Uwielbiam spędzać wolny czas przy dobrej herbacie. Jest to jedna z niewielu czynności w mym życiu, która działa tak zbawiennie na moją osobę. Po dwóch filiżankach tego gorącego, aromatycznego naparu ogarnia mnie spokój. Czuję wtedy, iż wszystko jest na swoim miejscu. Jest to swego rodzaju ceremonia, która wprowadza nieco harmonii w moje szare, acz z pewnością dynamiczne życie.
W miarę, jak spokój ogarnia mój umysł, a ciepło rozlewa się po ciele, me myśli błądzą. Nigdy nie należałem do osób wybitnie inteligentnych. Nieprzeciętnie - owszem, ale z pewnością nie wybitnie. Niemniej jednak uwielbiam rozmyślać, a komfort jaki zapewnia mi nastrojowa muzyka, ciepła herbata i smaczny obiad z pewnością temu sprzyja. Zawsze twierdziłem, iż przed rozpoczęciem jakiejkolwiek dyskusji na tematy ważkie należy wpierw zadbać o ciało. Powracając jednak do rozmyślań - myśli me krążą wokół problemów natury egzystencjalnej, jak i tych nieco bardziej przyziemnych. Zaś dzisiaj... Dzisiaj tyczą się tego, co tak bardzo mnie irytuje, a mianowicie - uwielbienia mas dla wszelkiej maści artystów.
Z góry zaznaczam, iz nie będę sie silić na to, aby me opinie choć w najmniejszym stopniu zachowały resztki obiektywizmu. Konsekwencją tego będą dwa fakty. Pierwszym z nich będzie spokój ducha autora, czyli mnie samego. Zaś dugim z nich przeświadczenie Czytelnika o skrajnej opieszałości intelektualnej tego drugiego. Myślę, iż zarówno Czytelnik, jak i ja sam będziemy zadowoleni z tego stanu rzeczy. Przejdźmy zatem do dalszej części mej radosnej twórczości.
Zawsze byłem świadom swej artystycznej ułomności. Z racji braku chęci oraz zapału pierwsze moje próby na polu szeroko pojętej poezji pozostały nie tylko pierwszymi, lecz również i ostatnimi próbami. Brak umiejętności sprawił, iż nie zająłem się też żadną inną formą artystycznego uzewnętrznienia mego jestestwa. Pomijam już zasadność takiego uzewnętrzniania. Nie mam też zamiaru wspominania o jakimkolwiek talencie - wszak twórcze umiejętności nabywa się tak samo, jak każde inne - ciężką pracą oraz wytrwałością. I tym bardziej boli mnie sytuacja której to jestem świadkiem. Spora część naszego społeczeństwa nie tylko przejawia uwielbienie dla wszelkiego rodzaju pop-gwiazdek oraz tworów kultury masowej, ale również przestaje dostrzegać prawdziwych artystów. Martwi mnie również niezdrowa fascynacja sztuką nowoczesną. Boli mnie, gdy do rzeźby musi zostać dołączona obszerna wypowiedź samego twórcy, aby by móc ją zrozumieć. Duża część z nich nawet technicznie jest dobra. Natomiast o walorach estetycznych lepiej w ogóle nie wspominać. Zapomina się w ten sposób o prawdziwych twórcach. O osobach, które poświęciły wiele czasu, aby uzyskać odpowiednią wprawę i móc tworzyć. A jak już mowa o twórcach to warto wspomnieć o osobach, które z estetyką niewiele wspólnego mają. Dlaczego twórcy elektrowni, oczyszczalni ścieków, mostów, sieci telekomunikacyjnych, pojazdów, samolotów, procesorów itp. itd. nie znajdują takiego poklasku, jak ci "bożyszcze tłumu"? Wszak to właśnie bez nich, bez ich technicznej myśli, nasza rzeczywistość wyglądałaby o wiele bardziej ponuro. Mam wrażenie, iż znaczna część społeczeństwa nawet nie dostrzega, jak wielki wysiłek włożono w to, aby mogli teraz np. na każde życzenie obejrzeć film na YouTube, czy też móc zatelefonować do ukochanej osoby. Co też wpłynęło na ukształtowanie się takiej hierarchii wartości?