Cofnijmy się o 5 lat...
Człowiek, jego życie, pragnienia oraz świat. Wszystko to odbija się w zwierciadle wyobraźni Katsuhiro Otomo („Akira”, „Metropolis”, „Roujin Z”). W zwierciadle tak krzywym, jak tylko krzywe może być zwierciadło. Jednak trudno nie dostrzec tych wszystkich zniekształceń, a zarazem zapomnieć o rzeczywistości do której odnosi się ten surrealistyczny obraz. Tworzą go trzy, luźno ze sobą powiązane historie („Magnetic Rose”, „Stink Bomb” oraz „Cannon Fodder”) wydane pod wspólnym tytułem „Memories”. Każda z nich posiada swój własny i niepowtarzalny charakter toteż błędem byłaby ich ocena, jako całości.
Pierwsza z nich pod tytułem „Magnetic Rose” zdaje się być połączeniem grozy i fikcji naukowej. Kosmos, człowiek, uczucia i chłodna rzeczywistość splecione razem w interesującą całość.
Można byłoby rzec, iż ta historia jest najbliższa normalności – o ile ta ostatnia by istniała. Tłem dla akcji staje się stacja kosmiczna, a właściwie „dworek” w którym to następuje zderzenie odległej i zimnej przyszłości z romantyczną przeszłością. Otacza nas świat pełen złudzeń i tajemnic, będący zarazem światem uczuć i technologii. Odzwierciedla to również muzyka oraz sama animacja. W tle słyszymy utwory operowe, a kreska wygląda na „świeżą”. „Magnetic Rose” jest z pewnością ciekawym i wartym uwagi dziełem.
Kolejną częścią „Memories” jest „Stink Bomb”. Tragiczna historia naukowca ukazana w przezabawny sposób.
Bohaterem tejże groteskowej części staje się pechowy naukowiec, który za sprawą feralnej pomyłki doprowadza do nieprzewidzianej i opłakanej w skutkach sytuacji. Stwarza tym samym niebezpieczeństwo zagrażające całej okolicy, sam jednak nie jest tego świadom. W wyniku czego mamy okazję obejrzenia przepełnionej humorem, a zarazem tragicznej historii. W stosunku do poprzedniej części zauważamy zmianę kreski, lecz nie jest to ogromna zmiana. Zmienia się również muzyka, która towarzyszy naszemu bohaterowi. W odpowiednich momentach podkreśla ona komizm sytuacji. Całość składa się na dobrą i łatwą w odbiorze animację.
Ostatnią, a zarazem najdziwniejszą z nich jest „Cannon Fodder”. Jeden dzień z życia szarego człowieka, szarego państwa będącego w stanie wojny z... To nie jest, aż takie istotne – tutaj liczy się tylko wojna.
Jeżeli wcześniej mogliśmy dostrzec delikatną zmianę stylu kreski, teraz trzeba nie lada wysiłku i samozaparcia, aby jej nie zauważyć. Tworzy ona niesamowite wrażenie absurdalności tego, co widzimy na ekranie. Odczucie to jest potęgowane przez karykaturalne twarze wszystkich ukazanych postaci oraz wydarzenia, które wydają się być równie karykaturalne, co twarze naszych bohaterów. Całość dopełnia muzyka, która jest dobrana wręcz idealnie. Współtworzy klimat i jest jego ważną częścią. Sama animacja jest krótka, a zarazem zastanawiająca. Zmusza do rozważań nad sensem naszych zachowań, a zarazem ukazuje historie ludzkości (jak się zapewne domyślacie – nie taką odległą).
Powróćmy do teraźniejszości...
Na bogów! Ależ ja drętwo pisałem 5 lat temu. Trudno to nawet nazwać recenzją ;-> Za czasów Animesheen napłodziłem tego typu tworów, co najmniej sześć. Przynajmniej dobrze się bawiłem razem z ekipą KTS oraz ludźmi przebywającymi na hubach DC - LAZ (Leviathan's Anime Zone) i CAZ (Crazy's Anime Zone), a wchodzących w skład sieci AZN (Anime Zone Network) ;-)
Cała notka powstała dzięki płycie CD, którą dziś rano odnalazłem w czeluściach mojego biurka. Znajduje się na niej również "The Sandman Comic" - całe dziesięć tomów w całkiem niezłej jakości, więc będę miał co czytać podczas sesji (od 17 czerwca).