Erystyka, emocje i dyskusje internetowe
Denerwuję się chociaż nie powinienem. Może to za sprawą tego, iż ostatnimi czasy w ogólności odczuwam coraz to więcej emocji, a może dlatego, iż stałem się nieco bardziej wyczulony na pewne błędy popełniane przez osoby, z którymi mam okazję dyskutować. Zazwyczaj nie irytuje mnie sam światopogląd mojego rozmówcy, gdyż ze zbyt wieloma postawami się spotkałem, aby móc je wartościować i aby mogły mnie poruszać, ale sposób w jaki druga strona próbuje przeprowadzić argumentację swojej tezy. Z trudem przychodzi mi zachowanie spokoju, gdy widzę, jak dyskutanci popełniają podstawowe błędy logiczno-językowe. A przecież wystarczy jedynie zajrzeć chociażby na Wikipedię (patrz „błędy logiczno-językowe”). Doskonale rozumiem, że to odbiera dyskusji nieco energii emocjonalnej i jednocześnie utrudnia prowadzenie flejma, ale... czasem chyba warto zarysować pewne granice między zupełną stratą czasu, a merytoryczną dyskusją?
Proponuję zatem, aby podczas dyskusji, nawet tych internetowych, trzymać się pewnych standardów. Wymaga to nieco wysiłku i nie zawsze jest tak przyjemne, jak w przypadku typowego podejścia, ale pozwala m.in. na rzeczywistą weryfikację światopoglądu i faktyczną jego modyfikację.
PS. Żyję, miewam się dobrze, a pogłoski o mojej śmierci są grubo przesadzone — ludzie zazwyczaj nie umierają w wieku 25 lat. W ciągu ostatnich siedmiu miesięcy zdołałem m.in. wyprowadzić się z domu rodzinnego, a nawet przyzwyczaić do Unity, czyli nowego UI Ubuntu.