Feedback podstawą egzystencji?
12 sierpnia 2008, 23:17:35 by Karol "Zal" Zalewski

Jedną z najważniejszych cech życia, a już z pewnością istot mających ambicję przetrwania co najmniej kilkudziesięciu pokoleń, jest umiejętność dostosowania się do otoczenia. Śmierć, nieodłączny element życia, pojedynczych jednostek w dużym stopniu ułatwia ten proces i zapewnia przetrwanie całego gatunku. Ewolucja! Nie mogę nadziwić się swojej wspaniałomyślności, kiedy to zabijam komara, czy też aplikuję sobie antybiotyk. Przyjdą lepsi...
Algorytmy genetyczne czerpią garściami z idei ewolucji. Trzeba przyznać, iż jest to całkiem interesująca koncepcja. Wspomniane algorytmy nie uwzględniają jednak tego, co jest tak istotne w obecnym świecie, a co zostało uwzględnione podczas tworzenia sieci neuronowych. Sprzężenie zwrotne. Pojęcie to sprawiło, iż inaczej spojrzałem na ewolucję. Człowiek jest istotą, która nie tylko podlega ewolucji, ale również kieruje nią w sposób pośredni. I to nie tylko ewolucją własnego gatunku, ale również i wszystkich innych gatunków funkcjonujących na Ziemi. My zmieniamy otoczenie, a otoczenie zmienia nas. Szkoda tylko, iż daleko nam od świadomej kontroli tego procesu. Ale nie o tym to ja chciałem...
Zacząłem od bardzo ogólnych pojęć i stwierdzeń, a w gruncie rzeczy chciałem dotknąć bardzo osobistego tematu. Wszak jestem egocentrykiem. Do człowieka jako takiego podchodzę mechanistycznie tj. uważam, iż ciało warunkuje byt oraz formę umysłu. Taki sposób spojrzenia na istotę ludzką sprawia, iż przestaje istnieć "Zal", jako niezmienny obiekt, a zaczyna istnieć "Zal", jako proces. Tworzą mnie nie tylko wspomnienia i interakcje z innymi ludźmi, ale również to w jakim stanie znajduje się moje ciało, czy też jak bardzo zmieniłem swoje otoczenie (nie tylko to czysto fizyczne). Do czego zmierzam?
Ewolucja w skali mikro, rozwój własnej osoby. To nie tylko zdobywanie nowych doświadczeń, ale również umiejętność zmiany samego siebie poprzez zmianę swego otoczenia. Przy czym pamiętajcie, iż człowiek to nie tylko umysł, ale również i ciało. Jeżeli czujecie zmęczenie, straciliście wszelki zapał do życia i wszystko maluje się Wam w ciemnych barwach to czasem lepiej zainwestować w badanie krwi, niźli w rozmowę z psychologiem ;-> Sam się zdziwiłem tym, jak wiele problemów emocjonalnych może wygenerować zwyczajna choroba.
A co Wy o tym sądzicie? Jakie jest Wasze spojrzenie na człowieka, na samych siebie?
"Duch czysty" jest czystą głupotą: odliczmy system nerwowy i zmysły, "doczesną powłokę", a pominiemy w rachunku siebie – nic więcej!
Źródło: Fryderyk Nietzsche

12 sierpnia 2008 o 23:49:26
Hm, naprawdę ciekawe, jakoś nigdy nie myślałem o tym w ten sposób. Ale czy otoczenie i ciało ma na pewno aż taki wpływ na nas? Z jednej strony owszem, pewna interakcja jest. Człowiek chory nie będzie się rozwijał psychicznie, a zmęczenie może owocować brakiem myślenia, robieniem pustym rzeczy i również zaprzestaniem rozwoju. Ale mimo wszystko dalej psychika pozostaje dla mnie na pierwszym miejscu i trudno mi przydzielić tak dużą rolę ciału.
13 sierpnia 2008 o 00:01:11
Myślę o tym w ten sposób, ponieważ ciągle mam przed sobą obraz ludzi zażywających środki psychoaktywne (narkotyki, czy też leki), alkohol, czy też po prostu chorych (dobrym przykładem są zaburzenia produkcji hormonów). Są to przypadki skrajne, ale bardzo obrazowe.
Odnoszę wrażenie, iż ciało i umysł to części człowieka tak ze sobą związane i zależne, iż ich osobne istnienie jest niemożliwe. A co za tym idzie – ich wpływ na siebie jest nieunikniony.
Psychika to nie jest coś stałego – ona musi być i jest elastyczna :) Ja też niestety nie przykładam zbyt wielkiej wagi do ciała, ale zaczynam dostrzegać, iż ciało musi być przynajmniej zdrowe, aby umysł mógł poprawnie funkcjonować. Ciało jako „najbliższe otoczenie” ma największy wpływ na umysł. Ale to gdzie żyjemy, jak wygląda nasze miejsce pracy, czy też pokój również wpływa na sposób myślenia. I odwrotnie.
14 sierpnia 2008 o 11:37:34
Ładnie napisane – „Zal” jako proces. Możliwe, że pokryło się to ze starzeniem się, ale świadomie zmieniając otoczenie (masz doła? wyjdź na spacer) człowiek się robi znacznie bardziej odporny na czynniki zewnętrzne i czuje się po prostu lepiej.
Co do badań krwi… może i racja, ale nie trzeba nic badać, żeby się przekonać, że plan walki z własnym ciałem bardzo, bardzo poprawia nastrój. Człowiek lepiej śpi, lepiej je i nagle jest w stanie więcej rzeczy zrobić. Zresztą nie o sam tryb życia chodzi, ale też o świadomość, że się cokolwiek robi.
Kolejna rzecz na liście to utrzymanie czystości w domu – aż sam się zdziwiłem jak bardzo brak śmieci na biurku sprzyja koncentracji.
14 sierpnia 2008 o 11:58:23
@Khorne: Zgadzam się, co do tej czystości, a właściwie porządku. Ja jeszcze kilka dni temu miejsce pracy miałem zawalone książkami, kubkami i wieloma przedmiotami, które najzwyczajniej w świecie utrudniały i zniechęcały do pracy. Po reorganizacji całość wydaje się być przyjazna i zachęcająca do pracy. Siadam i wszystko, co najpotrzebniejsze mam w zasięgu ręki, a wygoda jest tutaj kluczem do sukcesu.
Co do badań krwi to jest to nawiązanie do mnie samego – przez pół roku myślałem, że moja opieszałość, intelektualne spowolnienie i ogólnie zły stan psychiczny to wina, co najwyżej przemęczenia (było to nawet sensowne stwierdzenie). Dopiero w wakacje odkryłem, iż mam wolne, a objawy nadal występują. Wycieczka na badania krwi zakończyła się stwierdzeniem, że to najprawdopodobniej niedoczynność tarczycy. To rodzinne :P