu na kanapki też proponował bym zrobić jakąś bogatszą pastę, a nie tylko szczypiorek :) Fajnie się to wszystko komponuje z rzodkiewką, cebulką drobno posiekaną, szczypiorkiem i szczyptą soli i pieprzu do smaku.
W kuchni jak w informatyce, masz twarde podstawy, na których zbudujesz coś genialnego jeśli nie będziesz się bał użyć wyobraźni ;) Powodzenia!
2008-12-01 o Poniedziałek 22:56:29 +0100
@dobeer: Jeszcze mi tego tofu trochę zostało – spróbuję coś z tego, co tutaj opisałeś. Jak do tej pory – najlepiej z ketchupem smakowało ;]
@D4rky: Dobrze, że nie wrzuciłeś tutaj „press button, recieve bacon” :P
2008-12-01 o Poniedziałek 23:01:38 +0100
Jak coś, to jeszcze moge podpowiedzieć, co by podsmażyć na oleju trochę posiekanego czosnku, co doda „chińskiego” aromatu :) Ale uważaj, co by nie przypalić, bo wtedy czosnek się zemści i odda oprócz aromatu goryczkę. Ewentualnie jeszcze proponuję takie zamarynowane w sosie sojowym kostki tofu opanierować w sezamie i takie obsmażyć, aż poczujesz fajny sezamowy aromat. To tyle z takich kuchennych „hacków” ;)
2008-12-01 o Poniedziałek 23:07:52 +0100
Zal – to sobie zrob, a nie jakies tam tofu :D
2008-12-02 o Wtorek 17:27:51 +0100
Hmm… Przymiotnik „nieziemski” jest chyba pozytywnym określeniem, przynajmniej w moim odczuciu ;]
2008-12-02 o Wtorek 23:04:30 +0100
@dos: Racja, błąd z mojej strony :P
2008-12-03 o Środa 19:36:58 +0100
Pewnie mnie zlinczujecie, ale lubię tofu(choć nie jadam go często) i uważam że ma swój smak(choć bardzo delikatny, dlatego zazwyczaj używa się dodatkowo przypraw, najczęściej zdaje się sosu sojowego).
@D4rky: Nie dziwię się Twojej wypowiedzi, ale nie można tak uogólniać. Faktycznie tego typu produktów(szynki, sery i inne sojowe bajery) jest sporo, ale stwarza to błędne wyobrażenie o wegetarianach opychających się pseudo-szynkami(GMO w soi było jednym z głównych kontrargumentów rodziny przeciwko mojemu wegetarianizmowi; nie zapomnę też jak przy okazji ostatnich świąt spędzanych z rodziną „uraczyli” mnie burgerami sojowymi).
Co do tych indyków sojowych itp., to myślę, że są to potrawy dla ludzi którzy są zmuszeni do wyrzucenia mięsa ze swojej diety, a nie robią tego z powodów ideologicznych.